Przegląd Polski
15 sierpnia 2008

Miś smorgończyk
Mistrz z Mołodeczna

NINA TAYLOR-TERLECKA

Zbigniew Żakiewicz od dawna zajmuje okazałą niszę w panteonie pisarzy z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego

Czy to Miś, czy to Mistrz? Mołodeczno i Smorgonie. Magicznie działają nazwy dalekich miejsc.

Mołodeczno to nędzna mieścina na dawnym trakcie pocztowym Wilno-Mińsk, w XIX wieku licho zabudowana, zamieszkana przeważnie przez Żydów. W Encyklopedii Kresów nie ma własnego hasła. Migawkę z zimowej partyzantki 1944/45 nakreślił Tadeusz Konwicki, gdy ze stacji Gudogaje narrator Rojstów wpatruje się w bezkresne błota i lasy ciągnące się stamtąd aż do Mołodeczna, czyli tuż pod sowiecką granicę.

Inną renomą cieszą się Smorgonie - słynne z obwarzanków, osławione tresurą niedźwiedzi. Tu w 1812 r. generał Czaplic rozbił partię Francuzów. Trasę Mołodeczno-Smorgonie-Oszmiana uświetnił Napoleon, pędząc z powrotem nad Sekwanę. Za klęskę obwiniał pogodę. Wciąż żyje legenda o skarbach rozsypywanych po gościńcu przez francuskich uciekinierów. Trakt Napoleona to także Czarny Trakt sowieckiego najazdu. W styczniu 1944 r. oddział AK nie zdobył miasteczka.

Właśnie z tym oszmiańskim powiatem - z Leonpolem i Daubuciszkami, z Zalesiem, gdzie tworzył Michał Kleofas Ogiński, z Łoskiem i Krewem - kojarzą się najwcześniejsze wrażenia Zbigniewa Żakiewicza. Urodzony w Wilnie 6 czerwca 1933 r., pierwsze miesiące spędził w Izabelinie, gdzie ojciec był zatrudniony jako leśniczy i zarządca u Tyszkiewiczów. Wkrótce rodzina przeprowadziła się pod Mołodeczno, nieco później pod Smorgonie.

PRZYSZŁA INWAZJA SOWIECKA. Okupacja to szkoła sowiecka i nieustające wezwania matki do Sielsowietu. W 1941 r. o mało nie wywieziono ich do Kazachstanu. Wskutek wojny znerwicowane, przewrażliwione dziecko zostało porażone Złem. "Ujrzałem bezmiar ludzkiego cierpienia i w pacht Złego oddawałem Ziemię". W 1946 r. nastąpiła repatriacja.

Żakiewicz dorastał w Łodzi. Były to najcięższe lata jego życia i długo potem nie mógł się wyzwolić z jarzma przykrych wspomnień. Ale dojrzewał duchowo w kręgu Tygodnika Powszechnego i Znaku. Ratowały go lektury: Pascal, potem Dostojewski i George Bernanos okazali się szczególnie pomocni. Po ukończeniu rusycystyki we Wrocławiu był asystentem w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu, w 1965 r. zadebiutował zbiorem opowiadań Chłopiec o lisiej twarzy.

Całe pisarstwo Zbigniewa Żakiewicza można odczytać jako skrypt do autobiografii. Na odrębną całość składa się trylogia o dzieciństwie. W Wilczych łąkach (1982)* wszystko pojawia się w oczach dziecka w barwniejszym zagęszczeniu niż w dzieciństwie, choć pisarz twierdzi, że "mniej więcej tak było". Do głowy małego Wilka-Wilczackiego wpadają dwie istotne lekcje, dające kapitalny klucz do zrozumienia świata na styku Europy i Azji. Skrótowa lekcja z dziejów brzmi tak: "Tu historii nie trzeba się uczyć. Zawsze jest ona jednakowa - powstawanie i upadanie, i znów powstawanie!". Poglądowy wykład daje meczet w Daubuciszkach, bowiem: "Byłby to już Pan Bóg czwarty - po katolickim, unickim i prawosławnym. A przecież jeszcze Żydzi w Mołojcewie w swej bożnicy się kiwają".

W Rodzie Abaczów (1968) "miejscami pastiszowym w stosunku do Pana Tadeusza" próbuje wyjaśnić zagadkę swego pochodzenia. Odsłania, ale też kamufluje i mistyfikuje wpół feudalny świat drobnej szlachty o wielowiekowej tradycji, podupadającej, a wciąż bujnie żywotnej. Tu zaczarowany kosmos dziecka to Niżany (podsmorgońskie Ponizie Tatarskie), zagubione w lipach i olchach i całej okolicy łąk kwiecistych, gdzie panoszą się szczawie, rdesty, koniczyna. Nieopodal park siedziby magnackiej. Cały świat Abaczów jest podszyty niejasnym, lecz złowrogim przeczuciem, że klątwa wisi nad nim jak antyczne fatum. Czy przekleństwo istniało w rzeczywistości? W każdym razie w wadach i skazach antenatów doszukuje się prawdy o własnej tożsamości.

OKRES DZIECIŃSTWA ZAMYKA OKUPACJA I REPATRIACJA, zrelacjonowane w Wilio, w głębokościach morza (1992). Jest to "ostatnia opowieść o Ziemi, której już nie ma. Nic jednak nie ginie w głębokościach Morza...". Tymczasem to, co pisze Żakiewicz w szkicu o Czesławie Miłoszu, dotyczy zarówno jego samego: "Opuszczenie rodzinnego miejsca, swego ´kiejdańskiego powiatuª, to opuszczenie Boga, to stracenie bezpośredniego, dotykalnego kontaktu z życiem. Upływają lata, a my tracimy pamięć o raju, w którym każda rzecz była też wszystkim" (Pożądanie wzgórz wiekuistych).

O tym wyobcowaniu opowiada Biały karzeł (1970), przypowieść o wykorzenieniu byłych kresowian, pozbawionych stałych punktów oparcia. Ludzie zginęli, krajobrazu nie ma. Opis krainy wygnania składa się na przerażające świadectwo alienacji: rozdwojenie, schizofrenia, żrąca tęsknota za całością ("dawniej chłop był chłopem, a drabina drabiną"). Wciąż dręczy nieokreśloność oraz pytanie: "kim jestem? czy naprawdę jestem?". W swej drugiej "księdze wygnania" pt. To sen tylko, Danielu (1973) przy wizji koszmarnych kominów łódzkich, Żakiewicz rozwija do ostatnich granic problem psychiczny i ontologiczny ludzi wypędzonych.

Jeszcze pod koniec lat 60. ub. wieku nie byle kto, bo sławny Kisiel pisząc jako Tomasz Staliński, spostrzegał na tle kurortowej architektury Sopotu swoistych przybyszów z Lidy i Grodna, Nowej Wilejki i Oszmiany. I tylko ci wygnańcy, ze swoim "bałagulskim, beztrosko naiwnym, ale i praktycznym ciepełkiem" oddzielają się od świadomości masowej, zmiażdżonej, wyzutej z treści duchowych.

NA WYBRZEŻE ŻAKIEWICZ PRZEPROWADZA SIĘ W 1968 r. Wykłada w gdańskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. I właśnie w tym przeszczepieniu na ziemi kaszubskiej, w obcowaniu z tubylcami, odnajduje grunt pod nogami, powoli wrasta w teren. Do jego zadomowienia przyczynia się otwartość kulturalna Kaszubów i obcowanie z zabużanami. O bohaterce tytułowej zbioru Ciotuleńka. Opowieści żartobliwe (1988) - gadatliwej dziwaczce, zaciągającej z wileńska - powie tyle, że "tak się mają Wilniucy na Kaszubach, bo my wszyscy potrosze jesteśmy jako Ciotuleńka". W podpisanej przez Misia Smorgończyka Goryczy i soli morza (2000), przy bezustannym komentarzu tejże Ciotuleńki, dochodzi do pełnej symbiozy, a oszmiańskie Smorgonie wraz z niedźwiedziami przeobrażają się w Gdańsk.

Pisarstwo, jak Żakiewicz twierdził w jednym z wywiadów, pełni dla niego rolę oczyszczającą i porządkującą. Jeszcze inny dział jego twórczości stanowi eseistyka. Jego Pana Cogito, sobotwór-Kaszub, czyli "mój N.N.", czuje dokuczliwą dysharmonię istniejącą pomiędzy nim a otaczającym światem. Eseistyka ta jest poprzeplatana z krytyką literacką, z oceną lektur, z celnymi refleksjami o istocie Rosji.

Dla tego arcywnikliwego egzegety tzw. duszy rosyjskiej literatura rosyjska jest tak samo istotna jak polska. Przyciąga go jej metafizyczność w podejściu do problemów ponadmaterialnych, podstawowych, bo egzystencjalnych. Zajmuje go rosyjska fascynacja przestrzenią. Uderza podobieństwo gniazd szlacheckich na Wileńszczyźnie do gniazd szlacheckich w Rosji. Rozpoznaje podskórny nurt, wspólny żywioł słowiańskości i wspólne doświadczenie łączące polskość i rosyjskość.

PRZYRODĘ PISARZ ODCZUWA JAK MAŁO KTO - cieleśnie i duchowo, organicznie i pogańsko. Bez świata biologicznego nie ma dlań świata duchowego. W wewnętrznym duchowym napięciu, jak twierdzi, świat przyrody, bez którego nie wyobraża sobie życia, jest wielkim słowem świata boskiego. Zresztą, w miarę upływu lat coraz bardziej oddala się od dostojewszczyzny a zbliża do franciszkanizmu.

Prozę Żakiewicza zestawiano z prozą Brunona Schulza. Ma ona swoje własne tętno, obrazowość, głębszą perspektywę, ironiczne podszycie. Pisarz odtwarza czy stwarza świat w całym zagęszczeniu zmysłowym i metafizycznym. W swoich książkach stworzył świat przedpotopowy, świat wygnańczy oraz świat nowej kulturalnej unii litewsko-kaszubskiej.

Spragniony absolutu, dążący do przeżywania objawienia metafizycznego, chętnie przyznaje się do długu wdzięczności wobec Wielkiego Księstwa Litewskiego. "Myślę więc o tej dzisiejszej Litwie, Litwie 600-lecia chrztu i wspólnych losów, dzięki czemu jestem taki jaki właśnie jestem, Litwie księcia Witowta i Jogajły, błogosławionego biskupa Matulaitisa, Litwie Matki Bożej Miłosierdzia i czuję serdeczną miłość i wdzięczność do tego dzielnego narodu, który dał nam tyle. Jesteśmy wielkimi dłużnikami Litwy" (z dwutygodnika Gwiazda Morza, nr 19, 1987).

Miś Smorgończyk (tak go nazywa cały Gdańsk, urodę ma na wskroś misiowatą) czy Mistrz z Mołodeczna (to woli) w czerwcu br. skończył 75 lat. Od dawna zajmuje okazałą niszę w panteonie pisarzy z byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. A dzięki alchemii słowa okolona bezdennymi błotami mieścina zdobyła sobie wysoką rangę w ikonografii literackiej - gdzieś na osi Sopliców - Kolonia Wileńska.

* W 2005 r. Biblioteka Gdańska i Słowo/obraz terytoria wydało Tryptyk kresowy Zbigniewa Żakiewicza, zawierający Wilcze łąki, Ród Abaczów oraz Wilio, w głębokościach morza).

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail