Przegląd Polski 13 października 2006
- Emocje kontrolowane - Z pianistą Markiem Drewnowskim rozmawia Bożena U. Zaremba
- Jubileusz poety - Mariusz Urbanek
- Żabką przez Atlantyk- Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Chleb ze smalcem
i cukrem
Przy książkach chce się jeść. I to nie byle co, by zapełniać żołądek. Konkretne lektury ustalają adekwatne do nich menu. Mickiewicz w Paryżu opisywał "bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną", więc czytając Pana Tadeusza miałem zawsze nieodpartą chrapkę na bigos, grzyby i mięso z misia. Marcel Proust w W poszukiwaniu straconego czasu składał hołd ciasteczkom zwanym magdalenkami, "tak pulchnym i zmysłowym pod swoim surowym i nabożnym rurkowaniem", że gdy ciocia Leonia dawała bohaterowi kawałek magdalenki moczonej w herbacie z kwiatu lipowego o kształcie małej muszelki - wyjadałem babci Cecylii pierniczki z lukrem o kształcie serca, pulchne i zmysłowe jak najbardziej. A swoją drogą nigdzie nie wyczytałem, co też jedzono i pito przy okrągłym stole w Magdalence - wykwintne, arystokratyczne ciasteczka i kawusię, czy siermiężny bigos z piwem, a może tylko wodę sodową?
Mój szkolny kolega Andrzej P. rozczytywał się w Trylogii Sienkiewicza, pochłaniając ogromne pajdy chleba ze smalcem, posypanym cukrem. Kiedyś przerażał mnie ten widok, no i moje przerażenie miało swe podstawy - Andrzej poszedł w politykę. Tak się dla zdolnego, wrażliwego chłopca skończyło czytanie Sienkiewicza. Nie wiem, czym Roman Giertych krzepił się podczas czytania książek krzepiciela polskich serc, ale wygląda na to, że Sienkiewicz ukształtował jego wizję narodu bez wad, rozkochanego w swojej wyjątkowości i tradycyjnej rycerskości. Wiem jednak, że narobił teraz w Polsce bigosu, zarządzając zastąpienie w gimnazjalnych lekturach Trans-Atlantyku Witolda Gombrowicza Krzyżakami i Potopem. Powodem jest zapewne choroba morska, jakiej nabawił się przy lekturze satyry Gombrowicza na polskie poczucie gorszości, na zaściankowe kompleksy i wady. Sam Gombrowicz porównywał książkę do statku korsarskiego, przemycającego dynamit mający rozsadzić "nasze dotychczasowe uczucia narodowe" po to, by "przezwyciężyć polskość", osłabić nasze "poddanie się Polsce" i ujawnić drugi biegun odczuwania, który "każe jednostce bronić się przed narodem jak przed każdą zbiorową przemocą". Najkrócej - chodziło mu o dokonanie rewizji naszego stosunku do narodu. Dlatego został teraz zrewidowany...
"Obrona Polaków przed Polską" to zabawa niebezpieczna, panie Gombrowicz - zdaje się mówić minister Giertych. A obrona suwerenności jednostki przed stadną mitologią, patriotycznym terrorem, nakazującym chwalić swoich, a potępiać obcych, także polskich "obcych", to bluźnierstwo dla ministra. Gombrowicz już 55 lat temu pisał o postępach dzikiej lustracji i walce z "układem": "Nie jestże śmieszne widzieć jak dziś jeden drugiemu wymyśla, ziejąc oburzeniem, od szkodników i łajdaków - jak gdyby wszyscy nie byli aktorami tej samej farsy". Pisarz był już wtedy "śmiertelnie zmęczony tą wielką Gębą współczesności i głupotą głupców, niedojrzałością niedojrzałych, podłością podłych" - ciekaw jestem, co by pisał dzisiaj? Jakichże "bluźnierstw" musiałby się dopuścić, by bronić nas samych przed nami samymi? Jego duch wił się pod uciskiem historii i połączonej z nią ściśle megalomanii narodowej, wchodząc nieustannie w konflikt "pomiędzy pobożną Dawnością a rozwydrzeniem nie znającej norm Dzisiejszości". Oczywiście, brał stronę współczesności i przyszłości. Tego także nie mógł mu podarować minister edukacji, gdyż w usuwanej z lektur książce przewija się pytanie: "Czy Polacy mają upierać się przy obecnym kształcie swoim, czy mają pozostać tym, czym są obecnie i czym ich stworzyła przeszłość, czy też raczej winni na oślep powierzyć się życiu, rozwojowi, dać niejako krok w ciemność, aby wyzwolić się z siebie?".
Niczego tak nie obawia się minister edukacji, jak wyzwolenia się Polaków z ciasnego gorsetu niższości. Giertych każe nam wcinać chleb ze smalcem i wierzyć, że przyszłość Polski leży w jej przeszłości, im bardziej zmitologizowanej, pisarsko przekłamanej, tym lepiej. Gombrowicz w Trans-Atlantyku zachęcał Polaków, by się z siebie śmiali, bo w autoironii znajdą wybawienie, by wyrzekali się niezgrabnego sarmatyzmu. Gombrowicz, pokraczny geniusz, "szarpiący się pomiędzy zadawnioną, bezsilną Ojczyzną a nową Synczyzny religią", znalazł się dzisiaj na cenzurowanym. Wlazła ta pokraka na półki bibliotek szkolnych wolnego świata, a z polskich szkół dostała kopa. Pomiędzy Ojczyzną Sienkiewicza a Synczyzną Gombrowicza stanął bowiem dzielny rycerz "zakonu polskości" Roman Giertych i zadecydował, co też czytać będą synowie i córki narodu polskiego.
Czytać będą, oczywiście, Gombrowicza, bo mają w genach bunt i przekorę, wkodowaną im sprytnie i przez Sienkiewicza, i przez Gombrowicza... Zajadać będą przy okazji nie żadne chłopskie jadło, a McDonald'sa (szczególnie przy lekturze obowiązkowej Masłowskiej). Nie wiem tylko, co z magdalenkami. Ciężkie czasy nastały dla magdalenek. To nie są czasy dla kruchych ciasteczek, to są czasy dla twardych sucharów ze smalcem, posypywanych dla osłody goryczy (w sercach) - cukrem z buraków...

