Przegląd Polski
12 października 2007

Żabką przez Atlantyk

Piękne widoki

Marek Kusiba

W dziejach świata, jak i w naszych marnych, indywidualnych dziejach, istnieją ludzie niezbędni, bez których istnienia niemożliwe wydaje się dalsze egzystowanie. Zwę ich niezbędnikami. Proszę ich nie mylić z tytułowymi nędznikami z powieści Wiktora Hugo, napisanej podczas wygnania na wyspie Guernsey. O wyspach będzie jeszcze mowa.

W przypadku niezbędników mamy do czynienia z osobami, których nagłe i nieoczekiwane pojawienie się w naszym życiu powoduje nieodwracalne zmiany w naszych losach. Niezbędnicy pełnią rolę katalizatorów, nadają życiu sens, porządkują myślenie o sobie i innych, sprawiają, że niemożliwe staje się możliwe, jak miłość po pięćdziesiątce.

Do takich niezbędników należał bez wątpienia Krzysztof Kolumb. 515 lat temu, w piątek, 12 października, zszedł na ląd wyspy Guanahani i nazwał ją po swojemu - San Salvador. Owego feralnego piątku, 12 października 1492 r. zaczęła się największa przygoda ludzkości, zwana Ameryką. Gdyby zatem nie Kolumb, nie byłoby tego numeru Przeglądu Polskiego, który zejdzie z maszyn drukarskich także w piątek 12 października i wejdzie na półki sklepowe, by z nich następnie zejść i wejść do koszyków czytelników. Właściciele gazet radują się wielce, gdy jakiś numer "schodzi", czyli się sprzedaje (a nie schodzi śmiertelnie).

Wyspiarze uraczyli Kolumba tytoniem, a on ich w rewanżu uraczył uroczą nazwą Indios, gdyż sądził, że jest w okolicach Indii. Jak przystało na Europejczyka, Kolumb nie uważał łagodnych tubylców za ludzi, gdyż byli, jak notował, "nadzy, jak ich matka zrodziła. Wszyscy krzepko zbudowani, z ładnymi ciałami, bardzo przyjemni na twarzy". Mieli oni "oczy bardzo piękne i duże", "proste nogi" i "płaskie brzuchy". Rzeczywiście, trudno takie stwory, w dodatku przyjaźnie usposobione, nazwać ludźmi, a już na pewno nie ludźmi cywilizowanymi. Ci ostatni, co wiemy z własnych luster, wyglądają zupełnie inaczej i zachowują się na ogół o wiele mniej przyjaźnie.

Do kategorii niezbędników zaliczam także Sławomira Mrożka. Nie dość, że najpierw zszedł na ląd amerykański w okolicach Meksyku, to po powrocie do Polski odkrył w roku 1998 partię PiS. Nick, bohater jego Pięknego widoku, tak mówił o kończącym się stuleciu: "Koniec wieku ideologii, moja droga, trzecie tysiąclecie. Przeszedłem przez to wszystko. Najpierw była Bjutiful Amerika, potem Grin Amerika, potem Blak, Jelou i Red Amerika, czyli dupa pawiana. A bardziej poszczególnie, czyli w moim wypadku, najpierw było pis and law, potem law and pis, potem law bez pis, potem już tylko fak bez niczego, a teraz jest, jak jest".

Mrożkowskie PiS uformowało się w partię dopiero w trzy lata po pisarskim, zaiste proroczym, odkryciu. Piękny widok to sztuka w dwóch aktach. Pierwszy akt właśnie się kończy, publiczność nie może usiedzieć na miejscach, czekając na akt drugi, jaki rozegra się po wyborach. Postaci Pięknego widoku próbują sprostać alienacji - narodowościowej, religijnej, politycznej, płciowej; wzbudzając czasem wesołość, czasem niepokój, próbują znaleźć swoje miejsce we wrogim i pełnym zagrożeń świecie. Wszystko się zgadza. Łącznie z pięknymi widokami na przyszłość.

Niezbędnik Kolumb uprowadził do Starego Świata pierwszych indiańskich niewolników, dając początek niewolnictwu, bez którego także nie byłoby Ameryki, a tym samym i tego numeru Przeglądu Polskiego. Pisząc o niewolnikach nie mam oczywiście na myśli dziennikarzy Nowego Dziennika, skądże znowu, bytujących w Nowym Świecie z własnej, nieprzymuszonej woli lub z woli generała Jaruzelskiego - niezbędnika w dziejach Polski. Generał wprowadził stan wojenny, niezbędny do wyrwania mnie ze zmurszałych posad Starego Świata oraz Nowego Światu w celu pływania żabką śladem karawel Kolumba - "Santa Marii", "Pinty" i "Nini".

Wśród cennych dla popychania dziejów ludzkości niezbędnych wynalazków sprowadzonych przez niezbędnika Kolumba do Ameryki znalazły się m.in. psy tresowane do chwytania ludzi. Okazały się one niezbędne przy początkach konkwisty i rabunkowej eksploatacji obu kontynentów, kładących trwałe podwaliny pod bogactwo Europy. Na szczęście dla tej ostatniej utworzono z czasem Unię Europejską, dla której powodzenia niezbędne okazało się wcielenie do niej Polski, która pod rządami niezbędników Kaczyńskich zaprowadza w niej mozolnie, ale skutecznie pis and law oraz ponownie obowiązkową chrystianizację, którą na kontynencie amerykańskim zapoczątkowali, także bracia, Krzysztof i Bartolomeo Kolumbowie.

Nie byli oni bez wad. Oskarżano ich o nieudolne i autokratyczne rządy, prześladowanie tubylców, zwłaszcza lepiej wykształconych, oraz toczenie wieloletnich, wyniszczających sporów o utrzymanie władzy. Działalność braci-niezbędników spowodowała też ucieczkę za granicę setek tubylczych ludów i przyniosła nieodwracalne zmiany społeczne, polityczne i kulturalne.

Jak jednak pokazują przedwyborcze sondaże, nasi bracia są postrzegani jako niezbędnicy, bez których istnienia niemożliwymi się wydają dalsze dzieje kraju i nasze własne...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail