Przegląd Polski
7 listopada 2008
- Powstanie II RP z amerykańskiej perspektywy - Witold J. Ławrynowicz
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Wielki Listopad
Pomnik Józefa Piłsudskiego, dzieło chorwackiego rzeźbiarza Antuna Augustincicia (1900-1979). Monument z brązu został zamówiony przez społeczeństwo Górnego Śląska i miał zostać odsłonięty w 1939 r., ale z powodu wybuchu wojny i zmian politycznych, jakie po niej nastąpiły, stanął w Katowicach przed gmachem Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego dopiero w 1993 r.
Rok 1918 był dla Polaków wielkim przełomem, ale w jego pierwszych miesiącach niewiele oznak wskazywało, że na politycznym horyzoncie już wkrótce zarysują się zmiany. Wszelką myśl o odrodzeniu niepodległego państwa nadal uważano za zwykłą mrzonkę.
Pomimo wyczerpania wojną okupujący ziemie polskie Niemcy i Austro-Węgry zdawały się wciąż tworzyć niewzruszony monolit, a ich możliwości militarne i polityczne nawet wzrosły w związku z wybuchem w końcu 1917 r. rewolucji w Rosji i jej wycofaniem się z wojny. Z kolei Ententa, grupująca Wielką Brytanię, Francję, Stany Zjednoczone i szereg pomniejszych krajów, nabrała wprawdzie nowego wigoru dzięki napływowi zza oceanu amerykańskich żołnierzy, pieniędzy i broni, ale wcale nie było pewne, czy wystarczy to do szybkiego, a co najważniejsze - zwycięskiego zakończenia morderczej wojny, która pochłonęła po obu stronach miliony ofiar.
Na ziemiach polskich sytuacja polityczna była zagmatwana, a jej dalszy rozwój trudny do przewidzenia. Ci polscy politycy, którzy wiązali swą przyszłość z Niemcami i Austro-Węgrami, miotali się między nadzieją a zwątpieniem. Wprawdzie rosyjscy zaborcy już w 1916 r. zostali wyparci z ziem polskich, a w Wiedniu i Berlinie powstawały plany odtworzenia polskiej państwowości, trudno było jednak uznać je za zadowalające z punktu widzenia polskich interesów. Przede wszystkim w obu tych stolicach nie dopuszczano myśli, aby przyszłe państwo polskie było w pełni samodzielne i niezależne. W koncepcjach Niemców i Austriaków państwo polskie miało być tylko wasalem germańskich mocarstw i wspierać ich wysiłek zbrojny tysiącami młodych rekrutów. W Berlinie nie wyobrażano sobie również, aby w skład planowanego państwa polskiego miały wejść ziemie zaboru niemieckiego, a więc Pomorze, Wielkopolska i Śląsk; wprost przeciwnie, w granice Rzeszy zamierzano włączyć dodatkowo pas polskiej ziemi od Włocławka przez Kalisz po Sosnowiec.
ZWOLENNICY ORIENTACJI NA PAŃSTWA ENTENTY także przeżywali rozterki. Anglia i Francja nie kwapiły się wcale do składania jasnych deklaracji w kwestii odbudowy państwa polskiego. Najwyraźniej liczono tam, że po zwycięstwie przeciwników bolszewizmu w Rosji, kraj ten na powrót stanie się ważnym sojusznikiem, nie warto więc Rosjan drażnić popieraniem Polaków. Znacznie bardziej zachęcające były wypowiedzi prezydenta Woodrowa Wilsona, który już w 1917 r. w imieniu Stanów Zjednoczonych wyraźnie opowiedział się za powstaniem państwa polskiego z dostępem do morza. Dzięki życzliwości Waszyngtonu tysiące amerykańskich Polaków przeszło przeszkolenie wojskowe i zasiliło szeregi tworzącej się we Francji armii polskiej (tzw. błękitna armia) dowodzonej przez gen. Józefa Hallera. Jednak wojska zachodnich sojuszników były daleko, a wynik wojny wciąż niepewny, gdyż w 1918 r. Niemcy wprowadzili do akcji na Atlantyku łodzie podwodne i rzucili na front zachodni wojska dotąd walczące przeciwko Rosji.
Podjęta przez Niemcy w końcu marca 1918 r. wielka ofensywa na froncie zachodnim, mimo początkowych sukcesów, na szczęście zakończyła się fiaskiem, co postawiło germańskie mocarstwa w niezwykle trudnym położeniu. W sierpniu wojska Ententy przeszły do kontrofensywy i zmusiły Niemców do odwrotu. Klęski na frontach zaczęli ponosić również sojusznicy Niemiec. Armia Austro-Węgier była w odwrocie na froncie włoskim, przegrywali również Bułgarzy i Turcy. W dyplomatycznych gabinetach Berlina i Wiednia zaczęto zdawać sobie sprawę, że wojny nie sposób wygrać, gdyż siły i zasoby Niemiec i Austro-Węgier są na wyczerpaniu, podczas gdy potencjał przeciwnika rośnie, głównie za sprawą dostaw i posiłków z Ameryki.
Równie dobrze jak politycy ze zbliżającej się klęski zaczęli zdawać sobie sprawę zwykli ludzie. Niemcom i Austriakom zaczął zaglądać w oczy głód, a nastroje dodatkowo psuły hiobowe wieści nadchodzące z frontu.
NA ZIEMIACH POLSKICH LUDNOŚĆ CIERPIAŁA BIEDĘ nawet większą niż Niemcy i Austriacy, ale - inaczej niż w obu tych krajach - kłopoty zaborców były źródłem nadziei. Marian Romeyko, młody Polak z Kijowszczyzny, który przybył do Warszawy, jesienią 1918 r. zapisał w pamiętniku, że czuł intuicyjnie, iż okupacja słabnie. Władze niemieckie przestały wtrącać się do codziennego życia miasta i jego mieszkańców, a niemieckie wojsko, znane dotąd ze zdyscyplinowania i wysokiego morale, "wyglądało, nawet zewnętrznie, raczej niechlujnie". Romeyko spodziewał się, że w dawnej stolicy znajdzie odpowiedź na nurtujące go pytanie, jaka będzie przyszłość kraju. Spotkał go jednak zawód. Szczerze przyznawał: "Byliśmy wszyscy jak przysłowiowa ´tabaka w roguª. Nikt nie był w stanie przewidzieć, co nastąpi, a nasze plany nie wykraczały poza dzień następny. Nikt literalnie o niczym nic nie wiedział - ani o istotnym przebiegu wojny na zachodzie, ani o stanie jakoby toczących się pertraktacji pomiędzy stronami wojującymi". W owej wszechobecnej atmosferze niepewności krążyły najróżniejsze plotki, a nadzieja przeplatała się z nastrojami zwątpienia.
W początkach listopada 1918 r. sytuacja raptownie się zmieniła. Dla warszawiaków stało się jasne, że wojna zbliża się do końca, a potężne Niemcy i ich sprzymierzeniec Austro-Węgry znajdą się w obozie przegranych. Nagle zdano sobie sprawę, iż zwycięstwo Ententy otwiera przed Polakami niepowtarzalną szansę na odzyskanie pełnej niepodległości, odbudowanie państwa, o czym marzono przez ostatnie stulecie. Marian Romeyko, jak wielu mu podobnych, rozgorączkowanych i żądnych czynu młodzieńców, wspominał ten okres jako niezwykle fascynujący. Biegał po mieście od kawiarni do kawiarni w poszukiwaniu nowych wiadomości. Z zaboru austriackiego docierały już informacje o rozkładzie w łonie austriackiej administracji i tworzeniu zawiązków władz polskich. 9 listopada na wieść o abdykacji cesarza Wilhelma II i wybuchu rewolucji w Niemczech Warszawę ogarnął szał entuzjazmu. Żołnierze niemieccy bez oporu dawali się rozbrajać grupom polskiej młodzieży, a nawet bratali się z Polakami. "Warszawa poczuła się wolna - wspominał Romeyko. - Radość wylegających na ulice tłumów była bezgraniczna. [...] Tłumy urządzały polowania na Niemców, szukały trofeów. Każdy chciał powrócić do domu z bagnetem, szablą, rewolwerem, a już w najgorszym razie z pasem niemieckim lub bączkiem od czapki wojskowej. [...] Rozbrajaniu towarzyszył ogólny śmiech tłumu, ogólna radość, ogólny entuzjazm, a rozbrajany przy takim akompaniamencie Niemiec najczęściej nie krył swego zadowolenia, jeśli nie wdzięczności".
UPOJENI WOLNOŚCIĄ WARSZAWIACY nie myśleli w tych dniach o polityce, ale to właśnie wtedy odrodziło się polskie życie polityczne. 10 listopada miasto obiegła wieść, iż były komendant Legionów Polskich Józef Piłsudski przybył do stolicy. Jedni mówili, że uciekł z niemieckiej niewoli, inni, że wypuścili go z więzienia, byli i tacy, co utrzymywali, że nakazał go uwolnić marszałek Foch, głównodowodzący wojsk Ententy. Chociaż Piłsudski uważany był dotąd za polityka kontrowersyjnego, w tej niezwykłej atmosferze entuzjazmu nastąpiła w Warszawie całkowita zmiana uczuć względem wodza Legionów. Powszechnie wyrażano nadzieję, że ten "książę socjalista" i "czerwony szlachcic" weźmie władzę w swe ręce i nada pracom nad odbudową państwa właściwy kierunek. Naród instynktownie szukał autorytetu i przywódcy, któremu chciał zaufać i powierzyć pełnię władzy. Wspominany już Marian Romeyko, bynajmniej nie zwolennik Piłsudskiego, pisał: "... my młodzi oficerowie [...] z miejsca zaraziliśmy się tym ogólnym entuzjazmem. Zapomnieliśmy o wszystkim co o Piłsudskim mówiono. W tym dniu staliśmy się szczerymi jego zwolennikami, ślepo gotowymi wypełnić jego rozkazy z pełną wiarą w przyszłość".
Rzadko się zdarza w historii Polski, aby instynkt narodu podpowiedział mu tak trafny wybór. Lata 1918-1921 to bez wątpienia najlepszy okres w życiu Piłsudskiego. Nigdy przedtem ani nigdy potem nie wykazał się taką energią, przenikliwością politycznego myślenia i zdolnościami wojskowymi, jak w ciągu kilkudziesięciu miesięcy, kiedy z woli narodu pełnił funkcję Naczelnika Państwa Polskiego. Potrafił wcielić się jednocześnie w wiele ról. Był dyktatorem, a zarazem budował fundamenty polskiej demokracji, był przenikliwym dyplomatą i szczęśliwym wodzem armii. Osobistą skromnością dawał dobry przykład obywatelom młodego państwa, ale w polityce zagranicznej działał z rozmachem cechującym wielkich władców. To on na powrót wprowadził Polskę do grona ważnych państw europejskich.
PIŁSUDSKI DZIAŁAŁ SZYBKO, ALE ROZWAŻNIE. Już 10 listopada nawiązał kontakt z przedstawicielami niemieckiej Rady Żołnierskiej w Warszawie i zawarł z nią porozumienie o ewakuacji wojsk niemieckich ze stolicy i innych terenów Królestwa Polskiego. 12 listopada gen. Hans von Beseler, dowodzący dotąd wojskami niemieckimi w Warszawie, postawiony przed faktami dokonanymi, umknął na pokładzie statku "Strzała" w dół Wisły, co oznaczało definitywny koniec niemieckiej okupacji.
Piłsudski niezwłocznie przystąpił do tworzenia rządu koalicyjnego, co wcale nie było zadaniem łatwym, zważywszy iż nastroje społeczne sprzyjały radykalizacji postaw, obawiano się nawet wybuchu rewolucji. Sformowany 18 listopada rząd Jędrzeja Moraczewskiego był gabinetem kompromisu. Wprawdzie przeważali w nim socjaliści, ale swych reprezentantów miały również partie chłopskie, a nawet otwarcie wroga socjalizmowi narodowa demokracja. Najważniejszy dekret wydany przez rząd dotyczył organizacji "najwyższej władzy reprezentacyjnej republiki polskiej". Oddawał on w ręce Józefa Piłsudskiego najwyższą władzę państwową, jako tymczasowego Naczelnika Państwa urzędującego do czasu zwołania Sejmu Ustawodawczego, który miał uchwalić konstytucję państwa.
Gabinet Moraczewskiego wprowadził w błyskawicznym tempie szereg reform społecznych, które uspokoiły nastroje, głównie wśród robotników: zaczął obowiązywać ośmiogodzinny dzień pracy, utworzono inspekcję, która miała dbać o warunki pracy w fabrykach, nowością były ubezpieczenia robotników na wypadek choroby. W celu poprawienia sytuacji aprowizacyjnej powołano specjalny Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją. Ochroną objęto uboższych lokatorów, poważnie ograniczając prawo właścicieli domów do eksmisji.
Ze szczególną energią zabrał się Piłsudski do tworzenia wojska polskiego. Organizuje Ministerstwo Spraw Wojskowych i powołuje do życia Sztab Generalny, mózg powstającej armii. Do jej szeregów trafiali początkowo wyłącznie ochotnicy, głównie patriotyczna młodzież już zaangażowana w działalność niepodległościową. W szeregi wojska zgłaszali się byli legioniści Piłsudskiego, członkowie podporządkowanej mu Polskiej Organizacji Wojskowej, a także żołnierze i oficerowie z innych polskich formacji zbrojnych i byłych armii zaborczych. Częścią składową Wojska Polskiego stały się też oddziały tzw. Polnische Wehrmacht tworzone przez niemieckich okupantów. Piłsudski potrafił się wznieść ponad osobiste urazy, odrzucał na bok wszelkie uprzedzenia i na najwyższe stanowiska w Wojsku Polskim mianował głównie doświadczonych oficerów z armii austriackiej i rosyjskiej, swoich ukochanych legionistów wyznaczając na stanowiska mniej odpowiedzialne. Decyzje te okazały się trafne i walnie przyczyniły się do powstania silnej armii, owładniętej duchem patriotyzmu i koleżeństwa, która wkrótce miała potwierdzić swe walory na polu walki.
U SCHYŁKU 1918 ROKU PAŃSTWO POLSKIE BYŁO JUŻ FAKTEM. Działała administracja centralna i terenowa, Wojsko Polskie, choć wciąż jeszcze nieliczne, było w tej części Europy poważną siłą, podjęto trud naprawienia krzywd i wyrównania nierówności socjalnych. Nasi przodkowie nadspodziewanie dobrze zdali trudny egzamin, wykazali się silnym instynktem państwowym. Dokonał się "cud" odrodzenia państwa, którego przez 123 lata nie było na mapach.
