Wiadomości z Polski piątek, 9 maja
Tajny proces w sprawie seksafery
Ze względu na ważny interes prywatny pięciorga pokrzywdzonych, w tym głównego świadka Anety Krawczyk, sąd utajnił w czwartek proces, w którym o wykorzystywanie seksualne kobiet oskarżeni są Andrzej Lepper i Stanisław Łyżwiński.
Aneta Krawczyk, która ujawniła mediom sprawę molestowania seksualnego, jakiego według niej mieli się dopuszczać dwaj oskarżeni, zeznawała w czwartek przez cztery godziny. Jej zeznaniom przysłuchiwał się jedynie Łyżwiński, bo Lepper po kilkudziesięciu minutach wyraźnie zdenerwowany opuścił salę sądową. Dziennikarzom nie chciał powiedzieć, jaki był powód tej decyzji, zasłaniając się tajnością procesu. Mówił, że nic się nie stało i "po prostu wyszedł, bo nie musi uczestniczyć w rozprawie".
Co konkretnie powiedziała Aneta Krawczyk - nie wiadomo. Kiedy przybywała do sądu, była w dobrym nastroju i przekonywała, że nie boi się spojrzeć Lepperowi w oczy. W trakcie przerwy w rozprawie humor najwyraźniej ją opuścił. Była roztrzęsiona i widać było, że płakała. Twarz zakrywały jej duże, ciemne okulary. Po rozprawie nie chciała rozmawiać z dziennikarzami, twierdząc, że jest zmęczona.
Jej pełnomocniczka Agata Kalińska-Moc przyznała, że jej klientka bardzo przeżywa emocjonalnie te zeznania. "Przeżywa bardzo, kolejny (raz), ale już po raz ostatni musi opisywać przebieg spotkań. Jest to bardzo bolesne, na pewno stresujące. Ale w pełni świadomie pani Aneta to podjęła i dalej to robi" - powiedziała Kalińska-Moc. Dodała, że jej klientka nie będzie niczego komentować, bo proces jest utajniony i nie skończyła jeszcze składać zeznań. Ma je kontynuować we wtorek na kolejnej rozprawie.
Jeden z obrońców Leppera, mec. Robert Dzięciołowicz ujawnił, że prokurator wnioskował, aby Krawczyk zeznawała pod nieobecność oskarżonych. Sąd - po sprzeciwie obrony - oddalił jednak ten wniosek. Dzięciołowicz dodał, że świadek zeznaje, odpowiadając na pytania sądu. Obrońca ma co do takiej formy zeznań wątpliwości. "Niewykluczone, że obrona wyrazi to w formie oświadczenia do protokołu" - zaznaczył.
Komentując wniosek prokuratora, Kalińska-Moc podkreśliła, że inaczej się składa zeznania w obecności swojego pełnomocnika i prokuratora, a inaczej, gdy w sali sądowej są oskarżeni.
Zeznaniom Krawczyk przysłuchiwała się biegła psycholog, która - według obrony - ma ocenić wiarygodność jej zeznań.
W sądzie wraz z Krawczyk pojawiła się Anna Czerwińska z Fundacji Feminoteka, z wpiętym w ubranie znaczkiem "Wierzę Anecie Krawczyk". Podkreśliła, że bardzo trudne dla Krawczyk jest to, że teraz musi raz jeszcze o tym wszystkim, co przeszła, opowiedzieć, patrząc na sprawców. Dlatego przyszła do sądu wesprzeć ją, żeby mogła zobaczyć twarz osoby, której ufa i która jest jej przyjazna.
"Krawczyk dla wielu kobiet jest symbolem silnej, odważnej kobiety, która zdecydowała się mówić o trudnych sprawach" - podkreśliła Czerwińska. Dodała, że po seksaferze - dzięki temu, że Krawczyk zdecydowała się o wszystkim opowiedzieć - wiele spraw o molestowanie zostało ujawnionych. Jako przykład podała olsztyńską seksaferę.
Prokuratura: Mirosław G. nie popełnił zabójstwa
Podejrzany nie popełnił zarzucanych mu przestępstw - taka jest podstawa umorzenia śledztwa w sprawie zarzutów wobec kardiochirurga Mirosława G. dotyczących m.in. zabójstwa pacjenta - poinformował prokurator Andrzej Janecki.
Podczas konferencji prasowej powiedział, że postępowanie dotyczyło trzech zarzutów: zabójstwa pacjenta Jerzego G. (który zmarł po przeszczepie), narażenia na utratę życia lub zdrowia innego chorego - Floriana M. (zmarł po 70 dniach od zabiegu) oraz poświadczenia nieprawdy w dokumentach. Jerzy G. miał być operowany mimo zapalenia płuc, natomiast w sercu M. po operacji zostawiono gazik.
Prokuratura umorzyła też czwarty wątek, który nie był związany bezpośrednio z Mirosławem G., a dotyczył narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia pacjenta. W trakcie operacji tego mężczyzny zespół opuścił główny operator. W tym przypadku prokuratorzy uznali, że czyn ten nie wyczerpał znamion czynu zabronionego.
Janecki poinformował także, że prowadzący śledztwo prokurator Radosław Wasilewski miał początkowo wątpliwości co do zarzutów, jakie mają zostać postawione G., ale polecenie w tej kwestii wydał mu ówczesny prokurator okręgowy (była nim wtedy Elżbieta Janicka). Zaznaczył także, że sprawa pod względem dowodowym była skomplikowana, a sam Wasilewski nie przeciwstawił się poleceniu przełożonego, tylko przyjął je do wiadomości.
"Prokurator okręgowy znał tę sprawę i miał prawo do dokonania takiej właśnie oceny materiału dowodowego" - mówił podczas konferencji Wasilewski. Zaznaczał, że prokuratura miała informacje, iż mogło dojść do takich przestępstw i zebrała materiał dowodowy, który mógł być podstawą postawienia zarzutów.
"Przeprowadzone czynności dowodowe nie pozwoliły jednak na wyciągnięcie wniosków, że cel działania lekarza był inny niż leczenia pacjenta" - powiedział odnosząc się bezpośrednio do zarzutu zabójstwa.
"Decyzja o umorzeniu śledztwa jest nieprawomocna. Liczymy się z możliwością odwołania i ze spokojem czekamy na rozstrzygnięcie sądu" - dodał Janecki.
Prokuratorzy przypomnieli, że nadal toczy się inne śledztwo, w którym Mirosław G. jest podejrzany o korupcję (postawiono mu 45 takich zarzutów), mobbing, znęcanie się nad najbliższą osobą oraz usiłowanie zmuszania do poddania się innej czynności seksualnej. Poinformowali, że jest ono przedłużone do 11 sierpnia i wtedy planują je zakończyć. Zaznaczyli również, że obecnie trwa zapoznawanie się Mirosława G. i jego obrońcy z aktami sprawy.
Mirosław G. - ówczesny ordynator oddziału kardiochirurgii szpitala MSWiA - został zatrzymany przez CBA 12 lutego 2007 r. Samo jego zatrzymanie, wyprowadzenie go ze szpitala w kajdankach, filmowanie wszystkiego i przekazanie nagrań mediom wywołały dyskusję o "teatralizacji" czynności procesowych i wykorzystywaniu ich w propagandowych celach. Podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział m.in., że "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". G. w maju 2007 r. opuścił areszt, gdy Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że pięć miesięcy śledztwa nie wykazało, by było "duże prawdopodobieństwo", iż G. umyślnie zabił pacjenta.
Ziobro komentując w czwartek decyzję prokuratury powiedział, że jego zdaniem umorzenie śledztwa w sprawie zabójstwa to skandal. Według niego decyzja oznacza, że różne osoby są różnie traktowane przez prawo. Zarzucił też prokuraturze, że pomijała ważne ustalenia tego postępowania. "Nie znam tak drastycznych przypadków jak ten, który dotyczy G." - powiedział b. minister.
J. Kaczyński: rujnuje się dorobek poprzednich władz
W opinii prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego obecny rząd w polityce zagranicznej rujnuje dorobek poprzednich, a wobec Rosji nie prowadzi polityki realistycznej.
Odnosząc się w wywiadzie radiowym do wystąpienia szefa MSZ Radosława Sikorskiego, lider PiS radził też premierowi Donaldowi Tuskowi, by - krytykując nieobecność prezydenta - "najpierw spojrzał w lustro".
"Ja z wielkim niepokojem patrzę na to, co dzieje się w polskiej polityce zagranicznej, bo mamy do czynienia z sytuacją, w której rujnuje się dorobek nie tylko mojego rządu, nie tylko obecnego prezydenta, ale także dorobek poprzednich władz. Mówię przede wszystkim o sytuacji na Wschodzie: o relacjach z Ukrainą, Litwą, Gruzją, Azerbejdżanem, o tym wszystkim, co stanowi dla pozycji Polski swego rodzaju wartość dodaną. To wszystko jest w tej chwili niszczone" - mówił J. Kaczyński.
Według niego następuje powrót do poszukiwania za granicą patrona, w postaci Niemiec, z czego zrezygnował poprzedni rząd, odchodząc od "polityki klientystycznej". J. Kaczyńskiemu nie podoba się też rezygnacja z "różnego rodzaju racji historycznych". "Jednocześnie nie widać w tym żadnego celu, nie widać w tym żadnej myśli. Jest z jednej strony to, co charakteryzuje ten rząd może najlepiej ze wszystkiego, mianowicie walka z poprzednikami, no i poza tym - czysta pustka. To było zresztą najczęstsze, o ile wiem, wrażenie po wysłuchaniu tego przemówienia" - dodał lider PiS.
Pytany o fragment wystąpienia Sikorskiego, w którym szef MSZ mówił o współpracy z Rosją w duchu realizmu, zamiast nieskutecznego nieprzejednania, J. Kaczyński zastanawiał się, "co z tego realizmu miałoby wyniknąć": czy "wpuszczenie Rosjan do polskiej energetyki i uzależnienie Polski, czy rezygnacja z tarczy, czyli przyznanie, iż to jest sfera szczególnych wpływów rosyjskich, czy może w ogóle zgoda na to, że Rosja w dalszym ciągu w tej części Europy jest bardzo ważnym adresem, to znaczy, że nasze przejście na zachodnią stronę jest tylko częściowe i limitowane". "To nie jest polityka realistyczna, to jest polityka albo wynikająca z braku elementarnych kwalifikacji, albo z jakichś innych uwarunkowań, o których nie chcę w tej chwili mówić, bo mówiąc najkrócej, nie mam na nic dowodów" - podsumował prezes PiS.
Padło też pytanie o nieobecność prezydenta w Sejmie podczas debaty o polityce zagranicznej.
"Nie jestem reprezentantem prezydenta, ale na przykład nieobecność pana Tuska na przyjęciu trzeciomajowym w Pałacu Prezydenckim to jeszcze nieporównanie przykrzejsze wydarzenie i tyle mogę w tej sprawie powiedzieć. Tak że radziłbym panu Tuskowi spojrzeć najpierw w lustro" - odparł prezes PiS.
Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Thu May 8 14:07:53 2008
