Przegląd Polski 14 września 2007

Żabką przez Atlantyk

Dożywocie za pompon

Marek Kusiba

Z tytułu w Polityce dowiedziałem się, że zmarły w przed dwoma tygodniami w Oksfordzie Włodzimierz Brus urodził się w roku 1821... Gdyby informacja była prawdziwa, Brus byłby rówieśnikiem Cypriana Kamila Norwida, starszym od wieszcza zaledwie o jeden miesiąc. Byłby też najstarszym emigrantem w dziejach polskiej diaspory. Co tam diaspory - byłby nie tylko najstarszym emigrantem świata, byłby najstarszym przedstawicielem gatunku homo sapiens. 186 lat to zaiste sędziwy wiek. Tym, jakże sędziwym wiekiem, można by przy okazji wyjaśnić zainteresowanie wybitnego ekonomisty Karolem Marksem, starszym od Brusa-rekordzisty i Norwida zaledwie o trzy lata. Idąc tropem informacji z Polityki, można by także mniemać, że Brus napisał swoje główne dzieło Od Marksa do rynku po licznych nocnych dysputach obu ekonomistów, jeszcze w czasach, gdy psucie stosunków z Niemcami nie było oczkiem w głowie rządzącej ekipy.

Trzeba przyznać, że robi ona co może, by stale i wytrwale poprawiać swój wizerunek w oczach Europy i wyborców. W grudniu ub. roku podczas konferencji prasowej po spotkaniu przywódców Unii Europejskiej w Brukseli prezydent nazwał jedną z polskich dziennikarek "małpą w czerwonym". Moim skromnym zdaniem był bardzo uprzejmy, bo po pierwsze powiedział to szeptem, a po drugie mógł przecież Ingę Rosińską z TVN24 nazwać czerwoną małpą. Ludność nadwiślańska już dawno oswoiła się z nabożnym, pełnym miłości i miłosierdzia, pobłażliwości i wyrozumiałości stosunkiem prezydenta i premiera do swoich przeciwników. Ludność oswoiła się także z pełnym szlachetnej pasji stosunkiem zagorzałych tępicieli czerwonej zarazy do niej samej, ludności zarażonej w swej znacznej, żyjącej jeszcze części, czerwonką przywleczoną ze Wschodu.

Polski prezydent zaczął swą drogę ku szczytom elegancji od słów skierowanych pod adresem nieco tylko gorzej od niego ubranego i nieco tylko gorzej wygolonego wyborcy: "Spieprzaj, dziadu". Wtedy kandydował na prezydenta stolicy. Potem został prezydentem europejskiego kraju i jego wyostrzony szacunek dla własnej postaci znacznie się zaostrzył, każąc mu rozpętać kampanię pogróżek, łącznie z groźbą rozesłania międzynarodowego listu gończego za niemieckim dziennikarzem, który ośmielił się porównać jego wysokość do kartofla. Z czasem w swej natchnionej krucjacie posunął się do nazwania kobiety małpą. Mógł nie doczytać Potopu Henryka Sienkiewicza, gdzie znalazłby wyraźną wskazówkę: "Nawet małpie bym odpowiedział, gdyby do mnie z rozkazem przyszła". Dziennikarka chciała zadać pytanie, ale nie została dopuszczona do głosu, gdyż najwidoczniej nie doszła ci ona w postępie rodzaju ludzkiego ani do godności człowieka, ani tym bardziej ameby. Posłuchajmy Wacława Sieroszewskiego, młodszego od Norwida i Brusa - jak chce Polityka - o całe 37 lat: "(...) ludzie od wielu tysięcy lat stawali się z wolna z małpy człowiekiem, a więc tysiące lat trwać może ich odwrót do małpy. Nadto pozostanie jeszcze długa droga od małpy do ameby" (Jak Gryf Mostowski budował młyn).

Wyczucie prawa i sprawiedliwości wobec majestatu każe władzom ścigać, zamykać i karać 23-letniego entuzjastę internetu z Cieszyna za nazwanie w sieci prezydenta epitetem zaczerpniętym z Dożywocia Aleksandra Fredry: "Ale kutas, kutas bratku...". Prasa złośliwie donosi: "Gdy internauci wpisywali w wyszukiwarkę słowo kutas, wyskakiwała im na ekranach komputerów oficjalna strona prezydenta Polski". Nie wiem, czy internaucie grozi dożywocie za domniemany cytat z Dożywocia, ale został już oskarżony o publiczne znieważenie głowy państwa i zostanie niechybnie skazany. Nie pomoże mu żaden ekspert od staropolszczyzny, w której to słowo oznaczało niewinny pompon, ani żaden znawca twórczości Adama Mickiewicza, starszego od Norwida i Brusa - jak chce Polityka - o 23 lata.

23-latek sam może się wykazać znajomością Pana Tadeusza, zwłaszcza XIII księgi autorstwa obrazoburcy Fredry, ale nic mu to nie da, bo zdaniem śledczych wiadome słowo "w powszechnym mniemaniu nie od dziś uchodzi za obelżywe, nie trzeba zasięgać opinii językoznawców, żeby to stwierdzić". Nie pomogę mu i ja, pisząc, że to obraźliwe słowo jest na tym kontynencie popularnym nazwiskiem. W książce telefonicznej Toronto występuje ono na tej samej stronie co moje, i to kilkanaście razy. Trefne nazwisko nosi między innymi reżyser Matthew Kutas, nieświadom zagrożenia, jakie może na siebie ściągnąć, próbując na przykład nakręcić dokument o Lechu Kaczyńskim. Listu intencyjnego, podpisanego tym nazwiskiem, czujna kancelaria prezydenta na pewno by nie pokazała adresatowi, narażając wizerunek Polski na niepowetowane straty. Nie wyobrażam sobie czołówki filmu o treści: "Polska pod rządami Lecha Kaczyńskiego. Reżyseria: Matthew Kutas"...

Podejrzewam, że po tym, co napisałem, zostanie za mną rozesłany międzynarodowy list gończy. Dla ułatwienia pracy śledczych Zbigniewa Ziobry podaję ostatnie miejsce pobytu: Wyspy Kalipso w Archipelagu Czerwonej Małpy, na Oceanie Spokoju. Zwłaszcza od polskiej rzeczywistości pseudopolitycznej, no i Polityki...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail