Przegląd Polski 22 grudnia 2006
- Boże Narodzenie 2006 - ks. Janusz Balicki
- Monsieur Abdank i Henryk Sienkiewicz, czyli śladami wielkiej przyjaźni - Ewa Klaputh
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Boże Narodzenie 2006

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało [...]. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. [...] Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy [...]. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył (J 1,1-3.10-11.14.18).
W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie (Łk 2,1-7).
Przytoczone dwa fragmenty Ewangelii na temat narodzenia Jezusa, św. Jana i św. Łukasza ukazują dramat całego wydarzenia. Syn Boży, Bóg przyjmuje ludzką naturę i wchodzi w świat człowieka, tenże Go nie zauważa i nie rozpoznaje. Przychodzi na świat w stajni, bo nie było dla Niego miejsca w gospodzie.
Jak mogło się to stać? Jak mieszkańcy Betlejem mogli nie rozpoznać Mesjasza? Przecież, jak wynikało z czytanych w kościołach przez cztery niedziele adwentu tekstów liturgicznych ze Starego Testamentu, od wieków wyglądano Jego przyjścia. Obietnica pojawienia się Mesjasza podtrzymywała na duchu naród izraelski w trudnych momentach jego historii. Kiedy jednak zgodnie z zapowiedzią starotestamentowych proroków w małym miasteczku Betlejem narodził się Mesjasz, nie znalazło się dla Niego i Jego Matki miejsce w gospodzie czy zwykłym domu. Być może czas Jego przyjścia nie był odpowiedni, wszyscy w Betlejem zajęci byli spisem powszechnym zarządzonym przez cesarza Augusta, jako że Palestyna stanowiła jedną z prowincji cesarstwa rzymskiego. Podobnie jak w całym kraju panował tam ogromny ruch; aby spełnić warunki spisu, ludzie musieli dotrzeć do miejscowości, w której się urodzili. Właściciele miejscowych "hoteli" i restauracji, ale także zwykli mieszkańcy widzieli wielką szansę zrobienia dobrego interesu na tymże spisie. Nic więc dziwnego, że Maryja z Józefem daremnie szukali miejsca, które w tym momencie jakże było im potrzebne. Ostatecznie zatrzymali się w stajni, w której właściciel pozwolił im zanocować. Nie wiemy, czy kierował się ludzkim odruchem na widok kobiety spodziewającej się dziecka, czy też może liczył na zysk. Ewangelie nie podają nam takich szczegółów, wzmiankują natomiast o pasterzach, którym objawia się anioł informujący ich o narodzinach Mesjasza, mówią o trzech Mędrcach ze Wschodu, którzy w gwiazdach (czyli w naturze otaczającego ich świata) odkryli wiadomość o czasie i miejscu narodzenia się Mesjasza. Później tradycja "udekorowała" bydlęcą stajnię, robiąc z niej piękną stajenkę, miłą i przyjemną dla Dziecięcia Jezus.
Na tle mieszkańców Betlejem, którzy nie rozpoznali Mesjasza i nie znaleźli dla Niego miejsca, aby przynajmniej w sposób godny człowieka mógł się narodzić, wysiłek Mędrców ze Wschodu skłania do podziwu i zastanowienia. Podejmują oni wielki trud, aby odkryć czas narodzenia Mesjasza, oraz przebywają ogromną odległość, by Go osobiście ujrzeć i oddać Mu hołd. Podjęcie ryzykownej w ówczesnych realiach wędrówki śladem gwiazdy wiele mówi nam dzisiaj o odwiecznej tęsknocie za Bogiem, zapisanej w ludzkich sercach. Wysiłek Mędrców ze Wschodu osadzony był na zwykłym ludzkim pragnieniu dotarcia do odpowiedzi na pytanie o własną tożsamość: skąd się wziąłem i kim jestem? Te pytania pojawiają się w sercu każdego człowieka. Ludzie, którzy odkryli później, że Jezus daje odpowiedź na te pytania, poszli za Nim, kiedy On przebywał na ziemi palestyńskiej. Podobnie ci, którzy w pierwszych wiekach przyjmowali Ewangelię głoszoną przez Jego uczniów i oddawali za nią swoje życie. Z podobnych względów liczne rzesze podążają za Nim i dzisiaj. Dlaczego zatem zabrakło takiej postawy u mieszkańców Betlejem?
Ich serca były zamknięte na wyższe wartości. Nie umieli nawet odczytać podstawowego nakazu prawa naturalnego, by udzielić pomocy będącym w potrzebie, w tym wypadku Maryi spodziewającej się dziecka. Gdyby to odczytali, Mesjasz nie musiałby rodzić się w stajni. Czy można jednak tak surowo oceniać ówczesnych ludzi? Jak zachowaliby się współcześni? Czy trudno na to pytanie odpowiedzieć?
Tak naprawdę święta Bożego Narodzenia, będące pamiątką historycznych narodzin Jezusa, jakby przenoszą to wydarzenie sprzed dwóch tysięcy lat do współczesności i każą człowiekowi 2006 roku stanąć w prawdzie i odpowiedzieć: jaka jest jego reakcja na to wydarzenie? Wydaje się, że widać dużą analogię między dziś żyjącymi ludźmi a społeczeństwem w Betlejem w I wieku. Tamtejsi "biznesmeni" nastawieni byli na zrobienie dobrego interesu z okazji spisu powszechnego. Nie zauważyli przyjścia Mesjasza, zresztą nie było to dla nich istotne, nie zajmowali się tym wydarzeniem. Współcześni biznesmeni zrozumieli niewiele więcej, nie przeoczyli jednak faktu, że można robić dobry interes na obchodzeniu pamiątki Jego przyjścia. Komercyjne przygotowanie do teoretycznie religijnego świętowania rozpoczyna się wcześniej niż adwent. Wielkie supermarkety i małe sklepy prześcigają się w oferowaniu swoich towarów, hotele, biura podróży kuszą atrakcyjnymi ofertami. W okresie świątecznym w znacznym stopniu wzrastają obroty handlowe. Przeciętny człowiek zostaje włączony w wir zakupów. Zajmuje to mu dużo czasu i energii, do tego dochodzi czas przeznaczony na przygotowanie świątecznego przyjęcia, długie godziny wizyt i zasłużony relaks. W ten sposób drastycznie naruszona zostaje proporcja między przygotowaniem duchowym i materialnym do świąt. Na skutek tego gubi się to, co przecież leży u podstaw ich celebrowania. W efekcie dla wielu ludzi przeżycie Bożego Narodzenia sprowadza się do wymiaru powierzchownego i zewnętrznego, nie ma już chęci i siły, żeby skupić się i zastanowić nad ich treścią. Tak też mija rok za rokiem, bez pozostawienia jakiegoś duchowego śladu po ich obchodzeniu. Taki styl świętowania przyczynia się do pogłębienia sekularyzacji społeczeństw krajów bogatych, w których religia odgrywa niewielką rolę w życiu.
Dlaczego tak się dzieje? Czy współczesny człowiek pozbawiony jest naturalnej tęsknoty za Bogiem? Czy nie stawia sobie pytań: skąd się wziął? Jaki jest sens i cel jego życia? Ostatnio media donosiły o dyskusji wokół praw dzieci poczętych in vitro do wiedzy o ich anonimowym rodzicu. Dyskusja ta spowodowana była odnotowaniem negatywnych skutków psychicznych braku takiej wiedzy. Nie ma argumentów, dla których nie można postawić tezy, że człowiekowi do szczęścia na ziemi potrzebna jest także wiedza, którą daje religia na temat pochodzenia i ostatecznego przeznaczenia człowieka. Bez niej trudno mówić o poczuciu sensu życia, które jest warunkiem zadowolenia z ziemskiej egzystencji, w skład której wpisane są przecież także cierpienia, choroby i wreszcie śmierć. Płytkie przeżycie świąt Bożego Narodzenia jest marnowaniem szansy na budowanie poczucia sensu swego życia na mocnych religijnych fundamentach.
Na pewno każdy indywidualnie, na sobie właściwy sposób przeżywa co roku święta Bożego Narodzenia. Do każdego w różny sposób docierają jego treści. Wydaje się, że do scharakteryzowania ludzkich postaw wobec nowiny dotyczącej przyjścia Jezusa na ziemię można użyć porównania z glebą, na którą pada ziarno z przypowieści Jezusa o siewcy. Pada ono na różny grunt i wydaje różny owoc, trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny czy nawet stokrotny (Mt. 13,1-8). Ale czasem pada też na grunt skalisty lub ścieżki wydeptane przez przechodniów i nie ma warunków do rozwoju. Współcześni ludzie biznesu, podobnie jak mieszkańcy Betlejem sprzed dwóch tysięcy lat, pochłonięci są wykorzystaniem tego okresu do robienia dobrego interesu, nie rozpoznając Mesjasza, inni myślą o przygotowaniu z rozmachem świąt w domu i też może ujść ich uwagi przyjście do nich Jezusa. Inni redukują święta do zupełnie powierzchownej warstwy, bez sięgania do ich głębi.
Istotą świąt Bożego Narodzenia nie jest "wiedza" o tym, że dwa tysiące lat temu w Betlejem narodził się Syn Boży. Musi być ona osobistym przyjęciem tego zdarzenia jako wartości, której podporządkowane zostaje całe życie. Chodzi praktycznie o to, by chrześcijanin co roku w święta Bożego Narodzenia doznawał wstrząsu podobnego olśnieniom odkrywających po raz pierwszy tego rodzaju wiadomość. Taki wstrząs można obserwować u ludzi nagle nawróconych. Przed laty w Tygodniku Powszechnym publikowano wyniki ankiety zatytułowanej: "Dlaczego wierzę, wątpię, odchodzę". Na łamach tego czasopisma zamieszczono wówczas między innymi wyznanie pewnego człowieka, który - jak się przyznał - przez 40 lat nie był w kościele, ale nie oddałby teraz tej chwili uświadomienia sobie istnienia Boga "za całego świata złoto".
Przykładem podobnego wstrząsu, który w większym lub mniejszym stopniu powinien przeżyć każdy wierzący w święta Bożego Narodzenia, jest doświadczenie wychowanego w ateistycznej rodzinie francuskiego dziennikarza Andre Frossarda, który - jak to opisuje w jednej ze swych książek - nagle uświadomił sobie po przypadkowym wejściu do kaplicy wieczystej adoracji w Paryżu, że Bóg naprawdę istnieje! Trudno oddać jego radość z tego odkrycia. Przyjaciel, który go zobaczył chwilę potem, nie mógł pojąć, co się z nim stało. Zdarzenie to miało wielki wpływ na całe jego życie, było doświadczeniem nieustannie w nim obecnym i intensywnym, powodującym, że budził się rano z radosną świadomością posiadania skarbu o nieskończonej wartości. Czy jest szansa, by obchodzona w najbliższych dniach pamiątka narodzenia Jezusa była podobnym olśnieniem w naszym życiu?
Ilustracja: dawne przedstawienie Narodzenia - reprodukcja z książki Williama Hone'a Hone's Everyday Book, (1826); ww.fromoldbooks.org

