... Włączam nową płytę... nerwowe oczekiwanie... tak! To jest ta sama Basia. Poznałem ją po głosie ...

[felieton Janka]

POWRÓT BASI

"Po długim milczeniu..." - tak zaczynają się recenzje z płyty czy koncertu artysty, który postanowił, po latach pozostawania w cieniu, przypomnieć się swoim słuchaczom. Takim powrotom towarzyszą wielkie oczekiwania, zarazem jednak obawa, że spotka nas rozczarowanie. Że zmartwychwstały artysta będzie cieniem samego siebie. Że może lepiej byłoby, żeby pozostawił nam wspomnienie ze swoich najlepszych lat.

Powrót po latach na estradę jest też przeżyciem dla samego artysty. Słynny pianista Vladimir Horowitz był stremowany i wzruszony, gdy rozpoczynał, w 1965 roku, swój recital w Carnegie Hall po... 12 latach milczenia. Inny pianista, Leon Fleisher, na pewno wyczuwał niepewność słuchaczy, gdy po zaleczeniu choroby ręki postanowił powrócić do wykonywania pełnego repertuaru.

Czy chcielibyśmy powrotu na estradę Ewy Demarczyk? I tak i nie... czy chcielibyśmy powrotu Basi Trzetrzelewskiej?

I oto sensacja! 1 marca w Stanach Zjednoczonych ukazała się, nakładem firmy Decca płyta "Matt's Mood" brytyjskiego zespołu Matt Bianco, z którym polska wokalistka nagrała w 1984, sprzedaną potem w milionach egzemplarzy, płytę Whose Side Are You On?. I kolejna sensacyjna wiadomość: Basia (na potrzeby rynku zachodniego opuściła swoje, niewymawialne, nazwisko) wystąpi z tym zespołem w Stanach Zjednoczonych, m.in. 5 marca o 9 wieczorem w kasynie Borgata w Atlantic City, 8 marca o 7 i 9 wieczorem w Joe's Pub na Manhattanie. Objedzie kilka miast i wróci do Nowego Jorku, aby dać duży koncert w Beacon Theater 14 kwietnia.

Włączam nową płytę... nerwowe oczekiwanie... tak! To jest ta sama Basia. Poznałem ją po głosie.

Basię poznać po głosie jest łatwo, gdyż podczas śpiewania uśmiecha się - cecha, której nie posiada prawie nikt z piosenkarzy. Ktoś spyta, jak to można usłyszeć? Ano można, tak jak słyszy się, że ktoś uśmiecha się rozmawiając z nami przez telefon, a Amerykanie wręcz szkolą swoich pracowników, aby mówili do klientów takim głosem. U Basi nie jest to premedytacja - ona uśmiecha się, bo lubi śpiew i swoich słuchaczy; ludzi w ogóle. Jest to muzyka pogodna, radosna nawet - mimo, że większość tekstów (których Basia jest autorką) obraca się wokół miłości i związanych z nią cierpień. Pod czujnym okiem (uchem?) agentki z firmy płytowej Universal pytam o to, przez telefon, mieszkającą w Anglii Basię. Mówi, że nie chce dodawać smutku, skoro jest go już dosyć w tekście. Tym bardziej, że pozostaje zafascynowana muzyką południowoamerykańską: bossa-novą i sambą przede wszystkim, a więc gatunkami, gdzie także o trudnej miłości śpiewa się z łagodnym uśmiechem. Bo Basia jest spadkobierczynią Carlosa Jobima, nie Władimira Wysockiego czy Leonarda Cohena.

Nowa płyta Basi jest doskonałym produktem: świetnie nagranym, dynamicznym, z bardzo bogatą, zróżnicowaną instrumentacją. Jest jednakże spokojniejsza niż poprzednie płyty, gdy Basia śpiewała (mówimy tu o jej płytach solowych) pełnym głosem. Teraz jakby stała bliżej mikrofonu, jakby bardziej zwierzała się, opowiadała, niż wyśpiewywała.

-Słucham teraz tej płyty... i wydaje mi się taka nieśmiała - śmieje się.

Basia, po zaniechaniu współpracy z Matt Bianco nagrała dla amerykańskiej firmy Epic/Columbia kilka płyt, który uzyskały platynowy status. Wszystkich płyt Basi sprzedano w samych Stanach kilka milionów egzemplarzy. Lata minęły, a my ciągle słyszymy jej piosenki na stacji soft jazz 101.9, w supermarketach, w przeróbkach innych wykonawców.

Zachwycamy się osiągnięciami polskich jazzmanów w Ameryce. Nic im nie umniejszając, tylko Basi udało się uzyskać w świecie naprawdę masową popularność.

Dlaczego milczała przez tyle lat (ostatnią autorską płytę wydała, z koncertów na Broadway'u, w 1995 roku)? Mówi, że były tego prywatne powody - śmierć matki przede wszystkim. Jeździła więcej do Polski, zbliżyła się do rodziny. Doprowadziła do porządku rodzinny dom, w którym mieszkają teraz siostra i brat z rodziną, a ona zawsze ma tam swój kąt. Ale śpiewać w tym trudnym okresie nie mogła. Jak mówi, naprawdę nie była w stanie przez te kilka lat wydobyć z siebie głosu - nawet nucąc dla siebie.

Smutki Basia ma już za sobą. Nadal mieszka w Anglii, gdzie wiedzie bardzo prywatne i - jak mówi - szczęśliwe życie. Nie uważa, że za wszelką cenę musi występować, być artystką. Przyznaje, że czasem ludzie posądzają ją o lenistwo. Ale, jak mówi, znajduje sobie inne zajęcia i jest jej z tym dobrze. Nauczyła się kilku języków, dużo czyta.

Po kilkuletnich zachętach swojego muzycznego partnera, Danny'ego White'a, zgłosiła się do dawnych kolegówz Matt Bianco. Od początku nagrania poczuli, że odzyskała dawny wigor i wenę twórczą. Niemniej, lata milczenia zrobiły swoje i Basia musi teraz odbudowywać swoją sławę. Pamiętajmy, że w dziedzinie muzyki rozrywkowej jest ona krótkotrwała. Wszechobecne na estradach i w radio mniej więcej w tym samym czasie, co Basia, wokalistki: Carly Simon, Anita Baker, Vanessa Williams, nawet Whitney Houston, odeszły nieco w cień oddając pola kolejnym odkryciom: Celine Dion, Sheryl Crow, Cassandrze Wilson, Cesarii Evorii, Dianne Krall, Norah Jones...

Basia zaprezentuje teraz publiczności amerykańskiej - mało tu znany - zespół Matt Bianco. Będą to zresztą pierwsze w ogóle (!) publiczne koncerty tej formacji, która zasłynęła z doskonałych produkcji płytowych.

Sądząc po krótkiej rozmowie telefonicznej, Basia zachowała ciepłe usposobienie, bezpośredniość i radość życia. Słychać to też na nowej płycie. Dlatego warto pójść na jej koncerty. A także dlatego, że Basia naprawdę była taką gwiazdą na światowym firmamencie muzyki popularnej, jakiej my, Polacy, nigdy przedtem nie mieliśmy. Czy będziemy mieć ją znowu?

Jan Latus


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wyslac e-mail

--- dziennik.com --- Fri Mar 4 13:05:54 2005 ---