Przegląd Polski
29 sierpnia 2008
- Człowiek z "szafą". Filmowa sylwetka Romana Polańskiego - Małgorzata Radkiewicz
- Kawalkada rocznic - Jacek Fedorowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Chała Kondratowa
Marek Kondrat zagrał bardzo sugestywnie półinteligenta w filmie Dzień świra, czego logiczną konsekwencją było zaproszenie go do spotu reklamowego ING Bank Śląski i zaangażowanie do wypowiedzi na temat przyszłości Polski w Unii Europejskiej.
Powyższe zdanie jest nieudolną parafrazą pierwszego akapitu genialnego felietonu Janusza Głowackiego pt. Życie niezłomne, podobnie jak reklama z udziałem Kondrata jest nieudolnym pastiszem marcowego orędzia do narodu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przywołuję Janusza Głowackiego, gdyż jak wszystko w życiu, i to najbardziej niezłomnym naszych trzech bohaterów, także życiorys pisarza łączy się z życiorysem sławnego aktora i sławnego prezydenta. Głowackiego z Kondratem i Kaczyńskim łączy niezaprzeczalnie film. Nasz prezydent, podobnie jak Kondrat, zaczynał jako aktor filmowy, a Głowacki o mało nim nie został (aktorem, nie prezydentem), i tylko z powodu wyrzucenia go z wydziału aktorskiego uczelni Marka Kondrata, czyli Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie - za "zupełny brak zdolności i cynizm", jak sam o tym pisze - ukończył polonistykę, dzięki czemu zapewne został wziętym pisarzem polsko-amerykańskim i półemigrantem (ale nie półinteligentem)...
Z Ameryką łączą Głowackiego równie silne związki uczuciowe, jak prezydenta Kaczyńskiego i Kondrata. Prezydent kocha ją ze wzajemnością (z wyjątkiem oczywiście pary amerykańskich gejów, których wizerunki wykorzystał Jacek Kurski w marcowym orędziu) oraz Polonię, podobnie jak aktor, dorabiający się swego czasu na polonijnych spektaklach. Wszystkich trzech łączą także, nie tylko zdaniem posła Palikota, silne związki uczuciowe z winem i innymi spirytualiami. Marek Kondrat poszedł nawet dalej niż prezydent i pisarz, gdyż dla wina porzucił niedawno karierę aktorską, bynajmniej nie z powodu alkoholizmu, a winnego biznesu, ale jak widać nie do końca.
W reklamie aktor naśladuje styl prezydenta, w tle słychać muzykę Chopina, nawet ręce trzyma tak samo jak prezydent, lewa położona niesłusznie na prawej, choć przecież w IV RP prawica pokryła lewicę, a nie odwrotnie. Tak dobry aktor jak Kondrat nie powinien odstawiać takiej chały! Ręce zdradzają wszak, że twórcy tego spotu reklamowego inspirowali się bardziej orędziem premiera Jarosława Kaczyńskiego z października 2006 r., w którym dłonie trzymał przepisowo (przePiSowo?) ułożone: prawica na lewicy, ale Kondrat, z wiadomych tylko jemu powodów (czyżby lewicowe ciągotki?) ułożył dłonie na przekór dominującym tendencjom. Kondrat ma też doczepione wąsy Lecha Wałęsy, niechybnie w celu dolania oliwy do ognia niechęci pomiędzy skłóconymi prezydentami. Aktor stara się też bardzo nieudolnie naśladować niepowtarzalny sposób, w jaki prezydent mówi o pozycji Polski. Jeśli miałbym wybierać przyszłego prezydenta między Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi, Markiem Kondratem i Donaldem Tuskiem, wybrałbym jednak Tuska, choć aktorsko i obaj Kaczyńscy, co ukradli księżyc, i Kondrat są lepsi, bo przynajmniej nie seplenią.
Treść spotu jest krótka, ale jakże treściwa: "Jest lepiej. Ale będzie jeszcze lepiej. Unia Europejska już od dawna odczuwa nasz gorący oddech na swych zamożnych plecach. Doganiamy ją, jeśli chodzi o bogactwo. Mamy już takie same telewizory jak oni, takie same kosmetyki i tostery. A nasze jedzenie już dawno przegoniło ich jedzenie, na przykład kiełbasa przegoniła. Nadszedł czas, aby podnieść dumnie głowy i powiedzieć: bogaćmy się" - a spiker dodaje: "na lokacie osiem procent w ING Banku Śląskim".
Polska kiełbasa jest rzeczywiście niedościgniona, dlatego z łatwością przegania (z rynków) każdą kiełbasę niepolską. Ale Kondrat zapomniał jednak o oscypkach. A nie powinien, choćby przez lokalny patriotyzm. W końcu jego imię nosi jedno z najpiękniejszych miejsc w Tatrach Zachodnich: Hala Kondratowa. Król Jan III Sobieski nadał ją w posiadanie sołtysowi wsi Pieniążkowice, która wtedy jeszcze nie miała nic wspólnego, mimo nazwy, z bankami, a teraz ma - dzięki Markowi Kondratowi.
Janusz Głowacki ma też wiele wspólnego z Halą Kondratową, gdzie szukał natchnienia "w usypiającym podźwięku i ´turlikaniuª dzwonków owczych i krowich" - jak pięknie pisał o hali Tadeusz Zwoliński. Naród polski jest ostatnio zalewany usypiającymi podźwiękami i turlikaniami, a raczej tokowaniami niezliczonych mów prezydenta. Niedawno znowu wygłosił orędzie, w którym tłumaczył Polakom, dlaczego nie chce podpisać traktatu lizbońskiego. Potem orędował (orędziował?) w sprawie tarczy antyrakietowej. Jak urodzony aktor najwyraźniej lubi wygłaszać mowy i słuchać oklasków oraz poklasku.
Przypomina to natchnioną działalność przypadkowego półinteligenta-kaowca (instruktora kulturalno-oświatowego) z Rejsu Marka Piwowskiego i Janusza Głowackiego: na statku robi się coraz głupiej, ale kierownictwo rejsu ogarnia coraz większy entuzjazm. Nikt tylko jeszcze nie wie, że ten statek płynie do Unii Europejskiej...
