Przegląd Polski 8 września 2006
- Kisiel w wolnej Polsce- Mariusz Urbanek
- Wieża Babel ludzkich losów- Bogusława Latawiec
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Minister
szkalownictwa
Znów jestem nad jeziorem Kamaniskeg niedaleko Wilna na kanadyjskich Kaszubach. 1 września o mało nie utopiłem kajaka wraz z jego załogą w osobie własnej żony, gdy zalała nas półmetrowa fala. Wysiedliśmy na środku akwenu i krytą żabką dopchnęliśmy ten tonący obiekt pływający do brzegu. Utopiły nam się tylko... kapoki, które przepisowo nasiąknęły wodą i poszły na dno. Tylko niezawodna intuicja Basi kazała nam w porę zrzucić gąbczaste kotwice. Tę żabkę pamiętać będę znacznie dłużej niż jakikolwiek felieton z tego cyklu. Ale był to zaledwie niewinny początek miesiąca pamięci narodowej. Prawdziwe kłopoty zaczęły się wieczorem, gdy moi starsi przyjaciele zaczęli wspominać swoje wojenne przygody.
1 września wypadł tego roku w piątek, tak samo jak w pamiętnym roku 1939. Tonęło, niczym nieszczelny kajak, państwo polskie zalane najpierw germańskim, potem w dodatku sowieckim potopem. Dla emigracji niepodległościowej tamta wojna jeszcze się wciąż dopala. Jeszcze dymią zgliszcza Warszawy, jeszcze żarzą się partyzanckie ogniska, nadal pieką niezagojone rany. Ale co jakiś czas na te rany krajowi spece od pamięci sypią sól. Polska jest wolna, lecz jakość tej wolności pozostawia dużo do życzenia. Trwa kolejna wojna medialna, a raczej komedialna. Minister nie tyle szkolnictwa, co szkalownictwa - którego nazwiska nie podam, by nie wprowadzać wirusa do komputera - pociągnął tęgi łyk pomyj, wygotowanych przez pewną warszawską gazetę (której nazwy nie podam z powodów jak wyżej) i splunął nimi na całą opozycję demokratyczną oraz wszystkich uczciwych ludzi. Nazwanie Jacka Kuronia zdrajcą narodu polskiego można by uznać za aberrację umysłową i odesłać pacjenta do psychiatry, gdyby ta obelga wyszła od jakiegoś pseudodziennikarza, którzy wyroili się plagą wielką. Gdy jednak insynuacje wokół rzekomych negocjacji z bezpieką, prowadzonych przez bohatera podziemia, podejmuje wicepremier i minister edukacji zarazem, mieszając Kuronia w zupie targowiczan, nawet mój wrażliwy na wirusy komputer mówi: stop! Zostaw literaturę i kop!
Jacek Kuroń przesiedział dziewięć lat w komunistycznych kazamatach, z których nie wypuszczono go nawet na pogrzeb żony Gai. Był wzorem odwagi cywilnej. Sam prześladowany jak nikt inny z opozycji demokratycznej, walczył o innych prześladowanych, marzyła mu się Polska wolna i tolerancyjna. To może i lepiej, że ten dobroduszny minister od zupki dla biednych nie dożył czasów obecnych ministrów? Na przesłuchaniach nigdy nikogo nie wsypał. Nigdy też nie żądał dla siebie przywilejów i apanaży, gdy dzięki takim nielicznym, jak on, Polska zrzuciła sowiecką obrożę. Gdy teraz, w kilka lat po jego przedwczesnej śmierci szczekają nań kundelki, kryjące się wtedy, gdy Kuroń wojował z komuną, w zaciszu gabinetów własnych tatusiów, aż świerzbi ręka. Jeśli tak ma wyglądać sławna rewolucja moralna, reklamowana w kampanii wyborczej Kaczyńskich, jeśli taki kształt przybiera przyzwoitość w życiu publicznym, jeśli na Zbigniewa Herberta i Jacka Kuronia, Władysława Bartoszewskiego i każdy autorytet, jaki się jeszcze w Polsce ostał, leją pomyje, to ja rozpakowuję walizki. Kilkoro moich przyjaciół także zawiesiło na kołku plany powrotu do Polski. Wiem, że nikt z tego powodu w kraju łzy żadnej nie uroni, bo kogóż nad Wisłą obchodzi, czy ktoś z emigracji wróci lub na nią wybędzie...
O, przepraszam, jest tam jedna osobistość, która troszczy się o to, by z kraju nie wyjeżdżali. Tym wybitnym mężem jest nie kto inny, jak minister szkalownictwa, czyli współczesnej edukacji Polaków. Grzmiał na inauguracji roku szkolnego, która wypadła także 1 września - zapowiadając gorącą jesień i nowe, duchowe podboje: "Musimy przywrócić patriotyzm, przywrócić umiłowanie ojczyzny, wpajać młodzieży, że nie ma tylu zer na czeku, które mogłyby przekonać do opuszczenia ojczyzny!". A co zrobić, jak do opuszczania ojczyzny przekonują zera w rządzie? Minister szkalownictwa zapowiedział też zreformowanie oświaty poprzez ukazowe wprowadzenie rewolucji czterech "p": prestiż, porządek, patriotyzm, prawda. Mój komputer szczuje, bym dorzucił jeszcze kilka wyrazów na "p" (np. pomyje czy przymus), ale tłumaczę mu jak dziecku, że dzieci same już w szkołach dopowiedzą sobie, co potrzeba. Najweselszy jest punkt rewolucji pod hasłem porządek. Mają go zapewnić mundurki dla wszystkich uczniów oraz specjalne szkoły dla trudnej młodzieży. A może by tak do nich wysłać najpierw trudnych ministrów? Obowiązkowo w mundurkach. Nie wiadomo tylko jakiego koloru.
Zdecydowanie, bardziej niż polski busz, albo busz po polsku (tytuł reportaży Ryszarda Kapuścińskiego z roku 1962 jakże dzisiaj aktualny!) podoba mi się busz kanadyjski, gdzie zamierzam rozpakować na dobre walizki. A gdyby moralnym rewolucjonistom z warszawki spodobało się wysłać za mną międzynarodowy list gończy za szkalowanie szkalowników, podaję adres: las pod Wilnem, niedaleko Siberia Road, czwarta chata z kraja...

