Przegląd Polski 18 sierpnia 2006

Kostium
stwarza postać

EWA DEREŃ

Ubierała królową Bonę, Barbarę Niechcicową, Ramzesa XII, panią Hańską i Balzaka, młodą burżuazję kapitalistycznej Łodzi i dziesiątki innych bohaterów polskiego kina. Ma w dorobku kostiumy do blisko 80 filmów i 110 sztuk teatralnych. Barbara Ptak - najwybitniejsza polska kostiumolog, prywatnie żona zmarłego przed czterema laty wybitnego aktora teatrów muzycznych Stanisława Ptaka. W wielkim, dwupoziomowym mieszkaniu-pracowni urządziła muzeum poświęcone kreacjom aktorskim męża, a teraz przygotowuje do druku książkę Jego miłość. Jego listy. Ich twórczość. Na propozycję rozmowy dla Przeglądu Polskiego reaguje z radością; Stany Zjednoczone były bliskie sercu jej męża, który koncertował w USA aż dziesięć razy i do dziś jest tu pamiętany.

Mieszkanie mieści się w centrum Katowic, jednak wchodząc do niego wkracza się do zupełnie innego świata. W inne stulecie, a właściwie w kilka epok naraz. Zbroja Don Kichota z La Manczy (w tej roli Stanisław Ptak stworzył swą życiową kreację) błyszczy w sąsiedztwie fantastycznych dam w krynolinach wymalowanych ręką pani Barbary. Kartony z projektami, zdjęcia, plakaty i rekwizyty z dziesiątków spektakli i filmów wytwarzają klimat magii. Magii kina i teatru, jaką pani Barbara przez kilkadziesiąt lat swojej pracy stwarzała.

Jej pracownia mogłaby być kolejnym muzeum, bowiem filmy, dla których projektowała, to spora część historii polskiego kina. Każdy ma tu własną dokumentację; albumy pełne szkiców, projektów, próbek rozmaitych materiałów, zdjęć pierwowzorów postaci, rozpisanych scen. Teraz wielkość tego archiwum widać wyjątkowo wyraźnie, bo trwa właśnie wybór materiałów do książki.

Jak w jednym albumie pokazać kilkadziesiąt lat artystycznego życia dwóch osób? W dodatku Barbara Ptak występuje tu w dwóch zawodowych rolach - w filmie jest kostiumologiem, ale w teatrze także scenografem - projektuje całą oprawę plastyczną przedstawienia. Selekcja fotografii trwa już długo; większość to zdjęcia unikatowe, często obiektów, które już nie istnieją.

Który ze swoich projektów uważa za najlepszy? Zamyśla się. Każda epoka miała swoją specyfikę, swój urok, a każdy film był odrębnym wyzwaniem. Widzowie pamiętają chyba najlepiej przepyszne stroje królowej Bony z telewizyjnego serialu i koronki, w jakich tonęła ekranizacja Nocy i dni. W masową pamięć zapadły też stroje bohaterek Ziemi obiecanej Andrzeja Wajdy.

Królowa nosi Jablonex

Dla gruntownie wykształconej plastyczki, jaką jest Barbara Ptak, najprzyjemniejszą częścią pracy jest rysowanie kostiumów. Jak ważna to umiejętność, okazało się podczas pracy przy Królowej Bonie. Trzeba było zaprojektować ogromną ilość biżuterii i ozdób z kamieni szlachetnych, w których lubował się renesans. Wykonawcą miał być słynny czeski Jablonex, jednak projektantka miała obawy, czy jej rysunki zostaną tam odczytane zgodnie z intencjami. Okazało się, że Czesi nie tylko precyzyjnie wykonali renesansową biżuterię, ale poprosili o zgodę na sporządzenie według tych wzorów dodatkowego kompletu - na swoje wystawy. - Honorarium z tego nie było - śmieje się pani Barbara - ale jaka satysfakcja!

Zanim jednak rozpocznie się rysowanie, trzeba świetnie poznać realia ówczesnego świata. - Dużo czasu poświęcam na studiowanie epoki. Czytam, oglądam albumy, reprodukcje, zbieram pokaźną dokumentację. Zawód kostiumologa zmusza do ciągłego kształcenia się, szperania po bibliotekach, muzeach. To jest bardzo samodzielna praca, wymaga stworzenia sobie własnej metody. Ale w zamian zawsze oczekiwałam od reżysera, że da mi wolną rękę, i oni to szanowali. A co więcej, nikt mnie nigdy nie pytał, ile moje kostiumy będą kosztowały. Pod tym względem pracowałam naprawdę w luksusowych warunkach. Jedyny wymóg wobec kostiumologa był taki, żeby kostiumy "poraziły" widza.

W efekcie nigdy dotąd w polskim filmie kostium renesansowy nie był tak pokazywany, jak w Królowej Bonie. Kostium renesansowy uchodzi bowiem za szczyt perfekcji w ubiorach historycznych. Ważne jest w nim wszystko - kolorystyka, tkaniny, proporcje, zdobienia. Barbara Ptak jest znana ze swoich specjalnych scenograficznych "chwytów", jak np. tworzenie poszczególnych scen w jednej, choć rozbudowanej, gamie barw. Ponadto każdej postaci przypisana jest barwa przewodnia, powtarzana we wszystkich kostiumach.

Między beżem a feerią barw

Kolorystyka grała też ogromną rolę w innym wielkim filmie - Nocach i dniach. Tutaj dla odmiany kostiumolog musiał się poruszać w jednej gamie kolorystycznej, bowiem reżyser Jerzy Antczak widział Barbarę Niechcicową wyłącznie w bielach, beżach i jasnych brązach.

- To chyba tamten wysubtelniony, kremowy świat sprawił, że gdy wkrótce potem Andrzej Wajda poprosił mnie o zaprojektowanie kostiumów do Ziemi obiecanej, rzuciłam się w kolorystyczne szaleństwo - śmieje się Barbara Ptak. - Młodą burżuazję należało ubrać tak, jak się nosiła naprawdę - kolorowo, krzykliwie, z kiczowatą elegancją. Zastosowałam tu świadomy degust, przerysowanie.

Kostium w istotny sposób pomaga budować postać - to credo Barbary Ptak jako projektantki. Stąd jej dokładne studiowanie scenariusza, własne rozpisywanie scen. Uważa, że kostium powinien dodatkowo tworzyć bohatera, w którego wciela się aktor.

Diabeł siedzi w guzikach

Przywiązuje niezwykłą wagę do szczegółu. Nie toleruje poprawek i zmian na planie, dlatego jej kostiumy rodzą się długo. Ale gdy już przystępuje do szycia - wszystko jest dopięte na ostatni guzik.

- Właśnie guzik jest najlepszym przykładem różnicy między projektowaniem dla teatru i dla filmu - wyjaśnia. - W kostiumie teatralnym niemal nie będzie on dla widza widoczny; na ekranie kinowym może mieć nawet pół metra średnicy. Dlatego każdy szczegół kostiumu filmowego musi być projektowany z największą pieczołowitością i prawdą historyczną; w tej materii nie znoszę fałszu.

Po tę prawdę jeździła aż do Paryża, gdy pracowała nad kostiumami do filmu Wielka miłość Balzaka. Chodziła po tamtejszych muzeach, oglądała obrazy, robiła notatki, kserowała francuskie rysunki z epoki i stare pocztówki. W efekcie podczas trwającej 30 lat akcji filmu Ewelina Hańska nosi suknie zgodne co do guziczka ze zmieniającą się modą, a fulary pana Balzaka wyglądają jakby wyjęte wprost z XIX-wiecznego obrazu.

Bona niegodna Wawelu

Gdzie to wszystko jest dzisiaj? To jedno z najbardziej przykrych pytań, jakie można zadać Barbarze Ptak. Okazuje się bowiem, że... niemal wszystko przepadło. W magazynach wytwórni filmowej panował zwyczaj dekompletowania kostiumów: osobno przechowywano czapki, buty, suknie, spodnie, pasy. - Nie było żadnych szans, żeby w przyszłości ktoś zdołał go złożyć z powrotem w całość - wzdycha projektantka. - Co gorsza, każdy mógł sobie zabrać stamtąd cokolwiek i dowolnie to przerabiać. Powstawały w ten sposób jakieś kostiumy-potworki, kompletne pomieszanie stylów i epok.

Zdarzało się także rozkradanie. Pani Barbara wspomina tzw. likwidacje; wpisywało się tam różne powstałe podczas produkcji straty. - W takich likwidacjach mogło się znaleźć wszystko. Pamiętam na przykład cudowne futro z filmu Dagny; nigdy potem już go nie zobaczyłam.

Nie chciała się z tą sytuacją pogodzić. Przez wiele lat prowadziła własną batalię o zabezpieczenie kostiumów ze swoich filmów. Pisała do różnych ministrów; nigdy nie dostała żadnej odpowiedzi. - Przez dwa lata walczyłam, żeby w Polsce przeprowadzić coś takiego, jak Anglicy zrobili z kostiumami z Henryka VIII, czyli specjalne muzeum. A przecież ten film był nieporównywalnie uboższy pod względem kostiumowym od Królowej Bony. Jeździłam po różnych miejscach, pojechałam nawet na Wawel. Nie chciało mi się wierzyć, żeby dyrektor nie był w stanie zaaranżować jakiejś sali na kostiumy właśnie dworu Jagiellonów! I ponownie odbiłam się od ściany.

Największa klęska dotknęła kostiumy z Wielkiej miłości Balzaka, a także stroje "liryczne" z Nocy i dni. - Podjęto wtedy decyzję, że na centralny magazyn strojów do filmów polskich świetnie się nada zamek w Lubiążu. Podręczny magazyn 370 km od Warszawy! - Barbara Ptak złości się na samo wspomnienie. - W zrujnowanym wtedy zamku kostiumy zostały dosłownie zżarte przez myszy, a dla zatarcia śladów wywołano tam pożar. Wszystko spłonęło.

Na szczęście - pozostały filmy. Tego zazdrościł Barbarze Ptak już Józef Szajna, u którego w teatrze objęła po studiach swoją pierwszą asystenturę. "Ty masz dobrze, bo twoje kostiumy pozostaną zapisane na taśmie" - powtarzał. Na szczęście miał rację.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail