Przegląd Polski 3 listopada 2006
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Przygody kobiety niepokornej - Aneta D. Jadowska
- Żabką przez Atlantyk- Marek Kusiba
Przygody kobiety niepokornej
Pamięci Alicji Iwańskiej w 60. rocznicę jej przyjazdu do Ameryki i 10. rocznicę śmierci
4 listopada 1946 roku do portu w Nowym Orleanie zawinął statek "City
of Alma". Na jego pokładzie do Ameryki przybywała szczupła dziewczyna
o włosach tak jasnych, że świeciły wokół jej głowy jak aureola. Od chwili
kiedy statek wypłynął z Gdyni, załoga poklepywała ją po plecach i przekonywała
Now you are free, completly free, congratulations. Życzliwi marynarze
namawiali, by się uśmiechnęła, bo przecież jest już w Ameryce - kraju
wolności, gdzie żyje się pełnią życia, nie myśli się o polityce, a każdy
ma własny samochód. Dziewczyna miała na imię Alicja i wcale nie miała
ochoty się uśmiechać, nie miała też zamiaru zostawać w Ameryce dłużej,
niż to było konieczne. W pamiętniku pisała:
"Do Francji, nie do Ameryki chciałam przecież jechać, przestraszyłam się jednak ucieczki przez zieloną granicę, przeraziły mnie przygraniczne więzienia, przypomniały o tych znacznie gorszych, w których zostali oni".1)
Jej wyjazd z kraju (oficjalnie na stypendium UNRRA, nieoficjalnie - ucieczka przed aresztowaniem za pracę w wywiadzie Armii Krajowej) możliwy był dzięki rodzinnym koligacjom. Stany Zjednoczone miały być tylko przystankiem w okrężnej drodze do Europy. Nie spodziewała się, że jej amerykańska przygoda potrwa blisko cztery dekady, co podsumowała następująco:
"Na trzydzieści dziewięć lat utknęłam w Stanach Zjednoczonych! Najpierw byłam na wizie turystycznej, potem na studenckiej, później jako kandydatka do azylu politycznego, a gdy po ośmiu latach ten azyl otrzymałam, jako legalna już rezydentka nie miałam prawa wyjazdu za granicę. W końcu jako naturalizowana obywatelka amerykańska".2)
Już w porcie zobaczyła, jak ostro kontrastuje wizja Ameryki - kraju wolności, jaką usiłowali w niej zaszczepić członkowie załogi "City of Alma", z rzeczywistością. Wielkie tablice WHITE i COLOURED oznaczały segregację rasową, która zbulwersowała młodą wolnomyślicielkę. Z uporem odmawiała podania w formularzu, że jest rasy białej.
Iwańska nie uległa urokowi Ameryki, nie uznała jej za swoją ziemię obiecaną. Zbyt mocno wrośnięta była w Europę, jej kulturę i system wartości. Była intelektualistką, błyskotliwą absolwentką seminarium profesora Tadeusza Kotarbińskiego, którego nazwisko otwierało jej drzwi uniwersytetów w Paryżu czy Brukseli. Ameryka była jej zupełnie obca. Odpychał ją krajobraz z domkami jak pudełka od zapałek, z ulicami wąskimi i mniej ruchliwymi niż warszawskie czy paryskie, z granicami stanów odrysowanymi od linijki. Drażniła ją mentalność mieszkańców, uśredniona i odarta z indywidualnych rysów. Burzyła w niej krew biurokracja nieradząca sobie z przypadkiem choć trochę rozmijającym się ze średnią. Kolejny przykry kompromis przy wypełnianiu formularza - zapisano ją jako katoliczkę (co wynikać miało z tego, że była Polką), ponieważ w głowie amerykańskiego urzędnika i w formularzu nie mieścił się jej ateizm, podobnie jak niechęć do segregacji rasowej.
Choć Iwańska nie polubiła Ameryki, nieświadomie zaczęła realizować jej najbardziej osławiony mit - kariera od pucybuta do milionera. Z tym, że w jej amerykańskim śnie była to droga od kelnerki do profesorki uniwersytetu, czyli w równaniu zabrakło milionów. Zaczynała w kafeterii jako kelnerka i sprzątaczka. Była to forma odpracowania stypendium na mieszkanie, a w rzeczywistości ciężka praca w zamian za dach nad głową, bez żadnego wynagrodzenia, za to absorbująca czas potrzebny na naukę. Rzuciła tę posadę po kilku miesiącach i imając się przypadkowych często zajęć przygotowywała się do trudnych egzaminów doktorskich. Po ich zaliczeniu trafiła do projektu Margareth Mead "Research on Contemporary Civilization", a potem zdobyła kontrakt na Uniwersytecie Chicagowskim. Nastąpił dwuletni, bardzo spokojny, jak na Iwańską, okres. W czasie wolnym od zajęć dydaktycznych zbierała materiały do swojej pracy doktorskiej o polskich inteligentach, którzy przeżyli piekło obozów koncentracyjnych i mieszkali obecnie w Stanach Zjednoczonych.
Sierpień 1952 roku przyniósł zwrot bardzo dla Iwańskiej typowy. Mogąc wybierać między świetnie płatną pracą w Gillin College a gorzej płatną w murzyńskiej uczelni w Atlancie, wybrała tę drugą, chcąc się z bliska przyjrzeć segregacji rasowej na południu USA. I po swojemu tę segregację sabotowała. Wraz z obserwatorem UNESCO, czarnoskórym studentem z Togo łamali na rozmaite sposoby zakazy dotyczące segregacji i dyskryminacji rasowej, by mógł on zebrać dowody i opisać je w swoim raporcie. Kojarzyły się jej te akcje z małym sabotażem w czasie okupacji. Na seminarium, jakie prowadziła, dyskutowała ze studentami o katastrofach historycznych: kacetach, łagrach, prześladowaniach politycznych i rasowych w kontekście prześladowań rasowych na głębokim Południu, włączając je tym samym w ciąg zbrodni przeciwko ludzkości. Rzuciła się w wir intensywnej pracy akademickiej, badań, kontaktów. Po latach przyznaje, że wtedy właśnie w Atlancie poczuła się pierwszy raz od przyjazdu do USA potrzebna. Pewnie dlatego, gdy wygasł jej kontrakt w Atlancie, wybrała następny murzyński college, jeszcze dalej na południe. Nie mogła przewidzieć, że zostanie z niego wyrzucona za ateizm i demoralizowanie studentów... książką Bronisława Malinowskiego.
Różnie bywało przez te pierwsze lata w Stanach Zjednoczonych. Okresy terminowych kontraktów przeplatały się z biedowaniem na granicy głodu. Zawsze jednak, zupełnie nieoczekiwanie, los podrzucał jej jakieś rozwiązanie. "Na tym widać polega amerykański mit - na ślepych przypadkach, na niespodziankach ratujących od nieszczęścia bez wysiłku i na ślepo, po prostu dlatego, że człowiek w takim a takim momencie znalazł się w miejscu, gdzie na jego kwalifikacje było zapotrzebowanie"3) - pisała po latach. Jakoś udawało jej wytrwać przy tym, co jej wuj Antoni nazywał "zabawą w naukę". Badała amerykańskich farmerów za pieniądze firmy Kellogg, zastanawiając się, co firma produkująca płatki śniadaniowe ma wspólnego z socjologią. Poznała tę inną od wielkomiejskiej Amerykę, kraj pogodnych i pracowitych ludzi. Wtedy opracowała swoje metody badań, sprowadzające się do tego, by być z badanymi jak najbliżej, mieszkać z nimi, przeniknąć do ich społeczności, uczestniczyć w ich życiu kulturalnym, likwidować barierę obcości bez zacierania inności. Te metody stosowała we wszystkich kolejnych projektach.
W tym czasie Iwańska pisała kolejną wersję tezy doktorskiej, korespondencyjnie ustalała datę ślubu ze swoim uniwersyteckim kolegą - oboje byli zbyt zapracowani, by się spotkać - i poddawała się kolejnym przesłuchaniom w Urzędzie Imigracyjnym i w FBI. Wreszcie po dziesięciu latach przyznano jej azyl i przestała jej wisieć nad głową groźba deportacji, choć nadal nie mogła legalnie opuszczać kraju. Przy okazji, dzięki uprzejmości urzędnika, mogła zapoznać się ze swoim dossier, w tym z donosami i anonimami, niegramatycznie skleconymi po angielsku przez "bezinteresownie życzliwych", a sugerującymi, że współpracuje z rządem PRL. To one były powodem, dla którego jej starania o azyl trwały tak długo. Skrupulatni Amerykanie doby senatora McCarthy'ego sprawdzali każdy z nich.
1957 był rokiem pełnym wrażeń. Azyl, ukończenie tezy doktorskiej, małżeństwo z amerykańskim geografem Phillipem Wagnerem, który w "posagu" wniósł Meksyk - prawdziwą miłość Iwańskiej na długie lata. Pierwszy wyjazd do nieznanego Meksyku był wynikiem... małżeńskiego kompromisu, próbą ratowania pękającego w szwach związku. Phillip miał tam prowadzić badania nad wykorzystywaniem zasobów ziemi, ona dostała stypendium na badania socjologiczne. Tak rozpoczęła się trwająca 14 lat przygoda z Meksykiem. Iwańską zafascynował ten kraj, tak inny od Stanów Zjednoczonych, w których prześladowało ją poczucie "zatrzaśnięcia", była w nim przecież wbrew woli uwięziona, jako rezydentka Stanów Zjednoczonych, azylantka, nie mogła opuszczać kraju. Tu znowu poczuła się wolna. Żywiołowi, barwni i obdarzeni wyobraźnią ludzie tak bardzo różnili się od zuniformizowanych mieszkańców Ameryki.
Przez lata jej wyjazdy do Meksyku były nielegalne. Nie miała dokumentów zezwalających na przekroczenie granicy. Udawało jej się obejść ten zakaz dzięki znajomemu w Meksyku, który znając słabość jednego z urzędników celnych do alkoholu, upijał go i wtedy dopiero podsuwał mu do podstemplowania wizę dla Iwańskiej. Nieoczekiwanie jednak urzędnik ten - czy nie z powodu alkoholizmu? - stracił pracę i wjazd azylantki na teren Meksyku stał się niemożliwy. By nie przerywać zaawansowanych badań nad Meksykiem, po kilkunastu latach od przyjazdu do Ameryki złożyła podanie o obywatelstwo. Szybko je otrzymała. Ta decyzja wiele ją kosztowała, zwłaszcza że dowodziła jasno, iż o powrocie do Polski już nie myśli. Meksykańskie wyprawy stały się kanwą powieści Iwańskiej - doskonałego Świata przetłumaczonego (Instytut Literacki, Paryż 1968) nagrodzonego przez Fundację Kościelskich i Ucieczek (Londyn 1983). Na lata Meksyk stał się, obok wspomnień konspiracyjnego życia, głównym tematem w jej twórczości. Iwańska przybyła do USA jako obiecująca poetka, przez pierwsze lata nie pisała, zbyt pochłonięta rozwiązywaniem socjalno-bytowych tarapatów. Teraz powoli powstawały wiersze, opowiadania, artykuły do paryskiej Kultury - reakcja na miłe zachęty ze strony redaktora Jerzego Giedroycia, wreszcie powieści - oryginalne połączenie literatury i badań socjologicznych. Niewiele tego, bo czas pochłaniały też liczne projekty, monografie naukowe, praca na uniwersytecie.
Alicja Iwańska wielokrotnie powtarzała, że jej życie to seria następujących po sobie zbiegów okoliczności i przypadków. Dzięki nim przeszła drogę od kafeterii do profesury na najlepszych amerykańskich uniwersytetach. Przypadki w połączeniu z jej temperamentem sprawiły, że jej życie obfitowało w nagłe zwroty akcji i pełne brawury decyzje, jak ta, by z chwilą przejścia na emeryturę przenieść się do Londynu. Jak miała w zwyczaju, spakowała walizy - a może nadal unrrowskie kufry - i rozpoczęła zupełnie nowy etap w odzyskanej po latach Europie. W maju 1985 r. zamieszkała przy Cromwell Road. Jak wyliczyła, był to jej czterdziesty drugi adres.
Zmarła 26 września 1996 w londyńskim szpitalu.
1) Alicja Iwańska, Potyczki i przymierza: pamiętnik 1918-1985,
Warszawa, Gebethner i S-ka, 1993.
2) tamże
3) tamże

