Przegląd Polski 21 września 2007
- Literackie eksperymenty Marka Danielewskiego - Grażyna Kozaczka
- Naprzeciwko przemijania - Jarosław Armatys
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Literackie eksperymenty
Marka Danielewskiego

Twórczość Marka Danielewskiego sugeruje jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie o przyszłość powieści.
Niewątpliwie jego wizja może szokować czytelnika wychowanego na kanonach realistycznej prozy XIX i XX wieku. Chociaż nietrudno doszukać się w niej związków z futurystami; z artystami z kręgu dada; z rosyjskimi konstruktywistami, szczególnie ze znanym z czarnych kwadratów Kazimierzem Malewiczem; z poezją wizualną Apollinaire'a; e.e. cummingsa i Ezry Pounda; czy też, jak zauważyli niektórzy krytycy, z utworami serbskiego pisarza Milorada Pavicia oraz Argentyńczyka Jorge Luisa Borgesa. Danielewski, jak większość z wymienionych wyżej autorów, zwraca wielką uwagę na szatę graficzną utworu - staje się ona na równi z językiem nosicielem znaczenia.
Mark Danielewski jest pisarzem pokolenia X, mającym w dorobku dwie powieści, House of Leaves (Pantheon Books, 2000) oraz Only Revolutions (Pantheon Books, 2006). Urodzony w 1966 roku w Nowym Jorku, pochodzi z rodziny wrośniętej w świat artystyczny. Matka była aktorką, a ojciec, Tad Danielewski (1921-1993), którego losy wojenne przywiodły z Polski do Stanów Zjednoczonych, reżyserem awangardowego kina. Siostra Marka, Ann jest piosenkarką występującą pod pseudonimem Poe. Mark ukończył Uniwersytet Yale, gdzie uzyskał licencjat z anglistyki, a magisterium na Wydziale Filmu i Telewizji Uniwersytetu Południowej Kalifornii. Obecnie mieszka w Los Angeles. W wywiadach Danielewski przyznaje, że na jego twórczość wpłynęli tacy pisarze, jak Nabokow, Fuentes, Bukowski, Kerouac, Borges, Sylvia Plath i Virginia Woolf.
Już sam wygląd jego książek jest nietypowy i może wprowadzić czytelnika w pewne zakłopotanie, gdyż autor miesza nie tylko konwencje literackie, ale również drukarskie. Wydaje się, że jego książki stoją na pograniczu literatury i sztuk wizualnych, a właściwie są hybrydą, gdzie znaczenie odnajdywane jest w połączeniu tekstu z typografią, rysunkiem, fotografią, a więc wizualną prezentacją tekstu.
PIERWSZA POWIEŚĆ Danielewskiego, House of Leaves, opasły, liczący ponad 700 stron tom, można zakwalifikować jako horror, mimo że wychodzi poza ramy nie całkiem adekwatnej, w tym przypadku, kategorii. To jakby powieść zawarta w powieści. Johnny Truant, jeden z narratorów, przedstawia czytelnikowi rękopis odkryty w mieszkaniu starego, niewidomego Zampano, może zmarłego, a może zamordowanego w bardzo tajemniczych okolicznościach. Zampano z kolei opowiada historię Willa Navisona i jego rodziny, partnerki Karen oraz dwojga dzieci, których życie zmienia się w sposób zasadniczy, gdy przeprowadzają się do dziwnego domu w Wirginii. Na wątek Zampano Truant nakłada historię swojego życia, od tragicznego dzieciństwa po prowadzącą do obłędu fascynację opowieścią Zampano. Danielewski w dodatku umieszczonym na końcu książki jeszcze bardziej komplikuje fabułę powieści. Na dodatek składa się seria listów pisanych do Truanta ze szpitala psychiatrycznego przez jego poważnie chorą matkę.
House of Leaves to zatem powieść wielowarstwowa, bardziej przypominająca hipertekst niż tradycyjną książkę. Czytelnik, przyzwyczajony do nawigacji po stronach internetowych, będzie się czuł bardzo swobodnie śledząc rozwój poszczególnych wątków rozmieszczonych w różnych częściach strony czy książki. Już sama okładka oznajmia niezwykłość, gdyż jest o pół cala węższa niż reszta stron. Możliwe, że sugeruje to zasadniczy problem postawiony przed bohaterem jednego z dwóch głównych wątków, Willem Navisonem. Najdokładniejsze pomiary jego domu dowodzą niezbicie, iż wnętrze jest większe, niż sugerują to jego wymiary zewnętrzne. A więc powstaje sytuacja niemożliwa do logicznego wytłumaczenia.
Dom Navisona to jakby żyjąca istota, ciągle zmieniająca się prawdopodobnie pod wpływem psychiki ludzi, którzy w nim przebywają i usiłują zgłębić jego tajemnice. Te niespodziewanie pojawiające się przejścia, drzwi, całkowicie ciemne, pozbawione nawet odrobiny światła korytarze, klatki schodowe, pokoje zarówno przerażają, jak i fascynują. Gdzie one prowadzą? Czy to wejście w nieznane, w nicość, w jakąś formę piekła?
SZATA GRAFICZNA KSIĄŻKI pomaga czytelnikowi współuczestniczyć w eksploracji domu. A więc są strony zadrukowane po przekątnej - może wspinamy się po schodach względnie próbujemy utrzymać się na coraz bardziej pochyłej podłodze. W środku strony pojawiają się całkiem czarne kwadraty, które nie sposób zgłębić. Czasami kolejne warstwy tekstu nakładane są jedne na drugie lub całe ustępy przekreśla czarna kreska. Autor ingeruje w tempo odczytywania jego prozy poprzez manipulowanie porcją tekstu zamieszczonego na każdej stronie. Zmusza czytelnika do przyspieszenia tempa i częstego przewracania kartek, gdy umieszcza na stronie tylko jedno zdanie, względnie kilka słów, a nawet tylko jedno słowo.
Ale to nie wszystko. Jako że mamy do czynienia z dwoma głównymi wątkami powieści, autor wykorzystuje inną czcionkę drukarską dla każdego wątku i dodatkowo przedstawia jeden z nich, historię Johnny'ego Truanta, wyłącznie w odnośnikach, które niekiedy ciągną się przez kilka stron i mają własne odnośniki. Niewątpliwie Danielewski zabawia się tutaj kpiąc i parodiując wydawnictwa naukowe, a może te pseudonaukowe. Jego przypisy często odsyłają czytelnika do nieistniejących publikacji lub przedstawiają jako fakty wydarzenia fikcyjne - a więc mamy jeszcze jedną warstwę mistyfikacji. Innym przykładem delikatnej kpiny z konwencji literatury naukowej jest umieszczenie na końcu książki ponad 40 stron indeksu trywialnych haseł, niewiele znaczących dla czytelnika. Wśród nich znajdują się takie wyrazy, jak just, less, in, you.
Jeżeli dodamy do tego fakt, że niektóre litery czy też słowa drukowane są w kolorze, jak np. house, które zawsze jest niebieskie, trudno oprzeć się konkluzji, że Danielewski pisze książki nie tylko do czytania, ale również do oglądania.
Szata graficzna jest także niesłychanie ważna w jego drugiej książce, Only Revolutions. Tę z kolei wydawca reklamuje jako ponadczasową historię miłości Sama i Hailey, wiecznie 16-letnich kochanków na miarę Romea i Julii, którzy nierozłączni przez 200 lat są ciągle w drodze, przemierzając samochodami tysiące mil amerykańskich autostrad. W wywiadzie udzielonym Kiki Benzon z Electronic Book Review Danielewski wyznaje: "Tę dwójkę dzieci spotkałem przypadkowo. Mimo że bez grosza, byli bezczelni, odważni, a co najważniejsze byli całkowicie samotni. Nie mieli nikogo oprócz siebie. Siedzieli na rogu ulicy żebrząc. I byli w sobie zakochani... Byli dla siebie całym światem". *
Troy Patterson w zamieszczonej w New York Timesie recenzji kwestionuje zaliczanie Only Revolutions do kategorii powieści. Sugeruje, że to poemat epicki, "wąż symbolizujący wieczność, wąż połykający własny ogon". Natomiast Danielewski w rozmowie z Kiki Benzon definiuje zasadniczy paradoks znajdujący się u podstaw Only Revolutions, książki, która jest "czymś całkowicie wizualnym; każda strona to miniaturowy scenariusz. Tak wiele się dzieje. A równocześnie nie można sobie tego wyobrazić. Sam i Hailey nie należą do żadnej rasy, a raczej są wszystkimi rasami; reprezentują wszystkie kształty i kolory. Nie da się tego sfilmować". Ciekawa wypowiedź od artysty zainteresowanego zarówno filmem, jak i literaturą.
W ONLY REVOLUTIONS Danielewski przedstawia dwa punkty widzenia, korzysta z dwóch narratorów, a więc czytamy jakby dwie książki. Każda strona dzieli się na część górną i dolną, z których jedna należy do Sama, a druga do Hailey. Zawsze czytamy tekst w górnej części, gdyż dolna jest odwrócona o 180 stopni i aby ją odczytać, musimy odwrócić książkę. Only Revolutions można czytać z obu stron, a więc ma dwie strony tytułowe. Wydawca sugeruje odwracanie książki co osiem stron, gdyż obie narracje łączą się i odpowiadają sobie nawzajem. Nie dość tego, na prawie każdej stronie, na wewnętrznym marginesie autor umieścił notatki historyczne, odnośniki do literatury, postaci historycznych, krótkie cytaty. Każda strona nosi datę, a więc opowiadanie Sama rozpoczyna się w czasie wojny secesyjnej 22 listopada 1863 r., a kończy 22 listopada 1963 r., kiedy to rozpoczyna się narracja Hailey. Tę zakończy Danielewski 19 czerwca 2063 r. Czyli możemy śledzić losy wiecznie młodych kochanków na przestrzeni dwustu lat amerykańskiej historii i przyszłości.
Mark Danielewski pisze ciekawym językiem, który wymaga aktywnego zaangażowania ze strony czytelnika. Neologizmy, wyrażenia slangowe nierzadko pochodzące z żargonu narkomanów czy też młodzieży z wielkomiejskiego getta, celowo wprowadzane błędy ortograficzne oraz częste używanie onomatopei kreują razem piękną melodię łatwą do uchwycenia przy czytaniu na głos, co szczególnie pomaga w odbiorze Only Revolutions.
Typografia książek pisarza, mimo że niezwykle interesująca, a czasami nawet piękna, nie ułatwia lektury. Niektórzy krytycy zaliczają jego twórczość do nurtu literatury ergodycznej (ergodic literature), która wymaga sporego fizycznego wysiłku od czytelnika, zmuszanego do ciągłego manipulowania książką i którego oczy nieustannie wędrują po fragmentarycznym tekście w poszukiwaniu dalszego ciągu.
Jak to zwykle bywa z twórczością eksperymentalną czy awangardową, zdania krytyków i czytelników o pisarstwie Danielewskiego są podzielone. House of Leaves stała się jedną z książek kultowych, częściowo dzięki temu, że przed publikacją w formie książkowej tekst był dostępny w internecie i zdobył sobie wierną grupę entuzjastycznych czytelników. Only Revolutions, mimo że mniej popularna wśród czytelników, zdobyła nominację do National Book Award.
Na pewno warto śledzić twórczy rozwój Marka Danielewskiego.
* Wszystkie cytaty w tłumaczeniu autorki artykułu.

