Przegląd Polski 11 sierpnia 2006

60 lat temu
w Anconie

KRZYSZTOF ZAJĄCZKOWSKI

W sierpniu 1946 r. doszło w Anconie do przypadkowego spotkania dwóch ludzi. Pokłosiem ich rozmowy była niewielka książeczka i utrwalenie w świadomości społecznej jednego z najbardziej znanych wydarzeń z najnowszej historii Polski.

W tym niewielkim włoskim miasteczku nad Adriatykiem znajdował się wówczas sztab II Korpusu Polskiego. Przybył tu Melchior Wańkowicz (na zdjęciu obok), aby uzupełnić i uzgodnić ostateczną wersję Monte Cassino. W kasynie ustawiła się długa kolejka żołnierzy, tymczasem żona pisarza (niedawno przyjechała do Włoch) rozpoczęła grę w szachy z jakimś majorem. "Grała bardzo słabo" - wspominał po latach Wańkowicz w wywiadzie-rzece, jaki przeprowadził z nim Krzysztof Kąkolewski.

Pisarz zainteresował się szachowym partnerem żony i zapytał, gdzie służył:

" - To był wydzielony oddział.

- Jaki? Gdzie?

- Westerplatte.

- Co pan tam robił?

- Byłem komendantem.

Zgorzałem! Pamiętałem jeszcze z radia w 1939 roku: ´Westerplatte się broni!ª".

Wańkowicz miał przed sobą majora Henryka Sucharskiego (na zdjęciu poniżej). Dzięki temu spotkaniu powstanie niewielka książka Westerplatte.

Obrona półwyspu już wtedy była legendą. Pisarz wiedział, że oto nadarza się niezwykła okazja przeprowadzenia wywiadu z dowódcą obrony, że trafił mu się temat-samograj, że będzie pierwszy, który porozmawia z majorem i pierwszy, który to opisze. To było klasyczne, opisywane w literaturze przedmiotu, tzw. dojście czy też odkrycie bohatera reportażu.

Wańkowicz faktycznie odkrył i stworzył Sucharskiego nie tylko dla siebie jako mistrza reportażu wojennego; wprowadził go do zbiorowej świadomości historycznej. Wymógł na dowódcy majora, żeby ten pozwolił czy też rozkazał Sucharskiemu przychodzenie na spotkania z pisarzem. Sucharski otrzymał urlop i kilkakrotnie spotkał się z Wańkowiczem. Przychodził mówiąc: "Melduję się na rozkaz dowódcy dywizji". Opowiadał w sposób - jak pisał Wańkowicz - "meldunkowy", suchy. Pisarz nie byłby sobą, gdyby opowieść komendanta pozostawił bez "wartości dodanej", którą innym razem nazywał "rentą dodatkową" i bez okraszenia opowieści emocjonalną wizją. Nawet początek, opisujący talent szachowy majora, służył podkreśleniu jego zmysłu strategicznego ("Mój przygodny partner, major z ´pawianówª, to znaczy z oficerów, którzy przebyli wojnę w oflagach, człowiek o z grubsza ciosanej męskiej twarzy, grał ofensywnie, rzekłbym drapieżnie. Gra ta szła stale krawędzią przegranej, za każdym razem jednak wygrywał. Gdyby nie otrzymana kupa matów, odszedłbym ziewnąwszy..."). Warto przy okazji zauważyć coś, czego w literaturze historycznej wyczytać się nie da: okoliczności poznania się pisarza z majorem wskazują na to, że Sucharski nie cieszył się w II Korpusie Andersa opinią bohatera i nie był osobą powszechnie znaną.

Rozmów było kilka, pisarz zgodnie ze swoją dziennikarską metodą robił wiele notatek. Kilka tygodni po rozmowach dowiedział się, że Sucharski zmarł (30 VIII 1946 r.). Uświadomił sobie, że rozmawiał z majorem o walce na Westerplatte nie tylko jako pierwszy, ale też jako ostatni.

Tym razem nie udało się uzgodnić notatek, tak jak w przypadku innych opowiadań. Westerplatte ukazało się po raz pierwszy na łamach dwutygodnika Parada w Kairze (12 I 1947 r., nr 97 i 26 I 1947r., nr 98), a następnie zostało dołączone do zbioru opowiadań Wańkowicza o kampanii wrześniowej pt. Wrzesień żagwiący (Londyn 1947 r., w Polsce wydanego po raz pierwszy dopiero w 1991 r.). Niestety, notatki pisarza zaginęły. Byłyby dziś bezcennym źródłem historycznym.

W 1948 r. miała miejsce pierwsza krajowa publikacja w Tygodniku Powszechnym. Obok Westerplatte wydrukowano również w kolejnych numerach Hubalczyków i fragmenty Monte Cassino. Wszystko w wersji różniącej się w szczegółach od oryginału (cenzura).

Po powrocie do kraju z emigracji w maju 1958 r. pisarz odbył tournée odczytowe, do końca roku odwiedził ponad 100 miejscowości. Wszędzie słuchały go tłumy. Opowiadał głównie o Monte Cassino, ale też o Westerplatte. W 1959 r. w PAX-ie ukazało się Westerplatte; przez cały okres PRL-u była to najczęściej wznawiana książka pisarza. Łączny nakład zapewne przekroczył milion egzemplarzy.

Czym jest to opowiadanie dzisiaj w zbiorowej pamięci?

W Westerplatte można wychwycić ową "wartośc dodaną", o której pisarz sam często wspominał, charakteryzując swoje reportaże. Trzeba czytać między wierszami, żeby zobaczyć białą flagę 2 września, decyzję o kapitulacji 7 września, podjętą wbrew zdaniu oficerów i żołnierzy. Widać, że Wańkowicz rozmawiał przed napisaniem książki również z Leonem Pająkiem, a może jeszcze z jednym, dwoma innymi westerplatczykami. Trudno przypuszczać, aby fabrykował fakty. Opisał to, co usłyszał. Wielokrotnie, zwłaszcza przy okazji premiery filmu Westerplatte w reżyserii Stanisława Różewicza, tłumaczył, że napisał to, co usłyszał od majora. Do oficerów z Westerplatte mówił: "Proszę panów, tak Sucharski mi przekazał i tak też napisałem". Wiadomo, że Sucharski prowadził we Włoszech ożywioną korespondencję z westerplatczykami, rozmawiał z Pająkiem, który jednak już 2 września 1939 r. został ciężko ranny i o dalszej obronie nie mógł wiele wiedzieć. W relacji roi się od mniejszych i większych błędów. Najważniejszy jest brak najmniejszej wzmianki o prawdziwej roli zastępcy majora Sucharskiego, kapitana Franciszka Dąbrowskiego, rzeczywistego dowódcy obrony. To on dowodził placówką, zwłaszcza po nalocie sztukasów 2 września, po którym Sucharski się załamał i kazał wywiesić białą flagę. To on był orędownikiem niezłomnej walki, dzięki niemu Westerplatte broniło się 7 dni i weszło do panteonu narodowej sławy. Major Sucharski nie zdobył się na to, by powiedzieć prawdę.

Wizja Wańkowicza była potężna. Stworzyła legendę majora, trafiła do czytelniczych serc. Jego styl odcisnął piętno na innych fabularyzowanych opisach obrony. "Wańkowiczem" pisała Zofia Meissnerowa (Obrońcy Westerplatte - jedyne wydanie w 1957 r.), jego wpływ widać u Janusza Roszki (Westerplatte broni się jeszcze, 1989 r.). Wydane w 1973, roku śmierci pisarza, Dwie prawdy zawierające Westerplatte i Hubalczyków, miały w zamyśle pisarza nieco ostudzić gorące czytelnicze głowy. To był okres dyskusji o tzw. bohaterszczyźnie, pisarz włączał się do debaty, pokazując odrębność postaw Sucharskiego i Hubala. Pisał we wstępie, że major był raczej chłodnym, rozważnym dowódcą, który oszczędzał żołnierzy. Innym typem był mjr Dobrzański. Obie postawy Wańkowicz akceptował.

Zabieg chyba się nie powiódł, czytelnicy zamiast rzeczowych słów ze wstępu pamiętali wspaniałe, sienkiewiczowskie opisy z Hubalczyków. Sucharski dalej utrwalał się w ich świadomości na równi z Hubalem. Prawda historyczna oddalała się coraz bardziej.

Jak bardzo opowiadanie Sucharskiego-Wańkowicza zaważyło na opisie obrony, widać do dziś w podręcznikach do historii, powtarzających nieprawdziwe fakty o dowodzeniu, liczbie żołnierzy, o ciągłych, wielokrotnych atakach każdego dnia.

Rzeczywista postawa majora Sucharskiego nie była odpowiednim tworzywem na stworzenie bohatera. Inaczej rzecz się miała z majorem Henrykiem Dobrzańskim "Hubalem". Wańkowicz stworzył epicką opowieść o oddziale Hubala na podstawie toczonych dwa miesiące rozmów z wachmistrzem Romanem Rodziewiczem, którego spotkał po raz pierwszy w 1945 r., w ambasadzie polskiej w Watykanie u ambasadorowej Leonii Papée - siostry Hubala. Pisarz niejednokrotnie mówił, że siłę opowieści o hubalczykach zawdzięcza wspaniałym opisom Rodziewicza. Powstała legenda o bohaterskim żołnierzu, wytrzymująca próbę czasu. W każdym razie w archiwum pisarza, jak pisze jego asystentka i autorka poświęconych mu książek Aleksandra Ziółkowska-Boehm, "znajdujemy obszerny pakiet listów od hubalczyków, którzy, pomijając pewne szczegóły, uważają, że właśnie ta książka oddaje najwierniej klimat tamtych miesięcy".

Jest świadectwo mówiące o tym, że pisarz miał pewne przeczucia co do Sucharskiego. Janusz Roszko napisał: "Sztywny, nadmiernie oficjalny Sucharski wydał się jednak Wańkowiczowi trochę podejrzany. Krystynie Goldbergowej, redaktorce jego książek i osobie zaprzyjaźnionej, wyznał kiedyś, że dręczą go wątpliwości, że podejrzewa, jakoby Sucharski coś ukrywał, że nie był w pełni szczery".

O wielkiej potędze słowa mistrza reportażu świadczy najlepiej to, że wciąż odbywają się turnieje szachowe im. Henryka Sucharskiego, których mottem jest opinia Wańkowicza na temat szachowego talentu majora, zawarta na kartach Westerplatte.

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail