Przegląd Polski 1 września 2006

Rozmowy
z komunistami "drugiej generacji"

JAN KUBIK

Byli Teresy Torańskiej to już trzecia książka zawierająca jej rozmowy z ważnymi aktorami najnowszej historii Polski.

Warto przypomnieć, że pierwszy tom Oni (1985 r.) zawiera siedem wywiadów z czołowymi stalinowcami lub funkcjonariuszami pierwszych lat komunizmu (Edward Ochab, Roman Werfel, Stefan Staszewski, Wiktor Kłosiewicz, Leon Chajn, Julia Minc i Jakub Berman). Opublikowana dziewięć lat później książka My to zapis rozmów z tak wpływowymi i znanymi postaciami związanymi z Solidarnością, jak Leszek Balcerowicz, Jan Krzysztof Bielecki, Jarosław Kaczyński, Wiktor Kulerski, Jacek Merkel, Jan Rulewski i Piotr Szczepanik. Byli to rozmowy z komunistami "drugiej generacji", tymi popaździernikowymi (dla młodszych czytelników: chodzi o przełom października 1956, gdy system stał się mniej opresyjny). Dwóch z nich to hamletyczni "liberałowie": Józef Tejchma i Michał Jagiełło. Trzech to mistrzowie propagandy i manipulacji: Jerzy Urban, Kazimierz Kąkol i Maciej Szczepański. Ostatni to sam generał Wojciech Jaruzelski.

Książka Oni, przetłumaczona na wiele języków, stała się międzynarodowym bestsellerem. Rzadko się zdarza, by funkcjonariusze dyktatury tak swobodnie opowiadali o swoich działaniach i przekonaniach. Ma się wrażenie, że przynajmniej momentami rozmawiali z Torańską szczerze, na przykład wtedy, gdy pod koniec tasiemcowego wywiadu Berman zaczął krzyczeć, iż marzenia o niepodległej Polsce to brednie i że "Naród musi wpoić się w nowe kształty. Musi" (Oni, s. 357). Wykrzykiwał to w roku 1984... Lektura Onych pokazuje, że pomimo wielu różnic osobowościowych komunistyczni przywódcy podzielali bardzo spójny i szczelny system przekonań. W systemie tym nie było miejsca na niezależną polską rację stanu. Wszystkie analizy polskiej sytuacji były wyprowadzane z podstawowego aksjomatu uznającego Związek Sowiecki za wyłącznego suwerena i hegemona w tej części Europy. W uzasadnieniu dominowały argumenty o beznadziejności oporu wobec obezwładniającej militarnej potęgi, ale niemal równie często wspominali o przywiązaniu do ideałów komunizmu (dla większości z nich jeszcze sprzed 1939 roku), choć czasem mieli wątpliwości co do niektórych elementów sowieckiej realizacji. Schemat myślowy był jakby wykastrowany: nie dawało się o niczym myśleć bez uznania, że potęga ZSRR i zależność Polski od niego, gwarantowana i niepodzielna władza PZPR, były nienaruszalne. Można więc było myśleć o "lepszej" demokracji czy o większej sprawiedliwości społecznej, ale tylko o tyle, o ile nie naruszało to podstaw "sojuszu", czyli zależności. Wszelkie próby myślenia bardziej otwartego, odrzucającego aksjomat nienaruszalności sowieckiej dominacji, były uznawane za naiwne i niebezpieczne. Gdy Torańska próbowała takie myślenie sugerować, traktowana była jak niepoważna dziewczynka: "Córuś..." - zbeształ ją z nieukrywanym politowaniem Berman.

Czy komuniści "drugiej generacji" byli inni od swoich stalinowskich poprzedników? To ważne pytanie od razu wprowadza nas w sedno istotnego sporu: czy można okres komunizmu podzielić na dwa podokresy: totalitarny (do 1956 roku) i posttotalitarny, trwający od 1956 do 1989 roku? Czy raczej komunizm mało się zmienił i był totalitarny od początku do końca? Podział na dwa podokresy jest bardzo sensowny i użyteczny. O ile system instytucjonalny komunizmu nie zmienił się w roku 1956, to w praktyce stał się on bardziej "ludzki", mniej opresyjny. By uchwycić tę zmianę, nie trzeba używać słowa "liberalizacja" (co by oznaczało więcej zinstytucjonalizowanej wolności, na przykład wprowadzenie systemu wielopartyjnego), wystarczy mówić o "humanizacji", bo poziom prześladowań zdecydowanie się zmniejszył, znacznie poluzowała się atmosfera w kulturze i pojawiły się półoficjalne i prywatne wyspy niezależności.

Jak więc jawią się funkcjonariusze częściowo choć zhumanizowanego komunizmu w porównaniu z ich bardziej totalitarnymi poprzednikami? Czasem podobnie, czasem inaczej. Jest to grupa dużo bardziej zróżnicowana i barwna niż "starzy", przedwojenni towarzysze z Onych. Ich sposób myślenia i tryb argumentacji, ujawnione w rozmowach z Torańską, są bardziej skomplikowane, głębsze. Jest w nich sporo niuansów, jest o wiele więcej wątpliwości, znika arogancka pewność, że wszystko było w porządku: i cele, i metody. Częściej pojawia się słowo "przepraszam" (Jaruzelski, Tejchma). Jest dużo więcej rozczarowania. W Onych o rozczarowaniu rozprawia dużo tylko Staszewski, w Byłych już sporo o nim mowy. Mówią o nim: Jaruzelski (o bezmyślności kolektywizacji i tragedii ziemiaństwa), Tejchma (o bezsensach polityki kulturalnej), Jagiełło (o naiwności wiary w możliwość naprawy systemu od środka).

Obraz jest jednak złożony. O ile ma się wrażenie, że ci "nowsi" komuniści są barwniejsi, mniej ideologiczni i wyrażają więcej wątpliwości, to z drugiej strony wyraźnie widać, że są ciągle mocno przywiązani do ideologicznego trzonu systemu. Ryzykując pewne uproszczenia, można spróbować podsumować założenia popaździernikowej wersji tego trzonu w sześciu punktach:

1. Realizm geopolityczny. Nie było innego wyjścia: komunizm był nieuchronny. Dominacja sowiecka była faktem i można było grać tylko w ramach bardzo ograniczonych możliwości.

2. Realizm frakcyjny. Zawsze trzeba było grać w grupie, w ramach konkretnej ekipy (frakcji). Często walka między frakcjami była bezwzględna. Ale nie należy mylić tej frakcyjności z pluralizmem lub spontanicznością oddolną. Tej było mało (Tejchma, s. 103).

3. Delegowana odpowiedzialność. Odpowiedzialność jawi się jak znikający punkt. Prawie zawsze odpowiedzialnym był ktoś inny, wyżej w hierarchii, w innym pionie władzy lub w ZSRR.

4. Manipulacja opinią publiczną jako podstawowa (i uzasadniona politycznie i ideologicznie) metoda walki politycznej.

5. Naiwność albo cynizm propagandowy. Dzięki socjalizmowi Polska dokonała ogromnego skoku (cywilizacyjnego, gospodarczego, społecznego), pomimo jego niedociągnięć.

6. Esbecka manipulacja. Partia nie do końca kontrolowała aparat bezpieczeństwa, który usiłował manipulować nie tylko obywatelami, ale i sekretarzami (Urban, s. 270, Jagiełło, s. 204). Ale zwalanie winy na SB może być też częścią strategii delegowanej odpowiedzialności.

Szczególnie fascynujące jest powszechne niemal odwoływanie się do znikającego punktu odpowiedzialności. Ostateczną odpowiedzialność za błędy, manipulacje i zbrodnie ponosili zazwyczaj bliżej nieokreśleni "oni", partia jako całość, bezpieka albo inna instancja partii (Kąkol na przykład mówi o "miejscowych władzach" [s. 145]). Jaruzelski jest skołowany, ale wyraża częściową skruchę (nie pierwszy raz publicznie). Nie jest jednak w stanie uwolnić się od "słusznego" myślenia i spróbować popatrzeć na wszystko bardziej z boku, na świeżo.

Manipulacja opinią publiczną wiązała się z postępującą martwotą etyczną. Najwyraźniej widać to u Szczepańskiego, Urbana i Kąkola. Ten ostatni, ubawiony jakby całym pomysłem o rozliczaniu jego działań, potwierdza z rozbrajającą szczerością, że rzeczywiście istniało przywiązanie do marksistowskiego dictum, iż moralność jest służką interesu klasowego (reprezentowanego, oczywiście, przez partię komunistyczną): "dyktatorzy partyjni liczyli się z proletariatem tylko przy okazji wystąpień publicznych" (s. 119).

Maciej Szczepański i Jerzy Urban to mistrzowie propagandowej manipulacji. Szczepański to twórca gierkowskiej strategii medialnej, dzięki której wielu Polaków uwierzyło w sukcesy "drugiej Polski". "Wiem jedno - powiada - okres gierkowski, proszę pani, był najlepszym okresem rozwoju w powojennej historii Polski. Pod względem gospodarczym znaleźliśmy się w pierwszej dziesiątce najbardziej rozwiniętych krajów Europy" (s. 185). Ten obraz kwitnącej Polski był chyba wytworem cynicznej propagandy. Choć Szczepański sugeruje, że był rezultatem ignorancji: "My wiedzę o niedoskonałościach tego systemu zdobywaliśmy stopniowo" (s. 187). Trudno w to uwierzyć, ale jeśli mówi prawdę, to jest to karygodna naiwność.

Urban to mroczna i cyniczna postać. Ale w swej niedojrzałości lub pysze, dziecinna: "I dzisiaj mam prawdziwą przyjemność, jak komuś dopieprzę" (s. 254).

Większość towarzyszy nie potrafi lub nie chce popatrzeć na siebie i swoje dzieło z dystansu. Gdyby to zrobili, mogliby, na przykład, dowiedzieć się, że socjalizm nie wprowadził Polski do czołówki europejskich państw. Prof. Andrew Janos dokonał przeglądu różnych kalkulacji porównujących Zachód i Wschód tuż przed drugą wojną światową i w latach 70. i 80. (w książce East Central Europe in the Modern World, 2000, strony 344-57). Doszedł do wniosku, że 45 lat komunizmu do zachodniej Europy nas ekonomicznie nie przybliżyło, a raczej jeszcze bardziej oddaliło. A więc te wszystkie ofiary i wyrzeczenia były na nic.

Z lektury wyłania się obraz kraju w rękach przedziwnej menażerii: na szczycie generał o nienagannych, ziemiańskich manierach, oślepiony komunistycznymi kliszami ideologicznymi właściwie do dziś. Wokół niego głodni władzy i pieniędzy cyniczni propagandyści (tutaj reprezentowani przez Szczepańskiego); wytrawni i bezwzględni, acz nieco prymitywni stratedzy (Kąkol); naiwni i bezsilni wyznawcy socjalizmu humanistycznego (Jagiełło). A całość publicznie reprezentowana przez zdziecinniałego i cynicznego błazna (Urban).

Pomiędzy komunistami z Onych i tymi z Byłych jest wiele różnic, ale większość z nich łączy niezachwiana pewność, że per saldo ulepszyli Polskę. I że byli jedyną ekipą, która mogła tego dokonać. Gdy Torańska wyraża poważne wątpliwości do takiego podsumowania PRL-u, Kąkol ją dobrotliwie beszta: "Córcia...".

Teresa Torańska, Byli, Świat Książki, Warszawa 2006, s. 283 plus kalendarium, indeks nazwisk, źródła ilustracji; cena 20 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika)
tel. (212) 594-2386; e-mail: ksiazki@dziennik.com

 

Jan Kubik - profesor nauk politycznych na Rutgers, uniwersytecie stanu New Jersey, wykłada również gościnnie w Ośrodku Studiów Społecznych przy Instytucie Socjologii i Filozofii Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Studia magisterskie ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim, a doktorat obronił na Columbia University w Nowym Jorku. Specjalizuje się w zagadnieniach kulturalno-społecznych związanych z przemianami w postkomunistycznej Europie Środkowo-Wschodniej.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail