Przegląd Polski
19 grudnia 2008

Testament Korzeniowskich

ZDZISŁAW NAJDER

Joseph Conrad miał wizję nowej Europy, która będzie musiała zostać "zbudowana na fundamentach mniej kruchych niż interesy materialne"

Pierwszym świadectwem istnienia Teodora Józefa Konrada Korzeniowskiego, którego 151. rocznicę urodzin świętujemy, jest Piosenka w dzień chrztu świętego, napisana przez jego ojca i datowana 5 grudnia 1857 r.

Ten wzruszający tekst ma treść przede wszystkim religijną, ale od początku do końca wyraża także jasną myśl polityczną. Mówi o "niewoli moskiewskiej", w której się Polska znajduje; o "matce" spoczywającej "w grobie" i o obowiązku pamiętania o "zabitej" ojczyźnie, którą należy wskrzesić. A kiedy niespełna cztery lata później Apollo Korzeniowski wraz z grupą towarzyszy tworzył w Warszawie Komitet Ruchu, zalążek przyszłego powstańczego rządu narodowego - pracował właśnie nad urzeczywistnieniem myśli, którą w Piosence przekazywał synowi.

Urodzony na Podolu, kształcony m.in. w Żytomierzu - gdzie uzyskał świadectwo dojrzałości - ojciec późniejszego Josepha Conrada należał do najwybitniejszych w owym czasie działaczy politycznych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Był jednym z głównych przywódców "czerwonych". Nie jest to kolor dzisiaj modny, ale powiedzieć trzeba dobitnie, że to właśnie "czerwoni" jednoznacznie związali hasło odbudowy państwa z postulatami jego zasadniczej reformy społecznej, przede wszystkim wyzwolenia chłopów pańszczyźnianych, i byli zwolennikami równości etnicznej. Podczas powstania styczniowego świadectwem tej postawy stała się Złota Hramota, manifest głoszący równość społeczną i wolność narodową na Rusi, dzisiejszej Ukrainie. Ale Apollo już w roku 1855 potępiał polskich ziemian za ugodowość i szukanie poparcia u władz carskich. Wzywał do braterskiego współdziałania i deklarował, że dążący do niepodległości Polacy pragną zbiorowego wyzwolenia, "wyjarzmienia się bez żadnej wstecznej myśli robienia niewolników nowych pomiędzy sobą".

JEDEN Z WUJÓW KONRADA, STEFAN BOBROWSKI, przyjaciel i bliski współpracownik Apollona Korzeniowskiego, należał do czołowych przywódców powstania 1863 roku i był naczelnikiem wojennym Warszawy. To o nim napisał później Józef Piłsudski, że był wśród kierujących powstaniem jednym z najmłodszych, a zarazem najwybitniejszym, jedynym kandydatem na tę "wielkość", którą Piłsudski znalazł ostatecznie w pieczątce rządu narodowego.

Taka była spuścizna rodzinna Josepha Conrada. Jeden z jego angielskich przyjaciół, wybitny pisarz Norman Douglas, napisał, że "jak większość Polaków był malgré lui [chcąc nie chcąc, wbrew samemu sobie] politykiem". Istotnie, od pierwszej swojej powieści Szaleństwo Almayera, gdzie opisuje rozciąganie się władzy kolonialnej na Archipelag Malajski, do ostatniej, niedokończonej Suspense, w której ukazuje wpływ Napoleona na budzenie się patriotyzmu włoskiego, widać w dziełach Conrada żywe zainteresowanie międzynarodową problematyką polityczną. Było to w ówczesnej literaturze angielskiej nietypowe. I słowa Douglasa, że Conrad podejmował tę tematykę "wbrew sobie", trzeba odczytywać w tym kontekście i rozumieć w sensie: autor W oczach Zachodu pisał na przekór modzie.

W centrum jego uwagi stały nie tylko i nie przede wszystkim konflikty między państwami lub grupami społecznymi, ale zjawisko rozmaitości ludzkich kultur. Odmienność języków, obyczajów, etosów i całych cywilizacji jest tematem najczęściej i najbardziej wyraziście przez Conrada podejmowanym. Stanowi oś fabularną jego najbardziej dziś znanych i cenionych utworów: opowiadania Jądro ciemności, którego akcja toczy się nad brzegami Konga w Afryce Środkowej, i wielkiej powieści Nostromo, ujmującej w obrazowej syntezie Amerykę Łacińską. Ale powinniśmy pamiętać, że świadomość rozmaitości zaczęła się w Berdyczowie. Wspominał Conrad, że pierwsze słowa, jakie do jego dziecięcej świadomości dotarły, to były zapewne słowa piosenki nuconej przez ukraińską mamkę. A potem polskie słowa rodziców. I niebawem francuskie zdania bony... A wokół siebie widział, w Berdyczowie i Żytomierzu, Żydów chasydów, a później we Lwowie Ormian i Austriaków.

TA ROZMAITOŚĆ KRYŁA W SOBIE OGROMNE BOGACTWO, a zarazem wywoływała niekończące się nieporozumienia. Własne nazwisko - prawda, nie najprostsze - widział Korzeniowski zapisywane przez Anglików na dwadzieścia trzy błędne sposoby. Świadomość różnicy kultur uczulała na zderzenia, animozje, przejawy pogardy, niechęci, zazdrości. Jako pisarz Conrad nigdy nie zadowalał się rejestracją egzotycznych różnorodności. I chociaż pisał w dobie największego rozkwitu europejskiego imperializmu kolonialnego i mitologii "brzemienia białego człowieka" - nigdy i ani na chwilę nie przyjął postawy wyższości wobec kultur "prymitywnych" czy "zacofanych" Przeciwnie: z upartą konsekwencją ukazywał ludzi różnych kolorów skóry, kształtów nosa, strojów i obyczajów jako równoprawnych członków ogólnoludzkiej rodziny. Równość ludzi rozmaitych była dla niego zasadą. Równość w możności czynienia dobra lub zła. Do moralnej wielkości i do podłości okazywali się zdolni członkowie wszelkich nacji i ras: Malajowie i Holendrzy, Anglicy i Murzyni, Chińczycy i Latynosi. A poszczególne kultury różniły się między sobą urokami i słabościami, ale wszystkie miały prawo do egzystencji. Nienawidził Rosji jako więzienia narodów, ale uwielbiał Iwana Turgieniewa i nazywał go pisarzem "na wskroś narodowym", a więc potrafił docenić świetność literatury rosyjskiej.

Jako pisarz był Conrad wytworem trzech kultur: polskiej, francuskiej i angielskiej. Świat jego pojęć i rytmy jego prozy ukształtowały się w Polsce. Rzemiosła literackiego uczył się świadomie od Francuzów. Pisał po angielsku, czerpiąc z bogatego skarbca słów i metafor. Te trzy, a także inne literatury europejskie traktował jako indywidualne, narodowe głosy w naszym wspólnym chórze.

TYLE MOŻNA WYCZYTAĆ W NOWELACH I POWIEŚCIACH JOSEPHA CONRADA. Ich akcja toczy się w pięciu częściach świata: zaczął od Azji, później przeniósł swoje fabuły do Europy, potem do Afryki, zawadził o Australię, najobszerniejszą powieść ulokował w Ameryce. Zasłynął jako pisarz morski, ale większość jego utworów ma za scenę ląd. I więcej dzieje się we Francji niż w Anglii. Do stron rodzinnych zaglądał nieczęsto: Ukraina pojawia się tylko dwa razy. Najpierw w trzeciej jego powieści, szybko porzuconych Siostrach, gdzie znajdujemy dwa ładne opisy typowego ukraińskiego pejzażu. Bohaterem jest młody Rusin-malarz, który wyrusza na Zachód w poszukiwaniu prawdy w sztuce. A później w autobiograficznym tomie Ze wspomnień Conrad opowiada o wspólnych z matką "urlopach" z zesłania w głąb Rosji, a także o wizytach w wujowej wiosce Kazimierówka, w ówczesnym powiecie lipowieckim.

Jednakże o tym, że Konrad Korzeniowski nigdy z horyzontu pamięci nie stracił środkowej i wschodniej Europy, świadczą nie tylko liczne listy do rodziny i przyjaciół. W ciągu całego życia na jego myśli i wspomnienia głęboki cień rzucała Rosja; był to ten sam "cień obcych duchów", o którym pisał Apollo Korzeniowski we wspomnianej już Piosence na dzień chrztu świętego jego syna. Conrad przyglądał się historycznej roli Rosji, zastanawiał nad przyszłością. Analizie miejsca Rosji w Europie poświęcił swój najważniejszy szkic polityczny Autokracja i wojna. Conrad idzie w swoich rozważaniach śladami Piotra Czaadajewa, Astolphe'a de Custine'a i Aleksandra Hercena. Podobnie jak oni jest zdania, że Rosja wyłamała się z europejskiego nurtu cywilizacyjnego. Rosja carska jest dla Conrada państwem-potworem, miażdżącym własnych poddanych i uniemożliwiającym rozwój społeczeństwa. Nieszczęsny kraj, który niszczy wolność własną i dławi możliwość swobodnego rozwoju zniewolonych narodów. Autokracja i wojna, napisana w roku 1905, zawiera wnikliwy opis ówczesnego układu sił międzynarodowych i przepowiada zarówno kolejną, katastrofalną rewolucję w Rosji, jak i wielką wojnę światową. Po rewolucji październikowej Conrad nie miał żadnych złudzeń co do zamiarów i metod komunistów; także i pod tym względem był w Anglii dość osamotniony.

Z GŁĘBOKIM PRZEJĘCIEM ŚLEDZIŁ KORZENIOWSKI-CONRAD LOSY POLSKI. Przez wiele lat nie ośmielał się nawet w marzeniach podejmować ojcowskiej wizji wskrzeszenia ojczyzny jako niepodległego państwa. Jego nadzieje odżyły dopiero w roku 1914. Niełatwo mu jednak było podtrzymywać te nadzieje w Wielkiej Brytanii - państwie, które jedyne spośród wszystkich zwycięskich w I wojnie światowej potęg było niechętne odbudowie niepodległej Polski. Nadzieje Conrada były od początku związane z osobą i programem Józefa Piłsudskiego. Z charyzmatyczną postacią wielkiego przywódcy narodu, który Polaków chciał wyprowadzić na niepodległość, a równocześnie szanował wolę i prawo do niepodległości Ukraińców i innych sąsiadów wskrzeszanego państwa. W latach 1918-21 Piłsudski-federalista wyprzedzał swój czas. Dopiero dzisiaj możemy na naszym horyzoncie zobaczyć możliwość urzeczywistnienia jego programu - w ramach europejskiej rodziny państw i narodów.

Autokracja i wojna nosiła pierwotnie tytuł The Concord of Europe (Porozumienie europejskie). Jestem przekonany, że Conrad zmienił tytuł, uświadamiając sobie, że owo "porozumienie", które uważał za jedyny cel, do którego warto dążyć, jest jeszcze odległe. Na razie widział, że stosunki między państwami naszego kontynentu są podporządkowane z jednej strony "interesom materialnym", z drugiej - imperialnym ambicjom mocarstw, przede wszystkim dynamicznych i sprawnych Prus. Nie ma dziś Europy, pisał, "jest tylko uzbrojony, handlujący kontynent, na którym współzawodnictwo gospodarcze zmienia się powoli w walkę na śmierć i życie i gdzie otwarcie głosi się ogólnoświatowe ambicje". Był jednak przekonany, że ten stan rzeczy musi ulec zmianie.

PODOBNIE JAK JEGO OJCIEC, BYŁ W SPRAWACH POLITYCZNYCH MORALISTĄ. Inna, nowa Europa będzie musiała zostać "zbudowana na fundamentach mniej kruchych niż interesy materialne". Na tych pewniejszych podstawach - na fundamencie poszanowania suwerenności narodów i praw obywatelskich jednostek - zbudowane zostanie "porozumienie europejskie".

Była to ta sama wizja, którą legioniści Henryka Dąbrowskiego - niejeden pochodził z Ukrainy - wyrażali w 1797 roku we Włoszech hasłem wypisywanym na sztandarach: Gli uomini liberi sono fratelli (Wszyscy ludzie wolni są braćmi). To działo się 211 lat temu.

Nasze dzisiejsze spotkanie jest poświęcone pamięci. Pamięci, która wyraża szacunek do przeszłości - w całym jej bogactwie, nieraz na długo zapominanym, tak jak przez wiele lat tylko bardzo nieliczni pamiętali tutaj o Konradzie Korzeniowskim, Josephie Conradzie - chociaż jest w skali światowej zapewne najszerzej znanym człowiekiem urodzonym na Ukrainie. I tak się szczęśliwie składa, że z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć: tworząc w Berdyczowie międzynarodową w swojej wymowie placówkę kulturalną - realizujemy program Apollona Korzeniowskiego i jego syna Konrada. Dzieje się tak dzięki temu, że wolna Polska realizuje program ich następcy, Józefa Piłsudskiego.

-----------------------------

Wykład wygłoszony 3 grudnia br. w Berdyczowie na Ukrainie podczas otwarcia wystawy poświęconej życiu i twórczości Josepha Conrada. W niedalekiej przyszłości stanie się ona zaczątkiem muzeum urodzonego w tym mieście autora Lorda Jima.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail