PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 4 listopada 2005


Marek Kusiba

Żabką przez Atlantyk

O egzorcyzmowaniu potwora

9. Krakowskie Targi Książki zapamiętam zwłaszcza z powodu obecności na nich PRL-u. Nie mówię o pisarzach wyrosłych i wypieszczonych przez ten najlepszy z systemów, jakich doświadczyła Polska w swej długiej historii - zdaniem żyjącego historyka, którego nazwiska nie przytoczę z obawy przed czekającym go linczem, a szkoda byłoby człowieka, choć prawi androny: wszyscy wiemy, że najlepszy z systemów dopiero zastukał do polskich bram i za rok, za dwa niejeden z krajowych Polaków zatęskni choćby i za PRL-em. Mnie już na szczęście tu nie będzie, chyba że zostanę przez Przegląd Polski akredytowany w charakterze korespondenta wojennego. Może nie dojść do otwartej wojny między stanem posiadająco-wyzyskującym a stanem bidująco-wegetującym, za to wojna na słowa na pewno pokryje wrzaskiem medialnym kulawą polską rzeczywistość IV Nierzeczywistej.

Na krakowskich targach zainteresował mnie bardzo wykład profesora Wojciecha Ligęzy, polonisty z Uniwersytetu Jagiellońskiego, poświęcony spuściźnie po PRL-u w literaturze i naturze, zwłaszcza ludzkiej. Dużo by o tym mówić, jeżdżę po kraju dość długo, piszę o tym często, a PRL towarzyszy mi jak uwierający but pielgrzymowi albo ochroniarz z BOR-u nowemu wicemarszałkowi Sejmu Lepperowi (o zgrozo, o emigrozo, cudnaś ty Pani, że do Ciebie jadą niezlepperyzowani...). Ligęza prawił mądrze o utopii regresywnej PRL. O tym, że występuje LPR, przepraszam - PRL w postaci mitów i symboli wrosłych w nasze myślenie silniej niż modlenie się codzienne (to moja interpretacja). Byłem niedawno w bieszczadzkim zajeździe Cień PRL-u, o czym już pisałem, ale częste podróżowanie po Polsce i liczne rozmowy z ludźmi uświadamiają mi, że tęsknią ci oni - coraz bardziej regresywnie i agresywnie też - za utopią równości, zwłaszcza w biedzie, dlatego zapewne wybrali rząd obiecujący im socjalne gruszki na kapitalistycznej wierzbie, rosnącej w dodatku na niemieckim polu, gdzie stawiają koreańską fabrykę telewizorów.

Profesor Ligęza mówił więc o utopii regresywnej PRL-u, a mnie się zdawało, że z lat 1945-1989 zostało znacznie więcej, niż by się zdawać mogło. Wszyscy, wychowani w PRL-u, czy chcemy tego czy nie, nosimy w sobie muzeum wyobraźni - mity, historie, filmy, książki, kolejki po książki na targach spod lady, bo prawdziwych targów książki jeszcze wtedy nie było, przynajmniej w Krakowie. Tam zawsze istniało i tętniło życiem towarzysko-literackim targowisko próżności, ale to insza inszość. Nie było ono zresztą w niczym różne od tego warszawskiego. Ligęza ma rację, gdy dowodzi, że PRL żyje w nas życiem dyskretnym, pokątnym, utajonym, by nie rzec - podziemnym. PRL zszedł w nas do podziemia, a po 1989 r. zaczęła się nasilać główna choroba III RP - atrofia odczuć wspólnotowych. To widać najlepiej w literaturze, która odsunęła na plan dalszy i bardzo daleki diagnozy losów wspólnotowych, a dominują historie indywidualne, choć przecież cenzor nie jest dzisiaj zażywną blondyną z loczkami, trzymająca w ręku nożyczki - jak u Zagajewskiego, którego najnowszy tom Anteny kupiłem zresztą.

O tym, że literatura, jak mówił Hemar, to nie jest tylko zasługa pióra, przekonała mnie frekwencja na wykładzie Ligęzy - naliczyłem ponad sto zażywnych blondyn, brunetek i rudych, a tylko czterech mężczyzn, w tym jeden łysy (patrz foto). Nawet elokwentny i przystojny profesor nie był mnie w stanie przekonać, że panie stawiły się takim tłumem, by słuchać o egzorcyzmowaniu potwora PRL-u. Jestem zdania, że bardziej panie bibliotekarki musiał zainteresować sam egzorcysta i słuchały oczarowane, jak potwór totalitarny zarażał nasze życie nicością i beznadziejnością. Mówiąc tytułami z PRL-u, mieliśmy pół wieku czyśćca, straszył nas strach babiloński, prześladowało poczucie nierzeczywistości, była to co prawda mała apokalipsa, ale wielu przyprawiała o obłęd. Długi cień Pałacu Kultury leży na Polsce po dziś dzień. Zwiększa się tu zainteresowanie socrealizmem, a na pewno duży wpływ na ten proces ma zdominowanie nierzeczywistości politycznej Polski długim cieniem Leppera, patrzącego wzrokiem mętnym na przerażonych własną przyszłością Polaków.

Cała nadzieja, jak zawsze, w literaturze emigracyjnej. Od zawsze obłożona obowiązkiem dawania świadectwa i przechowywania wartości, będzie musiała wrócić do dawnych obowiązków. Ligęza zauważył, że zapanowała teraz w Polsce moda na literaturę powrotu, a nie wygnania. Napięcie kierunkowe wsteczne, wskazane w wierszu zapoznanego poety z emigracji, wskazuje, że zapoznany poeta, jak i wielu emigrantów, zaczął peregrynację powrotną; ale mogą się szybko zorientować, że zamiast do wymarzonej i wytęsknionej krainy dzieciństwa, powrócą na łono braci bliźniaków do Atlantydy współczesnego PRL-u z twarzą Leppera. Wojciech Ligęza, rzetelny erudyta, napędził mi strachu. Kraina wód czystych zaczęła być znowu krainą wódki czystej, a PRL jest dzisiaj bardziej atrakcyjnym towarem handlowym niż IV RP. Na PRL-u można przynajmniej zarabiać. Co do IV RP, to się jeszcze okaże...

 

komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail