HALINA FILIPOWICZ
Co to są te dżendery?
"Zostaw ten feminizm. Feminizm równa się politycznej poprawności. Po
co ci to? Jest tyle innych tematów" - usłyszałam niedawno na prestiżowej
konferencji.
Dobrych rad nie należy lekceważyć. Pamiętam jednak, że to,
co wydaje się oczywiste, wcale być takie nie musi.
Biorę więc do ręki rocznik Przeglądu Lekarskiego sprzed 110
lat. Oto numer z 16 lutego 1895 roku. Prof. dr Ludwik Rydygier zabiera głos
w dyskusji, czy kobiety należy dopuścić do studiów wyższych. Kobieta
- dowodzi - jest istotą słabą fizycznie i umysłowo niezbyt lotną,
a zatem powołana jest tylko do małżeństwa i macierzyństwa. Dla Rydygiera
sam pomysł, że kobieta mogłaby zostać, dajmy na to, lekarzem, był
zgubnym przejawem tego, co dziś określa się mianem politycznej poprawności.
Autor rzuca więc na szalę swój profesorski autorytet: "Dopóki w Mydlnikach
słowik śpiewa i żer do gniazdka przynosi samiczce, dopóty ja w potrzebę
wykształcenia kobiet nie uwierzę".
Głos Rydygiera nie był odosobniony. Nic więc dziwnego, że na ziemiach
polskich jeszcze pod koniec XIX wieku studia wyższe były dla kobiet niedostępne.
Ich aspiracje do wiedzy uniwersyteckiej utożsamiano z tendencjami do niszczenia
rodziny. Panowało zarazem przekonanie o umysłowej niższości płci,
tradycyjnie uznawanej za piękną. Wskazywano na brak zdolności u kobiet
do abstrakcyjnych uogólnień, do myślenia w kategoriach teoretycznych i
filozoficznych. Polki studiowały więc za granicą. Wystarczy wspomnieć
Marię Skłodowską.
Pierwsze jaskółki zmian
Dopiero w latach 80. i 90. XIX wieku przenikanie "modnych nowinek" z Zachodu,
a także rodzimy przełom pozytywistyczny zaowocowały burzliwą debatą
prasową wokół sprawy dopuszczenia kobiet do studiów wyższych. Kwestia
ta stała się także przedmiotem dyskusji w Sejmie Krajowym we Lwowie
i w Radzie Państwa w Wiedniu. Decyzją wiedeńskiego Ministerstwa Wyznań
i Oświecenia z roku 1897 kobiety zdobyły prawo uczęszczania na zajęcia
na niektórych kierunkach uniwersyteckich w Krakowie i Lwowie. Inne specjalizacje,
uznane za wyłączną domenę mężczyzn - medycyna, farmacja, rolnictwo,
a zwłaszcza prawo - długo stawiały opór. Obawa przed konkurencją ze
strony kobiet była tak silna, że - jak zauważa Bogusława Czajecka
w książce Z domu w szeroki świat... Droga kobiet do niezależności
w zaborze austriackim w latach 1890-1914 (1990) - "wydziały prawa obu
uniwersytetów w Galicji - do roku 1914 - nie dopuściły kobiet do sal wykładowych,
nawet na prawach hospitantek. Taki tradycjonalizm nie cechował nawet wydziału
teologii" (s. 149).
Jednocześnie można było zauważyć inną tendencję. Jak pisała
w roku 1910 Kazimiera Bujwidowa w pracy U źródeł kwestii kobiecej,
"dziś, pomimo że kwestia kobieca w całym szeregu swych postulatów
jeszcze nie została rozwiązana, znajdujemy już całe szeregi kobiet
twierdzących, że kwestia kobieca w ogóle nie istnieje, bo im osobiście
udało się zdobyć tytuł Dr. przed nazwiskiem lub posadę uprzednio tylko
przez mężczyzn zajmowaną" (s. 2). Trudno się dziwić. O tym, jak
silna była w polskim społeczeństwie presja tradycyjnych przesądów
i jak skutecznie działał środowiskowy ostracyzm wobec niepokornych, świadczyć
może fakt, że Polki, w przeciwieństwie do kobiet na Zachodzie, "najbardziej
obawiały się - jak stwierdza Czajecka - śmieszności i kpin otoczenia"
(s. 218). Dla wielu kobiet, którym ruch emancypacyjny utorował drogę do
tytułu doktora i sukcesów zawodowych, feminizm stał się więc kłopotliwym
balastem. Zabiegi wokół własnej kariery - choćby za cenę kokietowania
strażników patriarchatu, a nawet jawnego odżegnywania się od prób
zrównania kobiet i mężczyzn w prawach i obowiązkach - wypierały
poczucie solidarności z koleżankami, dla których nierówność kobiet
wobec prawa i ich drugorzędna pozycja w społeczeństwie nie były czymś
z księżyca.
Wspomniana książka Czajeckiej stanowi udaną próbę ukazania historycznych
uwarunkowań i złożoności fenomenu, jakim był kobiecy ruch emancypacyjny
w Polsce pod zaborami. Czyta się ją nieomal jak sensacyjną powieść,
co bynajmniej nie osłabia wagi i wartości naukowej podejmowanych tematów
i zagadnień. Z domu w szeroki świat... dotyka spraw wciąż mało
znanych, a precyzyjny warsztat badawczy pozwala na rzetelne wypowiedzi. Obok
książki Czajeckiej ukazało się w ostatnich latach wiele innych publikacji
o historii kobiet w Polsce, choć prace z tej dziedziny nie należą do
pozycji działających kojąco na pamięć zbiorową. Przeciwnie - powstały,
by prowokować do krytycznej refleksji nad przeszłością i służyć
przezwyciężaniu stereotypowych wyobrażeń (np. o wyjątkowym patriotyzmie
Polek i ich gotowości do poświęceń) oraz wyidealizowanych zbiorowych
portretów Polek i Polaków.
Rozwiewanie mitów
Badacze literatury polskiej nie pozostają w tyle za historykami. Podobnie
jak historycy, skupiają swą uwagę na kobietach, by tak rzec, z krwi i
kości, czyli na biologicznej kategorii płci. Rzecz jednak w tym, że
tak ujmowane pojęcie płci bywa w swej anatomicznej oczywistości zawodne.
Świadczy o tym cytowana wcześniej wypowiedź Bujwidowej o kobietach,
które zdobywszy wykształcenie i prestiżowy zawód, odżegnywały
się od kobiecego ruchu emancypacyjnego, by utożsamić się z tradycyjnym
modelem męskich karier i zachowań. Zaobserwowane przez Bujwidową zjawisko
da się lepiej zrozumieć, jeśli - idąc tropem najnowszych badań feministycznych
- oddzieli się płeć biologiczną od gender, czyli "płci" wykreowanej
w danej kulturze jako pewną normę społeczną oraz określony wzorzec
"kobiety" i "mężczyzny" do naśladowania.
Zamiast więc pytać, kto jest kobietą, a kto jest mężczyzną, studia
gender inaczej formułują problemy badawcze. Co to znaczy być kobietą
bądź mężczyzną w danej kulturze, w określonej sytuacji historycznej?
Jakie obowiązują w danym czasie i miejscu normy "kobiecości" i "męskości"?
Od czego one zależą? Jak się kształtują? Jakie są konsekwencje
przyjęcia w danej kulturze takiego, a nie innego, wzoru "kobiecości" i "męskości"?
Tak można - mówiąc najprościej - określić punkt wyjścia studiów
gender, które od ponad dwudziestu lat inspirują badaczy zarówno
w naukach społecznych, jak i humanistycznych do gruntownego rewidowania dawniejszych
ustaleń. Dzięki studiom gender wiemy na przykład, że w wielu
kulturach europejskich II połowy XIX wieku za uosobienie racjonalności uchodziły
kobiety, natomiast idealny mężczyzna był uczuciowym, niepraktycznym
marzycielem. W sto lat później role się odwróciły: kobietom przypadła
rola istot łatwo ulegających emocjom i skłonnym do irracjonalnych wybuchów,
mężczyznom - rola depozytariuszy trzeźwego rozumu, panujących nad
emocjami i umiejących zachować zimną krew nawet w sytuacji bez wyjścia.
Inne spojrzenie na literaturę
W Polsce problematyka gender pozostaje wciąż w cieniu studiów
nad historią kobiet w społeczeństwie, kulturze i literaturze. Zbadanie
obszarów, gdzie dotychczas dominowała perspektywa męskocentryczna, wydaje
się bowiem sprawą najpilniejszą. Jak więc na tym tle prezentuje się
tom Gender and Sexuality in Ethical Context: Ten Essays on Polish Prose
(Gender i seksualność w kontekście etyki: Dziesięć esejów o prozie
polskiej) przygotowany przez norweskiego slawistę Knuta Andreasa Grimstada
i brytyjską polonistkę Ursulę Phillips?
Redaktorzy tomu podjęli się ambitnego zadania. Zamiast przekonywać świat,
że Słowacki wielkim poetą był, skrzyknęli grupę badaczy polskich
i zachodnich, by zaprezentować literaturę polską z innej niż dotychczas
perspektywy. Projekt ten stawia sobie kilka celów. Wziąć na warsztat nie
tylko dzieła pisarzy o sławie międzynarodowej (Gombrowicz, Schulz, Witkacy),
ale także utwory autorów poza Polską mniej znanych (m.in. Dąbrowska,
Irzykowski, Iwaszkiewicz, Nałkowska), a nawet twórczość prozaików,
którzy poza kręgiem specjalistów nie budzą w Polsce większego zainteresowania
(m.in. Breza, Mach, Przybyszewski, Szemplińska, Żmichowska). Odczytać
wybrane utwory poprzez kategorię gender i seksualności. Uczynić
to w kontekście refleksji etycznej. Opublikować powstałe w ten sposób
prace po angielsku, dla czytelnika na Zachodzie. Stara się więc tom Grimstada
i Phillips łączyć ambicje naukowe i popularyzatorskie.
Rzuca się naturalnie natychmiast w oczy, że tytuł książki na
pierwszym miejscu stawia gender, sugerując intrygujący porządek
i problem historycznoliteracki. Trzeba jednak od razu powiedzieć, że gender
traktuje się tu po macoszemu. Autorzy z reguły redukują go do anatomii
i fizjologii, dodając tu i ówdzie szczyptę psychoanalizy. Problem staje
się więc najczęściej pretekstem do rozważań o erotyzmie i homoerotyzmie,
o seksualnych inicjacjach, fascynacjach i transgresjach, o kobietach fatalnych,
traktowanych jako uosobienie cielesności - wyzywającej, kuszącej, niebezpiecznej.
Ci, którzy narzekają, że w literaturze polskiej seksualności jak na
lekarstwo, muszą się po lekturze tomu Grimstada i Phillips nieco zmitygować.
Przypadek tej książki potwierdza jednak problem, który nie dotyczy wyłącznie
badań historycznoliterackich: gender - zwłaszcza w jego uwikłaniach
historycznych i politycznych - stanowi wciąż dla badaczy wyzwanie metodologiczne.
Zagadka gender w kulturze i literaturze polskiej czeka jeszcze swojego
rozwiązania.
-----------------------------
Gender and Sexuality in Ethical Context:
Ten Essays on Polish Prose, red. Knut Andreas Grimstad
i Ursula Phillips. University of Bergen, Bergen 2005, s. 288.
|