Przegląd Polski 18 sierpnia 2006
- Raporty porucznika Mazaraki - Jerzy Jastrzębowski
- Kostium stwarza postać - Ewa Dereń
- Żabką przez Atlantyk - Marek Kusiba
Żabką przez Atlantyk
Na Wschodzie
bez zmian
Gdybym był Dorotą Masłowską, autorką Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną, pisałbym teraz szybko kolejny, murowany bestseller o równie frapującym tytule Wojna polsko-niemiecka pod flagą IV RP. Zresztą, kto wie, czy Masłowska tego nie robi, bo napięcie w stosunkach polsko-niemieckich rośnie z każdym dniem. Dopiero co przycichły armaty strzelające kartoflami, a już załadowano je cebulą. Chodzi o autobiografię Przy obieraniu cebuli Güntera Grassa. Pisarz przyznał się w niej do służby w dywizji Waffen-SS. Pochodzący z Gdańska noblista w nowej książce rozprawia się ze swą ciemną jak mundur SS przeszłością. Inny gdański noblista Lech Wałęsa zasugerował jednak Grassowi zwrot honorowego obywatelstwa grodu Neptuna. Grass urodził się w Wolnym Mieście Gdańsk - więc jak mu je odbierać?
Poza tym Günter Grass wielokrotnie dawał przykłady sympatii dla Polski. Wbrew niemieckiej opinii popierał granicę na Odrze i Nysie oraz sam winił Niemców za wywołanie II wojny światowej. Przyznał się trochę za późno, ale się przyznał, i to nie do dziadka w Wehrmachcie, jak pewien zapomniany już polityk, tylko do zbrojnego udziału w formacji sądzonej w Norymberdze. Dzisiaj politycy rządzącej w Polsce partii biją w Grassa jak w bęben, a tymczasem jego Blaszany bębenek to najlepsza książka o Gdańsku, jaką dotychczas napisano. Warto przy okazji przypomnieć innego niemieckiego noblistę, by wykazać, jak bardzo niesprawiedliwe jest bicie niemieckich noblistów literackich. Niechcący może się bowiem okazać, że mieli o Polakach jak najlepsze mniemanie.
Erich Maria Remarque zasłynął swego czasu na poły autobiograficzną opowieścią z czasów I wojny światowej. Jeden z głównych bohaterów nazywa się Kaczyński i nosi zabawny przydomek "Kat". Posiada cechy, które dla Urzędu Pełnomocnika do spraw Ochrony i Promocji Wizerunku Polski w wiecie (w skrócie UPdsOiPWPw) muszą stanowić smakowity kąsek. Wystarczy kilka cytatów, by się zorientować, że "Kat" Kaczyński braciom Kaczyńskim poprawia wizerunek. To nic, że w powieści znajdujemy i tak niesprawiedliwe opinie, jak: "Jest rzeczą śmieszną, iż nieszczęście świata tak często wywodzi się od ludzi małego wzrostu; są o wiele energiczniejsi i mniej skłonni do zgody niż ludzie rośli". Nic także nie szkodzi, że powieść powstała w 1929 r., w okresie Republiki Weimarskiej, tak nielubianej przez polskiego prezydenta.
Pisał Remarque: "Stanisław Kaczyński, przywódca naszej grupy, wytrwały, sprytny, przebiegły, o twarzy ziemistej, niebieskich oczach, zwisających barkach i przedziwnym węchu dla niebezpieczeństwa, dobrego żarcia i dekowania się. (...) Kaczyński jest nieoceniony, gdyż posiada szósty zmysł. Wszędzie istnieją tacy ludzie, ale nie miarkuje się tego naprzód. Kaczyński jest najbardziej cwany ze wszystkich, jakich znam".
"Kat"-Kaczyński lubi wygłaszać przemówienia: "Kiedy psa wytresujesz do żarcia kartofli, a potem dasz mu kęs mięsa, mimo to chwyci je zębami, gdyż taka jest jego natura. A kiedy człowiekowi dasz kęs władzy, wtedy rzecz będzie się miała podobnie: zacznie szczerzyć zęby. To się dzieje samo przez się, gdyż człowiek jako taki jest przede wszystkim bydlakiem, a dopiero potem nasmarowany jest może, jak bułka smalcem, odrobiną przyzwoitości".
Na pewno nawet odrobiną przyzwoitości nie jest nasmarowana Erika Steinbach. Pomimo upomnień polskiej dyplomacji uruchomiła w Berlinie wystawę o wypędzeniach. Nie sposób nie zgodzić się z autorem książki Warto być przyzwoitym Władysławem Bartoszewskim, że Steinbach jest "kłamcą biograficznym, bo nie jest żadną wypędzoną" oraz że "cała jest utkana z kłamstwa i wrogości". Ma rację Bartoszewski, ale to niczego nie zmienia. Stwierdzenie premiera Jarosława Kaczyńskiego, który chciałby, "żeby to wszystko, co wiąże się z nazwiskiem pani Eriki Steinbach, kończyło się jak najszybciej" - jest także tylko pobożnym życzeniem, powodującym jedynie zgryźliwe komentarze o polskiej ksenofobii. I jakby tego wszystkiego było mało, bracia Kaczyńscy grają na nosie Zachodu karą śmierci. Mają ambicję podyskutowania z tytułem jednej z najbardziej znanych i zarazem tępionych powieści - Na Zachodzie bez zmian.
Jak pisał w świetnym szkicu Henryk Dasko, "w Niemczech tępiono Remarque'a bezlitośnie. Na Zachodzie bez zmian palono na stosach w marcu 1933 r. Pod koniec tego roku posiadanie jakiejkolwiek jego książki stało się przestępstwem - należało je oddać do gestapo" (Gazeta Wyborcza z 30 XII 2005 r.). Czyż sam fakt prześladowań książki, która w tak ciepłych słowach opisuje imiennika polskiej pary rządzącej, nie zasługuje na odpuszczenie także drugiemu niemieckiemu nobliście, Grassowi? Jego dzieło Przy obieraniu cebuli powinno jak najszybciej trafić pod polskie dachy i wyciskać łzy na równi z Traktatem o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego. Już sam tytuł dzieła polskiego pisarza pokazuje przecież, że z Niemcami więcej nas łączy, niż dzieli...

