Przegląd Polski
21 grudnia 2007

Żabką przez Atlantyk

Motyle rzęsy
Marii Kalergis

Marek Kusiba

Nigdy się nie dowiemy, co podczas przejażdżki wenecką gondolą w maju lub czerwcu 1849 r. powiedziała Maria Kalergis, dając kosza zakochanemu w niej do szaleństwa 28-letniemu wtedy Cyprianowi Kamilowi Norwidowi. Możemy się tylko domyślać, że była to tak zwana proza życia, która zaowocowała jednymi z najpiękniejszych w poezji polskiej wierszami miłosnymi. W ogóle mało wiemy o tej jednej z najważniejszych w dziejach literatury polskiej nieodwzajemnionej miłości...

Wiemy za to, że Maria Kalergis nie miała rzęs. I jest to, moim skromnym zdaniem, informacja istotna. Mogła pochwalić się skórą koloru słoniowej kości, ale nie mogła zatrzepotać motylimi rzęsami. Myślę, że nie był to główny, ale na pewno jeden z powodów, dla których 155 lat temu, 13 grudnia roku pamiętnego 1852 z angielskiego portu o grobowej nazwie Gravesand, wyruszył w podróż do Nowego Jorku zakochany w pannie Marysi po rzęsy, to znaczy po uszy, Cyprian Norwid.

Amerykański żaglowiec nie nazywał się "Marysia", a "Małgosia". Norwid tak pisał w wierszu Z pokładu "Marguerity" wypływającej dziś do New-Yorku: "Mgły nikną niby z a s ł o n a k o b i e c a, / Obłoki widać za nią jak z w a l i s k a!...", by w następnych wersach przytaczać potencjalne pytania nieprzychylnych mu krytyków o te kobiece zasłony i zwaliska. Dla mnie to jasne, że kobiecą zasłoną, która mu świat przesłoniła, była Maria Kalergis - nawet nie osłonięta wachlarzem rzęs... Odpowiedź w kwestii "zwalisk" znajdujemy w wierszu Pierwszy list, co mnie doszedł z Europy, gdzie Norwid przemawia do przyjaciół "z góry samego siebie ruin"...

Łajba "Margaret Evans" jest dla mnie alegorią losu tych wszystkich niekochanych, czy przez kobietę, czy przez ojczyznę-matkę, którzy opuszczają swoje mniej lub bardziej bezpieczne, małe lub większe ojczyzny i rzucają się na groźne fale życia, jakby powiedział słaby poeta. Dla Norwida, poety genialnego, 13 grudnia stał się podobnie przełomową datą, jak dla naszego pokolenia Solidarności. Wyjazd do Ameryki dał twórcy marny plon poetycki i malarski i nadszarpnął zdrowie. Przychylny poecie Józef Bohdan Dziekoński pisał w liście: "Cyprian Norwid wrócił niedawno z Ameryki: istna ruina tego, co było: dawna duma, dawna pewność siebie starte nieszczęściami i walką".

Pojęcie "grudzień" jest o wiele bardziej pojemne niż małe serce Marii Kalergis, kobiety pozbawionej rzęs i skrupułów, ale ma też swoje uroki. Ten okrutny grudzień to zarazem jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku. Jak dowiódł Norwid, można go spędzać na wzburzonych wodach Atlantyku całkiem pożytecznie. W Kartkach z podróży 1858-1864 Józef Ignacy Kraszewski tak o tym pisał: "W czasie wycieczki swej do Ameryki, w której wycierpiał wiele, Cyprian na pokładzie okrętu rysował co widział, utrzymywał rodzaj dziennika przeplatanego słowy i szkicami". Norwid pod zimnym i ciasnym pokładem porobił też szkice do oryginalnej i pomysłowej kompozycji: Chrystus i Barabasz w więzieniu.

Coś mi mówi, że twórca Promethidiona wpadł na ten oryginalny pomysł w wigilijny wieczór, wieczór pojednania, zabliźniania się bliźnich, łączenia oddalonych. Wobec wyroków losu wszyscy byli równi - i Chrystus, i Barabasz, niemieccy rzemieślnicy i polski rzemieślnik pióra, pędzla i dłuta. Nie wiem, czy płynący na tej skrzypiącej łajbie emigranci dzielili się chlebem jak opłatkiem, czy składali sobie życzenia, czy zwaśnieni podawali sobie ręce na zgodę i prosili o wybaczenie. Nie sądzę, by polski poeta musiał wtedy przebaczać i prosić o przebaczenie płynących z nim Niemców...

Ze słów Norwida wynika, że było tam wiele prawdziwego człowieczeństwa, nie na pokaz, i nie z okazji tradycji wigilijnej. Pisał w wierszu-liście do Marii Trębickiej: "Kto na tej lichej łupinie dał komu / Lepszego chleba złamek lub ´jak się maszß, / To był odłamek chleba lub ´jak się maszß". W tym samym liście wyznawał po raz kolejny miłość do jej przyjaciółki, hrabiny Kalergis z Nesselrodów: "Próżno! - juści tak jest, że kocham kobietę, której wspomnienie jest mi silniejszym uczuciem niż miłość, przyjaźń i obecność realna drugich, a kocham dlatego, że to jest kochać. Zdaje mi się, że to jasno - jasno jak piorun".

Płynąc przez Atlantyk na małym żaglowcu na pewno wspominał swą ostatnią przejażdżkę gondolą w Wenecji z damą swego serca. Z listu Anny Norwidowej, żony brata Ludwika, dowiadujemy się szczegółów. Nie wiemy, co powiedziała Kalergis zakochanemu poecie, dość że "zrozpaczony, na poły oszalały, we fraku, w białym krawacie, pobiegł na dworzec, opuścił Wenecję i wsiadł na okręt do Nowego Świata, skąd wrócił z wielką admiracją i wyrozumiałością dla Amerykanów, lecz rana zadana przez panią K. nie zabliźniła się nigdy...".

Życzenia admiracji i wyrozumiałości dla Amerykanów, Polaków i siebie samych, bez zadawania sobie zbędnych ran, w święta Bożego Narodzenia składa Drogim Czytelnikom płynący przez Atlantyk łajbą o nazwie "Żabka"...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail