PRENUMERATA
"PRZEGLĄDU POLSKIEGO"
W WERSJI PDF:

 

 

Przegląd Polski 4 listopada 2005


HALINA FILIPOWICZ

Co to są te dżendery?

"Zostaw ten feminizm. Feminizm równa się politycznej poprawności. Po co ci to? Jest tyle innych tematów" - usłyszałam niedawno na prestiżowej konferencji.

Dobrych rad nie należy lekceważyć. Pamiętam jednak, że to, co wydaje się oczywiste, wcale być takie nie musi.

Biorę więc do ręki rocznik Przeglądu Lekarskiego sprzed 110 lat. Oto numer z 16 lutego 1895 roku. Prof. dr Ludwik Rydygier zabiera głos w dyskusji, czy kobiety należy dopuścić do studiów wyższych. Kobieta - dowodzi - jest istotą słabą fizycznie i umysłowo niezbyt lotną, a zatem powołana jest tylko do małżeństwa i macierzyństwa. Dla Rydygiera sam pomysł, że kobieta mogłaby zostać, dajmy na to, lekarzem, był zgubnym przejawem tego, co dziś określa się mianem politycznej poprawności. Autor rzuca więc na szalę swój profesorski autorytet: "Dopóki w Mydlnikach słowik śpiewa i żer do gniazdka przynosi samiczce, dopóty ja w potrzebę wykształcenia kobiet nie uwierzę".

Głos Rydygiera nie był odosobniony. Nic więc dziwnego, że na ziemiach polskich jeszcze pod koniec XIX wieku studia wyższe były dla kobiet niedostępne. Ich aspiracje do wiedzy uniwersyteckiej utożsamiano z tendencjami do niszczenia rodziny. Panowało zarazem przekonanie o umysłowej niższości płci, tradycyjnie uznawanej za piękną. Wskazywano na brak zdolności u kobiet do abstrakcyjnych uogólnień, do myślenia w kategoriach teoretycznych i filozoficznych. Polki studiowały więc za granicą. Wystarczy wspomnieć Marię Skłodowską.

Pierwsze jaskółki zmian

Dopiero w latach 80. i 90. XIX wieku przenikanie "modnych nowinek" z Zachodu, a także rodzimy przełom pozytywistyczny zaowocowały burzliwą debatą prasową wokół sprawy dopuszczenia kobiet do studiów wyższych. Kwestia ta stała się także przedmiotem dyskusji w Sejmie Krajowym we Lwowie i w Radzie Państwa w Wiedniu. Decyzją wiedeńskiego Ministerstwa Wyznań i Oświecenia z roku 1897 kobiety zdobyły prawo uczęszczania na zajęcia na niektórych kierunkach uniwersyteckich w Krakowie i Lwowie. Inne specjalizacje, uznane za wyłączną domenę mężczyzn - medycyna, farmacja, rolnictwo, a zwłaszcza prawo - długo stawiały opór. Obawa przed konkurencją ze strony kobiet była tak silna, że - jak zauważa Bogusława Czajecka w książce Z domu w szeroki świat... Droga kobiet do niezależności w zaborze austriackim w latach 1890-1914 (1990) - "wydziały prawa obu uniwersytetów w Galicji - do roku 1914 - nie dopuściły kobiet do sal wykładowych, nawet na prawach hospitantek. Taki tradycjonalizm nie cechował nawet wydziału teologii" (s. 149).

Jednocześnie można było zauważyć inną tendencję. Jak pisała w roku 1910 Kazimiera Bujwidowa w pracy U źródeł kwestii kobiecej, "dziś, pomimo że kwestia kobieca w całym szeregu swych postulatów jeszcze nie została rozwiązana, znajdujemy już całe szeregi kobiet twierdzących, że kwestia kobieca w ogóle nie istnieje, bo im osobiście udało się zdobyć tytuł Dr. przed nazwiskiem lub posadę uprzednio tylko przez mężczyzn zajmowaną" (s. 2). Trudno się dziwić. O tym, jak silna była w polskim społeczeństwie presja tradycyjnych przesądów i jak skutecznie działał środowiskowy ostracyzm wobec niepokornych, świadczyć może fakt, że Polki, w przeciwieństwie do kobiet na Zachodzie, "najbardziej obawiały się - jak stwierdza Czajecka - śmieszności i kpin otoczenia" (s. 218). Dla wielu kobiet, którym ruch emancypacyjny utorował drogę do tytułu doktora i sukcesów zawodowych, feminizm stał się więc kłopotliwym balastem. Zabiegi wokół własnej kariery - choćby za cenę kokietowania strażników patriarchatu, a nawet jawnego odżegnywania się od prób zrównania kobiet i mężczyzn w prawach i obowiązkach - wypierały poczucie solidarności z koleżankami, dla których nierówność kobiet wobec prawa i ich drugorzędna pozycja w społeczeństwie nie były czymś z księżyca.

Wspomniana książka Czajeckiej stanowi udaną próbę ukazania historycznych uwarunkowań i złożoności fenomenu, jakim był kobiecy ruch emancypacyjny w Polsce pod zaborami. Czyta się ją nieomal jak sensacyjną powieść, co bynajmniej nie osłabia wagi i wartości naukowej podejmowanych tematów i zagadnień. Z domu w szeroki świat... dotyka spraw wciąż mało znanych, a precyzyjny warsztat badawczy pozwala na rzetelne wypowiedzi. Obok książki Czajeckiej ukazało się w ostatnich latach wiele innych publikacji o historii kobiet w Polsce, choć prace z tej dziedziny nie należą do pozycji działających kojąco na pamięć zbiorową. Przeciwnie - powstały, by prowokować do krytycznej refleksji nad przeszłością i służyć przezwyciężaniu stereotypowych wyobrażeń (np. o wyjątkowym patriotyzmie Polek i ich gotowości do poświęceń) oraz wyidealizowanych zbiorowych portretów Polek i Polaków.

Rozwiewanie mitów

Badacze literatury polskiej nie pozostają w tyle za historykami. Podobnie jak historycy, skupiają swą uwagę na kobietach, by tak rzec, z krwi i kości, czyli na biologicznej kategorii płci. Rzecz jednak w tym, że tak ujmowane pojęcie płci bywa w swej anatomicznej oczywistości zawodne. Świadczy o tym cytowana wcześniej wypowiedź Bujwidowej o kobietach, które zdobywszy wykształcenie i prestiżowy zawód, odżegnywały się od kobiecego ruchu emancypacyjnego, by utożsamić się z tradycyjnym modelem męskich karier i zachowań. Zaobserwowane przez Bujwidową zjawisko da się lepiej zrozumieć, jeśli - idąc tropem najnowszych badań feministycznych - oddzieli się płeć biologiczną od gender, czyli "płci" wykreowanej w danej kulturze jako pewną normę społeczną oraz określony wzorzec "kobiety" i "mężczyzny" do naśladowania.

Zamiast więc pytać, kto jest kobietą, a kto jest mężczyzną, studia gender inaczej formułują problemy badawcze. Co to znaczy być kobietą bądź mężczyzną w danej kulturze, w określonej sytuacji historycznej? Jakie obowiązują w danym czasie i miejscu normy "kobiecości" i "męskości"? Od czego one zależą? Jak się kształtują? Jakie są konsekwencje przyjęcia w danej kulturze takiego, a nie innego, wzoru "kobiecości" i "męskości"? Tak można - mówiąc najprościej - określić punkt wyjścia studiów gender, które od ponad dwudziestu lat inspirują badaczy zarówno w naukach społecznych, jak i humanistycznych do gruntownego rewidowania dawniejszych ustaleń. Dzięki studiom gender wiemy na przykład, że w wielu kulturach europejskich II połowy XIX wieku za uosobienie racjonalności uchodziły kobiety, natomiast idealny mężczyzna był uczuciowym, niepraktycznym marzycielem. W sto lat później role się odwróciły: kobietom przypadła rola istot łatwo ulegających emocjom i skłonnym do irracjonalnych wybuchów, mężczyznom - rola depozytariuszy trzeźwego rozumu, panujących nad emocjami i umiejących zachować zimną krew nawet w sytuacji bez wyjścia.

Inne spojrzenie na literaturę

W Polsce problematyka gender pozostaje wciąż w cieniu studiów nad historią kobiet w społeczeństwie, kulturze i literaturze. Zbadanie obszarów, gdzie dotychczas dominowała perspektywa męskocentryczna, wydaje się bowiem sprawą najpilniejszą. Jak więc na tym tle prezentuje się tom Gender and Sexuality in Ethical Context: Ten Essays on Polish Prose (Gender i seksualność w kontekście etyki: Dziesięć esejów o prozie polskiej) przygotowany przez norweskiego slawistę Knuta Andreasa Grimstada i brytyjską polonistkę Ursulę Phillips?

Redaktorzy tomu podjęli się ambitnego zadania. Zamiast przekonywać świat, że Słowacki wielkim poetą był, skrzyknęli grupę badaczy polskich i zachodnich, by zaprezentować literaturę polską z innej niż dotychczas perspektywy. Projekt ten stawia sobie kilka celów. Wziąć na warsztat nie tylko dzieła pisarzy o sławie międzynarodowej (Gombrowicz, Schulz, Witkacy), ale także utwory autorów poza Polską mniej znanych (m.in. Dąbrowska, Irzykowski, Iwaszkiewicz, Nałkowska), a nawet twórczość prozaików, którzy poza kręgiem specjalistów nie budzą w Polsce większego zainteresowania (m.in. Breza, Mach, Przybyszewski, Szemplińska, Żmichowska). Odczytać wybrane utwory poprzez kategorię gender i seksualności. Uczynić to w kontekście refleksji etycznej. Opublikować powstałe w ten sposób prace po angielsku, dla czytelnika na Zachodzie. Stara się więc tom Grimstada i Phillips łączyć ambicje naukowe i popularyzatorskie.

Rzuca się naturalnie natychmiast w oczy, że tytuł książki na pierwszym miejscu stawia gender, sugerując intrygujący porządek i problem historycznoliteracki. Trzeba jednak od razu powiedzieć, że gender traktuje się tu po macoszemu. Autorzy z reguły redukują go do anatomii i fizjologii, dodając tu i ówdzie szczyptę psychoanalizy. Problem staje się więc najczęściej pretekstem do rozważań o erotyzmie i homoerotyzmie, o seksualnych inicjacjach, fascynacjach i transgresjach, o kobietach fatalnych, traktowanych jako uosobienie cielesności - wyzywającej, kuszącej, niebezpiecznej. Ci, którzy narzekają, że w literaturze polskiej seksualności jak na lekarstwo, muszą się po lekturze tomu Grimstada i Phillips nieco zmitygować. Przypadek tej książki potwierdza jednak problem, który nie dotyczy wyłącznie badań historycznoliterackich: gender - zwłaszcza w jego uwikłaniach historycznych i politycznych - stanowi wciąż dla badaczy wyzwanie metodologiczne. Zagadka gender w kulturze i literaturze polskiej czeka jeszcze swojego rozwiązania.

-----------------------------

Gender and Sexuality in Ethical Context: Ten Essays on Polish Prose, red. Knut Andreas Grimstad i Ursula Phillips. University of Bergen, Bergen 2005, s. 288.


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tutaj aby wysłać e-mail