Przegląd Polski 6 października 2006
- Odojewski opowiada - Jerzy R. Krzyżanowski
- Kartki ze skażonej strefy - Ewa Berberyusz
- Żabką przez Atlantyk- Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Hip, hop, bzduraaa!
Z góry prośbę uniżoną wnoszę do Pani Redaktorki Miłej i Pań z Korekty Przemiłych - nie poprawiajcie żadnej w felietonie bzdury, bo to felieton hiphopowy, napisany w stylistyce Pawia królowej, książki Nike nagrodzonej, przez krytykę hołubionej, zwanej prozo-poematem, rymowanym a świeżutkim niczym rzodkiew kwiatem, w warszawce hodowanym, przez Agorę wyniesionym na parnas agorafobią nieskażony.
Literacka Polska tonie w domysłach, za co też młoda MC Doris dostała od krytyki klasyka Henryka Berezy tudzież Adama Michnika sto tysięcy złotych i statuetkę Zemły, po puszczeniu literackiego pawia, królowej zresztą. Henryk Bereza dwudziestoparolatkę na półce dla wielkich ustawia, z Gombrowiczem równa, na Szymborską się namierza, ale lud mu podły nie dowierza. Wszyscy wietrzą scenariusz jakiś wręcz bydgoski, gdzie poseł Filipek ma romans z młodą Kukiełką, a działaczka Strzępek strzępi sobie język, zwąc Kukiełkę polską Monicą Lewinsky, gdy poseł Mojzesowicz zwie Filipka "kurduplem" i oskarża o gwałt na Kukiełce, nieprawdopodobny wielce, gdyż było przecież za obopólną zgodą, narodową także. Wyznania nagrywa skrycie posłanka Beger w zmowie z telewizją VN (Victory? Naród?), co ma wciąż "kurwiki w oczach", za co wąż PiS chce ją podkupić Samoobronie posadką w rządu zakonie. TVN emituje taśmy tej niby prawdy, powodując rządowy kryzys zabawny.
Literacka Polska tonie w domysłach, a w Zatoni Dolnej szukają kamienia Hitlera, co grozi nowym konfliktem z Niemcami pod flagą biało-czerwoną, i dobrze, to nam wcale nie doskwiera, niech zrozumie Niemiec z Ruskim, że Polacy rajskie ptacy, a nie pomiot Lucyfera. Rzadko kiedy literatura była tak blisko życia, jak dziś w Polsce się znajduje, a pisarze, ci życia nędzni malarze ścienni, mają ułatwione zadanie: włączyć magnetofon i spisać na kolanie. Nawet nie muszą chodzić na ulicę i kawusię, nie muszą ocierać się o lud niemyty w autobusie, nie muszą szukać brudu życia za paznokciami Pana Boga, jak Masłowska (parafraza): "Październik, rok szósty dwa tysiące, miasto Warszawa państwo Polska zła dzielnica na literę em, znawca polskiej prozy głosi w Pałacu na Wodzie taką pochwałę lania wody przez MC Doris" (teraz Bereza krytyk in extenso, w uzasadnieniu wyroku Nike): "W Pawiu królowej autorka daje dowody takiej wirtuozerii, że w języku wolno jej już właściwie wszystko. Narracja w powieści-poemacie korzysta z pełnej wolności, która sztuce słowa przywraca jej przyrodzone prawa".
Przywracajmy zatem i my przyrodzone sztuce słowa prawa, uprawiając nieplewiony ogródek języka polskiego przy pomocy ruskiego czołgu. W tym celu trzeba zrobić nawrót do kobiety-bohatera, wprost z bestsellera: "Dorota Mas, o której jest ta opowieść, tu obok na Czerskiej liczy pieniądze, sprzedaje chleb duchowy, co, źle? Jakie widzisz w tym treści pejoratywne, aspekty świata brzydkie, że dziewczyna drugiemu człowiekowi chleb dla duszy sprzedaje, gdzie na receptę się słowa wydaje, i ona nikomu nie odmówi, choćby był brzydko i śmierdząco ubrany, dla każdego te same słowa kosztujące każdego ceny takie same, choćby chory był i śmierdział, to nikt go od półek księgarskich nie odpędza z estetycznego względu czy niedemokratycznego punktu widzenia, jeśli ma pieniądze, to nikt tu nie powie mu ´dla pana tak ale dla pana nieª nie wyprosi go Dorota Mas z piekarni na Czerskiej z ubraniowych pobudek, bo selekcji nie ma w tym lokalu żadnej".
"Bereza Kartuska literatury polskiej", jak krytyka Henryka co bardziej złośliwi a zawistni przezywają, łaskawie przyczepił MC Doris Wisławę z jej Dwukropkiem Szymborską. Stylistyka pana krytyka jest takoż dowodem wirtuozerii innego jakby gatunku. Rzecze o rzeczach Szymborskiej noblistki Wisławy dziele oraz Masłowskiej laureatki Doroty dziele tak: "Te książki są porównywalne pod względem artystycznym jako w swoim rodzaju doskonałe". Pięknie, ale Dorota Masłowska nie napisała żadnej powieści, choć za powieść dostała Nike. Napisała piosenkę raperską, na strony niby prozy rozpisaną. Sama nie ma co do tego wątpliwości. "Była naszym zamierzeniem taka słabość tekstu, aby niemożność przeczytania go nie powodowała kompleksów (...). Piosenka ta powstała z funduszy Unii Europejskiej. Ma na celu zwiększenie liczby głupców w społeczeństwie". Autorka zwiększyła jedynie liczbę głupców w krytyki zakonie, nagradzającym oto raperskie zawodzenie jak wygraną w Lotto. Sama autorka nie pozostawia w książce cienia wątpliwości: "To nie jest literatura, to jakiś k... bełkot, ta laska ma nak...wione we łbie, niech do pochwy sobie głowę wepchnie"...
Dorota Masłowska może sobie epatować brzydotą, głupotą, bełkotliwym bluzgiem do woli, co nie obroniło jej przed polskim literackim Noblem Nike zwanym. Przyznana w czasach głupich, brzydkich i bluzgających, ta nagroda ma bowiem znaczenie uniwersalne, a jej odbiorca jest zbiorowy.

