KAZIMIERZ BRAUN
Święty Franciszek
ustawia żłóbek
Od
adoracji żłóbka zainscenizowanej przez świętego Franciszka
w 1223 roku, do wielkiej szopki ustawianej na placu św. Piotra
dla Jana Pawła II w latach 80. - widowiska związane z Bożym
Narodzeniem przeszły długą drogę, przybrały wiele form liturgicznych
i artystycznych, stały się ważnym elementem tak świętowania
rocznicy narodzenia Chrystusa, jak i życia teatralnego.
Teatralizacjabyła zawsze, i jest do dzisiaj, znamienną cechą kultury. Teatralizacja to nadawanie charakteru widowiska przeróżnym dziedzinom życia. Dziś jakże wyraźne jest to w uroczystościach rodzinnych, takich jak śluby i wesela; w handlu, gdzie w okresie świątecznym przechadzają się po centrach handlowych postaci świętych Mikołajów, a cały sezon zakupów rozpoczyna się wielkim widowiskiem - paradą Macy's; w polityce, w której nieustanne kampanie wyborcze czy odbywające się co cztery lata inauguracje prezydentur są wielkimi spektaklami; w sporcie, który w ostatnich dekadach przetworzył się w nieustający spektakl, dawany dla tysięcy widzów na stadionach i milionów przed telewizorami; tak jest we wszelkich dziedzinach życia.
Dawniej teatralizacja była również wszechobecna. Podkreślała zmiany pór roku: na wiosnę topiono marzannę, a cykl prac rolniczych kończyły dożynki. Komunikowała wszem i wobec potęgę władców, którzy przywdziewali specjalne szaty, korony, dźwigali berła, czy wypowiadali określone formuły przysiąg - a więc posługiwali się kostiumami, używali określonych rekwizytów i wypowiadali przygotowane z góry kwestie. Teatralizacja była także, i pozostała, cechą wszelkich kultów i religii. Właśnie z teatralizacji religii wyłaniał się we wszystkich kulturach teatr - jako osobna instytucja społeczna, jako forma sztuki.
Tak stało się także w X w., gdy teatr, po pięciu wiekach nieobecności w kulturze Zachodu, wyrósł z teatralizacji chrześcijańskiej liturgii wielkanocnej. Pierwszymi widowiskami były krótkie sceny obrazujące zmartwychwstanie Chrystusa. Kościół ujrzał w teatrze użyteczny środek ewangelizacji, pouczania, wprowadzania wiernych w tajemnice wiary. Pojawiały się więc kolejno misteria o męce Chrystusa, później sztuki o różnych epizodach z jego życia, w tym o jego cudownym narodzeniu. Korzystano z Ewangelii, sięgano także do Starego Testamentu i żywotów świętych. Wystawiano sztuki umoralniające, alegoryczne. Widowiska odbywały się początkowo w kościołach, potem na placach przed nimi, wreszcie i w różnych miejscach publicznych, na rynkach, w pochodach przez miasta. Występowały dziesiątki wykonawców, budowano liczne tereny gry (mansjony), wykorzystywano niezwykłe efekty, np. z paszczy smoka obrazującej piekło buchał dym i ogień.
Do widowisk, które miały początkowo ściśle religijny charakter, wkradały się stopniowo elementy świeckie. Obok modlitewnego skupienia pojawiała się rozrywka, i to nieraz rubaszna, tak nieprzystojna, że papież Inocenty III zakazał w 1207 r. widowisk związanych z Bożym Narodzeniem.
Święty Franciszek, biedaczyna z Asyżu, słoneczny brat ludzi, zwierząt i natury, poeta i kaznodzieja, a nade wszystko czciciel i naśladowca Chrystusa, zapragnął tchnąć nowego ducha w obchody Bożego Narodzenia. Uzyskał od papieża zezwolenie na przygotowanie widowiska, które "stawiałoby przed naszymi oczyma przykrości, na jakie wystawione było nowonarodzone Dziecię, złożone w żłobie na sianie, pomiędzy osłem a wołem" (jak to zapisał kronikarz). Gdzieś w połowie drogi powrotnej z Rzymu do Asyżu, tuż przed Bożym Narodzeniem 1223 r., Franciszek znalazł się w okolicy miasta Rieti. W pobliskim zamku Greccio, obok wioski o tej samej nazwie, panem był rycerz Giovanni. Franciszek znał go i cenił jego dobroć. Poprosił go o pomoc w przygotowaniu widowiskowej adoracji nowo narodzonego Jezusa. Rycerz sam zaprzągł się do pracy i nakazał też wziąć niej udział swym poddanym.
W pobliskich górach, w małym kościółku wykutym w skale, Franciszek z pomocnikami ustawił przed ołtarzem żłóbek napełniony sianem i złożył w nim figurę Dzieciątka Jezus. Uwiązał wołu i osła po bokach. Grupę swych współbraci zapewne ubrał w białe alby, aby przedstawiali anioły, zaprosił kilku księży do koncelebry. Cała wieś Greccio, na czele z rycerzem Giovannim, jego rodziną i dworem, wyruszyła wieczorem 24 grudnia z pochodniami do kościółka rozjarzonego dziesiątkami świec. Po przybyciu procesji, o północy rozpoczęła się msza święta, w czasie której Franciszek, będący diakonem, odczytał ewangelię o narodzeniu Jezusa i wygłosił kazanie "głosem mocnym, słodkim, jasnym i dźwięcznym" (to też wedle kroniki), obwieszczając radość z narodzenia Pana, przywołując go do ludzkich serc, czyniąc go obecnym. Po mszy św. długo w noc śpiewano pieśni na cześć nowo narodzonego. Tak zapoczątkowana została nowa tradycja widowisk na Boże Narodzenie. Łączyła teatr z liturgią, przeżycie estetyczne z modlitwą.
Jakoś tak dobrze i radośnie jest wiedzieć, że tę tradycję, żywą do dziś, zapoczątkował święty Franciszek. Zarazem warto pamiętać, że jego bożonarodzeniowe widowisko łączyło nierozerwalnie wymiar zmysłowy i wymiar duchowy. Bardzo szybko widowiska takie rozprzestrzeniły się po całej chrześcijańskiej Europie. Propagowali je franciszkanie, a potem i inne zakony oraz kler diecezjalny. Biedaczyna z Asyżu zmarł w 1226 r. Już w rok później franciszkanie dotarli do Polski. Można przypuszczać, że zaraz zaczęli i u nas ustawiać żłóbki, adorować Dzieciątko Jezus. Pierwsze zapisy historyczne o tym, oparte na źródłach wcześniejszych, pochodzą z XV w. Wtedy też pojawiła się polska nazwa jasełka. Obejmowały one początkowo tylko żywy obraz Świętej Rodziny i pokłon pasterzy Dzieciątku, śpiewy i krótkie dialogi. Z czasem dodano sceny budzenia się pasterzy i ich drogi do Betlejem, przybycia Trzech Króli, panowanie Heroda, rzeź niewiniątek i inne.
Widowiska bożonarodzeniowe w wiekach XIII-XV dawano w kościołach. Wytworzyło to tradycję ustawiania w okresie Bożego Narodzenia w każdym kościele katolickim szopki - w grocie, stajence czy innym budyneczku umieszczano figurki Jezusa w żłóbku, Marii i Józefa, z dodatkiem wołu i osła, a przed nimi pasterzy, których na święto Trzech Króli wymienia się na figurki Kacpra, Melchiora i Baltazara, a jeszcze i jakiegoś wielbłąda czy całej karawany z darami dla Jezusa. Szopki bywały małe i skromne, bywały też ogromne, z figurami wielkości ludzkiej. Tu i ówdzie budowano specjalne, ruchome szopki, w których skomplikowane maszynerie powodowały ruch postaci: wół i osioł kiwały głowami, pasterze skakali po górach dążąc do Betlejem, gwiazda przesuwała się po niebie itp. Towarzyszyła temu katarynkowa muzyka. Takie zmechanizowane szopki są m.in. w kościele Ojców Kapucynów przy Miodowej w Warszawie, w kościele NMP na Piasku we Wrocławiu, w Krakowie i Kudowie. W licznych kościołach wierni gromadzą się przed szopką i śpiewają kolędy, rodzice przyprowadzają do szopki dzieci i uczą je w ten sposób owego niezwykłego rozdziału historii zbawienia.
Szopki z figurkami zaczęto ustawiać także w katolickich domach - pod choinką albo osobno na jakimś honorowym miejscu. Niektóre rodziny stawiają do dziś duże szopki także i przed domami, w ogródkach, na trawnikach. Pojawiały się one w krajach chrześcijańskich także w miejscach publicznych (co zresztą ostatnio wywołuje ataki organizacji ateistycznych). Od 1937 r. organizowane są w Krakowie (oczywiście z przerwami na wojnę i okres komunistycznych zakazów) konkursy na najpiękniejszą szopkę krakowską. Tu dodajmy, że sama forma szopki-teatrzyku kukiełkowego inspirowała pisarzy (np. Stanisława Wyspiańskiego, gdy pisał Wesele), a także wykorzystywana była w widowiskach czysto świeckich, zwłaszcza satyrycznych.
Już w XVI w. szopka wyruszyła w drogę. I to na dwa sposoby. Nosili ją kolędnicy jako mały przenośny teatrzyk, animując proste figurki. Albo też sami kolędnicy przebierali się za Anioła, Heroda, Śmierć, Diabła, Turonia i wędrowali z muzyką od wioski do wioski, śpiewali kolędy, prosili o datki. I ta tradycja przetrwała wieki, zwłaszcza w Bawarii, Austrii, na Słowacji, w Polsce. Sam pamiętam chłopców ze wsi, ale i z miasta, którzy przychodzili z własnoręcznie wykonanym pudłem scenki z kurtynką, poruszali laleczkami, grali na skrzypkach i bębenkach, śpiewali. Działali samorzutnie. Nie wysyłał ich ksiądz ani organista. Nie powstrzymał niemiecki czy sowiecki patrol ani ubecki tajniak. Tak silnie zakorzeniona była ta tradycja. Tak silna potrzeba teatralnego świętowania Bożego Narodzenia.
Na teatralne sceny zawodowe bożonarodzeniowa historia trafiła w XX w. Lucjan Rydel, znany krakowski poeta, zebrał szeroko wykorzystywane sceny, postaci i kolędy i napisał sztukę pt. Betlejem polskie. Została ona wystawiona w 1905 r. w znakomitej obsadzie aktorskiej w krakowskim Teatrze Miejskim (obecnie im. Juliusza Słowackiego). Widowisko cieszyło się ogromnym powodzeniem i było wznawiane co roku w okresie świątecznym. W warszawskiej Reducie, kierowanej przez Juliusza Osterwę, w 1922 r. powstała nowa wersja literacka i teatralna jasełek. Leon Schiller przygotował scenariusz pt. Pastorałka, który sam wyreżyserował. Przedstawienie to grane było potem latami w Warszawie i Wilnie (gdzie Reduta przeniosła się w 1925 r.) oraz w objeździe wschodnich kresów. Schiller zrealizował ponownie Pastorałkę w prowadzonym przez siebie Teatrze im. Bogusławskiego w Warszawie w 1926 r. Krążyła ona przed wojną po teatrach. Niemożliwa do wystawiania w czasie wojny i zakazana w okresie stalinowskim, wróciła na sceny po Październiku 1956 r. Tak się złożyło, że miałem szczęście uczestniczyć w jednej z pierwszych wtedy realizacji Pastorałki - w Teatrze Współczesnym w Warszawie w 1958 r. Jako student reżyserii w PWST byłem asystentem reżyser Stanisławy Perzanowskiej, która wzorowała się na inscenizacji Schillera, odwołując się zarazem do tradycji Reduty: grała rajską Ewę w redutowej prapremierze. Przywróconą po 1956 r. Pastorałkę wystawiano często przez wszystkie lata istnienia PRL-u. Cieszyła widzów i była też jednym z dostępnych środków protestu: na publicznych scenach państwowych teatrów w oficjalnie ateistycznym i marksistowskim państwie grano widowisko religijne. I inni autorzy, wśród nich Józef Zięba i Ernest Bryll, tworzyli scenariusze widowisk na Boże Narodzenie.
Przedstawienia jasełek w różnych opracowaniach wędrowały także po parafiach i wystawiane były nadal, tak jak przed wiekami, przez grupy amatorów. I z tego typu działalnością mam związane osobiste wspomnienia, bo w 1982 r., w głębi stanu wojennego, wystawiłem Jasełka z dużą grupą młodzieży w kościele Ojców Kapucynów we Wrocławiu przy ulicy Sudeckiej, oczywiście, poza zasięgiem cenzury. Taka praca pomagała młodzieży przetrwać trudny czas.
Na emigracji jasełka są również bodaj najpopularniejszym materiałem, po który sięgają polonijne szkoły i parafie, a także zespoły zawodowe w okresie Bożego Narodzenia. Piękne, barwne widowisko Schillerowskiej Pastorałki przygotowała w prowadzonym przez siebie Polskim Instytucie Teatralnym Janina Katelbach (Nina Polan). Grała je w latach 1983-89 oraz 1992-96 w Nowym Jorku i okolicach, w Pensylwanii, New Jersey i Connecticut oraz w Bostonie i Waszyngtonie, dochodząc do imponującej, jak na warunki emigracyjne, liczby 47 spektakli. I tej materii - przedstawień przygotowywanych na Boże Narodzenie dla publiczności polonijnej - dotknąłem osobiście. Mianowicie w 1992 r. przygotowałem w Buffalo wielkie widowisko pt. Jasełka polskie wg scenariusza Emila Orzechowskiego, który był wtedy stypendystą Fundacji Kościuszkowskiej i z wielką energią zaangażował się w to przedsięwzięcie. Udział wzięło około 80 wykonawców z różnych polskich parafii. Premiera odbyła się w wypełnionym do ostatniego miejsca kościele Bożego Ciała, a potem gościły nas kościoły św. Stanisława, Wniebowzięcia NPM i św. Jana Kantego. W rok później zostałem zaproszony, aby zainscenizować Jasełka (wg mojego scenariusza) z aktorami zawodowymi Polskiej Grupy Teatralnej w Nowym Jorku, prowadzonej przez nieżyjącego już reżysera i aktora Ireneusza Wykurza. Premiera odbyła się w parafii św. Franciszki de Chantal, a następnie liczny zespół dał około 20 przedstawień w różnych kościołach nowojorskiej metropolii i okolicy. W tym roku, na zaproszenie Polskiej Fundacji Kulturalnej w Buffalo zawodowi aktorzy-lalkarze z Białegostoku, Dagmara Sowa i Paweł Chomczyk, przedstawili na Uniwersytecie w Buffalo oraz w Lancaster Opera House szopkę z użyciem kilkudziesięciu misternie wykonanych figurek. To piękne widowisko zostało przyjęte z życzliwością i wręcz entuzjazmem widzów.
Adoracja żłóbka w kościołach, ustawianie stajenki w domach,
w ogródkach, na placach, teatralne widowiska - szopki,
pastorałki, jasełka - to różne formy i sposoby teatralizowania
wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat, kiedy to Jezus Chrystus
urodził się w grocie pod miasteczkiem Betlejem, gdzie powitali
go aniołowie, pasterze i trzej monarchowie. Te wszystkie formy
wywodzą się z miłości świętego Franciszka, z głębokiej potrzeby
ludzkiego serca, które w ten sposób - często nieporadny, a
niekiedy wysoce artystyczny - stara się odpowiedzieć miłością
na miłość w Betlejem objawioną.
-------------------------------------------------------
Na zdjęciu: Pastorałka, Polski Instytut Teatralny
w Nowym Jorku, 1993 r. Od lewej: Jarosław Klim, Przemysław
Suski, Nina Polan, Dariusz Ocetek i Klaudia Delmer.
|