Przegląd Polski
31 października 2008
- Herbert a tramwaje - Rafał Żebrowski
- Rytmy Nowego Jorku. Towarzysze podróży - Grażyna Drabik
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
RYTMY NOWEGO JORKU
Towarzysze podróży
Mozaiki zwane Rolling Bench, które okrążają szerokim półkolem Mauzoleum Generała Granta przy Riverside Drive
Najpierw był skomplikowany cykl świąt żydowskich: 29 września Rosz Haszana zaznaczyło początek nowego 5769 roku. 8 października rachunek sumienia dokonywany z okazji Jom Kipur sprowadził do synagogi nawet tych, co do świątyni przychodzą tylko raz w roku.
Żydowski Nowy Rok skrzyżował się precyzyjnie, w podobnie pogodnym nastroju, z końcem ramadanu: 30 września biesiady Il al-Fitr zamknęły miesiąc postu, najważniejszego święta w kalendarzu muzułmańskim. Z kolei uroczystości pełnych zadumy Jom Kipur zderzyły się 10 października z radośnie ekspansywnym Festiwalem Durga Puja. Bogini Durga, znana także jako Parwati i Kali, towarzyszka boga Sziwy, jest jedną z najważniejszych postaci w hinduskim panteonie. Już same jej imiona sugerują, jak skomplikowana może być jej rola w ludzkim życiu: Matka Wszechświata. Esencja bez formy. Ta, która wymyka się poznaniu.
Trochę wcześniej we wrześniu "15 Dnia w Ósmym Miesiącu" księżycowego roku odbywał się jeszcze Festiwal Księżyca albo Środka Jesieni. Obowiązkowe ciasteczka z żółtkiem zapiekanym w słodkiej masie są w wydaniu wietnamskim kwadratowe, w chińskim okrągłe. Poza tym obchody są podobne: sute posiłki, lampiony w kształcie gwiazd rozświetlające ulice i domy; tańce lwów niosące z sobą błogosławieństwo dobrych zbiorów i szczęścia.
A trochę później w jesiennym ciągu religijnych świąt są następne przypomnienia, że nasz widzialny, materialny świat splata się z innym wymiarem, tym razem z okazji Wszystkich Świętych i polskich Zaduszek, gdy tak intymnie bratamy się z tymi, co odeszli.
Nie mam skłonności, by czule pochylać się nad "wielokulturowym bogactwem", lecz chcąc nie chcąc, ocieram się o to czy inne święto - czasem prawie nieświadomie, czasem z praktycznych powodów. Trzeba bowiem w tym okresie szczególnie precyzyjnie planować co, gdzie, z kim i kiedy.
A to sklepy będą wcześniej zamknięte. A to bilety na popularne przedstawienie będzie łatwiej dostać. Przez parę dni nie musisz się martwić o przeparkowywanie samochodu. Tu znowu nie można wyznaczyć egzaminu, bo choć odbywają się uniwersyteckie zajęcie, wiadomo, że tej czy innej grupki studentów zabraknie. W zeszłym roku dostałam kwadratowe księżycowe ciasteczko. W tym roku - okrągłe.
TAK WOKÓŁ NAS RÓŻNORODNIE, a w tej różnorodności sporo ostatnio polskich wątków. Tak sypnęło gośćmi z kraju, że nie sposób odnotować wszystkich, nawet dużej wagi wydarzeń.
W Metropolitan Operze zachwycił mnie wspaniały kontralt Ewy Podleś. Solistka z Warszawy wystąpiła w Giocondzie Ponchiellego obok Deborah Voigt, w wymagającej głosowo, a aktorsko niewdzięcznej roli ślepej matki tytułowej bohaterki. Zdumiewające, że od jej ostatniego występu w Met - w przyjętym z entuzjazmem Rinaldo Händla - upłynęło ponad 20 lat. Przytoczę słowa Steve'a Smitha, krytyka New York Timesa, gdzie upomnienie dla dyrekcji jest bardziej nawet wymowne niż pochwały śpiewaczki: "Główną atrakcją wieczoru, wcale niebudzącą zdziwienia, była Ewa Podleś. Od pierwszego momentu, kiedy rozległ się jej głęboki, gardłowy kobieco-męski głos, jedynym pytaniem było, dlaczego zajęło to tyle czasu, by powróciła na scenę Met" (Metropolitan Opera, 2 października).
W ramach ambitnego programu Danspace Project, prezentującego choreografów-nowatorów, wystąpił zespół Dada von Bzdülöw z Gdańska. Leszek Bzdyl, zainspirowany filozofią Stefana Themersona, stworzył fascynujący spektakl Factor T. o sprzecznych wymaganiach wobec "performera", lecz także o sprzecznościach natury ludzkiej.
Jest to taniec dramatyczny, swobodnie wykorzystujący elementy teatralne i pantomimy, wymowne rekwizyty i zmiany kostiumów, lecz przede wszystkim odważnie badający rytmiczne związki i zderzenia między tancerzami. Bzdyl stawia wysokie wymagania tancerzom, lecz może z zaufaniem polegać na swoich stałych współpracownikach Katarzynie Chmielewskiej i Rafale Dziemidoku oraz na amerykańskiej tancerce Bethany Formice (3 października, St. Mark's Church).
Od 17 października odbywa się przegląd twórczości Andrzeja Wajdy. Reżyser pracuje niestrudzenie od pół wieku, ma w dorobku 40 filmów oraz 40 teatralnych i telewizyjnych przedstawień. Trudno sobie wyobrazić kształt współczesnej polskości bez takich filmów, jak Kanał, Popiół i diament, Popioły, Człowiek z marmuru, Ziemia obiecana, Bez znieczulenia czy Człowiek z żelaza; bez spektakli teatralnych i bez debat, jakie się wokół nich toczyły. Przegląd został zorganizowany z godnym podziwu rozmachem i starannością ("Truth or Dare: The Cinema of Andrzej Wajda", do 13 listopada, Walter Reade Theatre, Lincoln Center; przegląd spektakli Teatru Telewizji zakończył się 28 października w Anthology Film Archives).
Wspomnę przy okazji o innym talencie reżysera. Wajda zamierzał być malarzem, skończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Wcale nie rozstał się z ołówkiem. Ma oko uważne na szczegół, a jego podziw dla sztuki japońskiej przyczynił się do sprowadzenia Japonii do Krakowa - stworzył Centrum Japońskie "Manggha" nad Wisłą. Skrzyżowały się też ścieżki Wajdy, Wisławy Szymborskiej, Adama Bujaka i Czesława Miłosza we wspólnej im fascynacji, owocując pięknie wydanym albumem Japonią zauroczeni (Kwadrat, Kraków 2002). Pochodzi zeń rysunek Wajdy i haiku Shiki w tłumaczeniu Miłosza:
Za towarzysza podróży
Wybrałbym pewnie
Motyla.
Ciekawym eksperymentem zespołu Teatr Ósmego Dnia z Poznania rozpoczął się 22 października festiwal nowych polskich sztuk. Przywieźli Teczki, swoje najnowsze przedstawienie. Files są zaskakujące przede wszystkim dlatego, że czwórce aktorów-współautorów udaje się opowiadać w elegancki i powściągliwy sposób o bardzo nieeleganckich i zwykle budzących sprzeczne namiętności sprawach (Festival of New Polish Plays: Files do 9 listopada; Made in Poland Przemysława Wojcieszka, od 29 października do 30 listopada; Sandbox i The First Time Michała Walczaka od 13 do 30 listopada, 59 E. 59 St., między Madison i Park Ave.).
Dobrą zapowiedzią festiwalu było spotkanie w ramach forum Prelude '08, organizowanego przez wydział studiów doktoranckich na City University. Wojcieszek i Walczak mieli okazję spotkać się z amerykańskimi artystami pracującymi nad ich tekstami, a my - posłuchać czytania wybranych scen i dyskusji. Wyróżnił się w czasie przeglądu fragment sztuki Śmierć Człowieka-Wiewiórki Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, bogaty językowo i zaciekawiający nierealistycznym stylem. Szkoda, że jej sztuka nie znalazła się w bieżącym programie festiwalu (27 października, Martin E. Segal Theatre, Graduate Center, CUNY).
ŻEBY WYJŚĆ POZA TE POLSKOŚCI: proszę popatrzeć na kolory wokół nas. Jak niebo przegląda się w srebrnej tafli kałuży. Czerwień ostatniej pelargonii odcina się od fioletów chryzantem.
Następnym razem, kiedy znajdziecie się nieopodal jakiegoś mostu, proszę zobaczyć, jakiego koloru są jego przęsła i barierki. Archipelag Nowy Jork to 76 mostów zarządzanych przez miejski Wydział Transportu (dodajmy do tego wiadukty - w sumie ponad 2 tysiące!). Mają najróżniejsze kształty i rozmiary, lecz muszą być pomalowane na tylko jeden z siedmiu precyzyjnie określonych odcieni: głęboka chłodna czerwień, szarość Munsella, ciemna zieleń, aluminiowa zieleń, niebieskość federalna, szarość mostu Waszyngtona oraz, nie uchronimy się od polonika, czerwień Pułaskiego.
Kolorowo jaśnieją sobie w jesiennych deszczach mozaiki zwane Rolling Bench, które okrążają szerokim półkolem Mauzoleum Generała Granta. Popisują się odnowionymi niedawno kafelkami. Z daleka wyglądają niezbyt składnie, lecz z bliska zaskakują magią obrazków. Stanowią nieco absurdalny kontrapunkt do dostojeństwa pomnika bohatera wojny domowej.
Mam sentyment do tej instalacji zaprojektowanej dawno temu przez Pedro Silvę. Kiedyś obserwowałam, jak moja malutka córeczka starannie dobierała kolorowe kafelki składając je, razem z innymi dzieciakami, we fragment czarodziejskiego zaułka. Teraz mój wnuk wspina się, jakby to była najzwyklejsza rzecz w świecie, po falistych ławkach. Wyszukuje coraz to nowe szczegóły: oto koń z białymi skrzydłami. Smoki latające po niebie. Pingwiny wędrujące za plecami wędkarza. Woda tryskająca z hydrantu. Taksówka pędząca donikąd. Tęcza nisko nad ziemią (City Arts Project, 1972-2008, Riverside Dr. przy 122 St.).
A zaraz trzeba będzie przestawiać zegarki na czas zimowy.
