[an error occurred while processing this directive]
 
[an error occurred while processing this directive]

PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 30 grudnia 2005


Medyceusz
z Krakowskiego Przedmieścia

Z Kazimierzem M. Ujazdowskim, ministrem kultury i dziedzictwa narodowego, rozmawia Anna Bernat

 

Po 1989 roku, już w wolnej Polsce, różne były pomysły na kulturę, za czasów minister Izabelli Cywińskiej po ministerstwie krążyło nawet widmo jego samolikwidacji. A jaka wizja jest Panu bliska, czy uważa Pan kulturę za polską rację stanu?

Kultura to ważny element racji stanu, a nie pobocza polityki. Tak istotnego akcentu położonego na kulturę nie mieliśmy po 1989 roku w żadnym exposé prezesa rady ministrów. Ja i moja formacja polityczna Prawo i Sprawiedliwość uważamy, że kultura jest strategiczną dziedziną zobowiązań państwa. Dlatego, że decyduje nie tylko o zachowaniu naszej tożsamości, ale także o poziomie cywilizacyjnym, jakości życia społecznego, poziomie więzi społecznych. Stanowczo odrzucamy skrajne liberalne widzenie kultury i polityki kulturalnej państwa jako obszarów przestarzałych, jako balastu socjalnych zobowiązań państwa. Dlatego chcemy uczynić z polityki kulturalnej ważne pole obecności państwa.

Wobec tego, jakie dziedziny wymagają największej aktywności ze strony ministra kultury?

Nie przychodzę, by przeprowadzać rewolucję, ale z planem mecenatu pełnowymiarowego, który obejmie opieką wszystkie istotne dziedziny życia kulturalnego. Mam jednak prawo sądzić, że w ostatnich latach te szczególne zobowiązania ministra, które dotyczą ochrony zabytków, podtrzymywania tradycji narodowej, edukacji kulturalnej w szkołach, znalazły się poza głównym nurtem zainteresowania resortu. Ochrona zabytków to obszar największych zaniedbań. W skali całego kraju wydajemy na ten cel niewiele ponad 20 milionów zł, znacznie mniej niż przed czterema laty. To zamierzam zmienić. Mecenat pełnowymiarowy oznacza pewien rodzaj sprawiedliwości w odniesieniu do wszystkich potrzeb kultury. Nie chcę wybierać pomiędzy teatrem, literaturą a muzealnictwem...

...i sztuką współczesną?

Każda z tych dziedzin ma istotne znaczenie, choć naturalnie jesteśmy odbierani jako formacja polityczna przez pryzmat inicjatyw w zakresie polityki historycznej, ochrony dziedzictwa. Takie idee i projekty na pewno podejmiemy, przystępując na przykład do powołania Polskiego Muzeum Historycznego, ale nie kosztem innych dziedzin.

Używa Pan innej nazwy, bo dotychczas mówiło się o Muzeum Wolności. Już nawet Panu wytknięto, ze szybko chce Pan wolność zamknąć w muzeum...

Pełna nazwa ma brzmieć: Muzeum Wolności - Polskie Muzeum Historyczne. Nie chcę się w tej chwili o to spierać. Sama idea powołania muzeum ma być wkrótce, najpewniej w lutym 2006 roku, poddana debacie publicznej. Nie wahamy się jednak mówić o Muzeum Wolności, jesteśmy bowiem przekonani, że polskie doświadczenie wolności, a szczególnie dwudziestowieczne zmagania z dwoma totalitaryzmami: nazizmem i komunizmem, stanowi potężny wkład w dzieje Europy i świata. Muzeum Wolności to okręt flagowy naszych zamierzeń, ale nie oznacza to jakiejkolwiek rezerwy wobec innych dziedzin życia kulturalnego.

Jakie jest Pańskie stanowisko wobec narodowych instytucji kultury? Czy ich listę Pan zachowa, skróci, uzupełni?

Mój poprzednik, minister Waldemar Dąbrowski, Listę Narodowych Instytucji Kultury rozbudował. Kłopot w tym, że część decyzji o wpisaniu na listę podjęto bez debaty publicznej na ten temat i poza parlamentem. Jeszcze nie mogę, bez dokładnej analizy, odnieść się do sensu obecności w gronie narodowych instytucji kultury wszystkich nowo wprowadzonych placówek. Z zasady jednak ze zobowiązań zaciągniętych przez mojego poprzednika chcę się wywiązywać.

Podobnie chcę rozszerzyć i opieką ministerialną objąć niektóre instytucje kultury znajdujące się dotąd jedynie w gestii samorządów. Uważam, że najważniejszym, kluczowym narodowym instytucjom kultury należy stworzyć w nieodległej przyszłości przywilej prawny na wzór ustawy o Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich, który korzysta ze szczególnego statusu prawnego. Tu chodziłoby o rozwiązanie, które dawałoby przywilej najważniejszym instytucjom, takim jak np. Zamek Królewski, Muzeum Narodowe, Teatr Narodowy.

Panie Ministrze, podczas poprzedniej kadencji doprowadził Pan do rozpoczęcia działania przez Instytut im. Adama Mickiewicza zainicjowanego przez ministra Andrzeja Zakrzewskiego. Powołał Pan też Instytut Dziedzictwa Narodowego. Ten ostatni przestał istnieć, a Instytut im. Adama Mickiewicza bywa coraz częściej krytykowany.

Minister Andrzej Celiński nie tylko że lekceważąco podszedł do zobowiązań państwa wobec dziedzictwa narodowego, ale też zlikwidował bardzo dobrze funkcjonujący pod kierownictwem Tomasza Merty Instytut Dziedzictwa Narodowego. Jestem zawiedziony obecnym stanem Instytutu im. Adama Mickiewicza. W odniesieniu do tej placówki podjęto wiele chybionych decyzji, sprzecznych z wymogami merytorycznymi. Najpierw połączono dwie instytucje, służące dwóm odrębnym celom. Mam na myśli Narodowe Centrum Kultury i Instytut im. Adama Mickiewicza, kilkakrotnie zmieniano kierownictwo, dawano i odbierano pieniądze. Naczelna Izba Kontroli stwierdziła, że przy połączeniu instytucji doszło do poważnych nieprawidłowości. W ostatnim czasie dyrektor placówki podjął decyzje zupełnie dla mnie niezrozumiałe: przekazuje na zewnątrz zadania, które miały być istotnym działaniem merytorycznym Instytutu, jak choćby obsługę portalu internetowego poświęconego kulturze polskiej. Instytut im. Mickiewicza to z założenia placówka wyspecjalizowana i zupełnie nie rozumiem praktyki przekazywania innym instytucjom zewnętrznym tego, co powinien robić Instytut, co stanowi jego istotę i ma tworzyć jego zasoby, bazy danych, potencjał.

Kiedyś przywołał Pan słowa Adolfa Bocheńskiego na temat ścisłych związków polityki zagranicznej i kultury oraz wzajemnych pożytków płynących z tych związków.

Mój mistrz intelektualny, jeden z najwybitniejszych polskich konserwatystów Adolf Bocheński, mówił, że polityka zagraniczna wymaga dobrej karty wizytowej. A taką kartą wizytową Polski jest na pewno nasz dorobek kulturalny, nasze dziedzictwo. Sądzę, że Polskę stać na nowoczesną politykę kulturalną i promocję poprzez kulturę naszego kraju w Europie i na świecie. Nasza dyplomacja kulturalna powinna ulec głębokiej odnowie i reformie. Bo to, z czym mamy obecnie do czynienia, jest niedoskonałe.

Dyplomacja kulturalna - to sformułowanie budzące nadzieje na dobry wizerunek Polski za granicą, a jest on teraz może bardziej niż kiedykolwiek potrzebny.

To prawda. Ale jest wiele i do życzenia, i do zrobienia w tej kwestii. Chcę jednak powiedzieć, że po raz pierwszy od wielu lat obaj ministrowie: spraw zagranicznych i kultury deklarują integrowanie działań w naprawianiu dotychczasowych niewłaściwych posunięć i w promocji Polski przez kulturę. Wkrótce przedstawimy model i styl nowej dyplomacji kulturalnej. Myślę nawet o powołaniu trzeciego wiceministra, który by za tę sferę kontaktów polskiej kultury z Europą i światem odpowiadał.

Czy pieniądze, jakie rząd premiera Kazimierza Marcinkiewicza przeznaczył na kulturę, zadowalają Pana?

Nie ogłaszamy triumfu, ale jest to początek wzrostu. Program Prawa i Sprawiedliwości zakłada, że w ciągu czterech lat środki przeznaczone na finansowanie kultury wzrosną o 25 proc. Znaczący wzrost nastąpi już w 2006 roku - 7,8 proc. ponad inflację. Tak, to będzie rok poważnego wzrostu budżetowego kultury.

Niektórzy ministrowie kultury uważali, że mają najtrudniejsze zadania przy najmniejszej ilości środków. Jakie jest Pana odczucie? Czy cały gabinet rozumie, że kultura, ten "resort ducha", tylko strawą duchową się nie wyżywi?

Tym razem nie tylko jeden minister, ale premier i cały gabinet dbają o kulturę. Z kolei wydaje mi się, że mam w rządzie dość silną pozycję; jest ona pochodną mojego doświadczenia politycznego i faktu, że zakładałem Prawo i Sprawiedliwość, a obecnie jestem jednym z dwóch zasiadających w rządzie wiceprezesów PiS-u. I chcę, aby ta moja względnie mocna pozycja dobrze służyła sprawom kultury. Wspierać mnie w tym będą wiceministrowie: sekretarz stanu Jarosław Sellin i podsekretarz stanu, a zarazem generalny konserwator zabytków Tomasz Merta.

Kiedyś dobitnie Pan powiedział, że kultura nie musi za wszelką cenę się samofinansować ani przynosić konkretnych zysków. Jak obecnie oddali Pan od kultury te demony rentowności, w czasach, gdy Pańska formacja polityczna stara się wcielić w życie program oszczędnego państwa?

Mecenat państwa nie oznacza lekceważenia dla wymogów dobrego gospodarowania w instytucjach kultury. Ale wydatki w sferze kultury mają charakter rozwojowy, a nie socjalny. One zwracają się także w bardzo konkretny sposób. Odrzucam pogląd, że kultura jest jakąś anachroniczną dziedziną, sytuującą się poza procesami ekonomicznymi nowoczesnych społeczeństw. Uważam, że kultura też decyduje o potencjale ekonomicznym kraju. Ona przeciera szlaki, wzbudza zainteresowanie, buduje mosty.

Wzmacnia atrakcyjność turystyczną Polski, a tu mamy już bardzo wymierne skutki ekonomiczne.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail