Wiadomości sportowe sobota, 10 maja

"23" mam w głowie

Selekcjoner reprezentacji Polski Leo Beenhakker wybrał 26 piłkarzy, którzy mają szansę znaleźć się w 23-osobowej kadrze na mistrzostwa Europy.

"Ja te 23 nazwiska mam w głowie już dziś, ale chcę mieć jakąś możliwość manewru" - argumentował holenderski trener.

Przygotowania do mistrzostw Europy wybrańcy Beenhakkera rozpoczną się 19 maja. Tego dnia rozpocznie się zgrupowanie w niemieckiej miejscowości Donaueschingen. Nie wszyscy piłkarze będą mogli w nim uczestniczyć od początku.

"11 z 26 piłkarzy, których powołałem na zgrupowanie, w weekend 18/19 maja rozgrywa jeszcze mecze ligowe, więc pewnie spóźnią się do Niemiec, a Tomasza Kuszczaka z Manchesteru United 21 maja czeka w Moskwie finał Ligi Mistrzów. Z naszym wyliczeń wynika, że łącznie siedmiu graczy może się spóźnić do Donaueschingen. M.in. dlatego po jednym zawodniku z każdej formacji powołałem dodatkowo" - powiedział Beenhakker.

Szczególnie kłopotliwa może być dla selekcjonera sytuacja z bramkarzami, gdyż z powodu udziału Glasgow Rangers w europejskich pucharach wydłużone zostały także rozgrywki ligowe w Szkocji, co może spowodować późniejszy przyjazd na zgrupowanie Artura Boruca z Celticu Glasgow. Gdyby do tego doszło, przez pierwsze dni z drużyną trenowałby tylko jeden bramkarz - Łukasz Fabiański.

"Istnieje szansa, że gdyby losy mistrzostwa Szkocji rozstrzygnęły się wcześniej, to Artur dołączy do nas przed zakończeniem rozgrywek w tym kraju. Jeśli będzie to niemożliwe, to poproszę jednego bramkarza, by dodatkowo przyjechał na zgrupowanie i nam pomógł" - zaznaczył selekcjoner.

Ostateczny skład 23-osobowej kadry na Euro 2008 holenderski szkoleniowiec ma ogłosić najpóźniej 28 maja. W dokonaniu wyboru pomogą mu m.in. sparing z drugoligowym szwajcarskim zespołem FC Schaffhausen oraz dwa spotkania towarzyskie - z Macedonią i Albanią, które odbędą się 26 i 27 maja w Reutlingen.

"Zazdroszczę trenerowi Chorwatów Slavenowi Biliciowi, że mógł już ogłosić nazwiska 23 piłkarzy, których zabierze na ME. Nasza sytuacja jest jednak inna i dziś podanie kadry na Euro 2008 byłoby nieodpowiedzialne. Grają ligi, mogą się zdarzyć kontuzje, nie wiem, czy wszyscy piłkarze na krótkim zgrupowaniu dadzą radę wskoczyć z formą na odpowiedni poziom. Ja te 23 nazwiska mam już dziś w głowie, ale chcę mieć jeszcze jakąś możliwość manewru" - powiedział Beenhakker.

Po 28 maja zmiany w kadrze będą możliwe wyłącznie z powodu ciężkich kontuzji. "A po 8 czerwca - dniu naszego pierwszego meczu w turnieju - już żadnych zmian nie będzie wolno dokonywać" - wyjaśnił Holender.

Do kraju ekipa wróci 31 maja. Dzień później "biało-czerwoni" przejdą ostatni test przed ME - na Stadionie Śląskim w Chorzowie zmierzą się z Danią. 2 czerwca przeniosą się do swojej bazy w Bad Waltersdorf, gdzie będą mieszkać podczas trwania turnieju.

Występy w Euro 2008 polska reprezentacja zainauguruje 8 czerwca meczem z Niemcami w Klagenfurcie. W tym mieście zamelduje się dzień wcześniej, by odbyć oficjalny trening. Podobnie będzie w przypadku spotkań z Austrią (Wiedeń) i Chorwacją (ponownie Klagenfurt).

MIESIĄC Z ŻYCIA REPREZENTACJI POLSKI

Plan przygotowań reprezentacji Polski do Euro 2008 i pobytu w Austrii do zakończenia fazy grupowej turnieju:

19 maja - początek zgrupowania w Donaueschingen (Niemcy)

23 maja - sparing z szwajcarskim zespołem drugoligowym FC Schaffhausen (Donaueschingen)

26 maja - towarzyski mecz Polska - Macedonia (Reutlingen, Niemcy)

27 maja - towarzyski mecz Polska - Albania (Reutlingen)

28 maja - ostateczny termin ogłoszenia 23-osobowej kadry na Euro 2008

31 maja - powrót do Polski

1 czerwca - towarzyski mecz Polska - Dania (Chorzów)

2 czerwca - przelot do Bad Waltersdorf (Austria)

8 czerwca - mecz Polska - Niemcy (Klagenfurt)

12 czerwca - mecz Polska - Austria (Wiedeń)

16 czerwca - mecz Polska - Chorwacja (Klagenfurt)

Ostatnie rozstrzygnięcia

Dwie istotne niewiadome pozostały w piłkarskiej Orange Ekstraklasie przed ostatnią kolejką rozgrywek. W sobotę rozstrzygnie się, który zespół zagra w Pucharze UEFA, a także który zajmie miejsce barażowe.

Od kilkunastu dni z mistrzostwa cieszy się Wisła Kraków, która ligowy sezon zakończy u siebie meczem ze zdegradowanym już Zagłębiem Sosnowiec. Wiadomo już też, że drugim spadkowiczem jest Widzew Łódź (na pożegnanie ekstraklasy zagra u siebie z Górnikiem Zabrze).

Zarówno Zagłębie, jaki i Widzew na dłużej żegnają się z piłkarska elitą, bowiem za udział w aferze korupcyjnej zostały karnie zdegradowane o jedną klasę rozgrywkową i w przyszłym sezonie wystąpią w trzeciej lidze.

Legii Warszawa do tytułu wicemistrza kraju wystarczy remis u siebie z Polonią Bytom. Zwycięstwo walczących o uniknięcie baraży gości byłoby jednak dużą niespodzianką. Ponieważ Legia jako zdobywca Pucharu Polski ma już miejsce w Pucharze UEFA, prawo to uzyska Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. lub Lech Poznań.

Przed ostatnią kolejką obydwa zespoły mają po 57 punktów. W korzystniejszej sytuacji jest Groclin, który ma lepszy bilans bezpośrednich spotkań, a to on decyduje o kolejności przy równej liczbie punktów.

Obydwa zespoły w ostatniej kolejce zagrają z drużynami broniącymi się przed barażami - Lech u siebie z ŁKS-em Łódź, a Groclin na wyjeździe z Odrą Wodzisław. Jednak nawet w przypadku zakwalifikowania się Groclinu do Pucharu UEFA kibice z Grodziska Wlkp. prawdopodobnie nie zobaczą u siebie europejskich rozgrywek. Jeśli dojdzie do skutku planowana fuzja Groclinu ze Śląskiem Wrocław, zespół przeniesie się do Wrocławia.

Udziałem w barażach z trzecim zespołem drugiej ligi zagrożone są cztery drużyny. Oprócz ŁKS-u, Odry i Polonii Bytom także Jagiellonia Białystok, która w ostatniej kolejce spotka się w Chorzowie z Ruchem.

PROGRAM OSTATNIEJ KOLEJKI ORANGE EKSTRAKLASY:

(wszystkie w sobotę o godz. 19:00)

Lech Poznań - ŁKS Łódź, KGHM Zagłębie Lubin - Kolporter Korona Kielce, Legia Warszawa - Polonia Bytom, Odra Wodzisław Śl. - Groclin Dyskobolia Gropdzisk Wlkp., PGE GKS Bełchatów - Cracovia Kraków, Ruch Chorzów - Jagiellonia Białystok, Widzew Łódź - Górnik Zabrze, Wisła Kraków - Zagłębie Sosnowiec.

250 km/godz. na zakręcie

W niedzielę po raz piąty w tym sezonie kierowcy Formuły 1 będą walczyć o punkty do klasyfikacji mistrzostw świata.

Tym razem wystartują w Grand Prix Turcji, która dotychczas była rozgrywana w ostatni weekend sierpnia, ale termin zmieniono ze względu na trudne warunki atmosferyczne.

"Rok temu mieliśmy spore problemy z dostosowaniem wszystkich ustawień naszych bolidów do panujących warunków. Rywalizacja toczyła się wtedy przy blisko 40-stopniowym upale, dlatego cieszę się ze zmiany terminu tego wyścigu" - powiedział szef teamu BMW-Sauber Mario Theissen.

"Myślę, że w mniej ekstremalnych warunkach kierowcy będą bardziej aktywni i skorzy do ataków. To bardzo nowoczesny i dynamiczny tor, z wieloma miejscami sprzyjającymi wyprzedzaniu, więc odpowiada walecznym kierowcom, takim jak Robert czy Nick. To będzie jeden z najbardziej zaciętych wyścigów w sezonie" - dodał.

SZUKANIE RÓWNOWAGI

Przed rokiem Robert Kubica zajął w GP Turcji ostatnie punktowane miejsce - ósme, ale podczas wyścigu miał pewne problemy techniczne z bolidem, które uniemożliwiły walkę o wyższą lokatę.

"Nie mam najlepszych wspomnień ze startów w Stambule, bo w obu ostatnich występach nie wszystko poszło mi tak jak powinno. Mam jednak nadzieję, że nasz nowy bolid jest bardziej odporny na usterki i tym razem pech mnie ominie. To bardzo ciekawy tor, na którym najważniejsze jest znalezienie równowagi między szybkimi i wolnymi zakrętami" - powiedział Kubica.

Po Grand Prix Hiszpanii BMW-Sauber stracił pozycję lidera klasyfikacji MŚ konstruktorów, jednak według Theissena jego zespół ustępuje możliwościami technicznymi tylko ekipie Ferrari.

"Ferrari wciąż ma przewagę nad resztą stawki, ale BMW-Sauber i McLaren-Mercedes prezentują już w tej chwili taki sam poziom techniczny. Minimalne różnice zależą tylko od detali i nieznacznych modyfikacji ustawień. Dlatego wciąż staramy się udoskonalać nawet najmniejsze elementy, bo nawet niewielka poprawka może sporo zmienić w wynikach" - uważa dyrektor techniczny BMW-Sauber Willy Rampf.

DŁUGIE PROSTE PODJAZDY

W zgodnej opinii kierowców tor w Stambule wyróżnia się na tle innych obiektów nie tylko lewoskrętnym kierunkiem jazdy, ale również dość oryginalnym zakrętem numer osiem, który pokonuje się z prędkością blisko 250 kilometrów na godzinę. Natomiast długie proste podjazdy sprawiają, że bardzo ważną rolę odgrywa tu aerodynamika bolidów, a ten czynnik należał do priorytetów w BMW-Sauber podczas prac nad nowym modelem pojazdu przed sezonem.

Istanbul Racing Circuit, zaprojektowany przez Niemca Hermanna Tilkego, jest jednym z dwóch "lewoskrętnych" obiektów, na których w tym sezonie rozgrywane są wyścigi, obok obiektu w Sao Paulo, gdzie w październiku zakończy sezon Grand Prix Brazylii.

Ze względu na krótką historię obiekt ten jest sporym wyzwaniem dla kierowców, których zmagania na trybunach może obserwować 155 tysięcy widzów.

Przed rokiem w GP Turcji podwójne zwycięstwo odnotował zespół Ferrari, a Brazylijczyk Felipe Massa wyprzedził wówczas Fina Kimiego Raikkonena. Trzeci był Hiszpan Fernando Alonso z McLaren-Mercedes (obecnie Renault), czwarty Niemiec Nick Heidfeld z BMW-Sauber, a ósmy Kubica.

W niedzielę kierowcy będą mieli do pokonania dystans 306 546 km, czyli 57 okrążeń po 5378 m.

WYMUSZONA ZMIANA

Wycofanie się z Formuły 1 zespołu Super Aguri-Honda pociągnęło za sobą zmianę przepisów. Międzynarodowa Federacja Samochodowa zdecydowała w czwartek, że po pierwszej i po drugiej rundzie kwalifikacji do Grand Prix Turcji odpadnie po pięciu ostatnich zawodników.

W dziesięciominutowej serii finałowej o pole position rywalizować będzie dziesięciu kierowców.

Podczas piątkowych treningów najlepiej radzili sobie kierowcy Ferrari. Przed południem najlepszy był Brazylijczyk Felippe Massa, który wyprzedził kierowców teamu McLaren-Mercedes: Fina Heikki Kovalainena i Brytyjczyka Lewisa Hamiltona. Siódmy był Nick Heidfeld, a Kubica - 12. Po południu najlepszy czas wykręcił broniący tytułu mistrza świata Fin Kimi Raikkonen, który wyprzedził o 36 setnych sekundy Hamiltona oraz Massę - o 0,139 s. Kubica stracił do Fina 0,888 s i został sklasyfikowany na szóstym miejscu, a drugi Heidfeld był dziesiąty - 1,274 s. Druga sesja treningowa została przerwana po wypadku Australijczyka Marka Webbera z Red Bull-Renault, który stracił panowanie nad bolidem, wychodząc z zakrętu i uderzył w bandę otaczającą tor. Nie doznał żadnych obrażeń.

JG, (PAP)

Urwali się ze stryczka

San Antonio Spurs obronili się w meczu numer trzy z New Orleans Hornets, chociaż zwycięstwo nie przyszło im łatwo.

W dużych opałach jest natomiast inny finalista z ubiegłego roku, Cleveland Cavaliers, którzy nie mogą liczyć na swojego lidera LeBrona Jamesa.

"Wiedzieliśmy doskonale, że jeszcze nikt w historii NBA nie awansował do kolejnej rundy, przegrywając 0:3. Dlatego zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli przegramy dziś, to będzie już po nas" - mówił po meczu Manu Ginobili, który nie po raz pierwszy w tych playoffs uratował skórę obrońcom tytułu.

W dwóch poprzednich, wygranych przez Hornets meczach tej serii, twarda defensywa młodej ekipy z Nowego Orleanu potrafiła zatrzymać tercet największych gwiazd Spurs. Tym razem było inaczej. Ginobili zdobył 31 punktów, podobnie Tony Parker (plus 11 asyst), a Tim Duncan - 16 punktów i miał 13 zbiórek. Podopieczni Gregga Popovicha znów nie potrafili znaleźć odpowiedzi na niesamowitego Chrisa Paula (35 pkt, 9 asyst) i Davida Westa (23 punkty i 12 zbiórek), ale tym razem zatrzymali przynajmniej pozostałych graczy Hornets. Zabójczy wcześniej z dystansu Peja Stojaković trafił zaledwie dwa rzuty z gry. To jednak ofensywa, a nie obrona zadecydowała o triumfie aktualnych mistrzów NBA. Sam jednak fakt, że Hornets jeszcze na początku czwartej kwarty przegrywali różnicą zaledwie dwóch punktów i praktycznie przez całe spotkanie mieli szanse na zwycięstwo, sugeruje, że to jednak drużyna z Nowego Orleanu ma większe szanse na wygranie całej serii.

W bardzo dobrym położeniu są także Boston Celtics, którzy mogą powoli zapomnieć o koszmarnej pierwszej rundzie z Atlanta Hawks. Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego znów zaczyna pokazywać to, z czego słynęła przez poprzednich sześć miesięcy, a mianowicie - najlepszą, zespołową obronę w całej NBA. W czwartek jej ofiarą padł LeBron James (21 pkt). Wyborny obrońca James Posey i jego koledzy nie mieli żadnego respektu dla "króla", jak potocznie nazywa się lidera Cavs, zmuszając go do spudłowania 18 spośród 24 oddanych rzutów, a także zaliczenia aż siedmiu strat. Wreszcie przebudził się także snajper Roy Allen, który w meczu numer jeden nie zdobył (sic!)... ani jednego punktu (teraz miał 16), a także Paul Pierce (19 pkt). Znów klasą dla siebie był niezawodny Kevin Garnett (13 pkt, 12 zb, 4 as).

"Stan 0:2 to trudna sytuacja, ale musimy się z niej wydostać. Ciągle wierzę, że wygramy tą serię" - powiedział James. Publiczność w Bostonie - wzorem tej z Waszyngtonu ze spotkań pierwszej rundy - dokuczała mu, jak tylko mogła, skandując "Overrated!" (przereklamowany). Na razie James nie ma zbyt wielu argumentów na swoją obronę...

MARCIN HARASIMOWICZ

II RUNDA NBA PLAYOFFS

(do czterech zwycięstw)

KONFERENCJA WSCHODNIA:

Boston Celtics - Cleveland Cavaliers 89:73; stan rywalizacji: 2:0 dla Celtics

KONFERENCJA ZACHODNIA:

San Antonio Spurs - New Orleans Hornets 110:99; stan rywalizacji: 2:1 dla Hornets

Kobe po raz szósty

Kobe Bryant został wybrany po raz szósty w karierze do pierwszej piątki ligi koszykówki NBA.

Jako jedyny gracz uzyskał poparcie wszystkich głosujących dziennikarzy. To kolejne wyróżnienie lidera Los Angeles Lakers - w środę odebrał z rąk komisarza ligi Davida Sterna nagrodę MVP sezonu.

Obok Bryanta w najlepszej drużynie rozgrywek znaleźli się Chris Paul (New Orleans Hornets; po raz pierwszy w All NBA First Team), Kevin Garnett (Boston Celtics; 4.), LeBron James (Cleveland Cavaliers; 2.) oraz Dwight Howard (Orlando Magic; 1.). Każdy z tej piątki wprowadził swój zespół do drugiej rundy trwającej fazy playoffs.

Drugą drużynę stanowią Amare Stoudemire, Steve Nash (obaj Phoenix Suns), Deron Williams (Utah Jazz), Dirk Nowitzki (Dallas Mavericks) oraz Tim Duncan (San Antonio Spurs).

Z kolei w trzeciej piątce znaleźli się Yao Ming i Tracy McGrady (obaj Houston Rockets), a także Carlos Boozer (Utah Jazz), Paul Pierce (Boston Celtics) oraz najlepszy rezerwowy ligi - Manu Ginobili (San Antonio Spurs).

Do Polski po kolejny tytuł

Rozmowa z Andriejem Kirilenką, gwiazdą Utah Jazz, mistrzem Europy z reprezentacją Rosji

Przydomek "AK-47", nawiązujący do słynnego Kałasznikowa sugeruje, że jego właściciel jest wybitnym snajperem, prawdziwą "strzelbą", ale tak naprawdę Andrzej Kirilenko ma inne zalety. A raczej - dużo innych zalet. Jeden z najbardziej wszechstronnych zawodników w NBA, znakomity obrońca od początku tej dekady odgrywa dużą rolę w mocnej ekipie Utah Jazz. W ubiegłym roku osiągnął - jak sam mówi - największy sukces w swojej karierze, zdobywając mistrzostwo Europy z reprezentacją Rosji.

W ubiegłym roku Utah Jazz awansowali do finału Konferencji Zachodniej, teraz gracie w półfinale. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że należycie już do elity NBA?

Od pewnego czasu rzeczywiście gramy na wysokim poziomie, i to zarówno w rozgrywkach zasadniczych, jak i w playoffs. Można zauważyć postęp. Dojrzewamy jako zespół. Czy należymy już do elity? Myślę, że tak.

Jerry Sloan to najdłużej pracujący trener w jednym klubie (już od 20 lat - dop. mh) w tej lidze. Jak się Panu z nim współpracuje?

To wspaniały szkoleniowiec, a wyniki mówią na ten temat wszystko. Wykształcił przynajmniej trzech wybitnych zawodników, którzy przejdą do historii koszykówki. Czy trzeba czegoś więcej? Sloan to wybitny fachowiec, bez dwóch zdań.

Ponoć czasem bywa surowy dla zawodników...

Oczywiście. I bardzo dobrze!

W ubiegłym roku wraz z reprezentacją Rosji sięgnął Pan po mistrzostwo Europy. Czy to był największy sukces w Pańskiej karierze?

Zdecydowanie. Największy, ale wierzę, że nie ostatni. Mam apetyt na dużo więcej. Za rok przyjadę do Polski po kolejny tytuł. Byłem już w Warszawie i we Wrocławiu na początku tej dekady, jeszcze z zespołem CSKA Moskwa i mam dość miłe wspomnienia.

Czy to nie paradoks historii, że najlepszy koszykarz rodem z Rosji zarabia teraz miliony dolarów w USA, a amerykański, czarnoskóry rozgrywający (J.R. Holden) wygrywa dla Sbornej mistrzostwo Europy?

To rzeczywiście interesujące, ale takie są realia we współczesnej koszykówce. Czasy się zmieniły. Wszyscy grają tam, gdzie mają ochotę. A skoro Holden dobrze czuje się w Rosji, nie ma w tym nic złego, że gra również w naszej reprezentacji.

ROZMAWIAŁ: MARCIN HARASIMOWICZ

Kłopoty z Norwegami

Hokeiści Czech i Kanady prowadzą w swoich grupach po trzech seriach meczów drugiej rundy MŚ elity w Quebec i Halifaksie.

Czesi nie dali szans rewelacyjnie dotąd grającym Szwajcarom (5:0), Kanadyjczycy natomiast mieli wiele kłopotów w meczu z Norwegami. Natrafili bowiem na wspaniałą dyspozycję norweskiego bramkarza, Pala Grotnesa. 31-letni Grotnes obronił aż 51 strzałów hokeistów kanadyjskich. W 57. min nie dał rady Rickowi Nashowi z Columbus Blue Jackets i Kanadyjczycy przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść - wygrali 2:1. Przypomnijmy, że w I fazie rozgrywek Norwegowie postraszyli Finów, przegrywając dopiero w dogrywce.

W innych meczach Szwecja pokonała Danię 8:1, a Stany Zjednoczone zwyciężyły reprezentację Niemiec 6:4. O wygranej Amerykanów zdecydowały bramki zdobyte w ostatniej tercji przez Zacha Parise - (52) i Dustina Browna (59).

W drugiej fazie turnieju rywalizuje 12 drużyn podzielonych na dwie grupy, z zaliczeniem wyników bezpośrednich spotkań z pierwszej rundy. Do ćwierćfinałów awansują po cztery najlepsze.

WYNIKI HOKEJOWYCH MŚ:

GRUPA F (Quebec):

Szwecja - Dania 8:1 (2:0, 2:0, 4:1). Bramki - dla Szwecji: Tony Martensen - dwie (36, 51), Kenny Jonsson (9), Marcus Nilson (16), Anton Stralman (37), Karl Fabricius (41), Mattias Weinhandl (42), Rickard Wallin (44), dla Danii: Kasper Degn (55). Widzów 7327. Kary: Szwecja - 14, Dania - 8 min.

Szwajcaria - Czechy 0:5 (0:1, 0:3, 0:1). Bramki: Martin Erat (20), Tomas Kaberle (35), Patrik Elias (36), Tomas Fleischmann (40), Jiri Novotny (59). Widzów 9603. Kary: Szwajcaria - 14, Czechy - 4 min.

1. Czechy 3 7 14-7

2. Szwajcaria 3 6 6-8

3. Szwecja 3 6 16-10

4. Rosja 2 5 9-5

5. Białoruś 2 0 6-8

6. Dania 3 0 4-17

GRUPA F (Halifax):

Kanada - Norwegia 2:1 (1:0, 0:1, 1:0). Bramki - dla Kanady: Mike Green (10), Rick Nash (57), dla Norwegii: Mads Hansen (34). Widzów 7.380. Kary: Kanada - 16, Norwegia - 20 min

USA - Niemcy 6:4 (3:2, 1:1, 2:1). Bramki - dla USA: Zach Parise - dwie (1, 52), Patrick O'Sullivan (3), James Wisniewski (3), Jason Pominville (27), Dustin Brown (59), dla Niemiec: Michael Hackert (15), Christopher Schmidt (18), Florian Busch (31), Michael Bakos (45). Widzów 7.352. Kary: USA - 10, Niemcy - 28, w tym Sebastian Osterloh - 10

1. Kanada 3 9 14-5

2. USA 3 6 14-9

3. Finlandia 2 5 8-3

4. Norwegia 3 4 6-7

5. Niemcy 3 0 7-14

6. Łotwa 2 0 0-11

Druga szansa Włodarczyka

Krzysztof Włodarczyk (Bullit KnockOut Promotions) po raz drugi w karierze otrzyma szansę zdobycia tytułu bokserskiego mistrza świata w wadze junior ciężkiej.

Za kilka miesięcy będzie walczył o pas WBC ze zwycięzcą pojedynku między Czechem Rudolfem Krajem i Włochem Giacobbe Fragomenim.

"Z pasa WBC zrezygnował Brytyjczyk David Haye, a o wakujący tytuł, prawdopodobnie we wrześniu, zmierzą się zajmujący pierwsze miejsce w rankingu Kraj i Fragomeni. Jako miejsce pojedynku w grę wchodzą trzy miejsca: Czechy, Włochy i Niemcy" - powiedział PAP Andrzej Wasilewski, menedżer Włodarczyka.

Pierwotnie polski pięściarz (nr 3 w WBC) miał spotkać się najpierw z "dwójką" - Fragomenim, a ten pojedynek wyłoniłby drugiego, obok Kraja, pretendenta do mistrzostwa świata.

Rezygnacja z pasa przez Haye sprawiła, że zwycięzca konfrontacji Kraj - Fragomeni w pierwszej walce w obronie pasa spotka się z tzw. obowiązkowym challengerem, którym jest teraz Włodarczyk.

"Nie spieszymy się z tym pojedynkiem, dojdzie do niego na przełomie 2008 i 2009 roku, a najlepiej byłoby w lutym" - dodał Wasilewski.

Niedawno w jednej z warszawskich klinik Włodarczyk poddał się operacji lewego łokcia. "Do treningów wróci za miesiąc" - mówi prowadzący jego karierę zawodową (od 2000 roku) Wasilewski.

"Diablo" Włodarczyk był już czempionem jednej z czterech najpotężniejszych federacji bokserskich na świecie - w listopadzie 2006 roku wywalczył tytuł mistrza IBF w kat. junior ciężkiej, po wygranej na punkty z Amerykaninem Steve Cunninghamem. W rewanżu, do którego doszło przed rokiem, zwyciężył Cunningham.

Być może za parę miesięcy w tej wadze Polska będzie miała dwóch mistrzów świata, bowiem o pas IBF z Cunninghamem będzie rywalizował Tomasz Adamek.

"Góral" jak Sinatra

Amerykanin Gary Gomez ma być kolejnym rywalem Tomasza Adamka. Walka planowana jest w Chicago 11 lipca.

W następnym pojedynku polski bokser prawdopodobnie spotka się ze Steve'm Cunninghamem (USA), a stawką będzie pas mistrza świata IBF w wadze junior ciężkiej.

Po łatwym zwycięstwie nad byłym niekwestionowanym mistrzem świata w kategorii do 200 funtów, O'Neilem Bellem, Tomek Adamek (34-1, 23 KO) mówił, że następną walkę chce stoczyć "na przetarcie", najchętniej przed polonijnymi kibicami w Nowym Jorku lub w Chicago. Jego życzenie spełni się już 11 lipca w historycznej chicagowskiej sali Aragon Ballroom, gdzie kiedyś śpiewał Frank Sinatra, a teraz rywalem Polaka będzie Gary Gomez (18-9, 7 KO). Walka Adamek - Gomez będzie pokazywana na żywo na ESPN, zaś oprócz Tomka, pretendenta numer 1 do mistrzowskiego pasa International Boxing Federation, w Chicago ma bić się także polski "ciężki" - Mariusz Wach. A niewykluczone, że także Piotr Wilczewski i Mariusz Masternak.

BĘDZIE ŁOMOT?

Aragon Ballroom przy 1106 West Lawrence Avenue powstał w 1926 roku, będąc od tego czasu znany jako sala, gdzie można posłuchać dobrej muzyki i niekoniecznie związana ze sportem. Zaczynając od Franka Sinatry i Duke Ellingtona, poprzez Grateful Dead, Jethro Tull, a kończąc na Megadeth, Aragon Ballroom jest od wielu dekad muzyczną mekką nie tylko dla mieszkańców Chicago. Patrząc na klasę rywala polskiego pięściarza, można się spodziewać, że także "Góral" zaprezentuje 11 lipca kibicom swojego talentu niezły łomot.

GOMEZ NA PRZETARCIE

"Chciałem mieć za rywala pięściarza, który przypomni mnie polonijnej i amerykańskiej publiczności" - mówi "Nowemu Dziennikowi" Tomek Adamek, który trenuje obecnie w Jersey City (NJ) w Rocky Marciano Gym należącym do Andrzeja Gołoty i Zyggiego Rozalskiego. "Walka będzie pokazywana na ESPN, w tradycyjnym paśmie piątkowych przekazów bokserskich. To nie jest żaden wielki rywal, ale też nie słabeusz. Nie lubię okresów sportowej bezczynności, a że walka z Cunninghamem zapowiada się na początek września, coś muszę robić. Do Polski na razie nie wracam, przygotowuję się do walki na miejscu, tutaj ściągam rodzinę. Przyszłość, następne trzy lata - kontrakt z Main Events mam do 2010 roku - wiążę z występami w USA".

33-letni Gomez dwie ostatnie walki stoczył... w dwóch różnych kategoriach wagowych. Z przed laty cenionym ciężkim Jeremym Williamsem (41-5) przegrał w sierpniu 2007 roku w kategorii do 200 funtów niejednogłośną decyzją w tylko ośmiorundowym pojedynku, a miesiąc wcześniej, w walce zakontraktowanej na 6 rund, ale w kategorii ciężkiej, uległ jednogłośnie na punkty Manuelowi Quezadzie (19-4).

PRZEMEK GARCZARCZYK

Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Fri May 9 14:01:58 2008