Przegląd Polski 5 października 2007
- Najbardziej oczekiwany film - Z Andrzejem Wajdą rozmawiają Anna i Andrzej Bernat
- Polskie akcenty w Metropolitan Opera - Roman Markowicz
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Dzień Kota w Worku
Z radością donoszę, iż piszę poniższe w Światowy Dzień Zwierząt Hodowlanych i Europejski Dzień Ptaków (także wodnych).
Za dwa dni wypada Światowy Dzień Ochrony Zwierząt i niezmiernie mnie to cieszy. Ludzkość wymyśliła nawet Światowy Dzień Kota, co z kolei raduje całą moją rodzinę, jako że mamy kota na punkcie naszej dwójki miauczących pieszczochów. W niedzielę obchodzić będziemy Światowy Dzień Ludzkich Siedlisk. To święto stanowi powód do radości już dla całej naszej rodziny tułaczej.
Zastanawia mnie jednak, i to poważnie, brak w kalendarzu Światowego Dnia Człowieka. Jest święto praw człowieka, ustanawianych i odwoływanych w różnych częściach świata pod byle pretekstem, ale święta człowieka, wcale nie świętego, a szarego - nie ma.
Człowiek to na pewno brzmi dumnie, choć nie każdy. I jak spojrzeć w historię, jak na lekarstwo w niej okresów godowych ludzkości. Koło zamachowe historii napędzają nieustanne zamachy - na życie. Jakby nie było ciekawszych metod niż mordowanie ciał.
Weźmy na przykład mordowanie języka. Polska Akademia Nauk podeszła do sprawy naukowo. Z końcem września w Europejskim Dniu Języków, rywalizującym w kalendarzu ze Światowym Dniem Antykoncepcji, odbyło się posiedzenie plenarne Rady Języka Polskiego. Rada radziła, jak zaradzać postępującej w narodzie brutalizacji języka debaty publicznej. Nie było końca śmichom-chichom z dezodorantu Brutal, psikającego zapachową mgiełką. Prof. Jerzy Bralczyk wprowadził do debaty kategorię metabrutalności. Metabrutalność to brutalne mówienie o brutalnym języku swoich oponentów. Przykładów dostarczyła radosna twórczość językowa jaśnie nam panujących (nad językiem): od "chamów i warchołów", po "spieprzaj dziadu" i najnowszy wynalazek: "mordo ty moja".
Omawiano panagiertychowe "ciamciaramci", chyba nieświadomie zapożyczone z Gombrowicza i jego "cimcirymci" z Iwony, księżniczki Burgunda. W referatach pojawiały się przytoczenia, zapisane złotymi zgłoskami (i złotymi podatników) w księdze mądrości politycznej: "Oni stali tam, gdzie stało ZOMO", albo: "Ten pan już nikomu życia nie odbierze". Prof. Krystyna Skarżyńska przeprowadziła analizę "osoby makiawelicznej", czyli agresywnej, o silnej potrzebie autorytarności - z braku autorytetu - wyposażonej za to w przemożne poczucie własnej wyjątkowości. Jak twierdzi pani profesor, jest to "osobowość paranoidalna", zagubiona w lustrzanym odbiciu. Ponieważ obrady toczyły się w Sali Lustrzanej PAN, profesorskie grono przeglądało się w niej zdezorientowane, nie bardzo wiedząc, o kim mówi mądra dama...
Ciekawie potraktowano zagadnienie brutalizowania języka w życiu publicznym na orwellowską modę: nagrywanie rozmów telefonicznych i zaglądanie w tajniki prywatnej korespondencji. Omawiano przybierające na sile ataki słowne, wymierzone w całe grupy społeczne, niebędące przedmiotem uwielbienia rządzącej ekipy i jej elektoratu.
Tymczasem wołanie o utrzymanie kultury języka polskiego spotyka się z codziennym odporem mediów, polityków i zarażonego językową megabrutalnością społeczeństwa. A społeczeństwo, niczym stado owieczek, prowadzone za język na łączkę "komercjum", ustępuje politykom, poddaje się ich frazeologii, godzi się na spodlenie polszczyzny, bo tak wygodniej.
Jak dowodzi poeta Roman Sabo z Vancouver, przytaczany w tych tekstach dość często z uwagi na celność spostrzeżeń i ogólną mądrość, uzdą tak zwanego komercjum jest ustępliwość. "Dla wygody lepiej się nie stawiać, lepiej przystać na najbardziej idiotyczne propozycje, o ile tylko nie spędzają snu z powiek. Ograniczenie swobód jednostki w imię walki z terroryzmem? Proszę bardzo. O ileż to łatwiejsze niż wymuszenie na rządzie zmiany polityki zagranicznej. Nazwanie sąsiada wrogiem - a czemuż nie, skoro zwalnia to z konieczności otwarcia się na innego i trudu związanego z poznaniem. Oddawanie portfela pierwszemu lepszemu łotrzykowi - jak najbardziej, przecież dla kilku groszy nie warto ryzykować życia. Ustępowanie wszystkim - chamowi taksówkarzowi, nastoletnim dzieciom, idiotom wyłamującym drzewka w parku, pijaczkowi, który zawłaszczył sobie prawo do całego chodnika, gburowi Anglikowi, który obrzygał krakowski bruk, zamieniając stolicę królów na przywyspiarską Tijuanę z alkoholem, dziwkami i zezwoleniem na barbarzyństwo".
Powszechne ustępowanie Polaków przed naporem chamstwa, nie tylko językowego, prowadzi, jak ostrzega Sabo, do skutków o wiele gorszych niż upadek kultury wypowiedzi. Pisze: "Pejczem komercjum - przymykanie oczu na prawdę o ludzkiej kondycji. Na nierówny podział świata. Na przyzwolenie na nędzę, głód, rabunkową gospodarkę całego już globu". Wyrażenie zgody na jałowienie umysłu to przyzwolenie na zniewolenie głupotą. Brutalizacja języka jest tylko pierwszym sygnałem zbliżającego się upadku.
Gdy pytam gości z Polski, co będzie, odpowiadają chórem: jeśli znów "oni" wygrają wybory, czeka nas kolejne, ruchome święto, taki typowo polski Dzień Kota w Worku...

