Przegląd Polski 10 listopada 2006
- Natchniony profesjonalista. W 60. urodziny Stanisława Barańczaka - Piotr Śliwiński
- Jerzego Krzyżanowskiego romans rycersko-łotrzykowski - Halina Filipowicz
- Żabką przez Atlantyk- Marek Kusiba
Jerzego Krzyżanowskiego
romans rycersko-łotrzykowski
Niech wtajemniczeni wybaczą mi śmiałość. Jako zupełny laik - bo nie byłam ani żołnierzem Armii Krajowej, ani nie jestem jej historykiem - chcę pisać o najnowszej książce Jerzego Krzyżanowskiego Dekady. Jest to zbiór opowieści, które w ogromnej większości wyrastają z inspiracji biograficznej autora - żołnierza AK i więźnia sowieckich łagrów. Tom ten z pewnością będzie miał wielką wartość dla czytelników z pokolenia akowskiego. Nie może też pozostać obojętny przynajmniej dla tych, którzy interesują się literackim obrazem AK, ani dla tych, którzy chcieliby lepiej poznać i zrozumieć emigracyjny nurt powojennej literatury. Chcę zatem pisać o książce niezmiernie interesującej, gdyż Jerzy Krzyżanowski jest nie tylko kronikarzem swego pokolenia, lecz jednocześnie pisarzem, który tu właśnie zaprezentował bodaj najciekawsze utwory ze swego dorobku.
Dekady ukazały się nakładem lubelskiego Norbertinum, lecz mamy tu do czynienia - jak informuje nota edytorska - z książką powstałą na emigracji. Trzeba więc najpierw wrócić do pytań najprostszych, takich, które często boimy się postawić. Otóż utarło się przekonanie, że po 1989 roku nastąpiło scalenie obu nurtów literatury polskiej - krajowego i emigracyjnego. Czy aby na pewno? To pytanie nadal pozostaje otwarte.
Nie ulega wątpliwości, że dla polskiego czytelnika znajomość powojennej klasyki powstałej poza krajem - twórczości Witolda Gombrowicza i Czesława Miłosza - jest sprawą fundamentalną. Jakby mniej oczywiste wydają się głosy tych, którzy twierdzą, że literatura nie sprowadza się przecież do klasyki. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że ogromne obszary literatury zwanej w uproszczeniu emigracyjną są wciąż słabo rozpoznane. Nadal nie mamy pełnej wiedzy o pisarzach emigracyjnych - zwłaszcza tych, których utwory nie poddają się łatwo krytycznym podbojom. Na dowód wystarczą dwa przykłady. Wszak twórczość Jadwigi Maurer i Andrzeja Bobkowskiego przez lata - także po 1989 roku - była w Polsce prawie nieznana. Ich kłopoty z polską krytyką trwają właściwie do dzisiaj.
Nic więc dziwnego, że wystarczy wyjść parę kroków poza polonistyczne opłotki, by dostrzec przygnębiający pejzaż zatopionego świata utworów emigracyjnych, o których nie mamy niemal żadnego wyobrażenia, bo nie zostały jeszcze włączone w powszechną świadomość tradycji. Na pytanie, jak wygląda recepcja literatury emigracyjnej w Polsce, odpowiedź zatem mogłaby brzmieć następująco: wciąż nie najlepiej, choć zapewne mogłoby być gorzej. Przyznam od razu, że świadomie nie jestem w tej chwili sprawiedliwa. "Zapominam" o pojedynczych, pionierskich dokonaniach edytorów i wydawców. Jak długo jednak można korzystać głównie z usług pasjonatów?
Dobrze więc, że ukazał się zbiór prozy Jerzego Krzyżanowskiego Dekady. Czytelnik znajdzie tu - obok opowiadań drukowanych na łamach m.in. Przeglądu Polskiego, Pulsu i Zeszytów Historycznych - teksty nowe, nigdzie dotąd niepublikowane. Nowele i opowiadania sąsiadują z relacjami świadków i zapisem jawnie autobiograficznym. Zawartość tomu dopełnia gorzki reportaż z kolejnych wizyt w Polsce po przełomie 1989 roku.
Pod względem - jeśli wolno tak powiedzieć - nasycenia treściami akowskimi teksty zamieszczone w Dekadach różnią się znacznie od siebie. Obok relacji z akowskiej partyzantki pojawiają się tu na przykład historie pisane z punktu widzenia kobiet, które z wojenną konspiracją niewiele miały wspólnego. Opowiadania te łączy z głównym nurtem tomu nie tyle czas akcji, co celnie uchwycony moment niespodzianki sytuacyjnej lub psychologicznej.
Przeważają w tomie utwory mające kształt narracji bohatera, który zabiera nas do świata wspomnień. Z odmętów pamięci wydobywa sylwetki ludzi, strzępy zdarzeń, zapamiętane opowieści. Śledzi wojenne losy nauczycieli i kolegów z lubelskiego liceum. Przedstawia koleje własnego życia. Opisuje, jak trafił do obozu w Związku Sowieckim i jak udało mu się stamtąd wrócić.
Dekady od strony literackiej mają swoje lepsze i mniej udane partie. Dopisany po latach epilog opowiadania Boże Narodzenie pod Moskwą, owszem, potwierdza tezę, że literatura nie żyje w wieży z kości słoniowej. Takie ostentacyjne deklaracje budzą jednak wątpliwości. Czy dla udowodnienia tezy, że między historią a literaturą zachodzi osmoza, warto naruszać literacką tkankę utworu?
To, co najistotniejsze w literackim świecie Dekad, co najbardziej wewnętrzne i pisarsko najkonsekwentniej potraktowane, rozgrywa się w utworach, które unikają pułapek, jakie na autorów i czytelników zastawia pokusa jednoznaczności. Bohater tych utworów - uważny, przenikliwy i często bezkompromisowy w sądach obserwator wojennej i powojennej rzeczywistości - nie ukrywa swej akowskiej biografii, ale jak ognia wystrzega się heroicznej pozy i martyrologicznego koturnu. Opowieść o kolejach swego życia stylizuje na awanturniczą fabułę, rodem z dawnych romansów łotrzykowskich. Pierwowzorem dla tej odmiany romansu, zwanego także pikarejskim, był Żywot łazika z Tormesu opublikowany w połowie XVI wieku. Bohater Dekad - łazik z Lublina - z pewnością przyznałby się do pokrewieństwa z łazikiem z Tormesu.
Opowieść łazika z Lublina, podobnie jak dawne romanse łotrzykowskie, osnuta jest wokół jego przygód, czynów i miłości. Tak jak jego poprzednicy, przechodzi w swoim życiu przez najrozmaitsze środowiska i ima się najróżniejszych zawodów, a w erotyce za nic ma obyczajowe konwencje. I podczas gdy dawniejsi żyli na marginesie zorganizowanego życia społecznego, łazik z Lublina buntuje się przeciwko narzuconym przez Hitlera i Stalina rygorom.
Najpełniejszą realizację tej postaci przynosi opowiadanie Hiszpan z Brześcia. Jest lato 1947 roku. Bohater, zwolniony z obozu w Krasnogorsku, czeka w Brześciu, aż uzbiera się grupa repatriacyjna, z którą będzie można wrócić do Polski. Nie powód to jednak, aby siedzieć z założonymi rękami. "Jako jedyny w obozie Polak wśród setek i tysięcy Niemców przewożonych z jenieckich obozów do Niemiec, wywalczyłem sobie stosunkowo szybko stanowisko tłumacza i pośredniczyłem w handlu niewolnikami, jaki obozowe władze uprawiały zarobkowo, wysyłając jeńców do najrozmaitszych prac w miejscowych przedsiębiorstwach". Oto upalny, lipcowy dzień na dworcu w Brześciu. Niemieccy jeńcy sennie kopią latryny. Gdy z rozkopywanej ziemi wyłonią się ludzkie szczątki, jeńcy przeniosą je na łopatach do nowej mogiły. Nagle na stację wjeżdża pociąg. Wysypują się z niego rosyjscy żołnierze i rzucają się do handlu wymiennego z jeńcami.
Cały ten bazarowy żywioł z makabrycznym spektaklem przenoszenia ludzkich szczątków w tle stara się wziąć w karby rosyjski oficer - służbista. "Kto tu dowodzi tą bandą fryców?" - woła. Łazik z Lublina - smagły, smukły, urodziwy - melduje się z ociąganiem. "Podpułkownik zmierzył wściekłym wzrokiem mój półwojskowy strój, mundurową koszulę z krótkimi rękawami (co w rosyjskim pojęciu było wtedy synonimem faszystowskiego fasonu), furażerkę bez odznak, długie buty, coś, co w sumie trudno było w jakikolwiek sposób zakwalifikować, i wrzasnął:
- A wy kto? Ruski? Giermaniec?
- Ispaniec - odpowiedziałem [...]".
Co było dalej, nie powiem. To trzeba samemu (samej) przeczytać, by w pełni docenić brawurowy kunszt opowieści, w której tragizm łączy się z surrealizmem, groteska - z burleską, a wtóruje im sowizdrzalski śmiech łazika z Lublina. Kto wie, czy nie najlepsze partie książki to te, które w taki właśnie sposób starają się uchwycić tragigroteskę wojennej i powojennej rzeczywistości.
Dekady można potraktować jako opowieść o pamięci - o pamięci zarówno indywidualnej, jak i pokoleniowej. Opowieść ta zapisana została bez lukru i ozdobników, bez szermowania frazeologią patriotyczną, bez szantażu uczuciowego. Chociaż zebrane w tomie utwory pochodzą z różnych okresów, łączy je konsekwentnie zarysowana postawa: ocalić pamięć o wojennym pokoleniu, nawet jeśli pamięć ta okaże się niekonwencjonalna czy nawet niewygodna. Tak właśnie rozumiem zaczerpnięte z Conrada motto Dekad: "Każda generacja ma swoje wspomnienia".
Tym, co wydaje mi się najcenniejsze w książce Jerzego Krzyżanowskiego, jest przełamywanie schematów myślowych. Schematów, które tworzą zryczałtowaną syntezę polskiej literatury emigracyjnej, przypisując jej z góry, jakby "na niewidziane", staroświecką stylistykę, terapeutyczną misję, obsesje wykorzenienia i nostalgii, idealizowanie utraconej ojczyzny i demonizowanie jej wrogów. Dekady zmuszają nas do zrewidowania repertuaru naszych wyobrażeń o twórczości pisarzy emigracyjnych. Przekonują, że literatura zwana emigracyjną wciąż wymyka się rutynowym sądom i syntezom.
--------------------------
Jerzy R. Krzyżanowski, Dekady. Opowiadania
lubelskie, Norbertinum, Lublin 2006, s. 220, cena 14 dol. plus 6,50
dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni
Nowego Dziennika)
tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
strona internetowa: www.ksiazkionline.com

