Weekend online
- ...Nawet jeśli Polak jest w szczęśliwym związku i ma udaną rodzinę, i tak na wigilię płacze... - Jan Latus
- ...Za trzy godziny muszę być na lotnisku... - Magdalena Wypych
- ...Podobno każdy Norweg ma swojego... - Dagmara Babiarz
- ...mimo, iż polska kuchnia świąteczna jest wyjątkowo smaczna, można by pokusić się o wprowadzenie jakiejś zmiany... - Ewa Środka
...Nawet jeśli Polak jest w szczęśliwym związku i ma udaną rodzinę, i tak na wigilię płacze...
[felieton Janka]
WIGILIA NA WESOŁO
- Na wesoło? Co ten Latus, bezbożnik, wypisuje? Przecież Wigilia to dla Polaków moment smutnej zadumy i refleksji, w tym nawet historycznej; to chwila rozczulenia.
No właśnie... dlaczego tak właśnie jest?
Uporządkujmy informacje. Powodem obchodzenia świąt Bożego Narodzenia przez chrześcijan jest, jak sama nazwa wskazuje, rocznica narodzenia Syna Bożego. Jest to więc święto radosne. O ile równie radosną Wielkanoc - upamiętniającą zmartwychwstanie Chrystusa, poprzedzają dni rozpamiętywania jego męki i śmierci, to w przypadku Bożego Narodzenia jest to tylko radosne oczekiwanie, a w naszych domach - frajda szykowania dobrych potraw i dekorowania choinki. Dzieci mają jeszcze dodatkową atrakcję w postaci próby generalnej świąt, czyli Mikołajek.
Dla osób niewierzących zaś Christmas to sama radość: kupuje się bliskim i dostaje od nich prezenty, a to wszystko w gwarnym tłumie, w świetle kolorowych lampek, przy wesołej piosence "Jingle Bells".
Amerykanin wykrzyknie do mnie, uśmiechając się od ucha do ucha: Merry Christmas! Polak, robiąc zakłopotaną minę, pyta: Czy masz jakieś plany na święta?... hmmm... nie zostaniesz czasem sam? Bo, widzisz, ja też może zostanę sam... smutne to bardzo, ale nie możemy się poddawać.
Dla wielu narodów Wigilia (jeśli akurat jest obchodzona) i Boże Narodzenie to wesołe biesiadowanie. Dla Polaka - smutne rozpamiętywanie.
Zaczyna się to od Wigilii. Miły staropolski zwyczaj ustawienia talerza dla nawet nieproszonego (np. biednego) gościa przerodził się w jakiś smutny symbol, prawie jak na Zaduszki. Upiornie pusty talerz, czekająca zastawa... dla kogo to? Dla ducha? Dla nieobecnych zmarłych? Dla samotnych, którzy, pochlipując, dosiądą się do naszego stołu?
Na przykładzie Wigilii widać, jakim jesteśmy smutnym, i skłonnym do melodramatyzmu, narodem.
Chrystus się narodził... a my chlipiemy. Dlaczego? Bo my w Ameryce, a szwagier został w Polsce. A szwagier w Polsce chlipie, że nie cała rodzina w komplecie zasiada do jego stołu (jakby kiedykolwiek widział ją w komplecie i w zgodzie).
W panice wielkiej, histerii nawet, kupujemy w ostatniej chwili strasznie drogie bilety, aby ten dzień spędzić nie w Miami w hotelu, lecz w Mławie lub Grodzisku z ciotką, wujkiem i bratem. Aby posiedzieć kilka godzin przy stole z nimi - i z włączonym na stałe telewizorem.
Nagle wpadamy wszyscy w panikę: kto jest sam, kto owdowiał, którą zostawił chłopak. Raptem to staje się ważne; raptem chrześcijańskie święto staje się zobowiązaniem do podsumowania swoich życiowych niepowodzeń - w ogóle aktualnej sytuacji życiowej. Tak podsumowujemy i tak się nad sobą rozczulamy, że w bardziej stosownym na to dniu - na sylwestra - już nam ten najgorszy smutek przechodzi i jesteśmy w stanie nawet się bawić!
Kto jeszcze jest sam? Trwa wyszukiwanie singli w kalendarzu i subtelne - żeby nie urazić ich nadwrażliwej dumy - próby zaproszenia na kolację.
Wymądrzam się, a sam przez wiele lat byłem - i ciągle chyba jestem - podatny na ten ogólny, udzielający się innym, czy raczej: im narzucany, stan nachalnej empatii.
Nawet jeśli Polak jest w szczęśliwym związku i ma udaną rodzinę, i tak na Wigilię płacze. Bo na przykład uświadamia sobie (choć był czas na myślenie o tym 1 listopada, na Wszystkich Świętych), że ktoś już odszedł, że pewnej najdroższej osoby już nigdy przy wigilijnym stole nie posadzi. Ponieważ zawsze ktoś z rodziny kiedyś odszedł, powody do smutku nigdy nie ustaną.
Płaczemy, bo jesteśmy sami. Płaczemy, bo część rodziny jest w innym kraju. Płaczą teraz nasi w Londynie, Dublinie i Nowym Jorku - nawet jeśli przez pozostałe dni roku świetnie się tam czują. Naród płaks; chyba wicemistrzowie świata, zaraz po Rosjanach.
Istnieją wesołe kolędy, jak "Przybieżeli do Betlejem" ( za które brali się jedynie podochoceni alkoholem mężczyźni). Większość jednak kolęd - skądinąd pod względem muzycznym najpiękniejszych na świecie - jest smutna i tęskna: że Mu, nieboraczkowi, zimno w żłóbku (w Betlejem?!), że Mizerna cicha, stajenka licha itd.
Jest dużo racji w zarzutach o skrajnej komercjalizacji świąt. Problem ten dotyczy także Polaków i Polonii. Ale my wpadamy w drugą skrajność: nie potrafiąc się z niczego cieszyć, smucimy się nawet w dniu Bożego Narodzenia, uznając ten moment za wprost wymarzony, aby się rozczulić nad sobą, rodziną, a nawet krajem.
Jak powiedziałem, sam nie jestem bez winy: też przeżywałem katusze (i opisywałem je w gazecie, ku zadowoleniu czytelników) zastanawiając się, co ze sobą na Wigilię w Ameryce począć: czy ją przespać, czy wyjechać, czy tylko schować się pod kołdrą i nie odbierać telefonów. Tak jak ja, zachowywało się - i nadal zachowuje - tysiące osób. Bo każdy z nas znajdzie sto powodów, żeby się nad sobą użalić, a nie ma na to lepszego pretekstu niż Narodzenie Pana.
Wesołych (naprawdę!) Świąt
Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Fri Dec 21 15:12:36 2007
