Przegląd Polski
17 października 2008
- Słynna kobieta pracująca. 96-lecie Ireny Kwiatkowskiej - Jolanta Ciosek
- Nowy świadek w sprawie śmierci gen. Władysława Sikorskiego - Teofil Lachowicz
- Nowojorska kronika (muzyka) - Roman Markowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Nowy świadek w sprawie śmierci gen. Władysława Sikorskiego
Podporucznik Walentyna Pacewicz, zdjęcie z 1945 r.
Ostatnio w Polsce zapadła decyzja o dokonaniu ekshumacji szczątków gen. Władysława Sikorskiego spoczywających w krypcie św. Leonarda na Wawelu w Krakowie.
W mediach pojawiło się wiele wypowiedzi nawiązujących do tajemniczej katastrofy w Gibraltarze, w której 4 lipca 1943 roku, oprócz premiera RP i naczelnego wodza, zginęło również 9 towarzyszących mu osób, m.in. jego córka Zofia Leśniowska oraz gen. Tadeusz Klimecki - szef Sztabu Naczelnego Wodza. Spekulacje, czy był to tragiczny wypadek lotniczy, czy też zorganizowany zamach na życie gen. Sikorskiego, trwają od 65 lat i nie widać ich końca.
Badacze wskazują na wiele aspektów związanych z katastrofą, a zwłaszcza na te, na które nie potrafią znaleźć racjonalnej odpowiedzi. Jedną z takich kwestii jest wygląd zwłok gen. Sikorskiego wyłowionych z morza tuż po katastrofie, co mogłoby w pośredni sposób odpowiedzieć na pytanie, jak zginął polski premier i naczelny wódz.
Świadkowie, którzy w Gibraltarze tuż po katastrofie widzieli zwłoki gen. Sikorskiego (Brytyjczycy - major lekarz Daniel Canning i major Anthony Quale oraz Polacy - por. Ludwik Łubieński, płk pilot Ludwik Martel), w swoich relacjach twierdzili, że głowa gen. Sikorskiego miała ślady poważnych uszkodzeń. W relacjach tych różnie opisywano wygląd owych uszkodzeń ("głęboka rana na twarzy w okolicy przedczołowej" (mjr D. Canning); "długa, głęboka rana [deep gash] w okolicy przedczołowej głowy" (mjr A. Quale); "wielka rana prawej skroni, oka i nosa" (por. L. Łubieński); "jedyna rana - otwór w czole" (płk pilot L. Martel). Wszystkie te relacje zgodne są co do tego, że górna część głowy gen. Sikorskiego nosiła wyraźne ślady uszkodzeń.
Z powyższymi relacjami, znanymi dotąd historykom, zasadniczo różni się relacja byłej sekretarki gen. Sikorskiego, Walentyny Pacewicz, z którą 12 czerwca 2004 r. w Nowym Jorku przeprowadziłem interesującą rozmowę. Fragment tej rozmowy zacytowałem w artykule "Tajemnica grobu gen. Sikorskiego" (Przegląd Polski, 25 lipca 2008 r.). Ku mojemu zaskoczeniu ten właśnie fragment tekstu najbardziej zainteresował historyków z Polski. Okazało się, że relacja p. Pacewicz była dla nich zupełną nowością. Z tego powodu zaczęli mnie usilnie namawiać, abym opublikował wywiad z p. Pacewicz w całości. Niestety, ramy Przeglądu Polskiego są ograniczone i dlatego zdecydowałem się wywiad ten podzielić na dwie odrębne części. Pierwsza dotyczy kwestii związanych ze śmiercią gen. Sikorskiego, druga natomiast dotyka sprawy tajemniczej zawartości osobistej teczki, którą generał zabrał ze sobą w ostatnią podróż w 1943 r.
Poniżej pierwsza część wywiadu z p. Pacewicz, którą pytałem m.in. o okoliczności identyfikacji zwłok gen. Sikorskiego w Londynie w siedzibie Prezydium Rady Ministrów (dawny pałacyk Rothschildów) przy Kensington Palace Gardens, dokąd zostały one przywiezione, a właściwie wniesione na barkach polskich żołnierzy 11 lipca 1943 r. Pani Pacewicz nie chciała wracać do tych bardzo przykrych dla niej chwil, ale po długich namowach zdecydowała się jednak odpowiedzieć na kilka pytań.
Czy pamięta Pani okoliczności identyfikacji zwłok gen. Sikorskiego w siedzibie Prezydium Rady Ministrów w Londynie?
Wieczorem, jaki to był dokładnie dzień - nie pamiętam, w moim służbowym pokoju w siedzibie Prezydium Rady Ministrów rozmawiałam z konsulem Karolem Poznańskim i radcą z Ambasady RP Wiesławem Zbijewskim, którzy dokonali identyfikacji zwłok gen. Sikorskiego. Trumna ze zwłokami, pilnowana przez wojskową wartę, znajdowała się w największym pokoju, gdzie zawsze odbywały się posiedzenia Rady Ministrów. Mój pokój znajdował się w znacznym oddaleniu od tej sali. Nie wchodziłam tam od momentu przywiezienia trumny z gen. Sikorskim, było to ponad moje siły i dlatego pozostałam sama w moim służbowym pokoju, do którego po zakończeniu identyfikacji zwłok przyszli wstrząśnięci konsul Poznański i radca Zbijewski. Okoliczności tej rozmowy pamiętam doskonale, ponieważ ze względu na unoszący się w powietrzu bardzo nieprzyjemny zaduch usiedliśmy na podłodze, aby był on mniej odczuwalny. Konsul Poznański i radca Zbijewski powiedzieli mi, że generał miał strzaskaną dolną część twarzy. Obaj panowie zapalili papierosy i również poczęstowali mnie. Chociaż nigdy przedtem papierosów nie paliłam, to wtedy zapaliłam po raz pierwszy. Nie wiem, czy ktoś jeszcze, oprócz wyżej wymienionych, uczestniczył w identyfikacji zwłok. Nie wiem też, kto otwierał trumnę oraz kto ją ponownie zamykał. Być może zrobili to przebywający tam oficerowie, którzy trzymali straż honorową przy katafalku. Na pewno nie zrobiono tego bez wiedzy polskich władz wojskowych. Oficerska straż zmieniała się, co było zrozumiałe. Widziałam tych oficerów, jak przechodzili korytarzem obok mojego pokoju, gdzie pracowałam. Niektórzy musieli pochodzić z oddziałów gen. Andersa na Bliskim Wschodzie, ponieważ byli pięknie opaleni. Oficerowie, którzy stacjonowali w Anglii, nie mieli okazji, aby tak się opalić. No cóż, byłam wówczas młodą kobietą i ten szczegół nie uszedł mojej uwadze.
Ponoć w identyfikacji zwłok gen. Sikorskiego uczestniczył również mecenas Andrzej Kamieniecki.
Nic mi na ten temat nie wiadomo. Na pewno nie było go wówczas w Prezydium Rady Ministrów podczas mojej obecności w pracy. Nie widziałam, by towarzyszył konsulowi Poznańskiemu i radcy Zbijewskiemu - oficjalnym przedstawicielom władz polskich wydelegowanym do przeprowadzenia tej przykrej czynności. Znałam mecenasa Kamienieckiego, który wówczas był młodym, jednym z najniższych rangą pracowników konsulatu. Dla starszych pracowników był takim "chłopcem na posyłki" i bardzo wątpliwe, aby najniższego rangą pracownika wyznaczono do tak poważnego zadania, jakim była identyfikacja zwłok premiera i naczelnego wodza.
Znane historykom rozbieżne relacje świadków na temat obrażeń głowy, jakie odniósł gen. Sikorski w wyniku katastrofy w Gibraltarze, w jednym są zgodne: że były one umiejscowione w górnej części głowy. Pani natomiast twierdzi, że generał miał uszkodzoną dolną część twarzy.
Powtarzam wyraźnie to, co usłyszałam od konsula Poznańskiego i radcy Zbijewskiego, że generał miał strzaskaną dolną część twarzy [mówiąc to, p. Pacewicz dłonią objęła swoje usta wraz z podbródkiem, po czym dłoń przesunęła w dół]. Ten moment rozmowy doskonale pamiętam. Obaj panowie byli przybici i szarzy na twarzy. Widać było, jak bardzo to wszystko przeżywali. Nic nie wspominali, aby na twarzy generała były jakieś inne uszkodzenia. Gdyby tak było, to by mi o tym powiedziano, a ja bym ten istotny szczegół zapewne też zapamiętała. Dlaczego by mieli to przede mną ukrywać? Tym bardziej że dobrze znałam konsula Poznańskiego. Był to wysokiej klasy dyplomata, świetnie wykształcony, o nienagannych manierach starszy pan. Pochodził z Łodzi i był wielkim polskim patriotą. W jego domu w Londynie, gdzie wielokrotnie bywałam zapraszana na rodzinne spotkania, widziałam piękną kolekcję polskiego malarstwa (m.in. kilka obrazów Wyspiańskiego), którą ze znawstwem pokazywała mi jego urocza żona. Konsul Poznański i radca Zbijewski byli solidnymi urzędnikami tzw. starej daty i na pewno sporządzili oficjalny raport z identyfikacji zwłok gen. Sikorskiego. Ten raport powinien gdzieś być w zbiorach Instytutu Sikorskiego [w Londynie] albo w aktach Ambasady RP [w Londynie] lub w aktach konsulatu [RP w Londynie]. Historycy powinni przede wszystkim zadać sobie trud odnalezienia tego raportu, a nie wypisywać fantastyczne teorie tworzone na podstawie własnych domysłów.
Czy chciałaby Pani coś jeszcze dodać, co ma związek z tajemniczą sprawą śmierci gen. Sikorskiego?
Nurtuje mnie do tej pory dziwna sprawa zachowania Anglików w momencie, gdy gen. Sikorski szykował się do podróży na Bliski Wschód. Anglicy robili naciski, aby ograniczyć liczbę osób, które miały towarzyszyć generałowi w tej podróży. Zwłaszcza czynili starania, aby z generałem nie leciała jego córka Zofia Leśniowska. Kategorycznie sprzeciwiła się temu żona gen. Sikorskiego, Helena, która argumentowała, że generał choruje na serce i jedynie córka może pozytywnie wpłynąć na ojca i dopilnować, aby podczas długiej podróży systematycznie zażywał przypisane mu lekarstwa. Mimo to Anglicy nadal naciskali na Helenę Sikorską, aby odwiodła córkę od tej podróży i pozostała w Anglii. Helena Sikorska nie dała się jednak przekonać i, jak wiemy, Zosia udała się z ojcem w podróż na Bliski Wschód, z której oboje nie mieli już powrócić.
***
Cytowana wypowiedź Walentyny Pacewicz, pośredniego świadka identyfikacji zwłok gen. Władysława Sikorskiego w lipcu 1943 roku, nie wyjaśnia przyczyny śmierci polskiego premiera i naczelnego wodza, jednakże wprowadza spore zamieszanie w dotychczas znanych świadectwach i teoriach historycznych tworzonych na ten temat. Świadectwo Walentyny Pacewicz wskazuje na poważną kontrowersję co do wyglądu zwłok. Niestety, nie da się tego problemu rzeczowo wyjaśnić bez zapowiedzianej już ekshumacji i gruntownych, specjalistycznych badań zachowanych szczątków generała.
Dokończenie za tydzień
