Weekend online

... chciałbym, aby ta recesja potrwała długo...

[felieton Janka]

DOBRZE WAM TO ZROBI

Jan Latus

Tylko dobrze na tym wyjdziecie. Będziecie mniej wydawać, a więcej oszczędzać. I zmienicie się na zawsze - w każdym razie mam taką nadzieję.

Słyszeliście kiedyś o krajach, gdzie ludzie naprawdę pracują? Produkują coś, a zarobione pieniądze wkładają do materaca albo na konto oszczędnościowe w banku? Takie kraje ciągle istnieją: Niemcy, Szwajcaria, Japonia.

A słyszeliście o czasach, w których ludzie kupowali nowe rzeczy tylko wtedy, kiedy naprawdę musieli i tylko w niezbędnych ilościach? Tak Amerykanie żyli przez całą swoją historię aż do II wojny światowej, ale także później: w latach 50., 60., 70., może nawet 80.

To, co do niedawna obserwowaliśmy w tym kraju, nie mogło trwać w nieskończoność. Nie ma możliwości, żeby Amerykanie, pracując mniej więcej tak samo ciężko jak obywatele innych bogatych krajów, mieli domy trzy razy większe, samochody spalające dwa razy więcej paliwa; oraz więcej butów, zegarków i gadżetów sławnych marek niż jakikolwiek naród.

Jest mi żal młodej generacji, ponieważ oni w takim świecie się urodzili i wychowali, to jest jedyna rzeczywistość, jaką znają. Myśleli, że będąc obywatelami najbogatszego (bo sam się tak nazwał) kraju świata, zawsze sobie jakoś poradzą. Że zawsze będą mogli pożyczyć, wziąć kredyt, zapłacić "plastikiem". Albo równie dobrze mogą kupić dom czy mieszkanie, skoro powszechnie uważano, że ma to więcej sensu niż płacenie za wynajem. Było też oczywiste dla wszystkich, że cena kupionej nieruchomości na dłuższą metę zawsze wzrośnie. Kupowali więc pod jej zastaw kolejną nieruchomość. Ta maszynka do pieniędzy pracowała jak marzenie. Przyszłe zyski miały być - na papierze oczywiście - tak wielkie, że ludzie przestali się przejmować takimi drobiazgami, jak dług na karcie kredytowej czy wysoki rachunek w restauracji. Wiedzieli, że i tak będą kiedyś bogaci. Oceniali swój hipotetyczny majątek zamiast sprawdzać, ile tak naprawdę mają w portfelu. Zakładali, że ich długi na kartach kredytowych zostaną jakoś tam zmniejszone, wymazane, zapomniane. Myśleli tak: "Skoro każdy wierzy w lepszą przyszłość, będzie ona lepsza", że będzie to samospełniające się proroctwo.

Ale proroctwo nie spełniło się. Domek z kart (kredytowych) właśnie się zawalił i młodzi ludzie muszą teraz przystosować się, nauczyć - czytając na przykład stare powieści i wspomnienia - jak szanować pieniądze, żywność, rzeczy, cudzą pracę.

Oni - a właściwie: my wszyscy tutaj mieszkający - przyzwyczailiśmy się spędzać wolny czas spacerując po ulicach i mallach, aby kupować rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy. Zakupami wypełnialiśmy emocjonalną i intelektualną pustkę życia. Byliśmy oślepieni blaskiem sławnych marek. Pragnęliśmy prestiżu, jaki dają fikuśne krany albo najlepszy z możliwych grill.

Teraz, kiedy przestaliśmy kupować, co będziemy robić z wolnym czasem? Czytać książki pożyczone z biblioteki? Wolne żarty. Zaczniemy sami przycinać sobie paznokcie, zamiast korzystać z drogich usług koreańskich sług? Będziemy teraz sami robić w domu kanapki, zamiast jadać na mieście? Cerować podniszczoną odzież? Gotować gar zupy, który starczy na kilka dni?

Choćby kryzys był nie wiem jak głęboki, jakoś nie bardzo sobie wyobrażam, że aż tak zmieni nasz styl życia. Mimo że tak przecież żyli nasi rodzice, a już na pewno dziadkowie. Jesteśmy na to zbyt rozpieszczeni - i za mało umiemy. Jedyne co potrafimy robić z łatwością to obsługiwać iPhone'a, jeździć na wrotkach, przyrządzać martini i stosować wszystkie pozycje w seksie, jakie zaleca magazyn "Time Out".

Ale może ten kryzys będzie tak głęboki, że zmusi nas, by żyć inaczej? Może zabrzmi to, że jestem bez serca, że źle ludziom życzę, ale chciałbym, aby ta recesja potrwała długo. Sądzę, że ten kraj nawet obecnie jest na tyle bogaty, aby jednak zapewnić podstawowe środki na przetrwanie bezrobotnym i tym w potrzebie. Innymi słowy: nie sądzę, żeby obecna recesja przyniosła takie ludzkie tragedie, głód, desperację, samobójstwa, bankructwa, jak w czasie Wielkiego Kryzysu w 1929 roku.

Tak więc - przetrwamy. A mając więcej wolnego czasu i mniej pieniędzy, aby się zabawiać, być może zaczniemy myśleć o czymś innym niż pracy, wydawaniu, kupowaniu i rozrywce. Kiedy środków nie starcza, wolnego czasu nie wypełnia się rozrywką; nie zabija się nudy za pieniądze. Wolny czas wydaje się też nienaturalnie długi, kiedy na przykład ktoś jest głodny, a wejście do restauracji na rogu nie wchodzi w grę. Może nauczymy się żyć z takim głodem i pragnieniem, który będzie trwać przez 30 minut, bo tyle zajmie nam dojście do domu. A może wytrzymamy jeszcze kolejne pół godziny, bo tyle czasu trzeba, aby odgrzać obiad. Może będziemy teraz tylko oglądać wystawy sklepowe, niczego nie kupując. I może wystarczy nam teraz kilka, a nie kilkadziesiąt, odmian tego samego produktu w sklepie.

Będziemy wydawać tylko tyle, ile mamy. Będziemy odkładali znaczną sumę, żeby kupić coś większego. Będziemy siedzieć w domu i obliczać na kalkulatorze, na jakie stać nas wakacje. Koniec kupowanych impulsywnie przecenionych wycieczek statkiem i hoteli w Las Vegas. I będziemy też sami parzyć kawę, zamiast zlecać to pracownikowi kawiarni i płacić za napój równowartość godzinówki.

Tak - mam nadzieję, że recesja potrwa na tyle długo, aby zmienić ich (nasze) myślenie. Koniunktura kiedyś powróci - przecież zawsze wracała. Ale wtedy będziemy już wiedzieć - tak jak wiedziały poprzednie pokolenia i inne narody, które przeszły wojny, głód, bezrobocie - jak szanować chleb, ciężko zarobione pieniądze i cenny wolny czas.

Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Wed Nov 19 07:34:39 2008