Przegląd Polski
18 lipca 2008
- Niezastąpiony. Bronisław Geremek (1932-2008) - Ryszard Stemplowski
- Witold Kaczanowski: "Nie ma bariery między sztuką a życiem"
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Niezastąpiony
Bronisław Geremek (1932-2008)
Był człowiekiem wielu kultur. Rozumiał zachowania innych. Swej wielkiej inteligencji i wiedzy używał dla dobra sprawy polskiej. Kierował się wzniosłymi ideami i wysokimi wartościami, pragnąc im podporządkować racjonalność polityczną.
Kto się z nim zetknął osobiście, musiał go szanować, ale jego przewag niejeden się obawiał. Bronisław Geremek chciał i potrafił być spolegliwy wobec bliskich współpracowników, ale - choć sam był duchem niezależnym - niezależność innego poddawał próbie lojalności, tak bowiem ukształtowały go dramatyczne doświadczenia własnego życia, od getta pod niemiecką okupacją poczynając. W każdym razie, pod wieloma względami nie miał sobie równych, a wyróżniał się nie tylko w Polsce. Na jego pomniku napisałbym: "Wielkiemu Polakowi - współtwórcy przemiany ustrojowej, wdzięczni Rodacy".
Zetknęliśmy się prawie 40 lat temu w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk; ja zaczynałem jako doktorant, on był już uczonym z habilitacją. Ponieważ zajmowaliśmy się odmiennymi okresami, rzadko się widywaliśmy. Dopiero jesienią 1980 r. Geremek powiedział mi, dość dla mnie nieoczekiwanie, że mój wyjazd na stypendium Fundacji Humboldta będzie pożyteczny w nowej sytuacji, ponieważ otrzymałem je jako człowiek "z ulicy", występując samodzielnie do Fundacji, a nie dzięki poparciu ze strony polskich urzędów, więc moja pozycja z rozmówcami zagranicznymi będzie "czysta". Ta rozmowa rozwinęła ciąg zdarzeń, który po wyborach 1989 r. przyniósł propozycję ze strony przewodniczącego Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego wysunięcia mej kandydatury do objęcia stanowiska w służbie publicznej.
Od 1990 do 1993 r. współpracowałem z Geremkiem jako szef Kancelarii Sejmu. Współpraca układała się wzorowo. A przecież ja kierowałem tylko obsługą Sejmu, podczas gdy pozycja przewodniczącego OKP należała do najważniejszych w państwie. Niektórzy sądzą, że wysoką skuteczność organu władzy państwowej osiąga się poprzez budowę stosunków dominacji i zależności. Tymczasem nam "wystarczyła" zgodność - od dawna oczywista i dlatego niewymagająca nowych uzgodnień co do strategicznych celów przemiany ustrojowej. Nasza znajomość zasad parlamentarnych była sprawdzana co najmniej kilka razy tygodniowo na posiedzeniach Konwentu Seniorów w Sejmie.
Nie byliśmy z Geremkiem przyjaciółmi w sensie zażyłych stosunków osobistych, ale porozumiewaliśmy się za pomocą niewielu słów. Byliśmy sojusznikami w dobrej - Wielkiej - sprawie, i to nam w zupełności wystarczyło. To pokazuje klasę Geremka, sposób jego współdziałania z ludźmi. Starał się przede wszystkim osiągnąć porozumienie co do pryncypiów, bez formalizowania, resztę uzależniając od okoliczności.
Kiedy już byłem ambasadorem w Londynie (1994-1999), takiej zgodności nie mogłem osiągnąć, gdyż minister spraw zagranicznych Geremek miał po prostu inną od mojej hierarchię ważności zagranicznych partnerów. Był frankofilem, który cierpiał z powodu napięć francusko-amerykańskich, zwłaszcza od czasu swego długiego pobytu w waszyngtońskim Wilson Center for Scholars (1978). Ambasador zaś nie może uprawiać dyplomacji prywatnej.
Po powrocie z Londynu przystąpiłem do konkursu na stanowisko dyrektora organizującego nowy Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. Premier Jerzy Buzek mianował mnie po zasięgnięciu opinii ministra. Miała decydujące znaczenie. Jednakże Geremek mocno mnie potem zaskoczył, ponieważ nie mając czasu i specjalnego zainteresowania Instytutem, polegał na swoich urzędnikach w MSZ, wśród których nie brakowało ludzi działających według reguł wypracowanych jeszcze w PRL. Nowa ustawa o PISM nie była więc przez ministra dobrze wykonywana. Urzędnicy MSZ chcieli Instytut podporządkować ministrowi (czyli de facto - sobie), niezgodnie z ustawą. Dopiero gdy postawiłem sprawę na ostrzu noża, Geremek uznał moje racje. To także wiele o nim mówi. Kto się uparł i miał uzasadniony argument, mógł na niego liczyć. Umiał słuchać. Nie był to jednak partner łatwy.
Geremek poniósł fiasko jako przywódca partyjny. Z tego samego powodu, dla którego nie zdołał przedtem sformować rządu. Jego działanie w zbyt wysokim stopniu wynikało z przekonania, że właściwie wystarczy zgodność co do zasad, że decyduje wspólnota wartości. To jednak, co sprawdzało się w małej grupie lub współpracy z poszczególnymi osobami, nie wystarczyło w działalności wymagającej większej skali. Geremek, podobnie jak większość intelektualistów-architektów przemiany ustrojowej, myślał w kategoriach grupy zamkniętej. To nie było wynikiem żadnego planu. Wynikało raczej z doświadczenia konspiracyjnego, z przekonania o znaczeniu lojalności osobistych, z przeświadczenia o decydującej wartości testu, jakiemu ta grupa została poddana w trudnych warunkach stanu wojennego. Geremek i ludzie jego pokroju nie potrafili otworzyć się na innych, a ponadto niektórych odrzucili, to zaś prowadziło do powstawania grup rywalizujących pod hasłem odrzucenia monopolu autorytetów moralnych III Rzeczypospolitej. Powiedziałem kiedyś Geremkowi, jeszcze w czasach OKP: "Ludzie się nas boją". Mówiliśmy o reformach ustrojowych. On uważał, że jeśli to nawet jest "w jakiejś mierze nieunikniona prawda", to wszystko się zmieni pod wpływem dobroczynnego działania reform. Był nieco naiwnym idealistą. Ja byłem jeszcze bardziej naiwny i gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że za kilkanaście lat będziemy w takim stanie walki politycznej, w jakim znaleźliśmy się niedawno, to uznałbym chyba, że mówi to jakiś dywersant, człowiek małej wiary, ktoś pragnący mnie zniechęcić... My wszyscy byliśmy nieco naiwni, ale gdyby takich ludzi po 1968 r. nie było, gdzie byłaby dzisiaj Polska?
Trudno jednak dopatrzyć się naiwności w dążeniu Geremka do rokowań okrągłego stołu i - jeszcze trudniej - w akceptacji wszystkich jego konsekwencji. Był chyba głównym architektem tego bezprecedensowego kompromisu, jednym z najważniejszych negocjatorów podczas obrad i nieoficjalnych kontaktów, przewodniczył ze strony Solidarności rozmowom przy "stoliku politycznym" (przy którym PZPR reprezentował, jako współprzewodniczący tych rozmów, członek Biura Politycznego profesor Janusz Reykowski, skądinąd kolega szkolny Geremka).
Geremkowi niejednokrotnie proponowano z zagranicy stanowisko profesorskie. Znany mi od dawna latynoamerykanista, profesor Ruggiero Romano, prosił mnie na Międzynarodowym Kongresie Historii Gospodarczej w Bernie, jeśli dobrze pamiętam - w sierpniu 1986 r., żebym przekazał Geremkowi szczegóły jednej z propozycji. Powiedziałem wtedy, że - moim zdaniem - Geremek nie może wyemigrować, jeżeli nie chce przekreślić swego życia. Kiedy potem na korytarzu w IH PAN relacjonowałem mu tę rozmowę, mimo uparcie koło nas przechodzącego tam i z powrotem "pracownika administracyjnego", powiedział mi o innych tego rodzaju propozycjach. Było oczywiste, że nie wyemigruje. Rozumieliśmy się doskonale.
Bronisław Geremek był politykiem w stylu, który przechodzi do historii. Wiem z całą pewnością, że świadom był wzrostu znaczenia mediów, lobbystów, wizażystów, "spindoktorów", telewizji, pokazywania się w tłumie (najlepiej - modelek, piłkarzy i aktorów). Dostrzegał ten nowy trend, ale uważał, że lepiej poradzi sobie bez tej "technologii".. To było raczej intuicyjne niż przemyślane, współgrało też ze wspomnianą postawą samoizolowania się - sprzyjającą w latach 90. - grupy wybitnych opozycjonistów. Niejeden intelektualista sądzi, że ponieważ ma rację, to reszta - ludzie i sprawy - muszą się odpowiednio dostosować i ułożyć. To jest oświeceniowa racjonalność idealisty, podczas gdy racjonalność polityczna realisty nakazuje robić to, co sprzyja utrzymaniu się przy władzy. Geremek często zaspokajał swą ambicję osiąganiem panowania w sensie uzyskiwania przewagi nad umysłem adwersarza, a nie panowania w sensie stosowania przymusu z pozycji kierowniczego stanowiska w państwie. Zależało mu na przekonywaniu innych, a nie na zmuszaniu ludzi do akceptacji czegokolwiek, czyli powieleniu tego, co odrzucił w 1968 r., zrywając z socjalizmem państwowym PZPR. Przyszłość Polski widział inaczej. To doświadczenie zerwania bardzo nas łączyło, pochlebiam sobie. I tak bardzo żal, że ten jego talent przewidywania zawiódł go w ostatniej chwili. Był przecież Polsce nadal potrzebny.
RYSZARD STEMPLOWSKI
profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego
14 lipca 2008 r.

