Przegląd Polski 22 września 2006

Żabką przez Atlantyk

Z perspektywy
żółwia

Marek Kusiba

Jesienne chmury znów pędzi wiatr, a my pędzimy autem do Parry Sound na spotkanie z żółwiem. Wylazł na plastikową bojkę i wygrzewa się w słoneczku. Świat z perspektywy żółwia mieszkającego na Wyspie Izabeli w Archipelagu Trzydziestu Tysięcy Wysp w Georgian Bay - odnodze jeziora Huron - musi być bardzo spektakularnym spektaklem. Przed jego nosem pomykają motorówki, pracowicie przeorując wodę w niewiadomym żółwiowi celu, tak jakby wody nie orał na okrągło niezmordowany wiatr. Kilka razy dziennie przepływa statek wycieczkowy z dziwnymi stworami, pokazującymi sobie żółwia, jakby żółwia nigdy te stwory nie widziały. Jakaś gromadka stworów człekopodobnych podpływa łódką, informując się na wyprzódki: o, patrzcie, żółw! Jaki śliczny, a jaka pyszna mogłaby z niego być zupa żółwiowa! Jakaś stworzyca w bikini włazi do wody i płynie na poszukiwanie żółwia, co był przezornie zsunął się już w zieloną toń i goń go, stworzyco, goń...

Tak, świat z perspektywy żółwia ma niezaprzeczalny urok, a życie żółwia to same przyjemności. Przede wszystkim żółw nie martwi się ciężarem skorupy. Jak zauważył Walter Scott, aby mieć powodzenie w wyścigu życiowym, należy dźwigać jak najmniej ciężaru. Też mi odkrycie. A dzielne kobiety, dźwigające na barkach ciężar dzielności swej okrutnej, bo nieusuwalnej w żadnej chemicznej pralni? Mają powodzenie w życiu, choć przychodzi ono trudniej niż żółwiowi wygramolenie się na plastikową bojkę, ale za to jak cieszy nie tyle wygrany wyścig, co samo gonienie zajączka lub żółwia - zależnie od usposobienia. Zresztą, czy żółw bierze udział w jakimś wyścigu? Na ziemi specjalnie się nie spieszy. W wodzie jest podobno szybki jak strzała i tak samo jak wszyscy i wszystko walczy o przetrwanie, czego nie widać gołym okiem, nieuzbrojonym w okulary do nurkowania. Zazdroszczę osobom oglądającym świat z perspektywy żółwia, w podwodnych toniach, podobnie jak one mogą mi zazdrościć oglądanie świata z ptasiej perspektywy. Pływanie żabką nie dostarcza takich przeżyć jak nurkowanie, bo pływa się po powierzchni zjawisk i oceanów, podczas gdy prawdziwe cuda kryją się głębiej. I podobno nie ma piękniejszych form życia na ziemi, jak wymyślna architektura raf koralowych i bogactwo żyjącej tam fauny i flory. Dla mnie najpiękniejsze były zawsze chmury i ptaki płynące po niebieskiej toni w dowolnym kierunku, ale chętnie zrezygnuję z własnych przekonań w zamian za obywatelstwo Republiki Polandii.

Projekt takiej RP, czyli Rzeczypospolitej Przyjaciół, został już uchwalony w rozmowie telefonicznej. Właśnie rozpoczynają się poszukiwania środków na zakup samotnej wyspy, na której, poza żółwiami, będą pędzić jesień życia - wybrani. Tak, wybrani, bo na Polandii nie będzie demokracji, a tym samym biurokracji obsługującej jej czcigodne instytucje, nie będzie też imigracji zarobkowej ani politycznej, w ogóle niczego i nikogo nie będzie - poza nami, rafami i żółwiami. Paszport naszej prywatnej republiki będzie najtrudniejszym do zdobycia i najcenniejszym paszportem świata. Obywatelstwo Republiki Przyjaciół będzie dawało także przywileje nieznane w innych republikach, nawet w byłych republikach sowieckich. Pod karą wygnania na emigrację do Ameryki, Kanady czy Polski zabronione będzie na przykład redagowanie, wydawanie, a nawet czytanie gazet. Nie będą tolerowane newsy, doniesienia agencyjne, donosy, relacje z wojen - zawsze przegranych po obu stronach. Nie będzie żadnych stron, bo nie będzie konfliktów, granic, strażnic i stanic. Tylko piasek, morze i my, obywatele wolnego państwa. Do naszej RP nie będą też wpuszczane żadne delegacje rządowe, nie będą więc możliwe lapsusy językowe i problemy obcasowe. Nie będzie drażnić obcesowość podwyższanych obcasów i obniżanych mównic, a razem z nimi standardów etycznych... "Oficer, przydzielony do niej dla obrony przed pijanymi, sam zaczął poczynać sobie z nią zbyt obcesowo" (Andrzej Strug, Żółty krzyż). Oczywiście w naszej RP nie będzie oficerów, a nawet oficerek, naszej niepodległości bronić będą prawdziwe męskie przyjaźnie, także z kobietami.

Gdy co jakiś czas wyrusza na orbitę prom kosmiczny, astronauci ślą w dół podobną mantrę o spokoju, pięknie i samotności naszej planety. To samo widzi żółw ze swej perspektywy i - podobnie jak panowie w srebrnych skorupach - nie może się nadziwić nieustannej bitwie i gonitwie.

Jesienne chmury znów pędzi wiatr na redyk deszczów, a jesień w Ontario czy w Bieszczadach, skąpana w kolorach, odurzona dymem ognisk, zapachem pieczonych kartofli - to najpiękniejsza pora. Zupełnie jak długa jesień żywota poczciwego żółwia, żyjącego nie głupie 55, lecz 155 lat...

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail