Przegląd Polski
19 października 2007

Żabką przez Atlantyk

Głodny Cygan

Marek Kusiba

Piszę w poniedziałek, 15 października, w Światowy Dzień Białej Laski, Święto Wojsk Radiotechnicznych i Dzień Dziecka Straconego. Myślę, że do tych ważkich świąt należy dopisać także Dzień Straconego Zęba Architekta. Jest ku temu okazja: w poniedziałek po południu, w bistro Rendez-Vous na Saskiej Kępie - jak relacjonuje Gazeta Wyborcza - znany warszawski architekt Stefan Kuryłowicz złamał zęba na gwoździu zapieczonym w bagietce.

Zdarzenie błahe na pozór, niewarte aż felietonu, warte jest jednak upamiętnienia w postaci święta, koniecznie wolnego od pracy, gdyż wnosi do życia narodu cechy nowe, by nie powiedzieć nowatorskie. Ułamany ząb architekta to niemal zrąb, ba - trwały fundament V RP. Łączy tradycje cygańskie z wartościami literackimi. Rzuca światło na stan uzębienia Polaków tudzież promuje polskie gwoździe i bagietki gwoździowe na unijnych rynkach.

Sam poszkodowany ma świadomość doniosłości faktu, dlatego zamiast pomstować - chwali Rendez-Vous: "To znakomite miejsce. Odkąd wrócił tu ich stary kucharz, chodzę tam dwa-trzy razy w tygodniu" - opowiada. W poniedziałek zamówił żurek ("świetny") i polędwiczki z sałatą ("polecam"). GW pisze: "Do tego przysługiwało mu świeże pieczywo", jakby do innych dań przysługiwało nieświeże, co też może stanowić atrakcję lokalu. Architekt sięgnął więc po świeżą bagietkę z wkładką gwoździową: "Ząb architekta nieprzyzwyczajony do takiej konsystencji pieczywa doznał uszczerbku, czyli nieco się ukruszył".

Wysmakowana polszczyzna gazetowej relacji nasuwa skojarzenia literackie. Już Aleksander Fredro pisał o gwoździu jako składniku pożywienia w bajce dla dzieci Wieczerza z gwoździa. Zaczyna się tak: "Mówią ludzie, że przed laty Cygan wszedł do wiejskiej chaty...". Głodny Cygan zaproponował gospodyni ugotowanie kolacji na gwoździu. Zagrał oczywiście na babskiej ciekawości. Baba nie musiała wiedzieć, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła, rozpaliła więc w piekle, przepraszam - w piecu - nalała wody do garnka i pozwoliła Cyganowi działać. Fredro pisze zmysłowo: "Cygan włożył gwóźdź powoli i garsteczkę prosi soli". Baba nie odmówiła mu także masła i kaszy. "Cygan wtenczas czas swój zgadł, / Gwóźdź wydobył, kaszę zjadł". Nie wiemy, czy baba zaprosiła Cygana także na śniadanie, tym niemniej należy docenić hojność jej serca, okazaną przedstawicielowi kultury w Polsce, delikatnie mówiąc, mało popularnej.

Legenda o zupie na gwoździu, powielana w literaturze wielokrotnie, ma na celu kreowanie w Polsce pozytywnego obrazu zaradnego Roma. Do poniedziałku w wycyganionej zupie brakowało tylko bagietki na gwoździu. Gdyby architekt Kuryłowicz nie zamówił żurku, zupa na gwoździu byłaby nadal cygańską sierotą. Pozostałaby w tytułach dwóch książek Melchiora Wańkowicza: Zupa na gwoździu oraz Zupa na gwoździu doprawiona. Z tym że Wańkowicz powołał się na historię o żołnierzu napoleońskim gotującym gwoździówkę. Autor Kundlizmu mógł niechcący wplątać w napoleońską aferę Cyganów dlatego, że poszukiwał winnych odwrotu spod Moskwy.

Wybitny znawca kultury Cyganów Jerzy Ficowski podaje inną nieco legendę o gwoździu, służącą temu samemu celowi - wycyganieniu jedzenia. "W roku 1948 słyszałem w Warszawie od Cyganki, jak to kiedyś ´dawno, dawnoª Cyganka ukradła gwóźdź, którym miano przybić Chrystusa do krzyża. Oprawcy nie zauważyli kradzieży i poniewczasie dostrzegli brak czwartego gwoździa, który miał służyć do przybicia jednej stopy. Musieli więc przybić obie stopy jednym gwoździem. Cyganka w obawie, aby kradzież się nie wydała, wetknęła gwóźdź w wiszący połeć słoniny. Do dzisiejszego dnia Cyganki wróżące po wsiach proszą przede wszystkim o kawałek słoniny, bo - jak twierdziła moja rozmówczyni - kiedyś jakaś Cyganka ma dostać ten kawałek, w którym tkwi ów gwóźdź" (Cyganie polscy, Warszawa 1965).

Gwóźdź programu warszawskiej jadłodajni powinien tkwić od dzisiaj w jej jadłospisie pod nazwą "Ząb architekta". Kelnerki należy przeszkolić w językach europejskich, a ceny podnieść. Nie ma znaczenia, czy opowieść o zupie na gwoździu znana jest w całej Europie, czy nie. Żurku na gwoździu w bagietce nie miała jeszcze i chyba już się nie dorobi żadna europejska kuchnia.

Opowieść ta przedziwnie się splata, a raczej zbija ze stylem życia politycznego Polaków. Nie tak dawno minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro cieszył się ze znalezienia gwoździa do politycznej trumny swego adwersarza: "To jest gwóźdź do politycznej trumny Andrzeja Leppera".

Polski żurek na gwoździu w bagietce ma szanse na zrobienie światowej kariery. Jak dowiodły ostatnie targi książki we Frankfurcie, dziś najprężniej rozwija się literatura dziecięca i kulinarna. Na targach rekordowo dopisali kucharze promujący swoje książki. Niech służą nam zatem w długie, jesienno-zimowe wieczory bajki dla dzieci - Fredro! - i bajki dla dorosłych, czyli opisy bajkowych dań z niczego...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail