PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 4 sierpnia 2006


HALINA FILIPOWICZ

Ameryka
Jana Lechonia

Trzeba z niemałym uznaniem stwierdzić, że Beata Dorosz z Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk ma szczęśliwą rękę w wertowaniu amerykańskich archiwaliów. Zapewne przypadek pomaga nie tylko w życiu, ale także w badaniach naukowych, przy największej nawet metodyczności kwerendy archiwalnej. Nic jednak nie zastąpi pasji badawczej, zwłaszcza gdy idzie ona w parze z benedyktyńską wytrwałością. To właśnie podziwiam w tomie Evening on the Hudson: An Anthology of Jan Lechon's American Writings.

Wypada od razu zauważyć, że jest to publikacja pionierska. Nie było dotąd w języku angielskim książkowej edycji utworów Lechonia. Ale i archiwalne wyprawy Beaty Dorosz w epokę Drugiej Emigracji zaliczyć trzeba do pionierskich. Czasem biblioteka stara się ją przekonać, że nie posiada w swych zbiorach polskich manuskryptów. Badaczka nie daje za wygraną. Cierpliwie przepatruje biblioteczne zakamarki, by wreszcie natrafić na rękopis-unikat. Dzięki jej wieloletnim kwerendom w amerykańskich archiwach przybyły do historii literatury polskiej kolejne utwory zapomniane w rękopisach. Do najcenniejszych odkryć Dorosz należą nieznane teksty Jana Lechonia, wydobyte ze zbiorów Polskiego Instytutu Naukowego w Nowym Jorku. Jeden z nich - fragment nieukończonego wiersza Weroniko, nie myj plamy... - przedrukowany został w antologii Evening on the Hudson.

Na tę książkę składa się wybór wierszy i artykułów z lat 1940-1956 oraz fragmenty Dziennika (1949-1956). Zawartości tomu dopełnia - obok przedmowy i posłowia Beaty Dorosz - kalendarium życia i twórczości poety. Jego dorobek eseistyczny i publicystyczny stanowi najobszerniejszą część książki, obejmującą ponad połowę jej objętości. Zgromadzone zostały tu teksty rozproszone po trudno dostępnych publikacjach - m.in. artykuły "What Really Happened in Yalta" (1945) i "American Transformations" (1954) oraz szkice poświęcone twórczości Mickiewicza, Sienkiewicza i Żeromskiego. Osobne miejsce zajmuje esej zatytułowany "In the Depths of Hell" (1944), w którym Lechoń jednoznacznie potępia wszelkie przejawy antysemityzmu.

Truizmem będzie stwierdzenie, że każda antologia jest zarazem interpretacją, gdyż prezentuje koncepcję, punkt widzenia, a wreszcie osobiste preferencje redaktora. Wypada więc zadać kłopotliwe może, trudne, ale konieczne pytanie: jakiego Lechonia pokazuje tom Evening on the Hudson, adresowany do amerykańskiego czytelnika-niespecjalisty? Do tak sformułowanego pytania wrócę za chwilę. Bo najpierw trzeba zauważyć, że prezentacji Lechonia dokonuje Dorosz ręką bardzo sumienną, techniką doświadczonego badacza i świetnego znawcy twórczości poety. Antologia odznacza się wielką precyzją roboty edytorskiej i obszerną dokumentacją szczegółu. Dorosz ma zarazem świadomość, że szczegół "autonomiczny" nie ma żadnego znaczenia, że trzeba go ustawić na płaszczyźnie historycznej, w epoce i środowisku, do którego należy. Szkoda tylko, że w przypisach do publicystyki Lechonia i jego dziennikowych zapisków zabrakło wyjaśnienia, że dzięki archiwom wiemy już, iż administracja Eisenhowera - wbrew diagnozom Lechonia - bała się konfliktu z Rosją, ale na potrzeby polityki wewnętrznej roztaczała iluzje bez pokrycia.

Pora powrócić do zadanego wyżej pytania: jakiego Lechonia prezentuje Evening on the Hudson amerykańskiemu czytelnikowi?

Otóż jest to przede wszystkim Lechoń-poeta głęboko religijny, stylizujący swe liryki na modlitewne inwokacje i supliki, nasycone emigracyjną nostalgią i dojmującym poczuciem tragizmu ludzkiego życia. Zarówno zaprezentowany w antologii wybór wierszy, jak i komentarz Beaty Dorosz mają przekonać czytelnika, że atrakcyjność poezji Lechonia bynajmniej z biegiem lat nie maleje.

Z kolei jako eseista i publicysta jest to Lechoń, który służy sprawie polskiej niepodległości. Lewicującą Europę Zachodnią skazuje na czyściec, wierząc, że tylko ojczyzna Lincolna potrafi się przeciwstawić ZSRR. Nadzieje pokłada nie tylko w politykach amerykańskich, ale także w zwykłych Amerykanach, którym stara się przybliżyć tradycje kultury polskiej.

Wreszcie jako diarysta jest to Lechoń, który wychodzi poza krąg polskich tradycji, upodobań, przyzwyczajeń. Odkrywa dla siebie twórczość Faulknera. Podejmuje próbę scharakteryzowania etosu amerykańskiego i jego paradoksów. Owszem, czasami wyszydza stadne myślenie Amerykanów i powtarza alarmistyczne ostrzeżenia przed kultem nowoczesności, symbolizowanej przez rozluźnienie norm obyczajowych. Nie wątpi jednak, że Ameryka, "zwycięska i pełna sytych robotników", skazana jest na wielkość. Urzeczony mitem Ameryki, zapisuje w Dzienniku: "Sumienie społeczne jest tutaj czystsze niż w Europie" - tak jakby nie pamiętał o historii niewolnictwa.

Gdyby zatem sądzić biografię intelektualną Lechonia i jego twórczość wyłącznie na podstawie Evening on the Hudson, obraz - co zrozumiałe - byłby niepełny. Z myślą o II tomie antologii proponuję więc, by czytelnikowi amerykańskiemu przedstawić poszerzony (np. o Jana Kazimierza) wybór emigracyjnych wierszy poety, a także - obszerniejsze fragmenty Dziennika, co dałoby pełniejszy wizerunek Lechonia. Byłby to, po pierwsze, Lechoń, który zaczyna dostrzegać oportunizm i podwójną grę Eisenhowera. Jest cięty na polityków amerykańskich za ich koniunkturalne kompromisy wobec Europy, a zarazem trzeźwo ocenia polityczne szanse polskiej emigracji niepodległościowej. Po drugie, byłby to Lechoń, który nie idealizuje Drugiej Emigracji. Zżyma się na koteryjność i fasadowość życia literackiego na emigracji. Bezpardonowo odnosi się do kumoterskich recenzji, windujących grafomanów na świecznik. Nie oznacza to jednak, że wybiera najwyższy koturn. Przy całym swym kulcie kultury wysokiej nie waha się zaliczyć Kościuszki pod Racławicami Władysława Ludwika Anczyca do dziesięciu najlepszych polskich sztuk teatralnych, obok m.in. Dziadów i Wesela. A przy innej okazji stwierdza: "niektóre wielkości dają [sic] nam na nerwy, a niektórzy zapomniani pisarze mieli więcej do powiedzenia niż uznane sławy".

Byłby to jednocześnie Lechoń, który nie oszczędza siebie. Przeciwnie, odkrywa niemal wszystkie osobiste karty, szczodrze i odważnie obdarowuje sobą. Ujawnia tajemnicę powstawania wiersza: wielogodzinne zmagania z każdym słowem, z każdym wersem. Skrupulatnie rejestruje swoje sny - nie po to, by sobie z nich wróżyć, ale dlatego, że fascynuje go absurd i groteska. Byłby to wreszcie Lechoń, który nie chce - jak pisał - być "świątkiem" Polaków. Z dyskretną powściągliwością napomyka o swoim życiu intymnym - przede wszystkim o związkach z mężczyznami. Słowem, broni się przed mitologizacją, która bywa pociągająca jako typ refleksji nad duchową konstrukcją poety, ale prowadzi do mimowolnej idealizacji dzieła i biografii pisarza.

II tom antologii przekonałby zarazem czytelnika, że w centrum zainteresowań Lechonia rzadko znajdował się wyłącznie świat cywilizacji. Fascynowała go przyroda we wszystkich przejawach. Owszem, w Evening on the Hudson nie brak zachwytów nad urodą wschodów i zachodów słońca czy wdziękiem sympatycznych zwierzaków, spopularyzowanych przez Disneya. Zabrakło natomiast choćby takiego fragmentu, wyjętego z najlepszych kart Dziennika:

"Mały, łysawy, bardzo obrzydliwy szczurek o oczach fascynujących czerwonością wyskoczył z rynsztokowej dziury, przebiegł ku drugiej, wyciągnął spod jakiegoś starego papieru kawałek chleba i, porwawszy go, pomknął z powrotem do swego gniazda w rynsztoku. Coś było w spojrzeniu jego odrażających ślepi tak ludzkiego, że wydał mi się on jakby żołnierzem wspaniałej armii, która żyje w ustawicznej walce z ludźmi, zdobywając ów symboliczny chleb przemyślnością i odwagą, jak wielcy bandyci i żołnierze. Przebiec przez ten rynsztok w biały dzień, między nogami ludzi i kołami samochodów, to było coś niemal z Sienkiewicza!".

Z pewnością trudno sprowadzić zafascynowanie Lechonia przyrodą do prostej więzi człowieka z naturą.

Szkoda, że tom Evening on the Hudson ukazał się w niechlujnym przekładzie. Roi się tu od językowych lapsusów (np. many can draw one hundred times better than him) i słów, których nie ma w języku angielskim (np. cocards). "Audycja radiowa" przetłumaczona została jako radio audition, "dodatek literacki" - literary addition, "kurant" - currant, "samograje" (mylnie przypisane Lechoniowi jako jego neologizm) - collective monodramas. To jedynie przykłady, które można mnożyć. Sprawiedliwość krytyczna nakazuje w tym miejscu stwierdzić, że i opracowanie techniczne raz po raz zawodzi. Wystarczy wspomnieć, że wydawnictwo opatrzyło tom indeksem, w którym ani jedna z podanych stron nie odpowiada paginacji w tekście głównym.

Dzięki antologii Evening on the Hudson czytelnik pozna spory kawał historii kultury polskiej i obyczaju. Pozna także powojenną Amerykę, widzianą oczami polskiego poety. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że wydawnictwo potraktowało twórczość Lechonia i trud Beaty Dorosz z dezynwolturą. Okazało w ten sposób brak szacunku dla czytelników - zarówno zawodowych badaczy, jak i zwykłych miłośników kultury polskiej.

-------------------------------------------------------

Jan Lechoń, Evening on the Hudson: An Anthology of Jan Lechon's American Writings. Selected, introduced, and annotated by Beata Dorosz. Translated by Agnieszka Maria Gernand, Krystyna Iłłakowicz, Gerry Kapolka, Charles S. Kraszewski, Lawrence L. Thomas, and others. PIASA Books, New York 2005. s. 405, cena 20 dol. plus 6,50 dol. porto w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika)

tel. (212) 594-2386
e-mail: ksiazki@dziennik.com
strona internetowa:
www.ksiazkionline.com


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail