Weekend online
- ...Jak wypadają w porównaniu z Polakami pracownicy z innych krajów? Wszyscy wypadają... - Jan Latus
- ...Kto ma kupić płytę, i tak ją kupi... - Marek Fall
- ...."Boli główka? - poprawiam sobie podusię... - Magdalena Wypych
...Kto ma kupić płytę, i tak ją kupi...
STEAL THIS ALBUM!
Sprawa plików muzycznych krążących po sieci stanowi rodzaj evergreenu dla każdego dziennikarza muzycznego. Wyświechtany to temat, a jednak miesiąc w miesiąc, rok w rok, mielimy go wszyscy.
Zresztą w razie czego zawsze winę można zrzucić na rzeczywistość, która co krok podsuwa kolejne zachęty, by skrobnąć parę słów o popularnych empetrójkach. Niedawno elektryzowała nas premiera "In Rainbows" Radiohead, udostępniających - na początku - swój nowy album jedynie w formie cyfrowej. Potem amerykańskie sądy wydały kilka wyroków, które zdawały się liberalizować podejście do ludzi wymieniających się muzyką za pomocą programów p2p. Wreszcie, Apple w swoim nowym laptopie w ogóle nie wbudował stacji dysków CD-ROM i DVD, co niektórzy symbolicznie odbierają jako śmierć formatu.
A że nic się tak dobrze w mediach nie sprzedaje, jak wyuzdanie i zło, będę w tym miejscu pośrednio namawiał do przestępstwa. Zawsze, ilekroć któryś ze speców od moralności czy inny kaznodzieja wyklina "ściągaczy", aż ciśnie mi się na usta: "Człowieku, na jakim ty świecie żyjesz?". Bo, czy to się komuś podoba, czy nie - w polskiej, i chyba nie tylko, rzeczywistości zakazy ściągania nie bronią się zarówno na płaszczyźnie moralnej, jak i zwyczajnie zdroworozsądkowej. Ostatnio kupując skromny prowiant przed wykładem skonstatowałem, że wydałem właśnie tyle, ile przeciętny student zarabia w godzinę. Na Wyspach człowiek z pensją minimalną jest sobie w stanie pozwolić na zakup kompaktu po około dwóch godzinach pracy. U nas, w wersji optymistycznej, po sześciu. Czy ktoś naprawdę może myśleć, że ledwo wiążący koniec z końcem młodzian, któremu zabroni się ściągania muzyki z sieci, pobiegnie do sklepu płytowego? A zważywszy na to, że - generalizując - targetem płyt są raczej młodzi ludzie, nie ma się co dziwić, że rynek muzyczny w Polsce kuleje. A rozwiązanie jest proste. Gruntowne obniżenie cen. Niedawno, przy okazji wizyty The Cure nad Wisłą, wszystkie ich nagrania można było dostać w cenie ok. 20 złotych. Efekt? "Disintegration" (z 1989 r.!) wylądowało w ścisłej czołówce listy sprzedaży. Jak więc widać, tego rodzaju praktyki są stosowane i przynoszą wymierne korzyści.
Kwestia druga, o której jakoś rzadko się mówi. Ludzie ściągający mp3 kupują więcej płyt od tych, którzy tego "haniebnego procederu" nie popełniają. Dlatego w mojej opinii ci, którzy nazywają nas złodziejami, powinni zastosować się do rady, jakiej onegdaj prezydent Chirac udzielił naszym rządzącym. Z jakiej racji, kiedy chcę kupić sobie buty, mogę wejść do sklepu, przymierzyć i zależnie od tego, jak leżą - kupić bądź nie kupić, a podobny zabieg w przypadku muzyki jest potępiany? Przecież tajemnicą poliszynela jest, że w Polsce muzycy żyją z koncertów, nie z płyt. Delegalizacja p2p równa się znaczącemu spadkowi frekwencji na gigach, a zatem i wpływom z biletów.
Oczywiście format mp3 ma mnóstwo wad. Jest słaby jakościowo, poza tym dewaluuje wartość namacalnych albumów. Ale na Boga! Kto ma kupić płytę, i tak ją kupi, bo poza sferą audio będzie chciał zakosztować też przyjemności wizualnej, jaką daje booklet czy longplay na półce. A wracając do śmierci CD: winyle też uśmiercane są właściwie, odkąd wynaleziono kasetę magnetofonową, a tu mamy XXI wiek i płyta gramofonowa żyje i ma się dobrze, zyskując wręcz miano ekskluzywnego fetyszu.
Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Sun May 4 09:48:29 2008
