Weekend online
...Nie znajduję w historii przykładu, aby małe, niewinne urządzenie tak mogło odmienić oblicze świata ...
[felieton Janka]
WIZJONERZY
Wyglądają tak zwyczajnie, skromnie i chłopięco w swoich dżinsach i T-shirtach. Ale niech nas to nie zmyli: oni są bogaci. Najbogatsi na świecie.
Dzisiejsi miliarderzy nie mają wiele wspólnego ze stereotypem bogacza: skąpca, tyrającego self-made-mana, który nie bał się ubrudzić rąk, ale nie szanował edukacji. Który odznaczał się niebywałą ambicją i totalnym ukierunkowaniem myślenia na zarabianie pieniędzy.
Jak tu nie kochać współczesnych milionerów, którzy pozwalają w swoich biurach na dolnym Manhattanie jeździć pracownikom na wrotkach, a jeśli firma jest w Kalifornii - ubierać się i zachowywać, jak chcą, byleby tylko zrobili swoje. Jak nie doceniać ich wspaniałomyślności, skoro tyle miliardów ofiarowują biednym? Jak nie szanować Billa Gatesa, który - rozpowszechniając w świecie jednolity program operacyjny - w zasadzie w pojedynkę sprawił, że gospodarka światowa stała się bardziej efektywna i że powstały miliony nowych - przyjemnych, bo przy biurku - stanowisk pracy?
Współcześni miliarderzy, choć to dobrotliwi idealiści, mają pewne cechy wspólne z bogaczami z przeszłości: ogromną ambicję, rozbudowane ego, odwagę, wizję. Jednakże, w przeciwieństwie do Carnegiego, Rockefellera czy Vanderbildta, są w stanie nie tylko zmienić charakter pracy ludzi na świecie, ale i ich sposób życia.
Pragnienie, aby wpłynąć na oblicze życia innych ludzi, aby odmienić zachowania społeczne, jest nieobce politykom i przywódcom religijnym. Czasem te pragnienia prowadzą do zbrodni i ludobójstwa - wszyscy wiemy, do jakiego świata dążyli Hitler, Stalin czy Pol Pot.
Oczywiście, porównanie dzisiejszych, pełnych dobrych chęci przedsiębiorców z Doliny Krzemowej do najokrutniejszych dyktatorów jest niesprawiedliwe; wręcz śmieszne. Chodzi mi jedynie o to, że dla ludzi (zwłaszcza mężczyzn) o ogromnych ambicjach zdobycie majątku i opanowanie rynku światowego to nie dość. Oni chcieliby ten rynek zmonopolizować. Kolejny krok to wpłynięcie na oblicze świata.
(W tych pragnieniach są podobni do wynalazców. Thomas Edison chciał, aby jego wynalazki: żarówka czy patefon, znalazły się w każdym bez wyjątku domu i odmieniły nasze obyczaje).
Dzisiejsi miliarderzy-wizjonerzy mają jednakże - nieznaną w dziejach - realną szansę, żeby zmienić świat zgodnie ze swoimi pragnieniami, marzeniami, gustem, i to w ciągu ich życia. Ba - w ciągu roku nawet.
Jeśli większość zgadza się, że rozpowszechnienie w świecie programu operacyjnego Windows, promowanego przez firmę Microsoft Billa Gatesa, mogło usprawnić światową gospodarkę, zwiększyć efektywność produkcji oraz wielkość wymiany handlowej i intelektualnej, to korzyści z zalania całego świata tymi samymi gadżetami nie są oczywiste. Przykładem człowieka, który się o to pokusił, jest Steve Jobs - zbawca będącej do niedawna w kłopotach firmy Apple Computers.
Przesadzam z tym jego wpływem na świat? Jakakolwiek młoda osoba z Japonii, Francji, Polski, Rosji, Chin, Nigerii czy Brazylii powie wam, co jest jej największym pragnieniem: jeden, konkretny model telefonu komórkowego iPhone, i to ten najnowszy model. I także chce mieć - jeśli jeszcze nie ma - iPoda do słuchania muzyki w biegu.
Uważacie, że miliony sprzedanych gadżetów to dobry interes dla jednej firmy, i nic więcej? Wobec tego przejedźcie się jutro nowojorskim metrem. Zobaczycie kapitalne zmiany w stosunku do tego, co było jeszcze kilka lat temu. Nie ma już prawie, typowych dla tego miasta, międzyludzkich interakcji: wymian uśmiechów; dowcipnych lub wrednych komentarzy; pełnych uznania spojrzeń, gdy uliczny muzyk gra wyjątkowo dobrze. Dzisiejsze metro to wagon pełen zombies. Nic niewidzących, niesłyszących, niereagujących na otoczenie - chyba że jest to absolutnie konieczne. Sprzedanie na świecie miliarda iPodów (przed nimi były, jeszcze w latach 70., walkmany firmy Sony) oznacza miliard mniej ludzkich interakcji, uśmiechów, rozmów.
Steve Jobs pewnie byłby zdziwiony, może i zraniony, słysząc taką opinię. Przecież - tak pewnie uważa - nie szkodzi nikomu wzbudzając żądzę posiadania elegancko zaprojektowanego, nowoczesnego, wyznaczającego nowe multimedialne kierunki urządzenia. Zapomina jednakże, że miliard kupionych iPodów i iPhone'ów to ogromna suma zmarnowanej ludzkiej energii, czasu, pieniędzy, inwencji. Zmarnowanej, bo pójdzie ona w kierunku dogadzania sobie, zabawiania się, zabijania nudy. Wysyłania sobie nawzajem zdjęć dziewczyn i piesków, oglądania głupawych filmików. Przebywania cały czas w wirtualnym świecie internetu, gdy obok śpiewają ptaki, pachną kwiaty, przechodzi dziewczyna o cudownych nogach, mija nas śmieszny ekscentryk, prosi nas sygnałem o ustąpienie jej drogi karetka.
Nie znajduję w historii przykładu, aby małe, niewinne urządzenie tak mogło odmienić oblicze świata i ludzkich interakcji - i żeby działo się to bez protestów. Przeciwnie: przy aprobacie starszych i bezkrytycznym entuzjazmie młodych. Owszem, kiedyś wynalazek samochodu odmienił oblicze społeczeństwa amerykańskiego, wpływając nawet na takie jego elementy, jak życie rodzinne, więzy społeczne oraz nowe obciążenia i choroby psychiczne. Podobny wpływ miała na społeczeństwo telewizja. Teraz zmienią nasze życie - i to szybciej i wyraźniej, niż nam się wydaje - niewinne, pięknie wyglądające zabawki.
Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Fri Jul 18 13:34:22 2008
