Przegląd Polski 22 grudnia 2006

Monsieur Abdank i Henryk Sienkiewicz, czyli śladami wielkiej przyjaźni

EWA KLAPUTH

Inżynier Abakanowicz nadał swojej letniej posiadłości kształt zaczarowanego zamku z baśni

Starannie utrzymany trawnik przed letnią posiadłością inżyniera Abakanowicza na północnym wybrzeżu Bretanii upstrzony jest jak jajecznica białożółtymi kawałkami rozbitego serwisu stołowego. Z kwaśną miną zbiera je służący ubrany w czerwoną kamizelkę i białą koszulę, której rękawy wydyma ciepły wiatr od morza. Pełne sarkazmu słowa służącego zagłusza szum potężnych fal Atlantyku. Jaśniepańskie humory monsieur Abdanka co prawda mogły zepsuć nastrój każdemu, ale służący był do nich przyzwyczajony i wiedział z doświadczenia, że gościom z Paryża, którzy przyjadą pod wieczór, jego pracodawca okaże dobre maniery. Przyjechać ma nowy nauczyciel panienki Zosi, malarz Wyczółkowski, po którego posłano już konie na stację.

Humorzasty monsieur Abdank nazywał się w rzeczywistości Bruno Abakanowicz (1852-1900). Był polskim inżynierem, matematykiem, wynalazcą i konstruktorem przyrządów elektrotechnicznych. W wieku 23 lat (!!!) zrobił habilitację, a potem wykładał w lwowskiej Szkole Politechnicznej. W 1881 roku przeniósł się - jak twierdzą wtajemniczeni w ucieczce przed wierzycielami - na stałe do Francji i zamieszkał w Parc-St. Maur nad Marną, na wschód od Paryża. Zbudował tutaj nowocześnie wyposażoną willę, zelektryfikowaną, z własnymi laboratoriami. W dziedzinie elektrotechniki inżynier Abakanowicz, we Francji znany jako Abdank, osiągnął światową sławę. Po sprzedaży jednego ze swoich wynalazków w Ameryce uniezależnił się finansowo, a dalsza współpraca z firmami amerykańskimi i francuskimi przyniosła mu sporą fortunę. Francja zawdzięcza mu m.in. elektryfikację Lyonu. W 1889 roku został odznaczony Legią Honorową za zasługi dla Francji.

Bruno Abakanowicz pochodził ze starego rodu tatarskiego herbu Abdank osiadłego przed kilkoma wiekami na Litwie. Twierdził, że naprawdę nazywa się Abak-Chanowicz, a gdzieś na szlaku dziejów zgubiła się w jego nazwisku jedna zgłoska. Potomkiem chana czy chociażby Tuhaj-bejem, jak go dobrotliwie nazywał jego przyjaciel Henryk Sienkiewicz, to pewnie nie był, ale... czasem wystarczał za całą ordę, jak twierdzili najbliżsi. Był człowiekiem fascynującym, ale temperament jaskiniowca nie ułatwiał współżycia z nim na co dzień. Pisze o tym ciekawie wnuczka Sienkiewicza Maria Korniłowiczówna w swoich wspomnieniach Onegdaj. W czasie budowy letniej posiadłości na bretońskiej wysepce CostaérŹs dużo mówiło się na wybrzeżu o jego pobudliwości, ale wyskoki przedstawiciela rodu Tatarów przyjmowano ze wzruszeniem ramion - uważano, że Francuzi i tak nie potrafią zrozumieć wschodniej duszy.

Z głębokich rozmyślań o zawiłościach losu wyrwał naszego służącego hałas otwieranego okna. Wychylił się z niego monsieur Abdank i krzyknął tubalnym głosem: "Do kroćset, nareszcie koniec, a niech leci do diabła!". A potem jeszcze dał się słyszeć odgłos dartego płótna. Służący patrzył jak zaczarowany. Nad nim, nad zamkiem, nad zielonym trawnikiem wirowały białe, niesione wiatrem, lekkie jak puch, płatki. Właśnie, jak puch... "O la, la, jak zwykle te same słodkie sztuczki! - wykrztusił. - Tyle tego ´śnieguª, że przyjdzie nam słomą wypychać poduszki". Tym razem monsieur Abdank w przypływie dobrego humoru żegnał zimę, odsyłając resztę poduszkowego "śniegu" wraz z ciepłym południowym wiatrem tam, gdzie diabeł zimuje.

Inżynier Abakanowicz nadał swojej letniej posiadłości kształt zaczarowanego zamku z baśni. Był to pewnie ten sam zamek, w którym żyła jego wyobraźnia w latach dziecinnych. Postawił go na miniwysepce de CostaérŹs, którą kupił w 1892 roku z masy spadkowej René Le Brozeca, bretońskiego celnika z Trégastel. W dniach silnego odpływu można tu dojść od strony rybackiej wioski Ploumanac'h suchą nogą po skalistym dnie morskim. Prace budowlane prowadził paryski architekt Lanmoniez. Na wykończenie wnętrz wykorzystał Abakanowicz drzewo z trójmasztowca "Maurice", który zimą 1893 roku podczas szalejącego huraganu rozbił się na plaży CostaérŹs. Żeby odpływy morza się nie marnowały, przedsiębiorczy monsieur Abdank założył obok zameczku hodowlę ostryg.

Henryka Sienkiewicza poznał Abakanowicz na wystawie przemysłowej w Paryżu w 1878 roku. Z przypadkowego spotkania zrodziła się wielka przyjaźń wielkich ludzi. Spotykali się we Lwowie, w Warszawie i w Paryżu. Jak dzieci cieszyli się na letnie wakacje w Ploumanac'h. W domu Abakanowicza w Parc-St.-Maur ukończył Sienkiewicz Rodzinę Połanieckich (1894 r.), rozpoczął i skończył Krzyżaków (1900 r.). W zameczku CostaérŹs napisał kilka rozdziałów Quo vadis, światowej sławy bestseller, za który otrzymał w 1905 r. Nagrodę Nobla. Przyjaźń przerwana została nagle - w sierpniu 1900 r. Abakanowicz zmarł na serce na rękach Sienkiewicza w swoim domu w Parc-St.-Maur. Umierając powierzył swoją ukochaną córkę Zosię (1882-1942), wówczas siedemnastoletnią pannę, opiece pisarza. Stała się jego trzecim dzieckiem.

Zosia, właściwie jedynaczka, gdyż brat zmarł w dzieciństwie wkrótce po odejściu matki, była przez ojca wychowywana na chłopaka. Wnuczka Sienkiewicza pisze, że "wiodła żywot ordyńca albo mołojca z siczy". Po śmierci ojca Zofia Abakanowiczówna skończyła London School of Economics, a następnie podjęła studia geografii na Sorbonie. W 1908 r. wyszła za mąż za malarza Stanisława Pstrokońskiego i kilka lat później urodziła się im córeczka Danuta. W 1942 r. Zofia Pstrokońska wpadła w Warszawie w ręce Niemców podczas łapanki ulicznej i została wywieziona do obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie zmarła.

Henryk Sienkiewicz nie był jedyną znaną osobistością w murach zamku CostaérŹs. Przyjeżdżali tu przedstawicieli przemysłowych elit Francji i Ameryki, artyści i pisarze. Ze znanych Polaków wymieńmy Władysława Mickiewicza, Aleksandra Gierymskiego i wspomnianego wcześniej Leona Wyczółkowskiego. Ileż tomów można by spisać, gdyby zamkowe mury i wnętrza zaczęły opowiadać swoją przeszłość!

Zamek CostaérŹs, w którym krewki Tatarzyn żegnał zimę, po śmierci jego wnuczki Danuty Pstrokońskiej-Hermaszewskiej w roku 1971, kupiła spółka japońsko-francuska. Od 1989 CostaérŹs należy do niemieckiego aktora Didiego Hallervordena. Wstęp na wyspę jest zabroniony, ale fotografować można zamek do woli. Przewodniki po Bretanii polecają go jako najbardziej romantyczny motyw Wybrzeża Różowego Granitu (Côte de Granit Rose).

Najpiękniej widać baśniowy zamek Tuhaj-beja z latarni morskiej, do której z Ploumanac'h prowadzi przez chaos fantastycznych skał z różowoczerwonego granitu tzw. ścieżka celników. Po jej obu stronach mija się skały o przedziwnych formach, ale swojskich nazwach jak Zając, Żółw, Grzyb czy Kapelusz Napoleona. Kiedy podziwia się zamkowe mury, bramy i wieżyczki, odcinające się ostrym konturem od jaśniejącego wspaniałym bretońskim błękitem nieba, roztacza się przed patrzącym idylliczny obraz. Inżynier i wynalazca Abakanowicz zrealizował tutaj marzenia swojego dzieciństwa. Ale i coś więcej. Na Wybrzeżu Różowego Granitu pozostawił maleńki ślad polskości. Razem ze swoim wielkim przyjacielem Henrykiem Sienkiewiczem.

Biedna niegdyś wieś rybacka Ploumanac'h dzisiaj jest znanym letniskiem nadmorskim. Położone 5 km na wschód Perros-Guirec było już pod koniec XIX wieku bardzo modnym kurortem, do czego pewnie przyczynił się święty Guirec ze swoimi uzdrawiającymi talentami, jak i piękne piaszczyste plaże. Z Paryża do Rennes, głównej stacji kolejowej Bretanii, jedzie się 2 godziny. Dalej prawie tak samo długo lokalnym pociągiem do Lannion, z którego do Perros-Guirec jest jeszcze trzynaście kilometrów. Oczywiście, można tam też dojechać autostradą, która jest w Bretanii bezpłatna. Na wybrzeżu roi się od kempingów, pokojów do wynajęcia i hoteli.

Może śladami Sienkiewicza i inżyniera Abdank-Abakanowicza na wybrzeżu Bretanii podążą kiedyś i Państwo?

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail