Przegląd Polski
26 września 2008
- "Moskiewskie" zwycięstwo w Gdyni - Małgorzata Radkiewicz
- Nowojorska kronika (sztuki plastyczne) - Czesław Karkowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
"Moskiewskie" zwycięstwo w Gdyni
Kadr z filmu Mała Moskwa
Pokazom 33. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni towarzyszyły zgodne opinie krytyków i widowni, iż jest to najlepszy konkurs od lat. Pozytywne komentarze wzbudzały zwłaszcza tytuły prezentujące autorskie, bardzo zindywidualizowane spojrzenia na rzeczywistość.
Paradoksalnie, jakby na przekór dyskusjom o dojrzałości i oryginalności tegorocznych propozycji, jury nagrodziło wzruszający, lecz schematyczny melodramat Mała Moskwa w reżyserii Waldemara Krzystka. Tytuł jest popularnym określeniem Legnicy - miejsca akcji - nazwanej tak z powodu stacjonujących w niej wojsk radzieckich. Opowieść o miłości polskiego oficera do żony radzieckiego żołnierza rozgrywa się w scenerii skoszarowanego miasta, żyjącego pod nieustannym nadzorem służb specjalnych. Międzynarodowe relacje ograniczają się głównie do czarnorynkowego handlu. Nawiązywaniu bliższych znajomości nie sprzyjają ani narodowe antagonizmy, ani polityczne napięcie schyłku lat sześćdziesiątych. Zakochani bohaterowie na próżno domagają się prawa do uczucia, z bólem uświadamiając sobie, że w panującej wokół atmosferze wrogości i nieufności ich związek nie ma żadnych szans. Gdy przesłuchiwana kobieta mówi śledczemu o planowanym rozwodzie i przyjęciu polskiego obywatelstwa, ten z irytacją tłumaczy jej, iż jako Rosjanka powinna nauczyć się zamiast "chcę", myśleć "muszę". Dramatyczny romans kończy się tragiczną śmiercią Anny, której grób odwiedza po latach nieślubna córka.
Odtwórczynię obu postaci Swietłanę Chodczenkową uznano za najlepszą aktorkę w roli pierwszoplanowej.
Równie emocjonalny był odbiór filmu Jeszcze nie wieczór, rozgrywającego się w Domu Aktora w Skolimowie, z udziałem plejady polskich gwiazd, między innymi: Niny Andrycz, Danuty Szaflarskiej, Beaty Tyszkiewicz oraz Wieńczysława Glińskiego. Przed kamerą stanęła również Irena Kwiatkowska, obchodząca właśnie 96. urodziny. Reżyser Jacek Bławut z przenikliwością dokumentalisty sportretował nestorów polskiego aktorstwa, stwarzając im, za sprawą scenariusza, okazję do symbolicznego powrotu i na scenę, i na ekran. Oś fabularną stanowią przygotowania do premiery Fausta, którego wystawienie proponuje starszym kolegom wciąż czynny zawodowo, tymczasowy pensjonariusz. Powodzenie przedsięwzięcia nie budzi wątpliwości, zwłaszcza że samozwańczy reżyser ma energię i temperament Jana Nowickiego - nagrodzonego za główną rolę męską.
Laureat z typowym dla siebie, ironicznym dystansem zapewniał: "Nie ma nic piękniejszego niż starość. Nie dlatego, że jestem starym człowiekiem. Ale dlatego, że potem nie ma już nic". Praca na planie była dla Bławuta okazją do realizacji pomysłu sprzed lat, ale także osobistego pragnienia, by - jak wyjaśnia - lepiej zrozumieć starość. Pokazać ją jako mądrą i refleksyjną.
Motyw śmierci powraca także w 33 scenach z życia, nagrodzonej za pracę reżyserską i wyróżnionej przez dziennikarzy Małgorzaty Szumowskiej. Niemiecka gwiazda Julia Jentsch zagrała fotograficzkę, która z rodzinnej bliskości czerpie poczucie bezpieczeństwa, energię i artystyczną inspirację. Jej świat załamuje się wraz z nieoczekiwaną chorobą i śmiercią matki, a wkrótce potem ojca. Ekranowa historia ma osobisty wymiar - bohaterka jest rówieśnicą autorki i tak jak ona niespodziewanie traci oboje rodziców, podejmuje decyzję o rozwodzie. Motywy biograficzne oraz klimat środowiska krakowskiej inteligencji sprawiają, iż dla części widzów film pozostaje przede wszystkim opowieścią o konkretnych miejscach i ludziach: Macieju Szumowskim, Dorocie Terakowskiej oraz ich dzieciach. Narracja ma jednak wymiar uniwersalny, o czym świadczy nagroda Srebrnego Lamparta, przyznana Szumowskiej na festiwalu w Locarno. Sama reżyserka nie traktuje tej realizacji wyłącznie jako formy autobiografii. Nie zależało jej na stworzeniu opowieści o sobie - "... bo to byłoby mało ciekawe" - lecz "o ostatecznej utracie dzieciństwa, o końcu pewnej epoki w życiu i strachu, który się z tym wiąże".
Efektem trudnej i pełnej napięć pracy na planie jest wnikliwe studium psychologiczne pokazujące, jak subiektywne są sposoby wyrażania rozpaczy. Bohaterowie próbują odreagować śmierć bliskich histerycznym śmiechem, seksem, udziałem w pijackiej libacji. Im bardziej jednak desperackie są ich działania, tym większe poczucie tragizmu sytuacji. Osobisty nastrój filmu potęgują nagrodzone zdjęcia Michała Englerta i muzyka Pawła Mykietyna. Za rolę drugoplanową nagrodzono Małgorzatę Hajewską-Krzysztofik, budującej subtelny obraz umierającej na raka pisarki.
Relacje rodzinne są wiodącym tematem Rysy w reżyserii Michała Rosy. Nagrodzony scenariusz jest historią dwojga ludzi, których związek zaczyna się rozpadać, gdy przestają wierzyć w swoją lojalność. Podrzucona im anonimowo kaseta zawiera informację, iż mąż był agentem SB i donosił na swoich najbliższych. Niepewność co do wiarygodności tego faktu wcale nie osłabia jego wagi. Wręcz przeciwnie - rodzi jeszcze więcej niedomówień i wątpliwości. Małżonkowie przestają ze sobą rozmawiać, nie sypiają ze sobą, nie jedzą wspólnych posiłków, w końcu Joanna postanawia się całkowicie wyprowadzić. Poczucie krzywdy jest w niej zbyt duże, by przestała myśleć o kłamstwie z przeszłości. Reżyser zapytany, czy rozumie wybory swoich bohaterów, stwierdził, że raczej im sekunduje: "Zostali postawieni przed sytuacją z greckiej tragedii - niezależnie od decyzji, które podejmą, ich dotychczasowy świat musi się rozpaść. To nie są proste decyzje". Dramatyzm wydarzeń udało się wydobyć dzięki kreacjom Jadwigi Jankowskiej-Cieślak i Krzysztofa Stroińskiego, których duet uhonorowano specjalnym wyróżnieniem. Aktorzy starali się pokazać, jak trudno dojrzałym, doświadczonym przez życie ludziom uporać się z ciążącym im oskarżeniem. Bohaterowie tkwią jakby w potrzasku. Nie dochodzi do rozstrzygającego osądu, brak kategorycznych ocen. Jednak sama świadomość fałszu i zakłamania obecnego w ich związku odbiera sens ich dalszej wspólnej egzystencji.
Równie skomplikowane jest życie wewnętrzne bohatera Czterech nocy z Anną, za który to film Jerzy Skolimowski otrzymał specjalne wyróżnienie. Podsumował je ironicznym stwierdzeniem: "Widocznie mam w kinie polskim specjalny status, bo znów znalazłem się poza regulaminem". Po latach przerwy reżyser powrócił na ekrany obrazem nawiązującym poetyką do dokonań sprzed emigracji. Pokazał historię wyalienowanego mężczyzny, spragnionego miłości i bliskości, a jednocześnie obawiającego się tych uczuć. Osamotniony człowiek zakochuje się w pielęgniarce Annie, którą obserwuje przez okno. Podczas tytułowych czterech nocy zakrada się do mieszkania bohaterki, uśpionej wcześnie środkami nasennymi, by poczuć jej bliskość. Platoniczna relacja jest dla niego namiastką więzi, jakiej nie potrafi nawiązać w bezpośrednich kontaktach. Ciemne mieszkanie pozwala mu przełamać wstyd, chroniąc go przed kpiną i agresją, z którą spotyka się na co dzień. W nocnej scenerii uwalnia się w nim emocjonalna blokada, zbyt silna jednak na to, by podobny związek stworzyć ze świadomą sytuacji Anną.
Zagubienie emocjonalne odczuwają również bohaterowie wielowątkowej opowieści 0_1_0 - ostatniego filmu zmarłego przedwcześnie Piotra Łazarkiewicza. Nagrodę specjalną dla tego obrazu "za twórcze przedstawienie rzeczywistości" odebrała Magdalena Łazarkiewicz. Narracja filmu, oparta na sztuce Krzysztofa Bizio, łączy siedem krótkich, zazębiających się opowieści. Pojawiające się w nich postacie są uwikłane w emocjonalne związki, w których często trudno im się porozumieć. Mówienie o swoich uczuciach, lękach, marzeniach łatwiej przychodzi im na forum internetowym niż w bezpośredniej rozmowie. Symboliczne rozładowanie narastającego napięcia następuje podczas letniej burzy. Gwałtowne zjawiska atmosferyczne nie rozwiązują konfliktów, powodują jednak swoiste zawieszenie "akcji". Wyciszają emocje bohaterów, zmuszają do nabrania dystansu i spojrzenia na swoje problemy świeżym okiem.
Mozaikowy charakter ma narracja w filmie Drzazgi, nagrodzonego za debiut kinowy Macieja Pieprzycy. Bohaterowie poszczególnych wątków wywodzą się z różnych środowisk, mają odmienny styl życia i plany na przyszłość. Obok młodego naukowca, marzącego o uniwersyteckiej karierze, pojawiają się bezrobotni mieszkańcy górniczych familoków, piłkarscy kibice, dzieci miejscowych biznesmenów. Każda z postaci, uwikłana w uczuciowe relacje, zmuszona jest w pewnym momencie dokonać życiowego wyboru. Określić swoje "ja", niezależnie od własnych ambicji, rodzinnych i materialnych zależności. Uczą się, często w bolesny sposób, jak wykorzystać rysujące się przed nimi możliwości, a jednocześnie pozostać sobą.
Przed życiową szansą stają bohaterowie Boiska bezdomnych, pierwszego nakręconego w Polsce filmu Kasi Adamik. Pomysł do filmu podsunęła autorce matka - Agnieszka Holland, która znalazła w prasie informację o piłkarskich zawodach dla bezdomnych. Powstała ciepła, optymistyczna opowieść o drużynie futbolowej, skompletowanej przez byłego sportowca spośród włóczęgów spotkanych na dworcu. Dla pozbawionych domu i pracy mężczyzn intensywny trening okazuje się regenerującą kuracją, pozwalającą im odzyskać wiarę w sens życia. Grając w piłkę stają się częścią wspólnoty, wychodzą z marginesu, stają się "kimś". Aktor Eryk Lubos otrzymał wyróżnienie za rolę drugoplanową, a największym wyróżnieniem dla całego zespołu była nagroda publiczności.
Dyskusyjny werdykt festiwalu podsumował członek jury Sławomir Idziak: "Mam problemy z festiwalem gdyńskim. To festiwal środowiskowy. Co zrobić, żeby stał się nowoczesny, taki, z którym publiczność czułaby się zespolona?". Pytanie to pozostaje otwarte, zwłaszcza jeśli chodzi o formułę festiwalu - oby zaczęto na nim doceniać nowatorstwo i oryginalność spojrzenia na rzeczywistość, jaką zaprezentowali tegoroczni twórcy.
