Przegląd Polski
28 grudnia 2007
|
|
- Rytmy Nowego Jorku - Grażyna Drabik
- Nirwana? - Andrzej Grabkowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Zdążyć przed
Nowym Rokiem
Obudził mnie telefon. Znajomy głos w słuchawce pytał, czy ja o czymś nie zapomniałem. Głos miał tonację i wszelkie barwy, poza jedną, wskazujące na sympatyczną osobę płci przeciwnej. Tym jedynym odcieniem kobiecego głosu, zabarwionym niezbyt dla mnie przyjemnie, było, delikatnie mówiąc, zniecierpliwienie i zaniepokojenie o stan mojej głowy. Zanim sobie przypomniałem, jak się nazywam, gdzie jestem i że w ogóle jestem, co jest niewątpliwie zdarzeniem na miarę epoki (na szczęście tylko w moim życiu), dotarła do mojej zaspanej głowy jedna myśl, tłukąca się w niej jak odcięta, żywa ręka zamknięta w szufladzie na nudnych, ale bijących jednak rekordy kasowe, zapewne dzięki pięknym zdjęciom Dariusza Wolskiego i świetnej kreacji Johnny'ego Deppa, Piratach z Karaibów: Atlantyk... żabka... żabką przez... Rety, nie napisałem felietonu!!!
Spojrzałem na kalendarz i oniemiałem: dzisiaj już drugi dzień świąt, a za kilka dni koniec roku, wypełnionego zdarzeniami na miarę epoki - nie tylko w moim życiu. W mijającym właśnie roku świat nawiedziło co najmniej 400 (czterysta!) klęsk żywiołowych. To więcej niż jedna dziennie. A piszę "co najmniej", gdyż nie wiem, czy na przykład 30 grudnia nie utworzą nowego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, jak w 1922 r., a 31 grudnia nie zacznie się kolejna zima stulecia, jak w 1978 r., albo nie urodzi się jakiś nowy dyktator. Kalendarz wyraźnie ostrzega: urodzeni 31 grudnia są staranni, wytrwali, ambitni (zaproszenie do klęski), nierzadko obdarzeni zdolnościami literackimi i artystycznymi (to klęska murowana). Zazwyczaj osiągają wysokie stanowiska, co jest zrozumiałe: z takim charakterkiem nie zostać dyktatorkiem (lub choćby dyrektorkiem) to byłaby rzeczywiście klęska.
Kalendarz nie żartuje, zamieszczając zdanie-ostrzeżenie: "Wytrzymałość ich organizmów jest wręcz niezwykła, a pośród urodzonych tego dnia wielu dożywa bardzo późnego wieku". Małym pocieszeniem jest tu fakt narodzin 31 grudnia (1908 r.) Szymona Wiesenthala, słynnego tropiciela hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. Także tego dnia, 85 lat temu, urodził się Marek Edelman, jeden z ostatnich przywódców powstania w warszawskim getcie, uczestnik powstania warszawskiego, współzałożyciel KOR-u, działacz Solidarności, a w dwóch słowach: wspaniały człowiek. Pamiętam odpowiedź Marka Edelmana na głupie pytanie podczas spotkania w Toronto: "Panie Edelman, do jakiego pan narodu należysz, do polskiego czy żydowskiego?". Pan Marek odpowiedział bez mrugnięcia okiem: "Ja należę do Solidarności"...
Mój śp. dziadek nie urodził się co prawda 31 grudnia, ale zawsze podziwiałem jego niezwykłą wytrzymałość. Palił do 90. roku życia, wypijał setkę do każdego obiadu, nigdy nie był u lekarza, nigdy nie widziałem go zdenerwowanego, zawsze żartował, nawet na temat własnego umierania, tak że gdy naprawdę zaczął umierać, nikt mu nie chciał uwierzyć. Memu śp. ojcu udało się jednak zdążyć przed Panem Bogiem: uwierzył, że Zenio tym razem nie żartuje. Ale coś jest na rzeczy, czyli kalendarz odpowiednie daje rzeczy słowo. 31 grudnia urodził się np. Jacques Cartier, odkrywca Kanady, a ściślej - terytoriów należących dzisiaj do Kanady, między innymi Nowej Fundlandii. Jest to wyspa ludzi prostolinijnych, uczynnych i... oczytanych.
Mogłem się o tym przekonać w wigilię Wigilii, podczas kopiowania eseju Josifa Brodskiego w jednym z punktów do kopiowania. Jego właściciel, urodzony i wychowany na Nowej Fundlandii, ze znawstwem rozmawiał ze mną o Brodskim dobre pół godziny, opowiadając swoje wrażenia z lektury wydanego w USA zbioru esejów poety Less Than One. Esej, kopiowany przeze mnie do rytmu słów Nowofundlandczyka, pochodził ze zbioru zatytułowanego Pochwała nudy, ale nudny nie był; już sam tytuł zapowiadał atrakcje, jakie spotkały np. biednego Norwida płynącego do Ameryki, o czym pisałem przed tygodniem. W tekście Stan zwany wygnaniem, czyli wyrwijmy kotwę z dna Brodski pisze: "Ponieważ nie mamy właściwie w czym upatrywać nadziei na lepszy świat, a wszystko inne tak czy owak nas zawiodło, musimy utrzymywać, że literatura stanowi dla społeczeństwa jedyną formę zabezpieczenia moralnego; że zapewnia stałe antidotum wobec zasady człowiek człowiekowi wilkiem; że dostarcza najlepszych argumentów przeciwko wszelkim buldożerowym rozwiązaniom problemów masowych - choćby dlatego, że różnorodność ludzka jest dla literatury niewyczerpanym bogactwem naturalnym...".
Mojej Drogiej Pani Redaktorce, Drogim Paniom Korektorkom, i Tobie, Droga Czytelniczko oraz Drogi Czytelniku życzę w Nowym Roku 2008 niewyczerpanych bogactw naturalnych, zewnętrznych i wewnętrznych, coraz lepszych tekstów (także od nieterminowych felietonistów), coraz lepszych książek, czyli tych nieustających form zabezpieczenia moralnego, nieustającej nadziei na lepszy świat i nieustającej różnorodności ludzkiej, równie bogatej jak w Wielkim Jabłku - słowem: szczęśliwego Nowego Jorku i szczęśliwego Nowego Roku!

