PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 30 grudnia 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

Rok w rozkroku
(i ciepłych skarpetach)

Ze starej poczciwej Warszawy wyleciałem starym, poczciwym boeingiem, wypełnionym do ostatniego miejsca przez rodaków udających się tłumnie za ocean w odwiedziny do rodziny. Ale zanim jeszcze samolot oderwał się od rękawa i wtoczył na pas startowy, pożałowałem decyzji o opuszczeniu kraju. Nie tylko dlatego, że już na Okęciu zaczęło mi brakować zupełnie nowej, wcześniej nieznanej mi Polski z jej największą w Europie choinką ustawioną przed Pałacem Kultury i Nauki, ale i samej kultury, pełnej nowych, fascynujących zjawisk i nazwisk. Choć niektóre zjawiska i nazwiska żegnałem z ulgą.

Siedzący obok jegomość poinformował mnie głosem generała ogłaszającego wiadomy dekret, że zaraz każe mnie aresztować, gdyż posiadam telefon komórkowy. - Wyłączy go albo inaczej pogadamy! - obiecał mój samozwańczy anioł stróż, a prywatnie emerytowany oficer bezpieki, proponując mi równocześnie przejście na ty: - Waldek jestem, dla kumpli "Walgo"; od "wal go", rozumiesz pan?!

Zanim zdążyłem przytaknąć, "Walgo" przedstawił mi rys historyczny jego dawnego miejsca pracy w walce z reakcyjnym podziemiem Solidarności. Nie omieszkał też podkreślić własnych zasług w pacyfikacji kilku krnąbrnych zakładów Trójmiasta. Nie udało mi się zapytać Waldka o udział w bohaterskiej szarży zbrojnych na "niemiecką piątą kolumnę" w Grudniu '70, bo obrońca polskiej racji stanu uraczył się winem i zasnął. Wybąkał jedynie, że leci do Kanady się podleczyć, bo za obecnej demokracji nie czuje się zbyt bezpiecznie w szpitalu: - Polują na skóry, skórkojady!

Ja też leciałem do Kanady podleczyć to i owo. Po rocznym życiu w rozkroku między Polską i Kanadą czułem się jak "ostatni człowiek" Fukuyamy, który już nie myśli i nie marzy, a duchową pustynię zagubionego gdzieś po drodze człowieczeństwa wypełnia zarabianiem i konsumowaniem. Wielokrotnie przemierzyłem kraj wzdłuż i wszerz, spotykając wszędzie niewyspanych i zasapanych homo sapiens, zajmujących się częściej liczeniem niż myśleniem. Jak mówi filozof Tadeusz Gadacz - w rozmowie z Jackiem Żakowskim w Niezbędniku inteligenta, dodatku do Polityki - "jest tendencja, żeby doceniać to, co skuteczne ad hoc, pragmatyczne, utylitarne, użyteczne, a spychać na margines wszystko, co uczyniło nas ludźmi".

Wychodząc naprzeciw tej tendencji, w Krakowie otwarto nową małpiarnię. Kosztowała więcej, niż wynosi roczny budżet ministerstwa nauki na projekty humanistyczne. I słusznie, małpa też człowiek, tylko brzmi mniej dumnie. Antyinteligenckie tendencje występowały w Polsce zawsze, ale niegdyś większym powodzeniem cieszyły się teatry i kawiarnie niż cyrki i małpiarnie, z polskim Sejmem na czele gazetowych czołówek. Wszak na koniec roku posłowie dali dobry przykład, rezygnując z drogiego kutego ogrodzenia gmachu przy Wiejskiej. Nie wszyscy z nich to zakute łby...

Moje polskie obserwacje z minionych szesnastu miesięcy streścić może uwaga filozofa-profesora na temat zatracenia gdzieś "zdolności porozumiewania się w języku wartości czy abstrakcji". Nie chcę być złym prorokiem we własnym, choć dalekim znów kraju, ale mamy tam do czynienia z blokadą mentalną, dlatego wszelkie próby mówienia o czymś ważnym są rzucaniem grochem o ścianę. Z jednej strony tej ściany na Uniwersytecie Warszawskim Adam Michnik nawołuje do odpuszczenia i przebaczenia komunistom, a nieco dalej nowy mieszkaniec Pałacu Prezydenckiego zapowiada procesy i rozliczenia. Tak oto radość z prawdziwego końca komunizmu w Polsce nie należy do łatwych.

Mądrze nam radzi arcybiskup Józef Życiński w bożonarodzeniowym Tygodniku Powszechnym: "Trzeba umieć rozwijać w sobie poczucie trudnej radości, odchodząc zarówno od przesadnego celebrowania naszych niepowodzeń, jak i od nadmiaru słów, które usiłują te niepowodzenia zracjonalizować". Nie wszystkich w Polsce cieszy wiadomość, że amerykańscy Żydzi wydali milion dolarów na wykupienie domu Karola Wojtyły. Chcą go przekazać władzom Wadowic jako dowód wdzięczności dla Jana Pawła II. Oto jeden z licznych owoców z drzewa mądrości, pielęgnowanego przez naszego Papieża. Czy potrafimy owoc ów skonsumować?

Kończący się nam rok był także rokiem krótkiego, ale bardzo intensywnego powrotu do ideałów solidarności społecznej. Narodziła się w Polsce z inspiracji Papieża-Polaka i odrodziła się na kilka tygodni w kwietniu, gdy odchodził, oraz tuż po jego śmierci. Potem już była tylko solidarność grupowa, czyli ułaskawianie Sobotki i inne misterne robótki. "Dziergam skarpety dla znajomego pisarza, bo jestem zdania, że istnieje nie do końca wyjaśniona naukowo zależność między zimnymi nogami a myśleniem" - wyznała Maria Iwaszkiewicz na łamach wspomnianego Tygodnika Powszechnego.

Samolot dotknął ziemi, rozległy się oklaski dla pilota, na co obudził się mój anioł stróż i wyrecytował ostatnie zdanie wyrwane chyba żywcem z jego snu: "Pomożemy, jego cesarska mości!"... Pisząc w ciepłych góralskich skarpetach z owczej wełny, znalezionych pod kanadyjską choinką, życzę wszystkim Czytelnikom Do Siego Roku!

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail