PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 9 grudnia 2005


JERZY R. KRZYŻANOWSKI

Nobel
dla Sienkiewicza

10 grudnia 2005 r. mija sto lat od wręczenia Henrykowi Sienkiewiczowi literackiej Nagrody Nobla. Choć od tego czasu ustanowiono wiele najrozmaitszych nagród - Nobel pozostaje najwyższym honorem, jaki spotkać może pisarza i literaturę kraju, który reprezentuje. Znaczenie tej nagrody dla Sienkiewicza było tym większe, że został on zaledwie piątym laureatem od czasu ustanowienia nagrody w 1901 roku. Przed nim otrzymali ją: liryczny poeta Sully Prudhomme (Francja), historyk Teodor Mommsen (Niemcy), powieściopisarz Bjornstjerne Bjonson (Norwegia) i dramaturg Jose Echegaray y Eizaguirre (Hiszpania) dzielący nagrodę z poetą Frederikiem Mistralem (Francja). A przecież żyli wtedy i tworzyli pisarze tej klasy, co Lew Tołstoj, autor Wojny i pokoju oraz Anny Kareniny, Romain Rolland, Rudyard Kipling, Henrik Ibsen i dziesiątki wybitnych twórców literatury okresu wielkiego realizmu, nowoczesnego dramatu i poezji. Toteż wybór Sienkiewicza stał się międzynarodową sensacją, a literaturę polską wprowadził na światowy rynek czytelniczy. Dziś, po stu latach, warto przyjrzeć się historii tego wielkiego zaszczytu.

Jest rzeczą ogólnie wiadomą, że literatura, choćby najwyższej wartości, pozostaje w ograniczonym znajomością danego języka kręgu odbiorców, jeśli nie poszerzą ich grona tłumacze na języki ogólnie znane, zwłaszcza angielski i francuski. W przypadku Nagrody Nobla w grę wchodził także język szwedzki, umożliwiający członkom jury poznanie dzieł pisanych w językach mniej znanych, m.in. słowiańskich. Na szczęście dla literatury polskiej znalazł się w Szwecji slawista doskonale znający kilka języków, a zarazem mający duży autorytet. Był nim profesor Alfred Jensen, doradca Szwedzkiej Akademii Literatury w zakresie literatur słowiańskich, zdolny i bystry krytyk, który wcześnie dostrzegł twórczość Sienkiewicza, znaną notabene w Szwecji już od roku 1887, kiedy ukazał się przekład Ogniem i mieczem, po którym wydawać zaczęto niemal wszystkie powieści i opowiadania pisarza. Przyznać trzeba, że mimo dużej tam popularności Sienkiewicz nie był zaliczany do mistrzów współczesnej prozy, a znany dziennik Stockholm Dagblad z grudnia 1900 r. nazwał jego powieści "zwykłą rozrywką".

Georg Brandes, czołowy skandynawski krytyk, zajął równie sceptyczną postawę wobec historycznych dzieł Sienkiewicza, pisząc już w 1888 r., że polski pisarz "oddał się pisaniu nieskończonych powieści historycznych w stylu starszego Dumasa". Ale krytyk wspomnianego wyżej dziennika powiedział, że Potop "przypomina naszą niezrównaną Selmę Lagerlöf, a większej pochwały nikt nie może żądać".

Szwedzkie opinie podsumował obiektywnie Jensen, pisząc w roku przyznania pisarzowi Nagrody Nobla: "Sienkiewicz nie należy do pionierów, do prawdziwie oryginalnych poetów, których wkład do literatury światowej jest znaczny lub którzy tworzą 'nowe wartości'. Ale jeśli nie był śmiałym inicjatorem nowych myśli lub ideałów piękna, był na pewno wirtuozem, który przez swą niezwykłą kulturę potrafił wykorzystać poetycko materiały pozostawione przez historię i przyoblec ich piękno w nowe szaty".

Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami nazwisko kandydata do Nagrody Nobla trzymano w tajemnicy do ostatniej chwili, dyskretnie zawiadamiając autora o możliwości wyróżnienia. W przypadku Sienkiewicza sytuacja była o tyle bardziej skomplikowana, że w Polsce trwały od stycznia 1905 r. rozruchy rewolucyjne, przybierające w miarę postępu czasu na sile, co z kolei rzutowało na ograniczenie swobód obywatelskich i surowe restrykcje wprowadzone przez rosyjskie władze. Pisarz niejednokrotnie wypowiadał się w sprawie utworzenia w Królestwie Polskim polskiego szkolnictwa, ogłosił odezwę wzywającą do składek na organizację takiego szkolnictwa, a pod koniec roku rozpoczął ożywioną akcję polityczną, której kulminacją było jego publiczne przemówienie 5 listopada 1905 r. podczas "procesji narodowej" w Warszawie, kiedy przed stojącym na balkonie swego mieszkania w Alejach Ujazdowskich pisarzem pochyliły się po raz pierwszy od lat publicznie wystawione sztandary narodowe, a tysiące ludzi wznosiły na jego cześć okrzyki. Wydawało się rzeczą przesądzoną, że Rosjanie uczynią wszystko, żeby potencjalną kandydaturę Sienkiewicza utrącić.

W tej sytuacji Afred Jensen postanowił osobiście doręczyć Sienkiewiczowi list Akademii zapraszający do odebrania nagrody, podróż jednak do Warszawy napotkała na tak liczne trudności, że szwedzki krytyk zdecydował się pojechać do Krakowa, skąd telegraficznie zaprosił Sienkiewicza do przyjazdu i omówienia ważnych spraw. Znającemu pewne kulisy starań o nagrodę pisarzowi nie trzeba było wyjaśniać wagi takiego zaproszenia, toteż Sienkiewicz wybrał się do Krakowa, gdzie spotkał się z przybyłym wysłannikiem szwedzkiej Akademii, który prosił o zachowanie tajemnicy do dnia oficjalnego ogłoszenia decyzji. Postanowiono, że pisarz uda się do Sztokholmu przez Wiedeń i Kopenhagę, dzięki czemu uniknie rosyjskiej kontroli paszportowej. Wobec niedomagań swojej żony pisarz zdecydował się pojechać bez niej, prosząc tylko o przyjazd z Paryża Bronisława Kozakiewicza, swego długoletniego tłumacza na język francuski, mającego mu towarzyszyć w podróży.

Po wyjeździe do Wiednia w dniu 1 grudnia Sienkiewicz spotkał tam Kozakiewicza i nazajutrz wyruszyli do Kopenhagi, gdzie 7 grudnia zwiedzili imponujące muzeum Thordvalsena (twórcy m.in. warszawskich pomników Kopernika i księcia Józefa Poniatowskiego), co Sienkiewicz w liście do żony podsumował ze zwykłym sobie humorem: "(...) wyrzeźbił tyle, ile Kraszewski napisał".

9 grudnia 1905 r. obaj podróżni zatrzymali się w Grand Hotelu, naprzeciwko Pałacu Królewskiego, gdzie nazajutrz odbyć się miała uroczystość wręczenia nagrody. Wraz z Sienkiewiczem mieli ją odebrać fizyk Philipp Lenard (Niemcy), chemik Adolf von Baeyer (Niemcy), w dziale medycyny Robert Koch (Niemcy) i laureatka nagrody pokojowej Bertha von Suttner (Austria), z którą w roku 1900 Sienkiewicz ostro polemizował w sprawie pruskiej polityki wobec Polaków.

Sienkiewicz zrobił na szwedzkich dziennikarzach zdecydowanie pozytywne wrażenie. Nazajutrz po uroczystościach Svenska Dagbladet tak relacjonowała jego postawę: "Henryk Sienkiewicz ma powierzchowność w wysokim stopniu dystyngowaną. Swoje lat sześćdziesiąt nosi chwalebnie, pomimo siwej już bródki, starannie utrzymanej. Niezwykle prosto się trzyma. Ubrany w długi, czarny tużurek, robi wrażenie urzędnika, chłodnego, nieco sztywnego. Mówi cicho i powoli - najchętniej po francusku, gdy nie może mówić w języku ojczystym. Nic innego nie można powiedzieć, jak tylko że ten powieściopisarz polski, o cienkich, równych rysach, jest pięknym starcem".

Sztokholm podobał się pisarzowi. "Przyjechaliśmy rano - dobrze - pisał do żony. - Pogoda cudna, kraj pyszny, pełen jezior i Sztokholm bajeczny. Dziś obiad u Jensena o 4-ej; jutro o trzeciej ceremoniał do piątej, bez mów. Potem mowa podczas obiadu. W poniedziałek obiad u króla, we wtorek u Jensena, a w środę da Bóg - zmykamy".

Uroczystość wręczenia nagród przez króla Szwecji Oskara II odbyła się tradycyjnie 10 grudnia, w rocznicę śmierci fundatora nagrody, Alfreda Nobla. Każdy z laureatów miał wygłosić krótkie przemówienie, przy czym wystąpienia Sienkiewicza oczekiwano szczególnie niecierpliwie, tak ze względów politycznych, jak i przez kontrast z niemieckim współlaureatami. Tymczasem oprócz Sienkiewicza przybył tylko Koch. Pisarz ubrany w strój wieczorowy ("dekoracje pokryją starożytność fraka") mówił po francusku, a jego wygłoszone na uroczystym bankiecie przemówienie należało do pamiętnych tak ze względu na treść, jak i elegancką formę. Cechą charakterystyczną było tu przesunięcie akcentu z kwestii literackich na ogólne sprawy polskie, co w ówczesnej sytuacji nabierało specjalnie dużego, międzynarodowego znaczenia. Mówił zatem Sienkiewicz:

"Ci, którzy mają prawo ubiegać się o nagrodę ustanowioną przez szlachetnego filantropa, nie należą do ludzi jednego szczepu i nie są mieszkańcami jednego kraju. Wszystkie narody świata idą w zawody o tę nagrodę, w osobach swoich poetów i pisarzów. Dlatego też wysoki areopag, który tę nagrodę przyznaje, i dostojny monarcha, który ją wręcza, wieńczą nie tylko poetę, ale zarazem i naród, którego synem jest ów poeta. Stwierdzają oni tym samym, że ów naród wybitny bierze udział w pracy powszechnej, że praca jego jest płodna, a życie potrzebne dla dobra ludzkości.

Jednakże zaszczyt ten, cenny dla wszystkich, o ileż jeszcze cenniejszym być musi dla syna Polski!... Głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysiącznych dowodów, że ona żyje!... Głoszono ją niezdolną do myślenia i pracy, a oto dowód, że działa!... Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać!...

Komuż nie przyjdą na myśl słowa Galileusza: E pur si muove!..., skoro uznana jest wobec całego świata potęga jej pracy, a jedno z jej dzieł uwieńczone.

Więc za to uwieńczenie - nie mojej osoby, albowiem gleba polska jest żyzna i nie brak pisarzów, którzy mnie przewyższają - ale za to uwieńczenie polskiej pracy i polskiej siły twórczej, wam, panowie członkowie Akademii, którzy jesteście najwyższym wyrazem myśli i uczuć waszego szlachetnego narodu, składam, jako Polak, najszczersze i najgorętsze dzięki".

Samą uroczystość wręczenia nagrody Sienkiewicz opisał bardzo szczegółowo i z właściwym sobie poczuciem humoru w liście do żony, ukazując króla ("trochę smutny z powodu Norwegii' - która zerwała unię ze Szwecją), cały dwór i uczestników bankietu ("potem było zdrowie Kocha i jego odpowiedź po niemiecku - niesłychanie długa i dlatego bez wrażenia"), a nawet drobny konflikt dyplomatyczny: "Rosyjski poseł von Stahl ofiarował mi wszelkie możliwe usługi. Nie wypadało odpowiedzieć, że w tych czasach prędzej ja mógłbym mu oddać usługę niż on mnie". Potem, opisując obiad u króla, zauważył, że "w sieniach gwardziści jak dęby, na których Wołodyjowski np. poglądałby ogromnie łakomie". A potem dodaje: "Obiad dobry, wina, jak mówi Pasek, słuszne". Trzeci dzień w Sztokholmie był równie zajęty, Sienkiewicz jednak pisał później do swego przyjaciela Adama Krechowieckiego, że "nie żałuje trudu, bo gościnność i sympatie dla Polski są tam większe niż gdziekolwiek".

Polski tekst przemówienia przedrukowały gazety przede wszystkim w Galicji, podczas gdy pisarz ze względu na przeziębienie zrezygnował z wygłoszenia publicznego odczytu, a jedynie podczas bankietu w Klubie Artystów powiedział parę słów po szwedzku. Zwiedził też sztokholmski skansen i stwierdził, że tamtejsze zabudowania podobne były do polskich zagród, w sumie jednak czuł się uroczystościami zmęczony do tego stopnia, że po powrocie do Polski 14 grudnia podsumował swoje wrażenia w późniejszym liście do Antoniego Osuchowskiego lakonicznym: "Byłem, Nobla zabrałem, wróciłem". "Zabrany Nobel" wynosił 138 tys. koron szwedzkich, co równało się sumie 200 tys. franków. Z tej kwoty Sienkiewicz przeznaczył sumę 5 tys. franków dla Szweda, który swoimi pracami i tłumaczeniami przyczynił się do popularyzacji literatury polskiej. Kwota ta przypadła w następnym roku w udziale Jensenowi, m.in. za jego wiersz Tęsknym westchnieniem szemrzą Wisły brzegi, drukowany w polskim przekładzie w grudniu 1906 r.

Nobel dla Sienkiewicza był ogromnym sukcesem nie tylko pisarza, ale - jak powiedział - całej literatury polskiej. I mimo że po latach tę samą nagrodę otrzymali Stanisław Władysław Reymont w 1924 r., Czesław Miłosz w roku 1980 i Wisława Szymborska w 1996 r., osiągnięcie Sienkiewicza miało nieporównanie większe znaczenie od wyróżnień dla jego następców. Było nie tylko pionierskie, ale także rozsławiało literaturę i kulturę kraju nieistniejącego na mapie, a przecież żywego.

------------------------------------

Zdjęcie przedstawia reprodukcję Portretu Henryka Sienkiewicza pędzla Kazimierza Pochwalskiego , który znajduje się w Muzeum H. Sienkiewicza w Oblęgorku.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail