Przegląd Polski 24 sierpnia 2007
- Awantura o Jantę - Paweł Kądziela
- Wspomnienie o Bogdanie Czaykowskim - Edward Zyman
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Awantura o Jantę

O genezie wyjazdu Aleksandra Janty-Połczyńskiego do Polski latem 1948 r. wiemy niewiele. Plan podróży początkowo związany był z serią odczytów w Stanach Zjednoczonych na temat sytuacji w powojennej Polsce oraz z propozycją przygotowania cyklu artykułów na ten temat dla tygodnika Life.
W archiwum pisarza zachowało się pismo na firmowym papierze tej redakcji, w którym czytamy: "Nie powinny te artykuły być zbieżne z tym, co otrzymujemy od naszych stałych korespondentów, pracujących w tym regionie, ale powinny oddawać osobiste, bardziej intymne obserwacje, nie z głównych traktów, lecz zza siódmej miedzy, by wyrazić to precyzyjniej, interesują nas materiały, które odzwierciedlałyby w sposób osobisty szczegóły życia codziennego, myśli, nadzieje i obawy, codzienne doświadczenia, małe i duże osiągnięcia Polaków w odbudowie ich nowego państwa. Chcielibyśmy mieć artykuły, które nie czerpią wiadomości od rzecznika ambasady lub rządu, ale które pokazywałyby kraj poza Warszawą, małe miasteczka, wioski, sioła i prywatne życie Polaków dziś".
Jednocześnie z drukiem swoich reportaży w języku angielskim Janta chciał zaprezentować je również polskiemu czytelnikowi, nawiązał w tym celu kontakt z Jerzym Giedroyciem, który 13 lipca 1948 r. pisał do Melchiora Wańkowicza: "Przed chwilą błogosławiłem Jantę, który wyjechał na miesiąc czasu do Polski. [...] Janta znający taką masę ludzi, nie tylko przywiezie dużo materiału i obserwacji, ale również i dużo tam opowie. I to coś warte". Aleksander Janta wyjechał na podstawie paszportu konsularnego wydanego przez rząd warszawski, co było jednym z powodów późniejszych ataków na niego.
Po kilku tygodniach pobytu w kraju Janta pisał do Giedroycia (25 sierpnia 1948): "Już dzisiaj chciałbym, aby Pan wiedział, że przygotowuję pełny, obiektywny reportaż z samego pobytu tutaj i że rezerwuję go dla Pana, jeżeli to Panu dogadza. Będzie tego sporo. Temat jest ogromny i pasjonujący, [...] staram się patrzeć bez uprzedzeń i porównywać uczciwie. Nie było takiego patrzenia w naszej prasie po tamtej stronie, co jest w moim przekonaniu sprzeczne z dobrze pojętym interesem, już nie tej czy innej grupy, ale wręcz racji stanu".
Oburzenie polskiego Londynu
Pierwsza część reportażu została wydrukowana na łamach numeru 12. Kultury z 1948 r. Janta w słowie wstępnym deklarując się, że w tym, co pisze, kieruje się sumieniem i odpowiedzialnością, dodawał: "Widzenie sytuacji w Polsce poprzez filtry poglądów emigracji przestało mi wystarczać od chwili, gdy opanowała mnie wątpliwość, czy głoszone od lat hasła jej zamierzeń i postulatów posiadają w świecie, w którym żyjemy, konkretne szanse urzeczywistnienia". W pierwszej części swego reportażu Janta opisywał Warszawę latem 1948 roku, obchody czwartej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, z wielką energią podejmowany trud odbudowy stolicy, mocno zakorzeniony lokalny patriotyzm.
Krytyczna reakcja środowiska londyńskiego na tekst Aleksandra Janty była natychmiastowa i została skierowana zarówno wobec redaktora Kultury, jak i autora tekstu, który - mimo ogłoszenia wielu artykułów polemicznych na łamach polskiej prasy ukazującej się w Londynie - nie doczekał się rzeczowej dyskusji. Wydano zakaz kolportażu tego wydania miesięcznika Jerzego Giedroycia, co było możliwe, gdyż Kultura w owym czasie korzystała na terenie Wielkiej Brytanii z kolportażu firmy wydawniczej Gryf, podległej gen. Władysławowi Andersowi. Było to "duże uderzenie - pisał po latach Giedroyc - gdyż jeszcze nie rozbudowaliśmy swego kolportażu w świecie i Anglia była głównym odbiorcą".
W następnym wydaniu Kultury redaktor Giedroyc, obok przeprosin prenumeratorów z terenu Wielkiej Brytanii za niedostarczenie ostatniego numeru miesięcznika, zamieścił "Oświadczenie", w którym pisał: "Jeżeli uważaliśmy za wskazane i pożyteczne zamieszczenie reportażu Aleksandra Janty to przede wszystkim dlatego, by uprzytomnić sobie i emigracji, że czas płynie i że nie tylko obecna rzeczywistość polska odbiega od rzeczywistości z 1939 roku, ale że przemiany, jakie zachodzą w Kraju pozostawiają swoje piętno, nawet psychiczne - czy nam się to podoba, czy nie. Walcząc o pełne wyzwolenie Polski i wierząc, a nawet mając pewność, że tę walkę wygramy, jest naszym najważniejszym obowiązkiem te zmiany wyczuwać, obserwować i wyciągać z nich wnioski dla swego działania. Naród jest bowiem dla nas jedynym sensem naszego tu istnienia".
Podwójne zakłamanie
Jerzy Giedroyc postanowił wstrzymać drukowanie w Kulturze dalszych części reportażu Janty i jednocześnie wydać całość w książce, przeznaczając na ten cel swoje prywatne pieniądze. Podczas przygotowywania książki do druku proponował autorowi pewne skreślenia i zmiany. W grudniu 1948 r. pisał do Janty: "Rozumiem, że pojechał Pan do Polski po to, by dać obiektywny i bezstronny obraz polskiej rzeczywistości - jakby on nie był przykry dla nas, wychodząc z założenia, że nie można żyć w fikcyjnym świecie. Rozumiem jednak, że zasadniczo stoi Pan w sprawach ogólnych na naszym stanowisku to znaczy, że jest Pan przeciwnikiem Rosji sowieckiej"
Po trzech tygodniach Giedroyc wyjaśniał Jancie: "... niewątpliwie pisząc tę rzecz w pośpiechu i nie mając możliwości przedyskutowania, były w reportażu zwroty, określenia czy ustępy, które mogły być tłumaczone nawet przez nieuprzedzonego czytelnika jako prowarszawskie. Poza tym wytwarzało to wrażenie pewnej jednostronności, to znaczy ogromnego lekceważenia możliwości polskich jako takich w płaszczyźnie światowej i zupełnego lekceważenia emigracji. Musi Pan wziąć pod uwagę, że w tym straszliwym zakłamaniu propagandowym, w jakim i emigracja, i kraj żyją - Pana książka jest ogromnym wstrząsem dla czytelnika. Nie należy przesadzać dawki, dlatego, że to może dać skutek wręcz odwrotny do zamierzonego".
Książka ukazała się w końcu grudnia 1948 r., jej pełny tytuł brzmiał Wracam z Polski 1948 (Warszawa - Wrocław - Kraków - Poznań - Szczecin - Życie - Polityka - Gospodarka - Sztuka - Ludzie i Zagadnienia). Janta obszernie pisał o ziemiach odzyskanych i o Oświęcimiu, o ołtarzu Wita Stwosza, o zbiorach Ossolineum i o jeździe po Polsce koleją, o przedstawieniu teatrzyku rewiowego i o nastrojach w środowisku literackim, o rozmowie z kardynałem Hlondem i o Kościele w Polsce, o stosunku do Rosjan i o polityce zagranicznej. Był jednak rasowym reporterem, pracował zgodnie z zasadą Wańkowicza, że "w reportażu wystarcza spostrzegawczo patrzeć i sygnalizować, w publicystyce ponadto należy podsuwać rozwiązania". On tego ostatniego nie robił.
Książka ta, czytana dziś, jest ważnym źródłem do poznania najnowszej historii oraz cennym świadectwem tamtych lat, swoistą socjologiczną sondą w życie społeczeństwa żyjącego nad Wisłą, pisana z reporterską swadą i inkrustowana dowcipami krążącymi wówczas po Polsce. Zachowując walor dokumentalny, jest wartościową pozycją w swoim gatunku. Jej zamysł i fakt wydania przez Giedroycia brał się z bardzo wcześnie ugruntowanego przeświadczenia Redaktora, że celem emigracji jest kraj.
"Czy Giedroyc zwariował?"
Tak jak wspomnieliśmy, liczne reakcje prasowe na tekst Janty publikowane na łamach Wiadomości, Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza, Życia, Myśli Polskiej, Syreny, były raczej jałowe i demagogiczne. Ich autorzy (m.in. Stefan Mękarski, Zygmunt Nowakowski, Wiktor Trościanko) nie wahali się przed insynuacją czy donosem. Poziom świadomości Niezłomnych, ich mentalność i styl myślenia świetnie charakteryzuje anegdota przytoczona przez Andrzeja Bobkowskiego w liście do Janty z 31 marca 1949 r.: "Pewien generał w Londynie miał pielgrzymieć o Panu w te słowa: ´Ten Janta to komunista. Jeszcze przed wojną znałem ich obydwóch. Połczyński był porządnym człowiekiem, ale o Jancie już wtedy mówili, że czerwonyª. A otoczenie odpowiedziało w prostych żołnierskich słowach: ´Tak jest, Panie Jeneraleª". Równie znamienny jest cytat z listu Jana Lechonia do Mieczysława Grydzewskiego z 28 listopada 1948 r.: "Czy Giedroyc zwariował umieszczając Jantę? Przecież to jest najwredniejszy zdrajca - bo na dwóch stołkach chce siedzieć. Jak w ogóle może być jakaś przyzwoitość moralna zachowana. Jeżeli 2. Korpus puszcza się na takie perwersje. [...] Ach! Naprawdę, że rację świętą miała służąca Nowaczyńskiego, gdy mówiła: ´Polacy dobry naród, tylko niecokolwiek głupiª". Lechoń zresztą wystosował do Giedroycia obszerny, zasadniczy list na temat linii Kultury. List ten pozostał bez odpowiedzi, zaś Giedroyc pisał do Janty 2 marca 1949 r.: "Nie bardzo rozumiem Pana samarytanizm w stosunku do tego bęcwała Lechonia. Ten drugi wieszcz (po Hemarze) emigracji od dawna daje mi na nerwy swoimi pretensjami i jałowością".
Przyśpieszenie dziejów
Recepcja książki Aleksandra Janty przekonuje, że jedni polemiści nie przeczytali lub przeczytali bardzo pobieżnie reportaż Janty, inni nie sięgnęli po pełny tekst, zadowalając się tylko częścią publikowaną w Kulturze. Myśleli szablonami, stereotypami, kierowała nimi bardziej emocjonalna nieustępliwość niż chłodna analiza sytuacji politycznej.
Cierpieli na kompleksy - tak trafnie opisane na łamach Kultury przez Wańkowicza kilka miesięcy później w tekście zatytułowanym "Klub Trzeciego Miejsca": kompleks niższości wobec Anglików, kompleks zastraszenia wobec Rosji i jałowości wobec reżimu oraz kompleks pokory wobec kraju.
Patrząc na postawę emigracji londyńskiej i jej odbiór omawianej książki, nie powinniśmy jednak zapominać, że pomiędzy latem 1948 r., kiedy Janta był w Polsce i zbierał materiały do swojej pracy, a grudniem 1948, kiedy ukazała się książka Wracam z Polski, wydarzenia w kraju nabrały dynamiki. W tym czasie aresztowano (a następnie zwolniono z więzienia) Pawła Jasienicę, opieczętowano redakcję Tygodnika Warszawskiego i uwięziono związanych z tym środowiskiem Kazimierza Studentowicza, Wiesława Chrzanowskiego, Andrzeja Kazaneckiego, rozpoczęto proces działaczy PPS-WRN - Kazimierza Pużaka i Ludwika Cohna, odsunięto od wpływu w PPS-ie Bolesława Drobnera, Edwarda Osóbkę-Morawskiego, Stanisława Szwalbego, zaś w szerszym wymiarze politycznym doszło do powstania Związku Młodzieży Polskiej, obradowało Plenum KC PPR, na którym rozprawiono się z Władysławem Gomułką, wreszcie dokonano połączenia PPS i PPR. Wszystkie te wydarzenia, rzecz jasna, wzmogły ocenę krytyczną kierunku ewolucji sytuacji w Polsce, utwierdzały londyńską emigrację w postawie niezłomności, prowokowały do lektury reportażu Janty przez pryzmat pogłębiającego się w Polsce terroru stalinowskiego.
Rzecz ciekawa, że nie wszystkie głosy na temat książki Janty były krytyczne, w archiwum pisarza zachowały się listy osób, którym nie była obca "pasja zrozumienia Kraju" (m.in. Józefa Wittlina, Adama Ronikiera, szefa Rady Głównej i Opiekuńczej, Stefana Rostworowskiego, delegata WiN-u, przybyłego do Paryża); ich oceny miały charakter merytoryczny. Ograniczę się tu do jednego tylko cytatu z listu generała Zygmunta Szyszko-Bohusza, szefa Polskiej Misji Wojskowej w Moskwie i szefa sztabu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR w latach 1941-1942, który w liście z 30 czerwca 1949 r. pisał do Janty: "Nie mogłem w książce Pana dopatrzyć się tendencji ´prokomunistycznychª, jak to niektórzy krytycy twierdzą, natomiast plastyczność i bezstronność wykładu dały mi tak wyraźny obraz ´dzisiejszego dniaª w Polsce, jak gdybym sam dopiero co tam był. Działanie i rozwój komunizmu nie są analogiczne z tym samym w Rosji, ale rozwijają się według podobnych linii wytycznych. Jestem pełen uznania dla spostrzegawczości Pana i umiejętności przedstawienia tych momentów, które w przemianach zachodzących w kraju są najważniejsze. Brałem książkę do ręki z pewnym uprzedzeniem, narzuconym przez krytykę. Sądziłem, że znajdę w niej ukrytą i zamaskowaną tendencję polityczną i chęć wybielenia obecnych warunków w Polsce. Znalazłem poważne i solidne ujęcie tematu, wnikliwą obserwację i bezstronność w ocenie zjawisk, tak trudną w obecnych czasach. Miło mi jest wypowiedzieć Panu tych kilka uwag, tym bardziej, że mnie nikt nie może posądzić o sprzyjanie lub tylko nawet tolerowanie prosowieckiej myśli".
Pod prąd
Cała awantura wokół książki Janty (którą Giedroyc uważał potem za faktyczny początek Biblioteki "Kultury") odbyła się w pierwszym roku wydawania Kultury, gdy polityka redakcji dopiero się kształtowała. W liście do Janty z 2 marca 1949 r. pisał Giedroyc: "Wydaje mi się, że już czas najwyższy zacząć robić jakąś linię podziału sensowną na tej emigracji i zacząć się jej trzymać, a nie ulegać terrorowi dawnych autorytetów. Książka Pana była doskonałym probierzem dla wykrycia niezależności myśli czy myślenia w ogóle...".
W wypowiedziach na temat tego reportażu Giedroyc określił zasady linii Kultury wobec kraju i wobec emigracji, tym wartościom był wierny przez cały okres wydawania pisma. Sprawa Janty stała się więc okazją do rozpoczęcia marszu pod prąd utartym stereotypom, do budowania nowych hierarchii, do wybicia się na pełną niezależność zespołu Kultury.
Fragment referatu wygłoszonego na Uniwersytecie Warszawskim podczas sesji naukowej poświęconej Jerzemu Giedroyciowi (wrzesień 2006 r.).

