Przegląd Polski 20 lipca 2007

Poetycki spór z granicami

EDWARD ZYMAN

Jakieś ogromne szczęście* Bogdana Czaykowskiego, obszerny tom wierszy wybranych z lat 1956-2006, wieńczy 50-lecie poetyckiej aktywności pisarza. Jest bolesnym paradoksem polskiego życia literackiego, że ta pojemna intelektualnie, oryginalna twórczość przez długi czas nie znajdowała należnego jej miejsca na mapie najważniejszych zjawisk polskiej poezji współczesnej. To kolejny, gorzki przyczynek do dewastacyjnej funkcji politycznych i doktrynerskich praktyk, które skazały polską literaturę powstałą na obczyźnie na kilkudziesięcioletnią banicję.

Fenomen poetyckiego startu Czaykowskiego, po wielekroć już opisany, polegał m.in. na tym, że "nie wygnany, i nie emigrant, ale wywieziony" debiutował na emigracji, a tym samym poza głównym nurtem polskiego życia literackiego, w silnej równocześnie opozycji do obowiązujących na obczyźnie w latach 50. ub. wieku standardów estetycznych. Skazywało go to na intensywność indywidualnych poszukiwań i samodzielność odczytań polskiej i obcej tradycji literackiej. Odrzucając poskamandrycki model wiersza, 25-letni autor zwracał się ku formom poezji ambitnej, awangardowej, choć sięgał równocześnie do tradycji baroku i romantyzmu. Jak wyznał w jednym z wywiadów, ważne źródło inspiracji stanowiła dla niego poezja anglojęzyczna: poeci elżbietańscy, metafizyczni, Blake, Wordsworth, Keats, Whitman, Dickinson, Hopkins, Yeats, Dylan Thomas, Eliot. Z pisarzy krajowych z pewnością Norwid, a ze współczesnych Różewicz, Białoszewski, Herbert czy Miłosz. Wymieniam nazwiska, nie sugerując bynajmniej wąsko rozumianych wpływów i zależności. Chodzi bardziej o powinowactwo ducha, rozumienie funkcji poetyckiego słowa, artystyczną odwagę zmagania się z tajemnicą bytu.

Poczucie wykorzenienia i zawieszenia (poeta musiał opuścić Polskę jako ośmiolatek), nieustannie ponawiane pytanie o swą wielorako rozumianą tożsamość poddawaną próbie zawirowań historii i kumulujących się doświadczeń w ciągle zmieniających się sytuacjach i przestrzeniach kulturowych (Bunt wierszem, Argument, Kluczyki), zaowocują jednym z ważniejszych nurtów tej wielowątkowej, sensualnej, czerpiącej z zasobów pamięci, otwartej na problematykę egzystencjalną i filozoficzną poezji. Będzie on ewoluował od słynnego "ni tu ni tam" poety i jego gorzkich konstatacji "Urodziłem się tam, / nie wybierałem miejsca"; "Chętnie bym się urodził po prostu w trawie", do uniwersalnej formuły wyartykułowanej w Okanagańskich sadach:

W łuku sklepienia drżę: cięciwa,
na której gra z planety
widna przepaść.
Przywiązałem się do miejsca.
Urodzony z piołunów
ziemiec.

Poeta wydał dotychczas dziesięć tomów wierszy. Na pierwsze 14 lat, czyli na okres od 1957 do 1971 roku, przypada pięć pozycji: Trzciny czcionek (Londyn 1957), Reductio ad absurdum i przezwyciężenie (Londyn 1958), Sura (Londyn1961), Spór z granicami (Paryż 1964) i Point-no-Point (Paryż 1971). Potem nastąpiła długa, 19-letnia przerwa, którą przerwał wydany w Krakowie wybór Wiatr z innej strony (Znak, 1990). Po kolejnych ośmiu latach do rąk polskich czytelników dotarł tom Okanagańskie sady (Wydawnictwo Dolnośląskie, 1998), a następnie dwa wydane w Kanadzie tomy bibliofilskie Superkontynentalny Toronto-Vancouver (Berlin-Toronto 2001) i Ziemioskłon (Toronto 2007) oraz wybór Jakieś ogromne szczęście (Kraków 2007). Istotnym dopełnieniem tej listy tytułów poety jest wydana w 2002 roku w jego opracowaniu i wyborze Antologia poezji polskiej na obczyźnie 1939-1999 oraz ważny tom O poezji, nostalgii, krytykach i kryteriach, w którym Bogdan Czaykowski i Adam Czerniawski, przy udziale grupy interlokutorów, podejmują najważniejsze problemy dotyczące uprawianej przez nich twórczości, głównie poezji, ale także ogólnej kondycji współczesnej polskiej krytyki literackiej.

W poszukiwaniu własnego języka

Po ambitnym, wiele zapowiadającym debiucie i późniejszej aktywności pisarskiej, nie tylko poetyckiej, ale również krytycznoliterackiej, naukowej i translatorskiej, poeta przeżył w latach 70. pewien kryzys twórczy. Jego źródłem był - jak sam wyznał - przede wszystkim brak kontaktu z żywym źródłem mowy ojczystej, ale wolno przypuszczać, iż także pragnienie sprostania najwyższym wymaganiom artystycznym, odnalezienia w pełni własnego, niezależnego głosu. Głos ten ujawnił się już w licznych wierszach tomów Wiatr z innej strony i Okanagańskie sady. Stanowiły one wyraźne potwierdzenie, że autor, przebywający w dalekim Vancouver i doświadczający krystalizującej refleksję egzystencjalną samotności, owej, jak to określił Miłosz, gorzkiej mędrców mistrzyni, zakreślił wyraźnie obszar tematyczny i filozofię swych pisarskich poszukiwań, osiągając wyróżniający go styl poetyckiej ekspresji. Był to efekt z jednej strony systematycznych lektur i przemyśleń nad funkcją i możliwościami poetyckiego słowa, obcowania z najwybitniejszymi osiągnięciami literatury polskiej i światowej, z drugiej zaś wymykającego się ścisłym definicjom, rzadko spotykanego talentu i cechującej poetę żarliwej pasji poznawczej. Charakterystyczny dla niego spór z granicami zaowocował w konsekwencji poezją bogatą formalnie, intelektualnie odważną, zafascynowaną fenomenem istnienia, ale równocześnie przenikliwą w nazywaniu incydentalności i paradoksalności ludzkiej egzystencji.

Czytelnika uderza zarówno piękno tej poezji, "pojemność" i wirtuozeria języka, jego specjalna melodia, jak i rozległość i głębia filozoficznego dyskursu, w którym autor stara się nazwać w języku poetyckim to, co z istoty swej jest niewyrażalne. Stąd jego upodobanie do antynomii, wieloznaczności, antytez, eksponowania paradoksu i penetrowania ciemnej strony ludzkiego losu.

Wobec tajemnicy istnienia

Podmiot tej poezji staje nieustannie wobec zagadki bytu. W Wankuwerskich elegiach, poemacie stanowiącym jeden z ważniejszych przejawów poetyckiej epistemologii Bogdana Czaykowskiego, zawarty jest właściwy dla jego postawy imperatyw i zarazem dylemat poznawczy: "Poznanie siebie jest jak poznawanie świata, błędne / po części, jeśli nie zupełnie". Świadomość niemożności zgłębienia tajemnicy istnienia nie osłabia w poecie potrzeby nieustannego ponawiania wysiłków w tej mierze. Jest to konsekwentna kontynuacja programu zarysowanego już u początków poetyckiej drogi autora Sury. W młodzieńczym, zdradzającym fascynacje dadaistycznym eksperymentem poemacie Reductio ad absurdum znajdujemy charakterystyczny fragment: "Inny, nienasycony trawi mnie głód. / Ciągłe szukanie, / rzek przekraczanie, / spienionych, / nago, w bród".

W wierszu Dylanthomasowa strofa na skrzypce i bas poeta wyrazi to w formie imperatywu: "trzeba wszystko wiedzieć trzeba poznać / wzorzec płatków śniegu i liść żylasty czym oddycha", który gdzie indziej przybierze postać życiowej wykładni: "Mieć oczy szeroko otwarte do końca". Dlatego też "grzechy śmiertelne" poety polegały na tym, że chciał "pojąć rozum rozumów / poznać / grunt języków / wykroczyć / poza przewrotne znaki".

Choć w finale cytowanego wiersza stwierdzi: "Powoli / godziłem się / na odstąpienie / praw autorskich / nie mojego świata", nie będzie to oznaczać zaniechania wysiłków związanych z "sondowaniem możliwości uchwycenia pełni empirycznej i pozaempirycznej rzeczywistości prowadzącym do różnorodnie ujmowanej refleksji religijnej" (Bożena Szałasta-Rogowska). Wręcz przeciwnie: spotęguje je. Były one zresztą obecne w niej zawsze, o czym świadczą liczne wiersze z tomów poprzednich, m.in. Modlitwa (Spór z granicami), Dałeś mi wielkie morza, oceany, Więc jak mnie będziesz sądził, Night Thoughts (Wiatr z innej strony), Medytacja, Testament (Okanagańskie sady).

Podejmowane przez poetę próby określenia się wobec transcendencji wiodą go rzeczywiście do poezji religijnej (jeśli przez to określenie rozumieć twórczość o ambicjach ontologicznych), ale nie pobożnej, która, jak słusznie zauważa Adam Czerniawski, "jest doktrynalnie ograniczona". Podmiot poezji Czaykowskiego nie tylko wierzy i ufa, ale także wątpi, zadaje kłopotliwe pytania, wchodzi ze Stwórcą w dyskurs na zasadzie partnerstwa (Więc jak mnie będziesz sądził, jaką wagą).

Jednym z ważniejszych motywów tej poezji jest podróż. Najbardziej sugestywnymi w tej mierze przykładami mogą być poematy Mała podróż na Wschód i Superkontynentalny Toronto-Vancouver. W obu przypadkach motyw podróży jest dosłowny, związany z poznawaniem nowych miejsc i krajobrazów, oraz symboliczny: to równocześnie wędrówka w głąb samego siebie, do najskrytszych złóż własnej osobowości, poetycka eksploracja życiowych doświadczeń i rozważania o kluczowej dla tej poezji funkcji czasu.

I ten właśnie obszar poszukiwań i dociekań jest cechą dominującą ostatniej, najbardziej dojrzałej artystycznie poetyckiej twórczości Bogdana Czaykowskiego.

Piękno życia

Podmiot tej poezji chłonie je prawdziwie narkotycznie, całym sobą. Jest to postawa fascynacji i zachwyceń, ekstatycznych uniesień, ale także zwątpień i pełnych niepokoju pytań wynikających z wiedzy o dwoistej naturze ludzkiej egzystencji: fenomenowi istnienia, niezwykłemu bogactwu form i urodzie świata towarzyszy świadomość przemijania i biologicznego kresu. Nietrwałość cielesności i jej antytezy: niepodległego śmierci ducha prowadzi go do pytań i wyznań rudymentarnych, dotyczących istoty jednostkowego bytu.

Nie jestem tym, czym jestem. I kiedy to, czym jestem,
Przestanie być, czym jest, czy zginie także to,
Kim jestem?
Nie jestem tym, czym jestem

Szczególnych doznań dostarcza lektura Ziemioskłonu, poematu będącego summą poetyckich i egzystencjalnych przemyśleń, w którym - podobnie jak w wielu wierszach tomu Jakieś ogromne szczęście - poeta zawarł kompleks głębokich, choć niewolnych od wątpliwości rozpoznań dotyczących ludzkiej kondycji, a także jej cywilizacyjnych uwarunkowań.

Z perspektywy półwiecza poszukiwań, od dramatycznych, nasyconych młodzieńczym buntem zmagań o prawo do poetyckiego eksperymentu i pełnej niezależności twórczej, po dojrzałe artystycznie tego prawa spożytkowanie, możemy stwierdzić, że poeta osiągnął zamierzony cel. Będąc prawdziwym rewelatorem polszczyzny, wyczuwającym każdy jej najdrobniejszy niuans (obfitość odkrywczych neologizmów tej poezji zasługuje na odrębne opracowanie), jest jednocześnie łącznikiem wielu języków i kultur. W jego imponującym, różnorodnym dorobku specjalne miejsce zajmuje działalność translatorska, której efektem są m.in. znakomite, dokonane m.in. wspólnie z Andrzejem Buszą tłumaczenia na angielski wierszy polskich poetów, m.in.: Mirona Białoszewskiego, Józefa Czechowicza, Tadeusza Gajcego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Zbigniewa Herberta, Tymoteusza Karpowicza, Bolesława Leśmiana, Juliana Przybosia i Czesława Miłosza - ważnego w ostatnim okresie obiektu jego poetyckiego dialogu. Równocześnie trzeba pamiętać, że polskiemu odbiorcy przyswoił twórczość wielu poetów amerykańskich i kanadyjskich.

Poeta spełniony

Wedle Norwida nie tarcza i miecz bronią języka, lecz arcydzieła. Idąc śladem tej celnej myśli, pragnę stwierdzić z pełnym przekonaniem, że w pięknym i daleko od Polski położonym kanadyjskim mieście Vancouver Bogdan Czaykowski, twórca wyzwolony z narodowych kompleksów, a jednocześnie jeden z najwybitniejszych polskich poetów współczesnych, stworzył niezwykle ważne terytorium wzbogacające polskie imperium poetyckie.

Jego poezja prowadzi czytelnika ku prawdom pełnym, absolutnym, a tym samym (często w sposób artystycznie nowatorski i śmiały) skraca dystans, który dzieli nas nie tylko od tajemnic otaczającego świata, ale także od nas samych. Tytułowy wiersz najnowszego tomu Jakieś ogromne szczęście, niezwykle przejmujący i piękny, porównywalny z najwybitniejszymi dokonaniami poezji współczesnej, odczytuję jako spełnienie pisarskich zamierzeń poety.

Szczęście jest rodzajem olśnienia, a więc darem, który pozwala postrzec sens naszego istnienia pełniej i przenikliwiej.

Wiedziałem to, co najważniejsze, więcej: czułem:
Że radość płynie z kochania,
Że szczęście bije jak źródło z miłości,
Że mi nie trzeba wcale posiadania,
Bo w życiu człowiek tylko gości.
Ani wieczności.

Dla poety traumatycznych przeżyć, pozbawionego dzieciństwa, doświadczającego goryczy samotności podającej w wątpliwość sens podejmowanych przezeń pisarskich wysiłków (por. wiersz Niezwykłe mając bo spętane skrzydła), wciąż ponawianej adaptacji do nowych miejsc i pejzaży, zmagania się z ciemną stroną człowieczej egzystencji jest to prawda, która ocala, łagodzi paradoksy życia, pozwala na mądry, pozbawiony rozpaczy gest pojednania z surowymi regułami bezwzględnego losu.

* Bogdan Czaykowski, Jakieś ogromne szczęście. Wiersze wybrane z lat 1956-2006. Przedmowa, wybór i opracowanie Bożena Szałasta-Rogowska, Polski Fundusz Wydawniczy w Kanadzie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, s. 376.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail