Przegląd Polski 27 lipca 2007
- Alegoryczna baśń niewidzących - Justyna Hofman
- Nowojorska kronika (sztuki plastyczne) - Czesław Karkowski
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Nowojorska kronika
(sztuki plstyczne)

Choćby tylko dla obejrzenia słynnego obrazu przedstawiającego Federico da Montefeltro z synem Guidobaldo warto obejrzeć niewielką wystawę w Morgan Library.
W tej pięknej placówce muzealnej, moim zdaniem niezbyt fortunnie ostatnio rozbudowanej, otwarto zdumiewającą ekspozycję: odtworzono bibliotekę włoskiego kondotiera i przywódcy Urbino, wspomnianego da Montefeltro. Niewielki pokoik stanowi wierną kopię gabinetu renesansowego męża stanu. Przywieziono z Włoch przedmioty stanowiące niegdyś wyposażenie tej biblioteki, na ścianie zamontowano boazerię wraz ze znakomitymi reprodukcjami oryginalnych obrazów z owego studia, portrety słynnych filozofów, poetów, świętych i papieży.
W zrekonstruowanym wnętrzu rozłożono przedmioty stanowiące niegdyś wyposażenie studia Montefeltro, a dziś w większości należące do Biblioteki Watykańskiej. Pokazano nie tylko paręnaście pięknie iluminowanych i, naturalnie, bezcennych dzieł, jak rękopisy papieża Sykstusa IV, piękny atlas świata z końca XV wieku czy Eneidę Wergiliusza, ale np. drewniany pulpit do czytania ksiąg zwieńczony wspaniałym orłem.
Jedną z osobliwości prezentowanych zbiorów jest zaszyfrowany list ujawniający fragment dziejów tamtych czasów. Otóż w 1478 r. podczas niedzielnej mszy we florenckiej katedrze zamachowcy zaatakowali Lorenzo de Medici i jego brata. Przez wieki uważano, iż za zbrodnią tą stała rywalizująca z Medyceuszami rodzina Pazzich. Ów list ujawnia, że za spiskiem, który niemal zmienił oblicze renesansowych Włoch, stał właśnie Federico da Montefeltro.
Ale to są zaledwie małe zabytki przeszłości. Niewątpliwie centralnym punktem wystawy jest wspomniany obraz, choć dobrze znany, to jednak bliżej nieznanego autorstwa. Wykonanie przypisuje się albo Justusowi z Gandawy, albo - co raczej prawdopodobniejsze - Hiszpanowi Pedro Berruguete. Obaj artyści na zaproszenie wielkiego kondotiera przyjechali do Urbino, aby pracować nad dekoracjami zamku i poszczególnych pomieszczeń Montefeltro. Ponieważ flamandzkiego pochodzenia Justus wykonał portrety zdobiące ściany biblioteki, nie miałby zbyt wiele czasu, aby jeszcze namalować podobiznę pracodawcy. Niezależnie jednak, kto ostatecznie jest twórcą tego portretu, obraz należy do wielkich dzieł włoskiego renesansu.
Przedstawia kondotiera w sposób, w jaki chciał się prezentować - jednocześnie jako żołnierz, co zdradza jego zbroja, stalowy hełm leżący u nogi i oręż odłożony na bok, ale też jako uczony, miłośnik ksiąg, mecenas artystów, filozofów, poetów. Montefeltro na obrazie zatopiony jest w lekturze, siedzi na wysokim krześle w królewskim niemal stroju. Przy nim stoi syn przedstawiony jako potomek księcia, prawowity następca tronu, który Montefeltro zdobył w podejrzanych okolicznościach. Jako nieślubny syn pana na Urbino nie miał szans na przejęcie po nim władzy, natomiast władztwo nad miastem przypadło mu po zamordowaniu w niejasnych okolicznościach i przez nieznanych sprawców jego przyrodniego brata, który właśnie objął po ojcu schedę.
Montefeltro był nie tylko największym kondotierem renesansowych Włoch, ale też światłym przywódcą, mecenasem nauk i sztuk, twórcą największej - po watykańskiej - biblioteki przy swym dworze. Na obrazie pokazany został z charakterystycznego profilu (w ten sam sposób namalował jego portret inny wielki malarz, Pierro della Francesca, w 1466 r.). Na podobiźnie wystawionej w Morgan Library (o dziesięć lat późniejszej) Montefeltro widzimy w tej samej pozie, jednym z ulubionych ujęć malarskich włoskiego renesansu, ale także dyktowanej koniecznością, bowiem kondotier nie miał prawego oka, które stracił w dość trywialnych, jak na wytrawnego żołnierza, okolicznościach.
Zawsze warto odwiedzić Bibliotekę Morgana (Madison Ave./37 St., Manhattan). A teraz mamy dodatkowy powód, dla którego należy zajrzeć do tej cennej placówki kulturalnej Nowego Jorku.
Czym jest malarstwo?
Obejrzenie najnowszej wystawy w Museum of Modern Art przekonuje, iż kryzys współczesnego malarstwa jest stanem permanentnym i... koniecznym.
Na ekspozycji "What Is Painting? Contemporary Art from the Collection" zaprezentowano 50 współczesnych dzieł malarskich ze zbiorów własnych, w tym jednego Polaka, modnego dziś na Zachodzie Wilhelma Sasnala. Artyści próbują rozmaitych technik, metod i estetyk - od niemal realistycznego przedstawiania, jak na obrazie wziętego Amerykanina Johna Currina, po pełne abstrakcje; tych jest akurat wiele i rozmaitego rodzaju - geometryczne i bezładne, ekspresjonistyczne "zygzaki" i minimalistyczne jednobarwne (białe lub czarne); płótna, w których istotna jest faktura albo tylko sam obraz; pop-art (nawet jedna praca Andy'ego Warhola) i op-art, na przykład Creative Artists Agency Amerykanki Sarah Morris; nawiązujące do uznanych twórców (Two Female Models in the Studio Philipa Pearlsteina, wyraźne naśladownictwo Luciena Freuda, i Mao Ala Helda - wygląda jak powtórka z Jaspera Johnsa), jak i do niczego niepodobne (tu, według uznania zwiedzających, albowiem o absolutną nowość w dzisiejszym świecie nie sposób).
Wielokierunkowy charakter podejmowanych prób twórczych sprawia, iż stajemy wobec tej rozmaitości dość bezradni i zdezorientowani. W istocie swojej dopiero historia odsieje tych artystów, których przyszłe pokolenia uznają za "swoich", a więc ich sztuka przetrwa, od tych, którzy pójdą do lamusa. Stąd bierze się wspomniane poczucie kryzysu, skoro sądzimy dzisiejsze dokonania na podstawie tego, co znamy z przeszłości, zaś sami artyści szukają, eksperymentują, próbują dróg na przyszłość. Sporo albo nawet większość tych prób prowadzi donikąd, jest nieudana, ale która? Doprawdy nie wiadomo.
Tak twierdzi wielu. Ja akurat uważam, że już dziś z ogromną dozą prawdopodobieństwa możemy stwierdzić, jaka sztuka jest dobra, a jaka jest zdecydowanie zła i nie zaistnieje. Na omawianej wystawie bardzo dobrze zaprezentowali się artyści niemieccy: ceniony i uznany Anselm Kiefer (Wooden Room), Georg Baselitz (znakomity, na poły abstrakcyjny, kolorystycznie świetny Woodman), Gerhard Richter (Court Chapel, Dresden). Najbardziej zaś podobało mi się dzieło A.R. Pencka Eau de Cologne - wielkie czarno-białe płótno pomiędzy grafiką a malarstwem, abstrakcją a obrazem przedstawiającym, o poetyce zbliżonej do plakatu bądź graffiti. Mniej natomiast mi się podobał obraz-makatka innego Niemca, Sigmara Polke, zatytułowany tak samo jak wspomniany wcześniej obraz Ala Helda - Mao.
Zalecałbym także zwrócenie uwagi na wielkie dzieło Amerykanina Tima Rollinsa Amerika VIII, wykonane wraz z dziewięcioma nastolatkami z południowego Bronksu w ramach projektu społecznego i artystycznego Kids of Survival. To wspólne przedsięwzięcie plastyczne, złoto-biała kompozycja, nawiązuje do wrażeń z lektury Ameryki Franza Kafki - z drabiną (Jakubową?) w centralnym miejscu i złotymi trąbami oraz zdobieniami namalowanymi na kartkach egzemplarza powieści.
Obraz Untitled (Anka) stanowi typowy przykład twórczości Wilhelma Sasnala, jednego z najbardziej za granicą cenionych polskich artystów. Tworzy on dzieła z gatunku postmodernistycznego ekspresjonizmu (mój własny, doraźny termin), które zacierają granicę między malarstwem a rysunkiem, ilustracją do książki a samodzielnym dziełem sztuki, kiczowatym malowidłem a wysoce wyrafinowaną manipulacją konwencjami artystycznymi, realistycznym przedstawieniem a pełną wyobraźni ekspresją, sztuką reprodukcji mechanicznej a niepowtarzalnym dziełem, które wyszło spod ręki artysty. Jest czarno-biały, oszczędny, surowy, można by rzec sugestywny, gdyby nie - moim zdaniem - daremny, a wciąż ponawiany wysiłek intelektualnej gry wymagającej odbiorcy oczytanego i dobrze zorientowanego w problemach nurtujących w końcu stosunkowo wąski i zamknięty krąg artystów.

