Przegląd Polski
26 grudnia 2008

Pełnych ciepła i radości
świąt Bożego Narodzenia
P.T. Czytelnikom i Współpracownikom

życzy redakcja "Przeglądu Polskiego"

Żabką przez Atlantyk

Zawieszenie
pewnych czynności

Marek Kusiba

Na okres świąt proponuję zawieszenie pewnych czynności - powiedziała tajemniczo bliska memu sercu osoba, a serce skoczyło mi do gardła. Weźmy przykład z Niemców, Francuzów i części Rosjan - dodała, powodując nieomal migotanie przedsionków. Za oknem migotały radośnie lampki, zawieszone w licznych oknach, a ja odchodziłem od zmysłów, nie wiedząc, o jakie zawieszenie jej chodzi. Nie prowadziliśmy żadnej wojny ani nawet korespondencyjnej wymiany złośliwości, przyjaźń nasza kwitła w najlepsze i obfitowała w wiersze, a o pewnych czynnościach z poradników Starowicza i Wisłockiej nie mogło być mowy, bo rozdzielały nas liczne granice i rzeki, a nawet ocean, a łączyła przyjaźń z jej mężem - nie mówiąc o własnej żonie...

Moja tajemnicza, a raczej pełna tajemnicy znajoma na co dzień mieszka w Holandii, a niedziele i święta spędza w Polsce, gdzie dojeżdża z moim przyjacielem, z urodzenia Holendrem, a z ducha Polakiem. Zupełnie nie wiedziałem, o jakie czynności jej chodzi. Zagooglałem. Pokazały się dwie historie o zawieszeniu broni pomiędzy żołnierzami w dzień narodzenia Chrystusa. Wielce budujące epizody, jak najbardziej warte przytoczenia, bo prawdziwe.

O jednym opowiada francuski film Boże Narodzenie. Podczas I wojny światowej w okopach żołnierzy francuskich, angielskich i niemieckich doszło w Wigilię do spontanicznego zawieszenia broni. Oczywiście za zawieszeniem morderczych czynności stała kobieta, duńska śpiewaczka Anna Sorensen, sprowadzona (siłą) w pobliże okopów przez miłujących sztukę Niemców. Gdy zaśpiewała Cichą noc, ucichły karabiny, żołnierze wyszli z okopów, wysłuchali kolędy, a potem uczestniczyli we wspólnej mszy świętej, dzielili się opłatkiem, częstowali papierosami i czym chata, a raczej transza, bogata, rozegrali nawet mecz piłki nożnej. Niestety, wrócili do wzajemnego skracania sobie młodego życia, choć mogli dalej kontestować bezsens wojny. Wszak zawieszenie pewnych czynności, przypisanych rasie ludzkiej, nie może trwać wiecznie. Aż boli, że Boże Narodzenie nie trwa okrągły rok, z dwoma dniami przeznaczonymi na nienawiść i folgowanie krwiożerczym instynktom polityków - bo nie zwykłych śmiertelników, jak widać na podanym przykładzie.

Inny przykład zawieszenia zbrodniczych czynności jest dla mnie jeszcze bardziej budujący. Oto w autobiografii Karla Dedeciusa, wybitnego tłumacza na niemiecki m.in. Zbigniewa Herberta, Czesława Miłosza i Tadeusza Różewicza, a zatytułowanej wymownie Europejczyk z Łodzi, czytamy niezwykłe wspomnienie spod Stalingradu: "W Wigilię panowała osobliwa cisza. Czas na właściwą opowieść wigilijną, na naszą gwiazdkę, przyszedł dopiero wieczorem. Zasygnalizował ją już ksiądz: artyleria dzisiaj pauzuje. Tak uzgodniły obie strony. Ale my oczywiście nie daliśmy temu wiary. Tego dnia jednak rzeczywiście nie strzelano. Dar Rosjan czy niebios - to zawieszenie broni? Na chwilę zapomnieliśmy o wojnie i przenieśliśmy się w czasy pokoju, opowiadaliśmy sobie o swoich rodzinach, kobietach, świętach, dzieciach, co wtedy przyrządzano do jedzenia, kto nas odwiedzał. W ten sposób upłynęły może dwie godziny. Tak szybko, że w ogóle tego nie zauważyliśmy. A bożonarodzeniowe zawieszenie broni trwało. Aż do rzeczywistości przywołał nas jakiś głos dochodzący z mroków: na górze, przy przednim brzegu naszego gniazda SMG, czyli broni maszynowej, stał Rosjanin. Bez wymierzonego w nas kałasznikowa, w palcie do kostek, w futrzanej uszance na głowie, spokojniutko, pokojowo, bez strachu. Zapytał: - Kamrat, spiczki jest?"...

Dedecius pisze dalej, że Rosjanin pokazał im skręta z machorki, a oni podali mu pudełko zapałek. Zapalił, zaciągnął się, powiedział spasiba i wrócił do swojego okopu. Nie wiadomo, czy zapałki oddał... "Pomyśleliśmy: ´błogosławione Boże Narodzenieª, ale nie odezwaliśmy się ani słowem. I trwaliśmy w bezruchu. Jak skamieniali". Jaka szkoda, że dobry Rosjanin i dobry Niemiec nie podali sobie ognia, czyli nie wypalili fajki lub skręta pokoju nieco wcześniej, zamiast dawać ognia z milionów luf i pozbawiając życia i wolności miliony... Niestety, następnego dnia wrócili do zawieszonych czynności, choć mogli dalej kontestować, a tym samym oprotestowywać beznadzieję zbiorowego unicestwiania życia, zwaną wojną, i to "bogoojczyźnianą".

Przeczytałem kilka razy te budujące historie, ale nadal nie miałem pojęcia, o zawieszeniu jakich czynności mówiła moja ukochana przyjaciółka. Nerwowo sięgnąłem po papierosa - i doznałem olśnienia: jej chodziło o zawieszenie czynności... palenia na czas Bożego Narodzenia, a może i na zawsze... Zadzwoniłem do Polski, gdzie od tygodnia przygotowywała obszerny, poniemiecki dom na przyjęcie licznej rodziny i wielu przyjaciół.

Uradowana rozwikłaniem zagadki zaciągnęła się papierosem i pogratulowała mi dociekliwości, życząc z okazji świąt Bożego Narodzenia wyzbycia się wszelkich nałogów, wyłączając oczywiście nałóg czytania - czego także życzę Szanownym Czytelnikom oraz mojej wspaniałej Redaktorce...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail