Weekend online
- ...impregnowano ciało bitumitem i żywicą, uprzednio nacierając winem palmowym i olejem cedrowym... - Marian Polak
- ... moze jednak nie bitumitem i żywicą, uprzednio nacierając winem palmowym i olejem cedrowym... - Johny Bravo
- ...Konserwatywna rzeczywistość - z korzyścią dla literatury - wymagała od twórców umiejętności ukrywania różnorakich sensów i symboli... - Ewa Śródka
- ...Klasycznym przykładem konserwatywnej szkoły w myśli społecznej i politycznej jest - co na gruncie języka potocznego może się wydać całkowicie sprzeczne i niedorzeczne - liberalizm... - Przemek Gulda
- ...Chcę być konserwatorem, choćby po to, by spotykać ludzi, którzy widzą i którzy rozumieją..... - Anita Flejter w rozmowie z Bożeną Chlabicz
...Chcę być konserwatorem, choćby po to, by spotykać ludzi, którzy widzą i którzy rozumieją.....
[Wywiad Weekendu]
Pucu pucu, chlastu chlastu
Konserwator, to w czasach Peerelu był taki pan ze spółdzielni, który chodził po osiedlu ze skrzynką pełną narzędzi i... konserwował, co się tam zdarzyło. Raz cieknący kran, raz niesprawny bojler czy kuchenkę. Ale nawet w czasach ăkobiety pracującej" konserwowanie nie było zajęciem dla niewiasty. Tymczasem Weekend zna jedną fajną dziewczynę - Anitę Flejter, która studiuje obecnie w Nowym Jorku, ale ma już w kieszeni dyplom... zawodowego konserwatora. Pewne szczegóły jednak nie do końca nam się zgadzają, bo jest to dyplom konserwatora obiektów artystycznych. Zatem pytamy:
Weekend: Masz skrzynkę z narzędziami i kombinezon roboczy?
Anita: Oczywiście, że tak. Skrzynka z narzędziami na uczelni była określana mianem ăpiórnika konserwatorskiego"; nazwa jak z "Plastusiowego ăPamiętnika". Skrzynka w postaci fizycznej nie istnieje, ale narzędzie owszem. A przydaje się prawie wszystko to, co konserwatorowi ze spółdzielni. Jedyna różnica polega na skali narzędzi. A więc: malutkie szpachelki zamiast kielni do wypełniania ubytków zaprawy, pędzelki numer 0 czy 1 do uzupełniania warstwy malarskiej (punktowanie), waciki bawełniane do czyszczenia powierzchni malowidła, skalpele do mechanicznego oczyszczania, mini strzykawka do konsolidacji...
W: Czym zajmuje się uzbrojony w te wszystkie kielnie, pędzle i waciki konserwator dzieł sztuki ogólnie, a Ty szczególnie?
A: Konserwatora głównym zajęciem jest troska o ăfizyczną kondycję"dzieł sztuki, aby przetrwały, możliwie jak najmniej uszkodzone, dla przyszłych pokoleń. Uzupełnia ubytki, wzmacnia, podkleja, czyści zabrudzenia i usuwa przemalowania, a nawet - gdy trzeba - jak lekarz wkłada dzieło ăw gorset" i robi mu zastrzyki. Konserwacja to głównie działania prewencyjne oraz zabiegi zmierzające do zachowania dzieła w jego oryginalnej postaci. Restauracja zaś polega na próbach przywrócenia obiektowi pierwotnego charakteru i blasku. Ja osobiście mam dyplom konserwatora malarstwa ściennego oraz sztalugowego, i w obrębie tej specjalizacji pracuję także tutaj.
W: Jak wygląda miejsce pracy Anity-konserwatora w Ameryce?
A: Pracuję jako freelancer w dwóch pracowniach konserwatorskich. Wyglądają naprawdę imponująco. Jest w nich wszystko, o czym można zamarzyć, chociaż... żadna nie ma stołu do dublażu (wzmacniania obrazu nowym płótnem). Rozwiązaniem jest BEVA i... żelazko. BEVA to wynaleziony właśnie w Stanach, konserwatorski ăzłoty środek". Występuje w różnych postaciach - od płynnej po stałą i używana jest przy bardzo wielu zabiegach.
W: To chyba niełatwy kawałek chleba? I na dodatek zajęcie szkodliwe dla zdrowia, bo i chemikalia, i czasem długie miesiące w tak zwanym ăterenie". Co skłoniło Cię do podjęcia studiów konserwacyjnych?
A: W Nowym Jorku, praca terenowa zdarzyła mi się tylko raz - i trwała bardzo krótko - chodziło o wyjęcie ogromnego obrazu z ramy, uwolnienie z krosien, zrolowanie, przeniesie i montaż na ścianie w sąsiednim budynku. Co do szkodliwości... hm.. Tak w ogóle samo życie jest szkodliwe i pełne niebezpieczeństw. Trzeba po prostu przestrzegać reguł. W człowieku jest skłonność do ignorowania niebezpieczeństwa. Szczególnie znanego, oswojonego. Spytaj grafika czy wyciąga płytę z kwasu w rękawiczkach czy bez. Większość zdecydowanie bez. A na studia konserwatorskie poszłam z rozsądku. Nie bardzo wówczas wiedziałam, czym jest dla mnie sztuka, a chciałam być z nią związana. Uważałam, że to bezpieczny związek - ogromna wiedza, praktyka i umiejętności - na takiej kanwie można tworzyć własną sztukę z dużo większą świadomością.
W: Gdzie można się nauczyć, i ile czasu zabiera przygotowanie do zawodu?
A: W Polsce to sześć lat studiów plus praktyka zawodowa. Konserwację dzieł sztuki można studiować w Krakowie, Warszawie i Toruniu. Tutaj, nie ma limitu czasowego, jest za to limit kursów, które trzeba zaliczyć. Wydział Konserwacji funkcjonuje między innymi na NYU.
W: Trzeba mieć talent plastyczny, żeby w ogóle dostać się na takie studia?
A: Egzamin wstępny zaczyna się ăteczką" czyli prezentacją własnej twórczości. Kolejny etap to egzamin z ... no właśnie... talentu. Trwa trzy dni - rysunek z modela, malarstwo - martwa natura, malarstwo - temat zadany. Kiedy już udowodnisz komisji, że masz talent, musisz jeszcze zademonstrować, na egzaminie ustnym, wiedzę z historii sztuki, historii konserwacji, chemii i fizyki. No i już jesteś studentem.
W: Co, oprócz malowania jak Leonardo, Rubens i Vermeer, tylko lepiej, musi umieć konserwator?
A: Wystarczy ătak samo dobrze". ăLepiej" za bardzo by się odróżniało od oryginału - wbrew etyce konserwatorskiej. Kluczem do sukcesu jest cierpliwość oraz umiejętność szukania (i znajdowania!) odpowiedzi na problemy - inne przy każym dziele. Nie ma przepisu na konserwację, bo każdy obraz to przypadek indywidualny.
W: Czyli potrafisz sobie - jak bohaterka filmu ăVinci", namalować dowolnie wybrane, muzealne arcydzieło?
A: Oczywiście. A swoją drogą widziałam w Krakowie, w Muzeum Czartoryskich, kopie, które powstały na potrzeby tego filmu. Niektóre bardzo piękne.
W: No to, czy nie prościej by było, zamiast godzinami ślęczeć nad mikroskopem, po prostu usiąść i namalować coś całkiem od nowa?
A: Na pewno. I myślę, że to dosyć powszechna praktyka. Tylko, że nie nazywamy już jej konserwacją dzieł sztuki a fałszowaniem.
W: Co ludzie widzą w ăautentykach". Przecież ładna, nowa kopia niczym nie różni się wizualnie od oryginału. A czasem bywa znacznie ładniejsza?
A: Ładniejsza - bardzo możliwe. Czy wartościowsza - bardzo wątpliwe. Namawiam wszystkich do zakupienia przynajmniej jednego oryginału. Dopiero wówczas można poczuć ten dreszcz, kiedy coś jest wyłącznie nasze, a dodatkowo kryje w sobie tajemnicę artystycznych zmagań, poszukiwań i odkryć.
W: Czy amerykański rynek potrzebuje konserwatorów? Do renowacji wyblakłego już wyraźnie ekspresjonizmu i pop-artu? Twoim zdaniem coś takiego daje się, w ogóle, konserwować tradycyjnymi metodami?
A: Oficjalnie na amerykańskim rynku zarejestrowanych jest zaledwie około 5 tysięcy konserwatorów. To bardzo mało. Konserwatorzy są potrzebni SZCZEGÓLNIE tutaj ze względu na duży rynek kolekcjonerski. Łatwo zauważyć, że dzieła zmieniają właścicieli stosunkowo często. A każda zmiana oznacza, że przedmiot trafi do pracowni konserwatorskiej. Właśnie w miejscu, gdzie pracuję, konserwuje się głównie współczesne obiekty. Potrzeba taka spowodowana jest wieloma czynnikami - łatwością użycia nowych materiałów, niedbałością artysty czy warunkami zewnętrznymi (na przykład wilgotnością czy tempteraturą). Także do nowych (nowoczesnych) obrazów stosuje się tradycyjne metody, choć zmieniają się materiały. Wybór zależy od rzetelnych badań, od tradycji pracowni, od ănowości" rynkowych i aktualnych tendencji w praktyce konserwatorskiej.
W: Teraz studiujesz. Czy to znaczy, że nie chcesz już dłużej być konserwatorem?
A: Trzymam się tego zawodu, bo jest pewnego rodzaju misją. Moim małym wkładem w ochronę kultury. Chcę być konserwatorem, choćby po to, by spotykać ludzi, którzy widzą i którzy rozumieją.
W:A tak w ogóle, to warto było zostawać tym konserwatorem?
A: Warto było. Jak inaczej poznałabym w tak krótkim czasie tyle malarskich tajemnic.
Komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail
Ostatnia modyfikacja: Sat Oct 29 10:45:29 2005
