Przegląd Polski 13 października 2006
- Emocje kontrolowane - Z pianistą Markiem Drewnowskim rozmawia Bożena U. Zaremba
- Jubileusz poety - Mariusz Urbanek
- Żabką przez Atlantyk- Marek Kusiba
Jubileusz poety
Od czasów romantycznych najwyższym w poetyckiej hierarchii "stopniem"
jest ranga wieszcza. Jeśli ktokolwiek miałby wątpliwości, czy Tadeuszowi
Różewiczowi, który 9 października obchodził 85. urodziny, tytuł Wieszcza
się należy, powinien sięgnąć po opublikowany w 1996 roku przez Wydawnictwo
Dolnośląskie tom poety Zawsze fragment. Różewicz uparł się, żeby
na okładce znalazło się zdjęcie jego dłoni, trzymającej pamiątkową kulę
z panoramą Manhattanu i dwoma wieżowcami World Trade Center. W wierszu
z lipca 1995 roku pisał:
i jakiś "fundamentalista"
przygarnięty na łono Ameryki
korzystając "z prawa do wolności
i szczęścia" wysadzić chciał w powietrze
World Trade Center
może nie smakowała mu kawa
więc (sobie) pomyślał
w imię boga sprawiedliwego
wysadzę ten drapacz chmur
do nieba
razem z tysiącem ludzi.
Noblista bez Nobla
W II połowie XX wieku nad Polską rozbiła się bania z poezją. W jednym czasie tworzyli Wisława Szymborska, Czesław Miłosz, Zbigniew Herbert i Tadeusz Różewicz. Dwoje pierwszych zostało laureatami literackiego Nobla, dwaj pozostali byli przez wiele lat kandydatami do najważniejszej nagrody literackiej świata i pewnie by ją otrzymali, gdyby nie narodowe, kontynentalne i polityczne parytety, w które uwikłany jest Komitet Noblowski. Limit Noblów dla poetów z Polski został wyczerpany.
Tym bardziej że Tadeusz Różewicz nigdy o nagrodę nie walczył. Przyjaciele poety mówią, że jeśli tylko mógł coś zrobić, żeby członków Komitetu do siebie zniechęcić, to właśnie to zrobił. Nigdy nawet nie pojechał na żadną z promocji swoich książek w Szwecji. Także w Polsce od lat żyje poza głównym nurtem życia literackiego, najpierw w Gliwicach, a od końca lat sześćdziesiątych we Wrocławiu. Z ociąganiem się i bardzo rzadko bierze udział w organizowanych przez kolejne uniwersytety sesjach i sympozjach poświęconych jego twórczości.
Niechętnie wyrusza w świat ze swego miasta. Tak naprawdę godzi się na zagraniczne wyjazdy przede wszystkim po to, żeby obcować z malarstwem starych mistrzów, które jest jego wielką miłością (z wykształcenia jest historykiem sztuki). Do Londynu jedzie, żeby pójść do Tate Gallery, do Monachium, żeby odwiedzić jeszcze raz Pinakotekę i przekonać się, czy znany mu obraz wygląda dobrze w nowym miejscu i nowym oświetleniu. W miejsca związane z tą fascynacją potrafi jechać bardzo długo i bez wygód. Przejechał całe Niemcy, żeby w Colmarze stanąć przed najbardziej znanym dziełem Matthiasa Grünewalda, Ołtarzem z Isenheim. Innym razem przyjął zaproszenie na jeden wieczór w Greiswaldzie, a potem tłukł się z Wrocławia, przez Poznań do Rostocka i dalej, tylko po to, żeby na własne oczy zobaczyć pejzaże z obrazów Gaspara Davida Friedricha.
Na papierze, w kamieniu... pod strzechami
Zamiast Nobla, ma uwielbienie ludzi na całym świecie. Wiersze Różewicza tłumaczono na 44 języki, m.in. celtycki, albański, estoński, chiński, arabski, hinduski, hebrajski i jidysz. Nie mówiąc już o tłumaczeniach na języki skandynawskie i niemiecki, gdzie jest najbardziej znany i tłumaczony przez największych. W Uzbekistanie powstała kantata oparta na jego poezji, na Słowacji ukazała się płyta z Requiem do wiersza poety, Opera Lipska obchodziła 300-lecie istnienia wystawiając pieśni Różewicza, co na żywo transmitowała ZDF. W helsińskim parku miejskim stanął pomnik poezji Różewicza. Pochodzący z Polski rzeźbiarz Radosław Gryta na 12 głazach z czarnego granitu utrwalił Opowiadanie o starych kobietach. W Lejdzie w Holandii na ścianie kamienicy ktoś umieścił, i to po polsku, wiersz Pisałem. A w szwedzkim fachowym piśmie dla lekarzy psychiatrów przedrukowano poemat Rodzina nadpobudliwych, który uznano za najbardziej precyzyjny opis symptomów choroby.
Fragmenty dramatów i wierszy Różewicza zabrnęły pod strzechy, stając się elementem codziennego języka ludzi nieświadomych, kto jest prawdziwym autorem słów, których używają. Wersy "ocalałem / prowadzony na rzeź" z opublikowanego tuż po wojnie poematu Ocalony, jak żadne oddały świadomość wojennego pokolenia. Tytuł Nasza mała stabilizacja skutecznie zastąpił długie wywody opisujące marazm czasów gomułkowskich. Weszły też do języka tytuły jego dramatów: Stara kobieta wysiaduje, Białe małżeństwo, Kartoteka.
"Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak wyglądałaby powojenna poezja polska bez wierszy Tadeusza Różewicza. Wszyscy mu coś zawdzięczamy, choć nie każdy z nas potrafi się do tego przyznać" - napisała Wisława Szymborska.
Wyciągnąć ręce z kieszeni... dla Różewicza
Ale miewał także kłopoty, i to poważne. Po premierze Białego małżeństwa (w 1975 roku) prymas Stefan Wyszyński w kazaniu w krakowskim kościele Na Skałce zaatakował autora "obrzydliwej sztuki teatralnej". Tak swobodne mówienie o budzącej się w młodej dziewczynie świadomości swej seksualności, jakie zaproponował Różewicz, nie mieściło się jeszcze w głowie.
Pisanego przez 17 lat (1955-1972) dramatu Do piachu, historii ciemnego parobka Walusia, nie bardzo rozumiejącego różnice między walką o ojczyznę a zwykłą "bandziorką", długo nie pozwalała publikować komunistyczna cenzura. Później, i w PRL, i w wolnej Polsce, atakowano "plugawą i antypolską sztukę" za nie dość heroiczny opis partyzantki (Różewicz był podczas wojny żołnierzem Armii Krajowej). W 1979 roku spektakl w reżyserii Tadeusza Łomnickiego w warszawskim Teatrze na Woli został po gwałtownym sprzeciwie środowisk partyzanckich zdjęty z afisza, kolejna próba - w reżyserii Kazimierza Kutza w Teatrze Telewizji w roku 1990 - wywołała zachwyty krytyki i histeryczne protesty słane do premiera, Sejmu i Senatu przez krajowe i emigracyjne organizacje kombatanckie. Następnymi, którzy się odważyli sięgnąć po Do piachu, była dopiero lubelska Kompania Teatr / Provisorium w 2003 roku.
Jednym z najczęściej przywoływanych cytatów z wierszy Różewicza są aktualne nieodmiennie od chwili, gdy zostały napisane, inne słowa z Ocalonego: "Szukam nauczyciela i mistrza / niech przywróci mi wzrok słuch i mowę / niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia / niech oddzieli światło od ciemności". Po budapeszteńskim przedstawieniu Rajskiego jabłuszka (w reżyserii Pawła Miśkiewicza) węgierski student napisał: "Dla Różewicza młodzi gotowi są wyciągnąć ręce z kieszeni. Młodzi na całym świecie znaleźli w poecie z Polski nauczyciela i mistrza, który oddziela światło od ciemności, w języku, który rozumieją i akceptują".
Poeta oszukanej generacji
Na uniwersyteckich seminariach studenci rozwiązują następujące ćwiczenie. Otrzymują od profesorów wiersz Różewicza zapisany jak proza, bez podziału na wersy. Mają sami podzielić go tak, żeby powtórzyć rytm, w jakim słowa układały się pod ręką poety. Nikomu się nie udaje.
Niechętni Różewiczowi krytycy uznawali, że to, co pisze, to właśnie zaledwie podzielona na wersy proza; badacze, którzy uwielbiają buchalteryjny porządek nawet w poezji, wyliczyli, że Różewicz jest twórcą IV systemu wersyfikacyjnego w poezji. On sam nie bierze udziału w sporach na temat jego twórczości. W grudniu 1990 roku w wykładzie na University of Warwick mówił: "Pokolenie żołnierzy i partyzantów II wojny światowej wymiera, odchodzi oszukane i rozczarowane. Jestem poetą - tak się o mnie mówi, tak się o mnie pisze. Ale jestem przede wszystkim poetą swojej generacji. Generacji oszukanej przez rządy, przez ideologie i wiary, i przez samą siebie".
Przed ponad pół wiekiem uznał za Theodorem Adorno, że poezja po Oświęcimiu przestała być możliwa. Jeśli nadal pisał, to jedynie po to, żeby wystawić swoim czasom świadectwo. Świadectwo gorzkie, ironiczne, złośliwe, czasem okrutne. Jego wiersze nazywano reportażami, notatkami, sprawozdaniami, poezja pojawiała się w nich dopiero na końcu. I nagle okazało się, że forma, której używa, surowa, chłodna, poszarpana, wydawało się - pozbawiona poetyckiego ducha, doskonale przystaje do swoich czasów.
Naznaczony doświadczeniem wojny Różewicz opisuje nie tylko świat, w którym niemożliwa stała się poezja. Opisuje świat, w który niemożliwe stało się normalne życie, a mimo to z jakiegoś powodu ludzkość została na życie skazana. Atakowano jego wiersze i dramaty za nihilizm, pisano o "poezji rozpaczy". Ale to wobec jego twórczości opinia krzywdząca. Rozpacz jest bezradna. Wiersze Tadeusza Różewicza nigdy bezradne nie były i nadal, mimo upływających lat i narastającej świadomości, że świat z coraz większym impetem pędzi ku przepaści, bezradne nie są. Budując swoje poematy ze strzępów kultury masowej, języka mediów, których jest wnikliwym obserwatorem i słuchaczem, odmawia swej zgody na świat, choć ten w zamian gotów byłby wznosić mu pomniki. Różewicz najwyraźniej uznaje uwielbienie tego świata za niewarte sprzeniewierzeniu się poezji.
... czy to pan Różewicz, co parę wierszów napisał?
Jednocześnie jednak ta gorzka poezja pełna jest poczucia humoru i dystansu poety wobec siebie i własnej twórczości. Za to także Różewicz kochany jest przez coraz młodsze pokolenia.
Przez kilkadziesiąt lat telefon w jego wrocławskim mieszkaniu nie był zastrzeżony. W efekcie co roku przed maturami urywały się telefony od uczniów, a nawet pań polonistek, z pytaniem, co poeta chciał powiedzieć w którymś z dramatów, albo z prośbą o interpretację wiersza. Tak powstał poemat Sława, opublikowany kilka lat temu w Odrze: "czy to pan Różewicz / ten sam co parę wierszów napisał? tak to ja / bo ja chcę pana Różewicza spytać / co jest podmiotem / we wierszu plemnik w spodniach?".
1 czerwca 2006 roku, kiedy wręczano mu doktorat honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego (sam wybrał Dzień Dziecka jako najlepszy na tę uroczystość), po 15 minutach przerwał wykład: "Ja już może skończę, nie chcę państwa znudzić, to będzie wydrukowane, więc sobie przeczytacie".
Zebrał huragan oklasków, jak zawsze podczas bardzo nielicznych spotkań z publicznością.

