Przegląd Polski
30 listopada 2007

Żabką przez Atlantyk

Rogacizna
parzystokopytna

Marek Kusiba

Jak co tydzień zasiadłem do lektury polskiej prasy. Po przebrnięciu Warty bezwartościowych tekstów i Wisły tekstów skisłych trafiłem na coś interesującego. Niejaki Wypierdek wyznawał na blogu Rzeczpospolitej: "Jestem bydłem. Dewiantem psychicznym. Dyplomatołkiem, frustratem, kreaturą, fałszerzem historii, politycznym trupem, nieudacznikiem, kryptofaszystą i podpalaczem". Nie jest tak źle z samooceną piszących, pomyślałem. Ale skąd ten samooskarżycielski ton?

Z cytatu, jakim posłużył się przed miesiącem Władysław Bartoszewski na łamach Dziennika. Zamieścił tam patriotyczne wyznanie wiary: "Nie chcę Polski, w której narodowi odbiera się jakąkolwiek satysfakcję z rewelacyjnych przecież osiągnięć ostatnich lat. Nie chcę Polski, która miałaby być krajem ciemnym i zacofanym. (...) Nie chcę, żeby Polacy raz jeszcze znaleźli się w sytuacji, w której cała władza w naszym kraju znajduje się w rękach jednej skrajnej siły. (...) W kraju za rządów braci Kaczyńskich działo się coraz gorzej. Koszmarna koalicja Prawa i Sprawiedliwości z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin przynosiła skandal za skandalem. Polityczne wiarołomstwo stało się normą. Kolejne obietnice wyborcze Jarosława Kaczyńskiego rozwiewały się w pył. Stało się dla mnie jasne, że jego wizja budowy lepszej Polski, której zaufały miliony Polaków, okazała się jednym wielkim oszustwem. Dlatego też postanowiłem nazwać rzeczy po imieniu i - jak ujął to jeden z przedwojennych satyryków - ´przestać uważać bydło za niebydłoß".

Na profesora rzuciła się cała sfora na forach internetowych. Zwolennicy PiS poczuli się dotknięci wepchnięciem ich do Folwarku zwierzęcego Orwella. Tymczasem Władysław Bartoszewski nie chciał nikogo obrazić. Chciał tylko wyrazić swoje oburzenie znikczemnieniem życia politycznego. Posłużył się figurą stylistyczną, ale trafił w próżnię. Dała o sobie znać dość powszechna nieumiejętność czytania tekstów, dekodowania metafor. Także zapalczywość i ochota do "bijacki" - jak powiedziałby Stanisław Wyspiański. Nikt nawet nie przeczytał całości wypowiedzi profesora. Tych zdań należy dzisiaj uczyć w szkołach, dochodzących do siebie po grypie Giertychowej.

Tymczasem były minister edukacji popisał się znowu biegłą znajomością polszczyzny. Wylała się ona z ekranu telewizora zdaniem: "Mój dziadek nauczył mnie cześci do munduru...". Jak zauważył Stanisław Tym, specjaliście od tępienia Gombrowicza nie szło bynajmniej o części, a o cześć. Ale Tym nie zauważył, że Giertych mówi językiem Wincentego Pola z Pieśni o ziemi: "O! Jesieni złota nasza! / Tyś jak darów Boża czasza, / Dziwnie mądra, pełna cześci / I kojącej pełna treści...". Zaiste, kojąca i pełna treści jest lektura polskich gazet, dziwnie mądrych, cześci godnych...

Z wypowiedzi autora Warto być przyzwoitym pospiesznie usunięto zastrzeżenie, że to "bydło" nie jego, a satyryka, i to przedwojennego, i wytoczono przeciw niemu armaty. Jeden z aktorów filmowej wersji O dwóch takich co ukradli księżyc, były premier Jarosław Kaczyński, wystrzelił z żądaniem od nowego premiera - przeprosin dla przegranego, PiS-owskiego elektoratu. Powiedział: "Znalazłem się po stronie bydła". Jego zdaniem nowy minister w rządzie Donalda Tuska, Władysław Bartoszewski, obraził wyborców PiS porównując ich do rogacizny parzystokopytnej.

Polska jest dziś krajem ludzi mocnych w nazewnictwie. Gorzej z czytelnictwem. W Polityce znalazłem wyznanie nauczyciela: "Trzy czwarte uczniów nie przeczytało w życiu ani jednej książki, co nie przeszkodziło im ani dostać się do niezłego liceum, ani zdać matury". Jest to po prostu kraj ludzi zdolnych. Do wszystkiego. Nie są tylko zdolni lumpendziennikarze. Ich "rozpaczliwie ubogi, okraszony niekiedy wulgaryzmami bełkot, jaki wylewa się z ekranu podczas emisji rozmaitych reality shows, może skłonić do wniosku, że przeciętni Polacy mają kłopoty z budowaniem zdań od kropki do kropki" - wyrokuje Joanna Podgórska. Szkoła nie kształtuje umiejętności językowych, esej nie żyje, a na egzaminie maturalnym można polec za bardziej rozbudowaną wypowiedź.

Karlejemy z dnia na dzień, a proces wiotczenia duchowego zaczyna się już w kolebce. "Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze... ". Gdybym dzisiaj powiedział coś takiego, na przykład w Łodzi, wezwano by do mnie ambulans i zasłużenie przerobiono na skórę. Nic, tylko pakować walizki i podążać śladem polskiego hydraulika, który odniósł sukces w Europie. Gorzej od polskiego hydraulika ma się wszak wizerunek kraju. Bartoszewski: "Jako byłego ministra spraw zagranicznych najbardziej chyba przerażała mnie nieprawdopodobna niekompetencja (...) w zakresie polityki międzynarodowej. Jest to bowiem dziedzina, w której za sprawą braci Kaczyńskich Polska ucierpiała najdotkliwiej".

Bartoszewski zabrał głos. I został nazwany dyplomatołkiem, frustratem, kreaturą, fałszerzem historii, porównującym pięć milionów Polaków do rogacizny parzystokopytnej. I dobrze muuuuuu tak...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail