Weekend online

...Nowojorska kuchnia nie kończy się w...

ŚWIAT NA TALERZU

Ewa Śródka

W Nowym Jorku, dzięki etnicznej różnorodności jego mieszkańców, codziennie można przenieść się w kulinarną podróż do dowolnie wybranego zakątka świata.

Wystarczy przejść się po Hell's Kitchen, aby oprócz wielu lokali włoskich czy specjalizujących się w potrawach z owoców morza znaleźć restaurację afgańską, peruwiańską, etiopską czy turecką. Wszyscy lekko już znudzeni menu lokali przy 9 Alei, w poszukiwaniu bardziej oryginalnych doznań kulinarnych powinni pokusić się o podróż parę przystanków metra dalej. Harlem, Washington Heights czy Queens kryją bowiem niezwykłe niespodzianki kulinarne.

Wegetariańsko i karaibsko

Washington Heights to mała Dominikana. Mieszkańcy - ciągle jeszcze nie zdominowani przez "odważnych" białych z Midtown, którzy rozpoczęli już ekspansję w kierunku Harlemu - żyją tu trybem życia wyspiarzy. Jednak pierwsze oznaki zmian są już zauważalne. Pod adresem 1551 St. Nicolas Ave. (między 187 i 188 Street) mieści się bar, który mógł pojawić się wyłącznie w Nowym Jorku: Dr Juice - Natural & Organic Restaurant. Latynoska knajpa wegetariańska?! To nie żart! Obszerne menu wypełniają klasyczne dania dominikańskie, np. pasteles en hojas (pierogi z mięsem zapiekane w liściach bananowca) czy quipe (rodzaj pieczonego pieroga z farszem), ale także z innych wysp Karaibów, np. kubańska ropa vieja, czyli siekane mięso w sosie. Wszystkie dania przyrządzone są z warzyw i soi w taki jednak sposób, że nawet mięsożerca da się nabrać. Godne podziwu jest to, że smak nie odbiega od wytycznych karaibskiej cuisine. Potwierdził to mój znajomy Dominikańczyk, z którym zwykle zamawiałam w tym barze talerz "wszystkiego po trochu" (10-15 dol. za wielką porcję).

Kto natomiast woli mieć na talerzu mięso czy owoce morza, ten niech się uda na koniuszek Manhattanu do fenomenalnej restauracji dominikańskiej Mamajuana Cafe (247 Dyckman St., między Seaman i Payson). Już pyszne przystawki (jak choćby ceviche z owoców morza czy kotleciki krabowe) zapowiadają atrakcje przy daniach głównych. Polecam paellę z owoców morza za niewygórowaną cenę (jak na wielkość porcji i pół homara na szczycie miski) 20 dol. Mamajuana to tajemniczy napój przyrządzany przez Indian Taino z korzeni i liści różnych roślin na bazie z rumu i miodu (podobno leczy wszystkie schorzenia, łącznie z impotencją). Mimo że niewielu Dominikańczyków zachowało oryginalną recepturę i umiejętność przyrządzania tego napoju, w Mamajuana Cafe ciągle się go podaje, także jako bazę do nieziemskich drinków w absolutnie przyziemnej cenie 8 dol.

Z gorącego Południa

Nieco bliżej terenów zamieszkałych przez bogatych nowojorczyków, czyli tuż nad Central Parkiem, rozciąga się fascynujący - również kulinarnie - teren wschodniego i zachodniego Harlemu. To miejsce, gdzie turyści wciąż przyjeżdżają autokarami, aby skosztować tutejszego soul food z południa Stanów. Słynny bar Sylvia's (328 Lenox Ave., między 126 i 127 Street) jest już co prawda nieco przereklamowany, ale ciągle można tu wpaść na śniadanie na wspaniałe chicken waffles i przy okazji posłuchać, jak kelnerki wtórują starym przebojom R'n'B. Mniej turystycznie jest w Miss Maude's Spoonbread Too (547 Malcom X Blvd., między 137 i 138 Street). Jedzenie i klientela przypominają najlepsze czasy Harlemu. Wtedy nikomu się zbytnio nie spieszyło, więc lekką opieszałość obsługi trzeba przyjąć jako część kolorytu tego miejsca.

Harlem to jednak także skarbnica lokali z dalszego Południa. To tu mieszczą się najlepsze (i tanie!) afrykańskie restauracje. Na pewno warto odwiedzić Dibiterie Cheikh (231 W. 116 Street, przy Lenox Av.), która specjalizuje się w kuchni zachodnioafrykańskiej. Można tu zjeść m.in. niesamowitego kurczaka yassa w cytrynowym sosie albo ogniście pikantne kuleczki rybne w sosie cebulowym. Na jeszcze większe wyzwania kulinarne zaprasza bar Island Spice & Southen Cuisine (1980 A. Clayton Powell Jr. Blvd., na rogu 119 Street). Tu obowiązuje oryginalna kuchnia jamajska. Odważni z menu mogą wybrać gotowaną nogę wołową albo curry z kozy (6-8 dol.). Ci bardziej zachowawczy powinni pozostać przy "bezpiecznym" i aromatycznym jerk chicken (8 dol.).

"Siódemką" na Wschód

Ta wycieczka kulinarna wymaga przejechania się linią nr 7 do końca - do Flushing. Tu, na Queensie kryje się prawdziwe zagłębie azjatyckich restauracji. Na uwagę zasługuje lokal Thai Food House (4102 College Point Blvd.), w którym w ogromnym menu figurują dania kuchni tajskiej, birmańskiej i chińskiej. Kluski pad thai czy ryż z dodatkiem pikantnych przypraw, ananasa i krewetek mogą doprowadzić jedzących do stanu wniebowzięcia. Dodatkowym atutem (nie tylko zresztą tego lokalu w tej okolicy) jest miła niespodzianka przy płaceniu rachunku - tu można wspaniale zjeść już za ok. 15 dol. Na szybką, egzotyczną przekąskę w stylu kantońskim warto wpaść do małego baru White Bear (Prince St., między Roosevelt i 40 Street). Tu serwuje się przede wszystkim różne pierożki chińskie, m.in. smażone z kapustą i wieprzowiną. Komu zasmakuje, może zabrać do domu torbę 50 takich mrożonych chińskich przysmaków. Parę przecznic dalej, w Xin Jang (uliczny wózek na rogu 38 St. i Main St.) za dolara można zjeść chińskiego kebaba z kurczaka, baraniny lub wołowiny. Założę się zresztą, że na Flushing można zresztą zjeść dowolne danie z kręgu kuchni dalekowschodniej. Dlatego smakoszom polecam spenetrowanie tego rejonu na własną rękę. Chinatown na Manhattanie niech zostanie dla turystów.

Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Thu Aug 14 13:37:43 2008