Przegląd Polski 13 lipca 2007

Żabką przez Atlantyk

Och, Boy...

Marek Kusiba

Patrzenie na język nie jest dzisiaj trudne. Nie ma dnia, by władza nie pokazywała go a to Unii Europejskiej, a to Niemcom lub Rosjanom, lub swoim - w łamańcach znaczeniowych i stylistycznych. Dlatego Polityka postanowiła odpowiednie dać Rzeczypospolitej antysłowo i ogłosiła konkurs (szczegółowo jego wyniki omawia w dzisiejszej "Naszej ojczyźnie-polszczyźnie" Krystyna S. Olszer). Z tysiąca nadesłanych zgłoszeń wybrano finałową trzynastkę. Na antysłowo IV RP najczęściej typowano "wykształciuchów", ale z oczywistych względów nie przypadli oni do gustu jurorom-językoznawcom. Zwyciężył, jak zawsze, "układ". W pobitym polu zostały, jak zawsze, "łże-elity". Jakby powiedziała władza, jest to "oczywista prawda" i "dowód nieudowodniony" jednocześnie, że lustrowanie nowej nowomowy polityków jest "semantycznym nadużyciem" i "bezpardonowym atakiem", czyli prowokacją mediotów. Ale prowokujmy dalej.

Już przed wiekiem genialny Boy pisał w Słówkach, że "wszystko jest głupie, co rodzi się z myśli, / a nie z kapryśnych słów dźwięku" - no i krakus wykrakał. Współczesna elita przypomina wrocławski kabaret Elita, tyle że łże, bo tamten kabaret mówił prawdę. Podobnie jak nowomowa z Roku 1984 Orwella, nowomowa z roku 2007 próbuje zawłaszczyć język i wedle definicji jednego z jurorów, prof. Jerzego Bralczyka, "przejawia się w próbach nadania takiego znaczenia połączeniom wyrazów, jakie odpowiada rządzącym. W 1984 władza rządzi nie tylko przeszłością i teraźniejszością, ale przede wszystkim nazwami i językiem - to się nazywa logokracja".

Aby się lepiej ulokować w fotelach i umysłach, nasza logokracja wykreowała więc dziesiątki zbitek słownych, które wbija ludowi do głów głównie telewizja. Celem tej operacji jest wytworzenie w rządzonych pewności, że ich obraz świata jest bliźniaczo podobny do wyobrażeń rządzących. Inaczej mówiąc, chodzi o fałszowanie rzeczywistości. Będąc ostatnio dłużej w Polsce, po kilku tygodniach telekabaretu politycznego zacząłem drapać się po łysej czaszce najpierw z przerażeniem, potem niedowierzaniem, a wreszcie zrozumieniem. To przecież genialny pomysł na rządzenie postkomunistycznym państwem: zachować w użyciu nowomowę wziętą żywcem z PRL-u i włożyć w nią nowych adresatów albo przeciwników. Dorosły wyborca, osłuchany z pojęciami typu "udoskonalanie" (produkcji), "odzyskiwanie" (z rąk obszarników), "propaganda" (rewolucyjna), "dobry kierunek zmian" (socjalistycznych), "zbliżenie programów" (z radzieckim partnerem), łatwiej przełknie niewielkie retusze. Trenowany przez pół wieku odruch Pawłowa każe mu unieść rękę podczas głosowania w Sejmie, gdy mu w mózgu brzdęknie i nie pęknie odpowiednia struna. Przeciętny obywatel może się nawet nie zorientować, że znajome hasło zmieniło desygnat i jest śmieszne, i straszne zarazem.

Udoskonalanie produkcji stało się zatem "udoskonalaniem wolności mediów" (czytaj: nową cenzurą). Odzyskiwanie ziemi z rąk obszarników lub ziem zachodnich z rąk niemieckich odwetowców jest teraz "odzyskiwaniem państwa", nie tylko z rąk postkomuszego układu i jego instytucji, ale i z rąk dzieci tych obywateli, którym zamarzyła się kiedyś demokracja na miejsce demokracji socjalistycznej, które nie mogąc się doczekać tej pierwszej, masowo pakują walizki. Niegdysiejsza rewolucja proletariacka stała się "rewolucją moralną". Propaganda rewolucyjna przebrała się w szatki "propagandy homoseksualnej". Dobry kierunek zmian nie uległ żadnym zmianom, za to zbliżenie programów z radzieckim partnerem zostało nawet wzmocnione związkami miłosnymi, czyli aferą "praca za seks w Samoobronie" (czytaj: seks samoobronny)...

Ta władza mówi "robimy naprawdę dużo, aż trudno wymienić", ale dokonuje tylko "korekty wcześniejszych ustaleń", wstawiając nowe znaczenia w miejsca częściowo zużytych haseł. Mam "przypuszczenie graniczące z pewnością", że ich "genetyczny patriotyzm" skończy się jakimś nowym idiotyzmem typu Włoszczowa. Twórca przystanku, wicepremier Przemysław Edgar Gosiewski, przejdzie do historii dzięki temu, że wstrzymał ekspres, a ruszył media - do "wściekłego ataku", a mógł tego uniknąć, gdyby we Włoszczowej zorganizował nie tylko peron, ale i festiwal typu Przystanek Olecko. Wtedy pociągi miałyby tam po co przystawać, a twórcy przystanku i jego kolegom z rządu jakiś domorosły wykształciuch wyrecytować mógłby Pieśń o mowie naszej Tadeusza Boya-Żeleńskiego, wierszyk napisany dokładnie sto lat temu, a jakże proroczy: "(...) Wasz to jest psi obowiązek / Kształcić język ten ojczysty! // (...) Dość ´nastrojówª waszych, dranie! / Uczcie m ó w i ć waszych braci: / (...) Język naszym skarbem świętym, / Nie igraszką obojętną; (...) Musi naprzód iść z żywemi, / A nie tępić życia zaród, (...) Jaki język - taki naród!!!".

Oczywista to prawda... W związku z "porażającymi faktami" w niej zawartymi, wymyśliłem swój typ na antyhasło IV RP: "bratnia pomoc". Mam przy okazji nadzieję, że "repolonizacja mediów" nie obejmie emigracji, bo byłoby to wielkie "semantyczne nieporozumienie". Choć, kto wie? Pośmiertny chichot nowomowy trwa przecież nie tylko w kraju...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail